PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Legion

Legion to produkcja zdecydowanie inna niż wszystkie dotąd oparte na komiksach. Bohaterem jest David Haller (Dan Stevens w ogóle nie podobny do Dana Stevensa, a raczej do młodego Damona Albarna z zespołu Blur), który w pierwszym odcinku siedzi w szpitalu psychiatrycznym. Zdiagnozowany schizofrenik uwierzył w swoją przypadłość i dzieli życie z mu podobnymi. Pierwsze odcinki to ciągła ekspozycja Hallera. Szpital, próba zdiagnozowania, ostatecznie próba zrozumienia genezy przypadłości i światełko w tunelu, czyli niemrawa chęć zamiany słów „zaburzenie” na „dar”. Chociaż do tego ostatniego etapu jeszcze długa droga. Wypada wspomnieć, że David jest synem Charlesa Xaviera

Stacja Fox zaangażowała w produkcję spore siły, głównie jeżeli chodzi o wykonanie. Już sama stylistyka nie przypadnie wszystkim do gustu. Temat bowiem zasługuje na estetykę bardziej chropowatą, mniej ugładzoną. W Legionie, zarówno szpital, jak i późniejsze eksplorowane miejsca (a w zasadzie raptem kilka na trzy pierwsze odcinki) to zmanierowany Wes Anderson ze szczyptą Terry’ego Gilliama. Ascetyczne wnętrza, designerskie meble, schludnie do obrzydzenia. Moja wyobraźnia uciekała niebezpiecznie w kierunku serialów sci-fi z lat 70. Na to wszystko dochodzi wspomniany Dan Stevens jako Haller, który jest przesadnie ekspresyjny i neurotyczny. Wydaje się, że ta ekspresja przy próbie pokazania multi osobowości (taki jest komiksowy koncept na postać, która jak się w końcu ogarnie to być może opanuje telepatie i telekinezę 😛 ) jest jak najbardziej w punkt. Może i tak, ale nie przy akompaniamencie takiej hipsterskiej stylistyki. Nader wszystko całość jest tak cholernie brytyjska 😛

Co ciekawe, twórcy zdając sobie sprawę z popularności filmu The Guest ze Stevensem puścili go w kilku scenach przez korytarze oświetlone mocnymi kolorami z synthwavem za plecami. Za dużo tego dogadzania.

Pomimo irytujących dialogów (przypomniały mi się od razu te wszystkie koszmarne rozmowy postaci z The Arrow, czy Agents of SHIELD), chaotycznie prowadzonych retrospekcji w kolejnych odcinkach (które de facto nie są retrospekcjami, a bieżącym odwiedzaniem papki będącej umysłem Hallera), serial intryguje. Od razu też widać (już obiektywnie), gdzie są mocne, a gdzie słabe strony ekipy. CGI jest koszmarne i nie lepsze niż CGI ze smartfonowych aplikacji, które potrafią na materiał video domontować spadające kamienie, samochody etc. Mocną zaś stroną są wszelkie zwizualizowane kwasiaste odczyny z mózgu głównego bohatera w formie niepokojących obrazów. Trochę Twin Peaks, trochę Donnie Darko, a przede wszystkim ten słynny pokój hotelowy z Las Vegas Parano. Brawa dla operatora, charakteryzatora i pionu od wystroju wnętrz (w tych konkretnych, niepokojących fragmentach).

Pomimo wielu drażniących aspektów nie mogę przejść obojętnie obok atutu, dzięki któremu (albo przez który) serial będę oglądać. Wzbudził moją ciekawość. Jestem cholernie zaintrygowany, czy takiego delikwenta da się oswoić, zrozumieć i co najważniejsze czy da się go wykorzystać w dobrej sprawie. Mam więc nadzieję, że ogromny potencjał zostanie należycie wykorzystany. W tym przypadku jestem gotów przymknąć oko na szereg wymienionych negatywnych doznań.

Pierwszy odcinek zobaczycie 9 lutego w stacji FOX o godz. 22:00

Za seans dziękuję telewizji

FOX

Reżyseria: Noah Hawley (odcinek 1), Michael Uppendahl (odcinek 2 i 3)
Scenariusz: Noah Hawley
Obsada: Dan Stevens, Katie Aselton, Rachel Keller, Audrey Plaza
Zdjęcia: Dana Gonzales
Muzyka: Jeff Russo