PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Darren Aronofsky

darren-aronofsky-2Urodzony 12 II, Darren Aronofsky

Kolejny Nowojorczyk w moim cyklu. Ukończył studia filmowe na Harvard University. W 1996 roku rozpoczął pracę nad scenariuszem do Pi, co zaowocowało jego premierą w 1998 roku. Ten pełnometrażowy debiut wkręcił się w głowę widzom, niczym pamiętna scena z wiertarką z tegoż filmu. Kosztujące 60 tysięcy dolarów Pi, zarobiło już ponad 3 miliony dolarów. Owszem, to kino niezależne i niszowe, przez większość odkryte dopiero po kolejnym filmie reżysera. Zawsze czekałem na jego kolejny film. Niestety reżyser zrobił mi niesmacznego psikusa swoją tegoroczną produkcją. Dlaczego? Noe, czyli „Film o facecie w łódce”. Nie ma niczego, co by mogło wskrzesić choć iskrę zainteresowania we mnie tym tematem. Mam oczywiście nadzieję, że film okaże się sukcesem i Aronofsky szybko przystąpi do realizacji kolejnego pomysłu. Subiektywna ocena filmografii reżysera poniżej.

   MIEJSCE 5   

Pi (1998)

Pi (1998). Historia matematycznego geniusza, który ma w życiu jeden cel. Odkryć prawidłowość w liczbie Pi. Ma nadzieję, że wynik badań będzie można zastosować na giełdzie. Jego pracą interesuje się korporacja chcąca jak najszybciej poznać rezultat prac. Max popada w końcu w obłęd. Wszystko podane w halucynogennym, czarno-białym sosie. Nie chciałbym, żeby ostatnie miejsce było odczytane dosłownie. Oceniam go jako film dobry. 7/10

   MIEJSCE 4   

Black Swan - Czarny łabędź (2010)

Black Swan – Czarny łabędź (2010). Thriller w świecie baletu. Na Nowojorskich deskach zbliża się premiera Jeziora Łabędziego. Dyrektor teatru, Vincent Cassell, oczekuje od kandydatek maksymalnego zaangażowania. Opętana żądzą występu w głównej roli, Natalie Portman, doprowadza się do załamania nerwowego. Mordercze przygotowania, ogromna ambicja i jeszcze większe oczekiwania powodują, że zburzona psychika głównej bohaterki miesza fikcję z rzeczywistością. Świetny film, Oscar dla Portman, parę nominacji. W tym za genialne zdjęcia dla Matthew Libatique, sprawdzonego operatora pracującego u boku Aronofskiego od początku kariery reżysera. 8/10

   MIEJSCE 3   

The Fountain - Źródło (2006)
 

The Fountain – Źródło (2006). Trzy równolegle opowiadane historie, rozgrywające się na przestrzeni wieków. Wszystko w obłędnej estetyce, z genialną muzyką. Hiszpańscy konkwistadorzy, naukowiec walczący o uratowanie żony, astronauta w dziwnej szklanej kopule. Finał z muzyką Clinta Mansella niczym wielokrotny orgazm uderza w widza siedzącego na brzegu fotela. Dla mnie rewelacja. 8/10

   MIEJSCE 2   

The Wrestler - Zapaśnik (2008)

The Wrestler – Zapaśnik (2008). Mickey Rourke jako Randy „The Ram” Robinson. Zapaśnik, który zmuszony jest przerwać karierę po zawale serca. Chciałby odnowić stosunki z córką, jednak kompletnie mu to nie wychodzi. Chciałby stworzyć jakiś związek z tańczącą w klubie go-go dziewczyną, w tej roli Marisą Tomei. Rezultat też jest opłakany w skutkach. Gorzka opowieść o człowieku, zniszczonym przez wrestling. Bohater dokonał zbyt wielu złych wyborów w życiu, teraz przychodzi mu za nie płacić. Uwielbiam ten film. Aronofsky wyciągnął Rourka z lamusa, niczym Tarantino Travoltę. Za rolę zmagającego się z demonami przeszłości, Mickey dostał zasłużoną nominację do Oscara. Według mnie powinien wygrać. 9/10

   MIEJSCE 1   

Requiem for a dream - Requiem dla snu (2000)

