PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Gość (2014)

The Guest - Gość - 2014Odwiedził mnie niespodziewanie… Tak jak tę rodzinę w filmie. Okazał się pięknym filmowym prezentem na koniec roku. The Guest, bo o nim mowa, był jak wszystkie moje ukochane postaci z VHS skomasowane w odtwórcy głównej roli, Danym Stevensie. David przyszedł znikąd i twierdząc, że jest przyjacielem syna, który zginął w Iraku. Matka, młodszy brat, siostra i z początku podejrzliwy ojciec przyjęli go z otwartymi ramionami. „Do rany przyłóż” facet. Odwiezie brata, spuści łomot tym, którzy go gnębią. Wstawi się na imprezie za obcą dziewczyną. No, i jak wygląda? Jednak ten jegomość (a dokładniej gość) ukrywa coś przed widzem. Tajemnica w rezultacie nie okazuje się być tak atrakcyjna, jak to operator sugeruje tajemniczymi zbliżeniami na stalowe spojrzenie Gościa. Mało to jednak ważne. Całość jest tak atrakcyjnie podana, że odkładamy na bok wszelkie próby wyjaśniania czegokolwiek i po prostu świetnie się bawimy, aż po sam finał.

 

Będę musiał baczniej się przyjrzeć wcześniejszym dokonaniom reżysera, czyli filmom Adama Wingarda. Zupełnie pominąłem jego V/H/S (chyba po tym tytule Wingard wzmocnił swoją pozycję na rynku). Miałem za to kontakt z You’re Next i z perspektywy czasu jeszcze dokładniej wiem z czym miałem problem przy poprzedniej produkcji twórcy i dlaczego oceniłem ją tylko jako niezłą. Pomijając kiepskich aktorów, to największą bolączką było to, że nie potrafiłem wyczuć gdzie jest granica pomiędzy powagą, a zgrywą. Jestem przekonany, że uśmiechałem się i angażowałem na poważnie nie w tych momentach, w których życzyłby sobie twórca. Mam nadzieję, że ktoś zrozumie mój wywód :).

The Guest - Gość - 2014

W The Guest jest inaczej. W mig pojąłem zamysł Wingarda i doskonale odnalazłem się w filmowym przekazie. Wszyscy piszący o Gościu zachwalają klimat jaki w końcowym efekcie udało się uzyskać reżyserowi. To prawda, wiele czynników składa się na to, że starsi widzowie będą urzeczeni tym koktajlem pełnym najlepszych klisz sprzed 30-tu lat. Czego my tu nie mamy… Trochę Universal Soldier, trochę Dudikoffa, szczypta Nico. Ja wychowałem się na tych filmach i niejedną kasetę mi wkręciło w odtwarzacz VHS…

The Guest - Gość - 2014

Jednak sama nostalgia by nie wystarczyła, gdyby nie jakość wykonania. Jasne, że Windgard mógł zaryzykować i nagrać to „po bożemu”, tak jak 30 lat temu. Jednak wtedy produkcja nie byłaby tak udana. Wspomnienia to jedno. Podane przy akompaniamencie muzyki z lat 80-tych i świetnie sfotografowane przez Robbiego Baumgartnera, wysuwa ten tytuł na prowadzenie wśród zeszłorocznych produkcji. Baumgartner jest częściej widziany jako drugi operator przy największych kinowych produkcjach (Operacja Argo, Igrzyska Śmierci, Aż poleje się Krew i wiele innych). Mam nadzieję, że po The Guest podniósł swoje akcje. Zasłużył.

The Guest - Gość - 2014

Cała historia, nie ukrywam, nadawałaby się na serial do telewizji. Typ wchodzący w nowe środowisko mógłby przecież przez kilkanaście sezonów „rozwiązywać” rodzinne sprawy. Windgard na szczęście szybko zamyka pierwszy akt i, gdy już wszyscy „nasycili” się Davidem, odsłania jego prawdziwą naturę. Dostaliśmy więc zacne filimidło podzielone na trzy rozdziały, każdy w odniesieniu do innej 80’spiracji (zaklepuję to słówko :). Film o tajemniczym nieznajomym z wojskową przeszłością przechodzi w rasowy akcyjniak, by na slasherze skończyć. Jeżeli zaś chodzi o ostatnie sceny i czający się za rogiem sequel, to z jednej strony można narzekać na to, że podobny schemat widzieliśmy tyle razy, z drugiej strony, czemu mamy narzekać? Przecież to się ZAWSZE tak kończyło 🙂 A sequel być powinien, bo też ZAWSZE był 🙂

The Guest - Gość - 2014

Film jest brutalny, ale mieszczący się w ramach tego co zobaczyliśmy w zeszłorocznym Johnie Wicku, czy Equalizerze. David używając broni palnej, nie chybia i brakuje tylko tubalnego „Headshot!!” z głośników. W walce wręcz najbliżej mu do Seagala. Jest kilka dziwnych scen, tłumaczę je jednak sobie tym, że scenarzysta chciał mi pokazać jakim to świrem jest David (jak scena z samochodem). Ostatnie zdanie odnośnie muzy… Soundtrack, zaczynając od kawałka Annie Anthonio, po wygrzebane z połowy lat 80-tych utwory holenderskiego zespołu Clan of Xymox, doskonale sprawdzają się w trakcie nocnej jazdy samochodem przez miasto. Sprawdziłem 🙂 Tytuł być może 30 lat temu zniknąłby na półce tuż obok Cobry (1986) i Steel Dawn (1987), jednak teraz…

Film gorąco polecam wszystkim, którzy chcą zejść na chwilę z torów prowadzących na Oscarową galę.

8/10 - bardzo dobry + petarda

Czas trwania: 99 min
Gatunek: Akcja
Reżyseria: Adam Wingard
Scenariusz: Simon Barrett
Obsada: Dan Stevens, Maika Monroe
Zdjęcia: Robby Baumgartner
Muzyka: Steve Moore

  • No to już w tym tygodniu muszę się w końcu za to zabrać, bo jak wszyscy piszą, że dobre to trzeba obejrzeć. Przyznam się, że mnie film zainteresował ze względu na odtwórcę roli głównej tj. dana Stevensa. Grał w serialu Downtown Abbey i szkoda mi było strasznie jak odszedł. Jeśli jednak owocuje to dobrym filmem z jego udziałem to może było warto 🙂

  • Simply

    Ten murzyn był ciekawy z fejsa – regularny czarnoskóry Yul Brynner. Nagrać, to się nie nagrał za wiele, ale prezencję ma .

  • Tego murzyna to widzieliśmy jako recepcjonistę w "John Wick". Ale on to chyba tylko dobrze wygląda. Chudy i wysoki, żadnym fajterem nie jest 🙂

  • Aż się boję sprawdzać… 😀

  • Simply

    Ale może być hunganem , to jeszcze gorzej. Oni ten eksperyment pentagonalny robili pewnie na Haiti, a to nas odsyła do płyty roku .

  • Kolejna pozytywna opinia na temat filmu, dlatego na pewno go obejrzę. Poza tym, jestem ciekawa jak nieco misiowaty Matthew z Downton Abbey, przeistacza się w zabijakę. 😉

  • W pełni się zgadzam z oceną 😀 Ten film mnie totalnie zaskoczył, ogląda się to kapitalnie.

  • A masz jakąś ulubioną scenę? Bo ja film widziałem kilka tygodni temu i już nic z niego nie pamiętam. Nic ciekawego dla mnie się w tym filmie nie wydarzyło, raz tylko bohater w klubie pił ostrego drinka.

  • Fajny film. Oglądałem i polecam !! fajny blog.

  • Wszystkie sceny z tytułowym gościem są świetne. W szczególności te w których wydaje się że specjaliści od tajnego programu zaszczepili w Davidzie "spoko funkcje" 🙂

    -spoiler-

    Ostatnia scena gdy leży i kwiczy, wciąż z uśmiechem z reklamy, mówi "dobrze zrobiłeś" 🙂

    Albo scena gdy na imprezie korzysta z zaproszenia do palenia. Przecież mógłby powiedzieć "nie, narkotyki są złe". David porządnie się zaciągnął, w tle zaczyna się nowa "spoko muza" i David na to (z uśmiechem) "Dzięki"

    Akcja w barze też jest dobrze nakręcona. Chociaż aktor chyba nie jest specjalistą od sztuk walki, to w zwarciu porusza się tak dobrze jak Seagal 30 lat temu 🙂

  • Niee, tu nie ma strachu. Sama rozrywka, choć z pewnością większa dla starszych roczników. Jednak warto (i trzeba!) obejrzeć i zobaczyć kawał porządnej B klasy.

