PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Bleeder (1999)

Recenzja filmu "Bleeder" (1999), reż. Nicolas Winding Refn

Gdyby w uniwersum stworzonym przez Kevina Smitha w 1994 roku zaczął padać deszcz i nie wschodziło słońce, to pięć lat później bohaterów Sprzedawców odnaleźlibyśmy w obrazie Nicolasa Winding Refna Bleeder. Randal (Jeff Anderson) to teraz Lenny (Mads Mikkelsen). Lenny obejrzał już tak dużo filmów, że nie potrafi zagadać do dziewczyny, która mu się podoba. Stara się. Jednak te starania obserwowane z drugiego planu wyglądają jak podchody Joe Spinnela do kobiet w filmie Maniac (1980). Jeżeli już rozmawia, to szybkim skrótem próbuje zejść na temat ostatnio obejrzanego filmu. Nie ma już w nim tej nienawiści do klientów i brakuje mu inteligentnych, choć złośliwych przytyków. Taśmy VHS wypaliły mu potrzebne pokłady empatii i po prostu usiłuje przetrwać od seansu do seansu. Na pewno? To tylko pozory. Pewien narzucony przez reżysera schemat pod stereotyp wyznawany przez gro społeczeństwa.

Leo (Kim Bodnia) to aspołeczny i nie potrafiący się odnaleźć w świecie dorosłych mężczyzna (chociaż ciałem dorosłość osiągnął już dawno). To tak jakby Dante Hicks (Brian O’Halloran) był przez 5 lat wyrzucany z kolejnych posad, aż do podjęcia decyzji, że do końca życia będzie ciągnął zasiłek i żył na kocią łapę z dziewczyną przerywającą rokrocznie ciąże. Nieprzewidywalny frustrat.

Recenzja filmu "Bleeder" (1999), reż. Nicolas Winding Refn
Leo i Lenny to główni, chociaż nie jedyni bohaterowie świetnego Bleeder. Poznajcie zatem: Kitjo (Zlatko Buric) – właściciel wypożyczalni, Louis (Levino Jensen) – spięty do granic możliwości szczupły skinhead i Lea (Liv Corfixen), która potrafi przeczytać jedną książkę dziennie.
Cały Bleeder to zapis wypalającego się lontu u Lennego aż do spektakularnego wybuchu. Nie ma pracy, ogląda filmy, partnerka spodziewa się dziecka i szykuje pokoik dla noworodka co rusz przestawiając rzeczy konkubenta. Lenny nawet nie stara się powstrzymać fali gniewu. Zresztą widz nie ma wątpliwości, że już niedługo stanie się coś złego. Poszczególne sceny kończą się przez zatopienie kolorowych kadrów w krwistej czerwieni.

Recenzja filmu "Bleeder" (1999), reż. Nicolas Winding Refn
Nicolas Winding Refn rozlicza się w swoim Bleeder z oskarżeniami o to, że przemoc na ekranie ma przełożenie na agresję na ulicy. Nie ma. Oglądając Maniaka (który de facto pojawia się w Bleederze, jako hołd dla kina eksploatacji), czy też 101 dalmatyńczyków może nam z równą mocą odbić w warunkach szczególnych. Moim zdaniem zbrodnie w afekcie lub też te szczegółowo przemyślane nie wywodzą się z tego co wejdzie z taśmy celuloidowej do naszego umysłu. 
Bleeder wciąga głównie przez świetnie opowiedzianą historię, nawet jeżeli jest złożona z epizodów. Dodatkowym atutem jest umiejętne założenie realizacyjne, że w każdym momencie ktoś może „nacisnąć na spust”. Jest nerwowo, gdy Lenny rozmawia ze szwagrem lub prosi o załatwienie broni itd. Surowy klimat kopenhaskich przedmieść to prawie dzielnica z piwnicą u Maynarda (Duane Whitaker) w Pulp Fiction. Co więcej, jest w Bleeder scena nawiązująca, a raczej będąca pewną alternatywną wariacją na temat: „Co by było, gdyby Marsellus Wallace nie siedział w samochodzie, a spotkałby na ulicy Butcha?”.

Recenzja filmu "Bleeder" (1999), reż. Nicolas Winding Refn

Niech przymiotnik „surowy” przy estetyce dotyczącej tej produkcji nie włoży filmu w przegródkę ze słowem „niedopracowany”. Bleeder to świetnie prowadzona kamera. Szybkie, konkretne najazdy na akcje. Aktorzy to ulubieńcy reżysera i jeżeli znacie trylogię Pusher, rozpoznacie same znajome twarze. Świetne dialogi „o niczym” dla osób z boku i „o wszystkim” dla biorących żywy udział w dyskusji o tym, który z aktorów kina akcji jest lepszy.

Bleeder to obraz ponury będący jednocześnie hołdem dla tych wszystkich, którzy spędzili długie godziny wertując kasety w wypożyczalniach VHS. Polecam, bo to pozycja obowiązkowa w filmografii twórcy późniejszego Drive.