Requiem for a dream – Requiem dla snu (2000). Ehhh. Są filmy, które ściskają widza i są filmy, które zgniatają. Ten miażdży. Narkotyki, które przewijały się przez kinematografię od początku, tutaj uderzyły z mocą wodospadu. Zdaję sobie sprawę, że są obrazy pokazujące uzależnienie w sposób bardziej surowy i być może przemawiają do świadomości dobitniej. Chociażby Dzieci z dworca Zoo, Drugstore Cowboy, The Panic in Needle Park, Another Day in Paradise, Trainspotting, Że życie ma sens i wiele, wiele innych. Requiem… pokazał jednak wszystko w innej formie. Reżyser posadził nas w rollercoasterze i jedziemy. Na początku powoli, wjeżdżamy na górę i jeb… 200 km/h w dół. Z prędkością światła przez tunel ze stroboskopami na suficie, przez szambo, jedziemy coraz szybciej. W tle uwertury Kronos Quartet. Nagle ktoś nam wrzeszczy do ucha, ktoś rzuca nam w twarz kamieniem, iskry spod kół dochodzą do wysokości wzroku, nie można już szybciej jechać. Jeb, ściana, napisy. 10/10
  • Pi dałbym wyżej. Black Swan to gówno straszne. The Fountain nie widziałem. Wrestler to film Rourke'a – dobrze pokazuje, że bez Libatique'a (i może jeszcze Jay'a Rabinowitza) Aronofsky jest co najwyżej średnim reżyserem. Requiem podobało mi się zajebiście kiedy widziałem pierwszy raz, ale wydaje mi się, że ten film się źle starzeje.

  • Aha, i co do Noah – Russell Crowe jako sci-fi/fantasy hero/bad-ass (a chyba pod takim kątem biorą się za tą historię) to jedna z najlepszych rzeczy w Man of Steel, więc może będzie ok 😛

  • Mam mieszane odczucia co do tego reżysera. Po każdym filmie mam wrażenie, że ktoś chciał mnie oszukać i wmówić, że wydmuszka jest arcydziełem. Nie chodzi już nawet o to, że filmy są bez wartości, ale o to, że to ten rodzaj filmów, o których mówi się, że jak się nie podobał, to się nie zrozumiało. A ja mam wrażenie czasami, że to odwrotnie jest – ludzie mówią, że się podobało, bo nie mogli filmu zrozumieć. Na Noah kompletnie nie mam ochoty, jak się dowiedziałam, że to film Arnofsky'ego, byłam w szoku.

  • "Requiem dla snu", film o doktorze leczącym nadwagę psychotropami.:) Ale jak ostatnio oglądałem ten film, to robił na mnie niezmiennie wielkie wrażenie. Podobno to skończony gniot, a patrząc na lenistwo w "Czarnym łabędziu" mogę w to uwierzyć.

  • Widziałem tylko "Źródło" i "Czarnego łabędzia", oba oceniam pozytywnie, choć na pewno nie są to filmy, do których będę często wracał.

  • Jestem ogromnym fanem Aronofskiego, i zgadzam się jedynie z 1. miejscem 😛 na 2 widziałbym "Pi", na 3. "Czarnego łabędzia", a dalej "Źródło" i "Zapaśnika" 😉

  • Nie no Noe tak po zwiastunie wydaje się spoko, jakoś się nie obawiam tego 😉

  • Numer 1 – zgadzam się jak najbardziej. Ta wizja ogólnospołecznego nałogu jest do dziś mocno aktualna i w przeciwieństwie do Daniela, wydaje mi się że nie starzeje się ani trochę. Obejrzałem kolejny raz gdzieś we wrześniu i nadal wstrząsa jak za pierwszym razem.
    No a Pi to prywatnie mój ulubiony jego obraz, lądujący na jednej półce z Eraserhead, nakręcony z równym zapałem i równie wizjonersko jak debiut Lyncha. Nie dziwię się jednak, że ma dużo przeciwników, Aronofsky często balansuje na granicy wizualnego kiczu (szczególnie The Fountain), a to nie każdemu odpowiada.

