PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

The Incredible Shrinking Man (1957)

The Incredible Shrinking Man - Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza - 1957

To był dobry i przejmujący seans. Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza dał mi, widzowi, emocje, które coraz rzadziej dostaję od X muzy. Czarno-biały film science fiction zaliczany do grona najlepszych sci-fi Mariusza z Panoramy Kina. Jako że lubię poznawać te „ulubione” innych, w szczególności tak oddanych sercem kinu, szybko przystąpiłem do poszukiwań tytułu. Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza znany też pod tytułem Człowiek, który malał.

Scott (Grant Williams) razem z żoną Louise (Randy Stuart) spędzają urlop na łodzi. Upał, piwo, wieloletnie małżeństwo. Znacie ten przykład pary, która prawiąc sobie delikatne złośliwości, nie jest tak naprawdę dla siebie złośliwa. To ludzie, którzy znają się tak dobrze, iż wiedzą, że mogą sobie pozwolić na wszystko. Tak też jest z małżeństwem państwa Carey. Tu nie chodzi o rozbuchane namiętności, tu chodzi o staż.

W czasie urlopu miał miejsce incydent. Łódź leniwie dryfując wpływa w tajemniczą mgłę. Ta opatula zdziwionego Scotta. Pozostawiając na nim drobinki dziwnego brokatu znika na horyzoncie. Louise przebywająca w tym czasie na dolnym pokładzie pozostała poza jej działaniem.

Jack Arnold szybko zawiązuje akcję. Wie, że nie ma czasu na przydługie wstępy. Tutaj najważniejszy jest dramat człowieka. Działanie mgły objawia się wraz z upływem czasu… Scott maleje. Maleje szybko. Pierwsze podejrzenia o zmniejszoną wagę są skwitowane uśmiechem. Przecież ostatnio słabo się odżywiam… Wizyty u lekarzy, obserwacje, witaminy, nic nie pomaga. Scott maleje.

The Incredible Shrinking Man - Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza - 1957
Reżyser zrobił film, który wzbudza silne emocje. Przejmujemy się. To był rok 1957 i cała fabryka snów nie była w stanie zaoferować tego, co dzisiejszy domowy komputer. Nie było specjalistów od cgi. Byli cieśle, murarze, tynkarze. To byli mistrzowie scenografii i efektów specjalnych. Reżyser zamknął w filmie dwie opowieści. Jedna to to czego się spodziewałem. Scott maleje. Odzież nie nadaje się do użycia, w końcu siedzi na fotelu jak pięciolatek. Wszyscy próbują mu pomóc. W końcu osiągając rozmiary kilku centymetrów wprowadza się do domku dla lalek. Tutaj rozpoczyna się kino survivalowe z wszystkimi elementami „liliput vs nieprzyjazne środowisko domowe”. Koty, pająki, wielkie przeszkody. Są więc wielkie krzesła, kłęby nici, pułapki na myszy itd. Masa trików z perspektywą i pomysłowych ujęć.

The Incredible Shrinking Man - Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza - 1957
A Scott? Scott musi po prostu przetrwać. Gdyby reżyser rzucił po prostu naszego bohatera na podłogę, ten lawirując pomiędzy przedmiotami codziennego użytku, w końcu dotarłby tam, gdzie pragnie. Wtedy dostalibyśmy standardowe s-f. Arnold wiedział, że kluczem do sukcesu i do wyniesienia filmu na wyższy poziom, będzie pokazanie duszy zmniejszającego się człowieka. Świetne są sceny, gdy Scott będąc już mężczyzną niskiego wzrostu odnajduje przyjaciela w postaci małej kobiety z cyrku. Gdy zaczyna maleć nawet w stosunku do niej… