PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Ja, Daniel Blake (2016)

Kafkowski przykład dociążania jednostki przez system i przykra nauka, że nie warto być uczciwym, tylko kombinować od początku do końca. Bohaterem filmu Kena Loacha jest ponownie człowiek. Człowiek pracy, z klasy robotniczej, człowiek, który nie zdążył w odpowiednim czasie wsiąść do pociągu z tablicą „postęp cywilizacyjny”. Człowiek uczciwy, czyli człowiek przegrany?

Ken Loach próbuje przejść ze swoim bohaterem przez urzędową drogę do przyznania zasiłku i mówi mu wyraźnie: „Musisz zrobić wszystko tak jak należy. Możesz się buntować, trochę pokrzyczeć, nie zgadzać się, ale prawa nie obejdziesz”. I tak też robi tytułowy Daniel Blake (przejmujący w swojej roli Dave Johns). Brnie wchodząc coraz głębiej i głębiej. Odwołania, organy decyzyjne, oczekiwanie na telefon, który musi poprzedzić kolejną decyzję.

Daniel jest doświadczonym w swoich fachu pracownikiem, ale ponad to wszystko jest zagubiony. Jest zawieszony pomiędzy decyzją o przyznaniu zasiłku, a próbą powrotu do pracy (do której nie może wrócić ze względu na decyzję lekarza. Jeżeli wróci straci prawo do zasiłku). Zamknięty krąg niezrozumienia, absurdów urzędniczych, zamkniętych okienek, biedy, która wchodzi w każdą szczelinę skromnego mieszkanka, w którym jest coraz mniej mebli, a coraz więcej złych myśli.

To smutne doświadczenie oglądać tą przykrą kawalkadę ciosów wymierzonych w tragedię człowieka, tym bardziej, że dość szybko zdajemy sobie sprawę, że Daniel jest bardzo poczciwy, uczynny, przyjacielski. To, że jest wkurwiony, to chyba całkiem normalna reakcja..

Recenzja filmu "Ja, Daniel Blake" (2016), reż. Ken Loach

Nieczuły system działa precyzyjnie i w sposób nieubłagany jak dobrze naoliwione imadło. Pomimo że los jest ciężki jak cała sytuacja Blake’a i mu podobnych, to Loach jako twórca nakłada w pewnym momencie swojemu bohaterowi rękawice i puszcza na ring.

Gorzkie, lecz miejscami pokrzepiające. Smutne, choć w kilku fragmentach wesołe. Filmowe perypetie Daniela rzeczywiście obserwujemy w niedalekim odniesieniu jako zmagania boksera wagi piórkowej z systemem – bydlakiem z superciężkiej. A jednak jest to pasjonujące widowisko móc śledzić jak mikrus robi kolejne podchody do nieczułego mistrza w swojej wadze.

Skromny laureat głównej nagrody podczas 69. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. Dramat społeczny szary jak cały Brexit, z szarymi ludźmi, problemami, nieopłaconymi rachunkami. To przecież cały nasz świat. Oglądajcie, bo to kawał Waszej i mojej ulicy. Prawdziwy i szczery do bólu.

Film możecie obejrzeć tutaj. Za seans ślę podziękowania dla

vod

8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 100 min
Gatunek: Dramat
Reżyseria: Ken Loach
Scenariusz: Paul Laverty
Obsada: Dave Johns, Hayley Squires, Briana Shann
Zdjęcia: Robbie Ryan
Muzyka: George Fenton

  • Łukasz Romanowski

    Kolejny niezwykle udany film Kena Loacha. Ten reżyser przywraca mi wiarę w kino jako medium, które może i powinno pokazywać człowieka w jego codziennnym życiu. Że film może przekazać coś istotnego o nas samych.

    P.S. Jeśli ktoś chciałby poprawić sobie humor po dosyć smutnym jednak filmie, to polecam wcześniejsze filmy Loacha: „Szukając Erica” oraz „Whisky dla aniołów”. Ken Loach to mistrz!

    • „Whisky…” świetne. I dopiero po obejrzeniu skapnąłem się, że to Loach. Inny, chociaż bohaterowie pasują. Nie widziałem za to najlepszego bodaj filmu Kena „Kes”