  • Nie chodzi mi o to, że przesłanie się zestarzało, tylko że człowiek za którymś tam obejrzeniem przyzwyczaja się do tych okropności, które spotykają protagonistów i wtedy zaczyna się zauważać, że to przesłanie jest raczej proste: "narkotyki są złe" (z czym się osobiście zgadzam), a do tego jeszcze pokazane w niesubtelny i przesadzony (a przez to trochę śmieszny) sposób (a kiedy film, który chce być tak poważny jak Requiem robi się trochę śmieszny wtedy naprawdę sporo traci), i do tego zauważa się, że Jared Leto wcale nie gra tutaj lepiej niż w innych swoich, co tu dużo mówić, marnych filmach, i wtedy cała ta konstrukcja przestaje już tak imponować.

    Mi się wydaje, że Requiem (i bardzo możliwe, że można by to powiedzieć o wszystkich filmach Aranofskiego) jest tak naprawdę dobre tylko kiedy jest się nastolatkiem – w takim wieku takie "wyraziste" rzeczy mogą robić wrażenie.

  • Nie powiedziałbym tak. Filmy nie podobają się w związku z innymi czynnikami. Aronofsky nie robi jakichś piekielnie "trudnych" filmów. To rozrywkowe kino z aspiracjami na bycie ambitniejszym. Więc w gruncie rzeczy masz trochę racji. Są to wydmuszki, ale jakie piękne 🙂 A sam reżyser? Pewnie cieszy się jak widz dyskutuje, szuka, ba nawet czasem kłóci się o znaczenie jego filmów. Wtedy wie że zrobił dobre kino.

  • Zgodzę się co do Leto w tym filmie. Mógłby być z powodzeniem zastąpiony kimkolwiek (no może poza Seagalem). Jeżeli chodzi o aktorów w Requiem, to mamy tutaj popis aktorski Ellen Burstyn, i świetnie zagrane role Wayanasa i Connely. Leto? gnie wśród wszystkich wybuchowych składowych filmów. Bo sam film miał niebywałe szczęście. Umówmy się, że nie jest to jakaś wielka historia. Jest po prostu opowiedziana w taki sposób, że wciąż wyróżnia się w swoim gatunku.

    I to nie jest film dla nastolatków !!!! Sam na premierze byłem już pełnoletni, i patrząc na avatara Kuby, śmiem twierdzić że on też 🙂

  • Generalnie wszystkie oceniam wysoko. Różnice w poziomie są naprawdę małe w moim zestawieniu. Mogłoby się nawet zdarzyć tak, że czasem wolałbym odświeżyć sobie Pi niż Requiem

  • Mam nadzieję że się nie mylisz 🙂

  • No to najbardziej znane masz do nadrobienia 🙂 Jestem pewien że wszystkie będą się Tobie podobać

  • No to tylko się cieszyć że Aronofsky jest takim magnesem dla reszty wybitnych w przemyśle filmowym 🙂

  • A ja jestem tak anty, że po prostu skończy się to tak, że nigdy tego nie obejrzę (i będzie tak jak z filmem Titanic, którego po dziś dzień nie widziałem). Jak już sobie coś wbiję do głowy, to koniec 🙂

  • Z tymi nastolatkami to może być moje subiektywne odczucie. Pierwszy raz obejrzałem ten film kiedy miałem 16-17 lat i wtedy zrobił naprawdę mocne wrażenie, a to jest chyba taki wiek kiedy człowiek szuka takich niby ambitnych rzeczy, ale ta ambitność bywa czasem płytka. W sumie zgadzam się, że Requiem to film, który ma przede wszystkim wywoływać silne wrażenia i odczucia, i ja z reguły lubię takie filmy, np. Gravity mi się podobało, a to jest też tego typu film, ale tam jest bardzo jasno pokazane, że przede wszystkim chodziło właśnie o sprezentowanie widzowi silnych przeżyć, a Aronofsky jakby udaje, że ma w swoich filmach coś do powiedzenia… Nie wiem, może ja mam do tego taki stosunek, bo kiedy zorientowałem się, że te filmy są dosyć proste, to czułem się trochę oszukany.

    "Sam na premierze byłem już pełnoletni, i patrząc na avatara Kuby, śmiem twierdzić że on też :)"

    A skąd wiesz, że Kuba jest taki stary? Może fotograf przyłapał go w złym momencie… Albo powinien sobie częściej cerę nawilżać 😛

  • Skromnie odpowiem, nie podając wieku – tak, byłem w 2000 pełnoletni.
    😀

  • W.

    Uwielbiam Aronofsky'ego, chociaż nie zgodziłabym się z kolejnością 🙂
    A może po prostu "Requiem for a dream" trochę mi się przejadł…