  • Kurczę. Wszyscy piszą przy okazji Gościa o "Downtown Abbey". Niestety nie widziałem 🙂 (a co to znaczy odszedł? Skończyła się rola dla granej przez niego postaci?)

  • To idealny seans do tzw. Buddy-Watching 🙂

  • Tym bardziej dla bloga "Muza z Kadru". Życzyłbym sobie opisania ścieżki dźwiękowej do "The Guest" 🙂 Jeśli można oczywiście prosić 🙂

  • SPOILER ALERT DWNTOWN ABBEY postać grana przez Stevensa została uśmiercona w tragicznym wypadku samochodowym pod koniec chyba 2 albo 3 sezonu. (aktor postanowił odejść z serialu i go uśmiercili). Co ciekawe w serialu grał sztywnego arystokratę a tu sie zapowiada rola twardziela w The Guest 🙂

  • Bardzo chętnie, jednak najpierw muszę obejrzeć film. 😉

  • Te pozytywne opinie słyszane tu i tam sprawiają, że mam coś w rodzaju wyrzutów sumienia, że jeszcze go nie widziałem. Może kiedyś, jak swoje odczeka i pokryje się patyną, to obejrzę. Lista niewidzianych za rok 2014 rośnie – "The Guest", "The Rover", "Gone Girl".

  • Oj długo czekałem na taki film jak "Gość". W sensie, że po plakatach, opisach itd. spodziewałem się jakiegoś prostego thrillera z manipulującym rodziną psychopatą pokroju "Obsesji" z Beyonce, a tu proszę – cudowne zaskoczenie. Ostatni raz miałem tak chyba przy okazji "Spring breakers".
    Zakochałem się w muzyce, na wpół-poważnych scenach puszczających oczko do widza no i oczywiście gatunkowym miszmaszu. Coś wspaniałego.

  • Z Gościem jest o tyle ciekawa sprawa, że już widzieliśmy kiedyś podobne filmy. To tak jakby ktoś odciął Cię od Twojego ulubionego napoju i teraz, po parunastu latach dał znowu do posmakowania. "Kurna, przecież to jest dobre. Dlaczego przestałem to pić??!" 🙂 Tak widzę gościa 🙂

  • Ja mam tak z filmami które Ty opisujesz. Generalnie oglądam 2-3 filmy tygodniowo, a w magazynie przybywa 9-10 tytułów.

  • A mnie "Następny jesteś ty" bardzo się podobał, "V/H/S" już nie. Co do "Gościa" to nadal się zastanawiam, bo recenzje (Twoja i innych internautów) wspominają o nawiązaniach do starszego kina (co lubię), ale też o strzelankach (czego w kinie nie trawię). I tak się zastanawiam już od dłuższego czasu, czy się przełamać…

  • To prawda że Wingard napakował dużo składników do swojego drinka. Tu jest trochę jak z lunaparkiem, gdzie nie wszystko musisz "zaliczyć" 🙂 Akurat mi to pasowało i skorzystałem ze wszystkich atrakcji.

  • Est

    Film świetny, muzyka rewelacyjna. Jedynie patrząc na Stevensa miałem ciągle przed oczami Goslinga. I nawet mógłbym napisać, że rośnie następca Goslinga, ale Stevens jest tylko o dwa lata młodszy. Gdzie on się chował do tej pory? Co do Wingarda to on w pierwszym "V/H/S" odpowiadał za wątek spajający te wszystkie mini-historie. I wypadł naprawdę nieźle. Natomiast w drugiej odsłonie tej kompilacji wypadł już strasznie słabo. W sumie to jego segment był najsłabszy w całym "V/H/S/2". Reżyser brał też udział w "The ABCs Of Death", ale tam też nie zabłysnął.

