PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Tenebre (1982)

Tenebre - Ciemności - 1982

Gorączka giallo trwa w najlepsze. Autor kryminałów Peter Neal przylatuje do Rzymu promować swoją najnowszą powieść Tenebrae. Dziwne zamieszanie z bagażem na lotnisku, kilka udzielonych wywiadów, spotkania autorskie, w końcu hotel i zasłużony odpoczynek. Wróć. Odpoczynku nie będzie. W hotelowym apartamencie pojawia się włoska policja z detektywem Germanim na czele (w tej roli nieżyjący już Giuliano Gemma). Detektyw informuje zebranych w pokoju o brutalnym morderstwie dziewczyny. Jaki w tym miałby być potencjalny udział poczytnego pisarza? Mianowicie przy zwłokach zostały znalezione powyrywane kartki z Tenebrae. By rozbudzić apetyt napiszę, że zostały użyte podczas ataku… Kto zabija? Może jakiś psychopatyczny fan Petera Neala? Może fanka, która uwielbia pisarza i nie chce się dzielić swoją miłością.

Gdy kubki smakowe fanów giallo wychylają się po więcej, napiszę po prostu: podobało mi się. Jednak albo mam takie szczęście, albo… Nie, jednak to szczęście. Sięgam po tytuły, gdzie pewien schemat niebezpiecznie się powiela. Nie jest to do końca zarzut, ponieważ wciąż ogląda się to świetnie, jednak przy kolejnym wyborze muszę się zastanowić. Dlaczego? Znowu towarzyszymy podejrzanemu poza granicami własnego kraju (sytuacja podobna jak w Dziewczynie, która wiedziała za dużo w reżyserii Mario Bavy, Ptaku o kryształowym upierzeniu Dario Argento). Główny bohater ponownie „bawi” się w detektywa (podobnie jak w powyższych tytułach). Pojawiają się kolejne ofiary, eliminowani są typowani przez nas podejrzani, aż dochodzimy do finału, który jak zwykle musi być maksymalnie „wykręcony”. Tak bardzo nieprzewidywalny, że idąc za słowami „expect the unexpected”, czyli spodziewaj się niespodziewanego, co śmielsi widzowie domyślą się finału w trakcie filmu…

Tenebre - Ciemności - 1982
Tak właśnie było. Dario Argento chcąc maksymalnie zaskoczyć widza wpadł w zastawioną przez siebie pułapkę. Będąc świeżo po jego debiucie byłem przygotowany na typ zagrywki, który reżyser użył w Tenebre. Całość oceniam dobrze, jednak muszę zwrócić uwagę na kilka mankamentów. Brakowało napięcia towarzyszącego właściwej rozgrywce pomiędzy mordercą a tymi, którzy podążali za jego śladem. W samych scenach morderstw czuć było rękę mistrza. Tutaj rozgrywają się najbardziej popisowe sceny i mam wrażenie, że to właśnie im była podporządkowana cała akcja. Zresztą… to właśnie morderstwa i ich „wykonanie” najbardziej w tym filmie urzekają. Są spektakularne i ta ich cała widowiskowość jest zgrabnie stopniowana w miarę postępu filmowej akcji. Od prostego cięcia brzytwą, przez uderzenia siekierą, aż po finał, gdzie ściany pokrywają się czerwoną posoką…

Tenebre - Ciemności - 1982
Zdjęcia, za które odpowiedzialny był Luciano Tovoli (Suspiria, Tytus Andronikus), nie wciągnęły tak jak praca Vittorio Storaro przy pierwszym filmie Argento. Wszystkie ujęcia są poprawne, choć można było pokusić się o szaloną wirtuozerię z pracą kamery lub chociażby kilka ujęć pod kątem. Z drugiej strony taki przykładny styl realizacyjny powoduje, że historia zyskuje trochę w swoim przyziemnym i ludzkim wymiarze. Jest kilka scen, które się wybijają na tle całości. Moment, gdy przyjaciel Peter’a Neala (John Saxon) czeka na niego na placu. Te pięć minut skojarzyły mi się z napięciem jakie towarzyszyło na dworcu w Nietykalnych z 1987 roku. Wprawdzie nie ma schodów i w rezultacie zjeżdżającego wózka, jednak wszystkie złapane w kadr elementy wokół, które potęgują nadchodzące nieszczęście, przypomniały mi film Briana De Palmy. W Tenebre, znanej u nas jako Ciemności, nie mogło zabraknąć muzycznego motywu przewodniego. Nie jest on tak enigmatyczny jak w innych obejrzanych przeze mnie giallo, jednak przez swój przyspieszony takt idealnie współgra z lekko dziką atmosferą wokół mordercy i jego ofiar.