8/10 - bardzo dobry
Czas trwania: 98 min
Gatunek: Dramat
Reżyseria: Nicolas Winding Refn
Scenariusz: Nicolas Winding Refn
Obsada: Kim Bodnia, Mads Mikkelsen, Zlatko Buric
Zdjęcia: Morten Søborg
Muzyka: Peter Peter
  • aż mam ochotę przypomnieć sobie ten film 🙂

  • Simply

    ,,… Moim zdaniem zbrodnie w afekcie lub też te szczegółowo przemyślane nie wywodzą się z tego co wejdzie z taśmy celuloidowej do naszego umysłu…''
    To zależy. ,,Star Wars'' i wszystko , co się z nimi wiąże, jednoznacznie budzą we mnie agresję i mam ochotę wpierdolić jakiemuś gikowi ,, Gwiezdnych wojen'' . To samo marvele i LOTR.
    Uwielbiam ,, Chasing Amy'' ale te klimaty konwentów, na których wszyscy walą konia pod taki kurwa syf i to na poważnie, to jest dizaster kompletny 🙁
    Pięknie to zostało wyśmiane w ,, Human Traffic'' – tam jedyny gik SW ma móżg rozgotowany na kisiel i nie dojdziesz , czy to jego całe gikowanie jest konsekwencją ćpania na potęgę, czy odwrotnie.

    ,,.. Lenny obejrzał już tak dużo filmów, że nie potrafi zagadać do dziewczyny, która mu się podoba. Stara się….''

    To , to jeszcze ciul. Ja wczoraj obejrzałem,, Inquisition'' Paula Naschy'ego z 1976 . Naschy jest XVII wiecznym inkwizytorem, który już tyle pań na stos posłał i tyle nekromanckich, kobiecych wyznań torturami wydusił , że już nie potrafi normalnie zagaić, jak mu się laska podoba.
    Siedzi więc sobie pośrod ksiąg w swej zimnej komnacie, panna wchodzi dorzucić polan do kominka, a jego spala ogień pożądania, choć na zewnątrz jest sztywny, jak Dillinger. Wstaje z zaciętą miną , podchodzi do niej dostojnie i nieśmiało, na wdechu, zapina tekst :
    – What do you think about devil ?
    Stara się 😀 ))

  • Jeżeli na to wpłynęła moja recenzja, to jest mi bardzo miło 🙂

  • Wyobraziłem sobie jak wstawiają Cię za karę na konwent miłośników "Star Wars" :):) Od cholery Czubak i innych stworów. Nie możesz znaleźć wyjścia i trafiasz od wywiadu z najfajniej przebranym fanem, do sali gdzie księżniczka Leja podpisuje fotki 🙂

    No ciekawe zagajenie do dziewuchy w tym ,,Inquisition''. Ja sobie przypomniałem scenę z typem, którego nie cierpisz 🙂 Chevy Chase i "Golfiarze 2" (1988). Chase przysiada się do czterech dziewczyn w klubie golfowym. Dystyngowane towarzystwo. Chase bez ogródek zagaduje po kolei proponując czynności seksualne. Ale robi to taką gówniarską grypserą typu "zwalisz mi gruchę?". No i wstaje jedna po drugiej. Zostaje ostatnia z uśmiechem. No i Chase się pyta "Czy dostałaś kiedyś 50$ napiwku?" (kontekst z tego co pamiętam sugerował, że ma być striptiserką). No i Chase został sam przy stole. Też się starał. W filmie wyglądało to znacznie lepiej 😛

  • Simply

    Najfajniej przebranym ? To musi być sprzątaczka z odkurzaczem ( czytaj R2D2 ) ona mi wskaże drogę do wyjścia.
    A inkwizytorowi udało się po perypetiach zdobyć pannę, ale na końcu oboje marnie skończyli . Długa, to, okrutna i dość skomplikowana historia.. A zarywanie ,, na diabła'' = KVLT !
    Skąd wiesz, że ja nie lubię Chevy Chase'a ? Chyba o tym nie wspominałem, o ile pamiętam.

  • Wydawało mi się, że przy okazji "W krzywym zwierciadle" z tego roku. Jednak sprawdziłem i nie pisałeś 🙂

  • Simply

    Prawda jest taka, ze o mojej awersji do Chevy Chase'a mówiłem tylko jednemu człowiekowi w ogóle i było to bardzo dawno…. Ciekawe.

  • Pisząc, że go nie cierpisz pewnie gdzieś tam też założyłem, że tak jest. Widziałem dużo filmów z Chevym i za cholerę mi nie pasuje, żebyś którymś się zachwycił.

  • Est

    Aż szkoda, że Refn nie zrobił więcej filmów ze swoimi ulubionymi aktorami. Zupełnie o nich zapomniał jak wskoczył do Hollywood. A film "Bleeder" uwielbiam praktycznie za wszystko, klimat, aspołecznych bohaterów. I szkoda, że te wszystkie nowe filmy Refna są jakieś takie puste, trochę takie wydmuszki w porównaniu z jego początkowymi produkcjami.

  • Ja bym sobie chętnie zobaczył duet Mads & Kim, nawet niekoniecznie u Refna…

  • oczywiście, przypomniała mi, że kiedyś film ten mi się bardzo podobał