  • Dopiero teraz?! Świetny film 😉

  • No wiesz Est… Przebić się przez tylu podobnych Goslingowi to ciężka sprawa 🙂 Miał po prostu zajebiste szczęście. Patrząc na filmografię to nie jest jedna z tych "dziecięcych" gwiazd. Stevens rozpoczął chyba karierę tak jak należy 🙂 Szkoła, studia, teatr, sztuka "Mackbeth", a później pooooszło 🙂

  • W opisie i komentarzach brakuje mi dwóch elementów, w zasadzie trzech.

    1. Adam Wingard.
    Jakieś 30 lat temu, no może 40… doszło do pewnego przewartościowania w amerykańskim przemyśle filmowym, pewne pomysłu już się zużyły, ludzie odchodzili od nudnego kina końca lat 50, 60 i szukali ciekawszych wrażeń, które w tym okresie częściej obecne były na ulicach niż salach kinowych. Kilku producentów postanowiło zaszaleć i dać szanse młodym misiem, którzy dopiero co skończyli szkołę filmową (która istniała być może od kilku lat, nie jako za sprawą ale i w kontraście do szkół teatralnych). Wyśmiewani, raczej nie traktowani poważnie specjaliści od filmów, które przecież zawsze były tylko masową używką tak daleką od klasycznego i "wyższego" teatru, wzięli sprawy w swoje ręce. DePalma, Scorsese, Spielberg, Lucas, ale też rzemieślnicy jak Craven na nowo zdefiniowali kino tworząc pierwsze prawdziwe blockbustery, filmowe sagi i przyciągają ludzi na nowo do kin.
    No tak, ale dlaczego w odniesieniu do AW piszę o tym wszystkim?
    Bo podobnie jak kiedyś Ci wcześniej wymienieni, podobnie jak Camron, Bigelow, czy Tarantino AW jest przyszłością świetnej kinematografii. Oczywiście nie jest sam, ma u boku doświadczonych już Ti Westa, Jeremy'ego Saulniera, Adriana Garcie Bogliano…
    Oczywiście, ktoś może stwierdzić, że przecież jest jeszcze wielu, wielu młodych zdolnych wychowanych na indie filmowaniu, którzy już teraz zostali dostrzeżeni przez producentów i garnitury z korporacji filmowych. Różnica jest taka, że żaden z młodych wymienionych przeze mnie nie zdążył się jeszcze naciągnąć na Spierd-mana, Godzillę czy inną Fantastyczną Czwórkę, jak na razie panowie trzymają się mocno swoich wartości i przekonań.

    2. Maika Monroe
    Bez wątpienia odpowiedzialna w najbliższej przyszłości za wiele mokrych snów nastolatków i panów w wieku nie wskazującym już na nocne polucje.
    Jak dotychczas nie specjalnie wyróżniająca się z tłumu ładna buzia odpowiada za wiele cudownych film w tym filmie. Odgrywając drugoplanową rolę potrafiła ukraść dużą część produkcji dla siebie.
    Nie jest zaskakującym, że kilka miesięcy później pojawiła się w It Fallows, już jako odtwórczyni głównej roli.

    3. carpenter's font

    Czyż czcionka z okładki nie wygląda znajomo? To uprzejmość skierowana w stronę Carpentera, i przypomnienie jego największych sukcesów. Do tego można dodać, że zarówno You're next jak i Guest odwołują się pośredni do wielkich lat 80 Wesa Cravena i Johna Carpentera zarówno w klimacie jak i drobiazgach, takich jak wspomniana czcionka.

  • Dzięki za komentarz.

    Maika jest zajebiście naturalna. Może wystąpić w kolejnym blockbusterze, niszowym horrorze i może też być dziewczyną z sąsiedztwa… A odnosząc się do tej "nowej fali" do której zalicza się Wingard, West i kilku innych to coś jest na rzeczy. Oni nie czekają na mannę z nieba tylko robią swoje.

  • Pingback: The Woods (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Outcast: Opętanie (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: 30 najlepszych filmów XXI wieku - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Blair witch (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Legion - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Notatnik śmierci (2017) - Po napisach | z pasją o filmach()