Tenebre - Ciemności - 1982
Chciałoby się napisać, że Tenebre posiada wszystkie elementy doskonałego kryminału. Według mnie Argento umieścił za dużo wydarzeń, które rozgrywają się na granicy prawdopodobieństwa, a niektórzy bohaterowie mają po prostu zbyt duże „szczęście”, albo raczej „nieszczęście” w swoich kluczowych dla akcji sytuacjach (jak chłopak, który nie dojrzał mordercy, bądź cała akcja z dobermanem, która notabene jest świetna). Tenebre oczywiście polecam jako pozycje obowiązkową w filmografii Dario Argento.

7/10 - dobry

Czas trwania: 110 min
Gatunek: Kryminał
Reżyseria: Dario Argento
Scenariusz: Dario Argento
Obsada: Anthony Franciosa, John Saxon
Zdjęcia: Luciano Tovoli
Muzyka: Massimo Morante, Fabio Pignatelli, Claudio Simonetti

  • "Wszystkie ujęcia są poprawne, choć można było pokusić się o szaloną wirtuozerię z pracą kamery lub chociażby kilka ujęć pod kątem."

    Proszę:

  • Masz rację Kuba, to była zajebista scena. Jakoś wyleciało mi to z głowy przy pisaniu. Może nie powinienem pisać słowa "poprawne" w odniesieniu do pracy takiego operatora. Zakrawa to trochę na brak szacunku. Powinienem poprzestać na tym, że bardziej podobały mi się zdjęcia w "Ptaku…"

  • Praca kamery wraz z genialną muzyką jak zwykle u Argento kreują niesamowity klimat. Może to i lepiej że tej wirtuozerii nie było zbyt wiele i dzięki temu można się skupić na intrydze, która jest tu całkiem interesująca mimo powtarzania pewnych typowych dla giallo motywów. Jeden z moich ulubionych filmów Argento, bardziej mnie zachwycił niż np. bardziej cenione "Deep Red".

  • "Deep Red" przede mną. Chociaż tak naprawdę to od kilku dni chodzi za mną kino samurajskie. Mam ochotę na film z tryskającą krwią z obciętych kończyn, z kodeksem honorowym i długimi pojedynkami na miecze. Żadnych myków fantasy ze skakaniem po drzewach. Na fb polecono mi "13 assasins" w rezyserii Takashi Miike. Może rzucisz mi jakiś tytuł Mariusz?

  • "13 Assassins" też polecam, a właśnie mi przypomniałeś że miałem zaliczyć nakręcony przez Miike rimejk "Harakiri" – podobno jest zaskakująco udany.
    Osoby, które chcą poznać kino samurajskie powinni najpierw zacząć od żelaznej klasyki, czyli Kurosawy i Kobayashiego, a potem dwa kapitalne filmy Hideo Goshy ("Trzech wyjętych spod prawa samurajów" i "Honor samuraja") i może jeszcze klasyk kina zemsty "Lady Snowblood" Toshiya Fujity. Zapomnianym, ale godnym uwagi filmem jest także "Szpieg szoguna" Shigehiro Ozawy (czyli "James Bond po japońsku").

  • Ja polecam Shogun Assassin :p

  • Patryk, nie wiem jak to obrazuje kino w szerszej skali, aczkolwiek pojedynki z udziałem mieczy raczej nigdy nie były przesadnie długie. W porywach na zasadzie rewolwerowych, dłuższa chwila patrzenia sobie w oczy jedno cięcie/pchnięcie i koniec.

  • To prawda, samuraje w odróżnieniu od chińskich wojowników zw. wuxia walczyli zwykle krótko, wystarczyło jedno szybkie i celne cięcie mieczem i już po walce. Ale z upływem czasu urozmaicano i wydłużano pojedynki, np. w "Zatoichim" Kitano (którego polecam) mamy jedną z fajniejszych i dłuższych walk – https://m.youtube.com/watch?v=9ugKFy1oWHU

  • A nawet fajny jest ten Shogun Assassin. Miło wspominam seans z tym filmem.

  • Ja też go bardzo lubię, może nawet zrobię reckę zachęcającą, jak mnie na Japonię znów weźmie. Tylko pojedynki krótkie: rach ciach i w piach :/

  • Dla mnie jest to rewelacyjny film. Jedno z największych dzieł mojego ulubionego reżysera – Dario Argento.

  • Patryk, jedna rzecz – jeżeli Deep Red jeszcze przed Tobą, to oglądaj TYLKO I WYŁĄCZNIE oryginalną, włoską wersję 2h6m, żeby nic Ci nie uleciało – Amerykanie ucięli ponad 20 minut!