PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Ip Man (2008)

Recenzja filmu "Ip Man" (2008), reż. Wilson YipIp Man, wielki mistrz jednego ze stylów wushu – Wing Chun, zmarły na początku lat 70-tych doczekał się już wielu krążących wokół swojej osoby legend. Podobno uczył sztuk walki samego Bruce’a Lee, chociaż badacze i historycy spierają się o ten wycinek z życiorysu mistrza. Jednak nie o Lee Jun-fanie będziemy dzisiaj rozmawiać, a o Ip Manie i filmie nakręconym w 2008 roku przez Wilson Yipa.


Ip Man opowiada o małym fragmencie z życiorysu Chińczyka, a dokładnie o życiu w mieście Foshan w czasie japońskiej okupacji. Pochodzący z bogatego rodu mistrz kung-fu nie musi się zbytnio martwić o dobrobyt swój i swojej rodziny. Prowadzi w gruncie rzeczy sielankowe życie dając co jakiś czas nauczkę co bardziej zapalonym entuzjastom sztuk walki.

Okolica, w której mieszka mistrz, słynie z licznych szkół walki, a zarówno uczniowie, jak i właściciele czują przed Ip Manem respekt. Całe życie oparł na szacunku do bliźniego. Był świadomy swoich umiejętności. Teraz przyszedł czas wojny i zmieniła się sytuacja materialna rodziny Ip Mana. Przyszedł głód i choroba. Ip Man stanął przed nowym wyzwaniem, jednak swojej postawy nie zmienił…

Recenzja filmu "Ip Man" (2008), reż. Wilson Yip
Film dosłownie pożarłem. Rzuciłem się i wsiąkłem w esencję, czyli walki, które zostały ułożone przez choreografów z iście diabelską precyzją. Odrzuciłem na bok wszystko nad czym pracowali specjaliści od scenografii, kostiumów etc. To właśnie walki są tutaj najważniejsze. Zachowałem się w ten sposób trochę nie fair, bo przecież z reguły jestem w stanie docenić kunszt dekoratorów, kostiumologów itd. Jednak kto oglądał ten film, z pewnością to rozumie.

Każda przedstawiona tu walka to prawdziwy obraz malowany ręką znamienitego artysty. Tutaj czuć każdy naprężony mięsień Ip Man’a. Widać każdy cios, który dochodzi do celu. Słychać każdą złamaną kość. Pojedynek Ip Mana z dziesięcioma przeciwnikami oglądałem kilka razy i to już jest dla mnie klasyk w tym segmencie kina. Ten film to arcydzieło gatunku, a choreograf (znowu Donnie Yen) powinien za ten tytuł mieć stawianego drinka w każdej szkole wushu (a może ma :).

Recenzja filmu "Ip Man" (2008), reż. Wilson Yip
Pełen energii obraz, gdzie każda walka jest inna i pełna zaskakujących ujęć. A reszta? No wiecie… reszta jest. Tutaj liczy się tylko ta esencja, bo gdy Ip Man z żoną rozmawiają o tym, że nie ma co jeść, albo gdy Ip Man czule obejmuje chorą małżonkę, to widz traktuje takie sekwencje jak przerwę pomiędzy kolejnymi rundami. Czy to źle? Być może przez tak wywindowane jakościowo ujęcia potyczek, reszta scen ucierpiała. Mi to nie przeszkadzało. Po prostu odpoczywałem cierpliwie przed kolejna rundą.

Udała się też twórcom jedna rzecz w trakcie seansu – zasiać w widzach to, co zapewne miało miejsce w historii miasta Foshan. Legenda.

Legenda związana z osobą mistrza. Oglądałem ten film w męskim towarzystwie i naprawdę wierzyliśmy w niego tak jak wierzy się w reprezentację przed ważnym meczem. Wierzyliśmy, że Ip Man może zabić smoka jednym uderzeniem, że może przenieść zamek i takie tam. Legenda człowieka, który de facto legendą był. Wspaniały film i wspaniałe widowisko martial arts. Polecam.

8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 106 min
Gatunek: Biograficzny, Akcja
Reżyseria: Wilson Yip
Scenariusz: Edmond Wong, Chan Tai-Li
Obsada: Donnie Yen, Simon Yam
Zdjęcia: Sing-Pui O
Muzyka: Kenji Kawai

  • Skoro podobała Ci się jedynka ze względu na walki to dwójka pewnie masz już na liście spodobać bo tam praktycznie całkowicie zrezygnowano z otoczki fabularnej i postawiono na walki… jeszcze bardziej nieprawdopodobne choreograficznie…

  • Tomiga, w ogóle mi się nie podobała dwójka. Właśnie obejrzałem. W jedynce przy walkach miało się dreszcze. Oprócz tego, że były spektakularne, były przemyślane i wpisane w fabułę (jakkolwiek to było tylko tło, okazuje się, że jako całość zdało egzamin). Dwójka to jakaś brednia. Fajna była walka na stole, ale bokser to kompletny absurd. W kilkuminutowej walce z generałem w jedynce było więcej ikry niż w 10 minutowej z bokserem w dwójce… W grudniu ma premierę trzecia część. Mam nadzieję, że zrobią to porządnie…

  • No właśnie teraz zobaczyłem Twoją ocenę na Filmwebie drugiej części… jedynka jest lepsza filmowo w dwójce fabuły prawie nie ma… natomiast walka na stołach zrealizowana była świetnie… i ją własnie zapamiętałem z drugiej części…
    No też czekam na trójkę… zobaczymy co im wyjdzie…

  • Głównym choreografem walk, zarówno w jedynce jak i dwójce, jest Sammo Hung Kam Bo, jeden z czołowych reprezentantów kina kung fu. Ja lubię całą trylogię IP Mana (wliczając także prequel "Narodziny legendy"), zwróciłem uwagę także na całkiem niezłą, zapadającą w pamięć muzykę.

  • Z listy płac wynika, że Hung planował sceny akcji, a Yen był choreografem. Lecz mniejsza z tym. Z pewnością obaj mieli duży wpływ na to jak wyglądały pojedynki. Sammo Hunga znam bardzo dobrze. To właśnie on walczył z Ip Manem na stole w dwójce. Sammo Hunga pamiętam z wielu filmów z Jackie Chanem. Wracając jeszcze na chwilę do Ip Mana 2. Dla mnie wszystko siadło w drugiej części od momentu pojawienia się tego przerysowanego, wyciągniętego z komiksu boksera. No i bolączką jest to, że w sumie Azjaci mają to w dupie i dają w swoich filmach do takich ról ludzi znikąd. Ot tak, żeby dobrze wyglądali (chociaż swoją drogą to typ wyglądał bardziej na instruktora fitness a nie boksera). Drugą połowę filmu oglądałem na siłę.

  • Przeważnie to nie są ludzie znikąd, tylko osoby które od dziecka trenują sztuki walki i są w tej dziedzinie mistrzami. 'Action director' w filmach sztuk walki oznacza to samo co choreograf scen walk. Na imdb pisze, że Donnie Yen jako choreograf był 'uncredited', czyli niewymieniony w czołówce, a więc jego praca w tym zakresie była niewielka. Warto przy okazji wspomnieć, że po śmierci IP Mana oraz Bruce'a Lee najważniejszym popularyzatorem stylu Wing Chun był właśnie Sammo Hung, który nakręcił kilka filmów o tej odmianie Wushu.

  • Mnie irytował nawet akcent zatrudnionych aktorów do ról anglików. Wszyscy byli tak do bólu sztuczni. Główny oponent (zmarły zresztą w tym roku) swoją ekspresją na ringu mnie rozwalał. Pomijam fakt, że bokser, który doszedł tak wysoko nie zachowuje się jak pajac i nie obraża przeciwników przed, w trakcie i po walce. Oczywiście podług scenariusza musiał być tym złym, jednak mierziło mnie to strasznie. Całkowicie spierdolony potencjał na postać czarnego charakteru.

    Sammo to gość. Ktoś kto go nie zna może powiedzieć "A tam. Nie wierzę, że taki grubasek takie rzeczy potrafi". Ale Sammo wyglądał tak od kiedy pamiętam i zawsze poruszał się z taką samą gracją na ekranie.

  • Jeszcze jest coś takiego jak "Ip Man: Ostateczna walka". Widziałeś Mariusz?

  • Nie widziałem. Jest także "The Grandmaster" (2013, reż. Wong Kar Wai), w którym rolę Ip Mana zagrał Tony Leung. Tego filmu też nie widziałem.

  • Gee

    "Jedynka" świetna (7.5/10), "Dwójka" znaczne obniżenie lotów (5/10). Reszty Ajpimenów nie polecam, oprócz wizualnego majstersztyku Kar-Waia (8/10).

  • Świetny film, dopiero znalazłam chwilę nadrobić. Teksty "Tylko uważajcie na meble" albo.. "Tatusiu, mamusia mówiła, że jak wreszcie nie zaatakujesz, to zniszczy się więcej rzeczy" totalnie mnie rozwaliły 😉 Wart obejrzenia, pomimo że dalej nie jest już tak wesoło.

  • Cieszę się, że ci się spodobało. Chociaż… byłem o to raczej spokojny 🙂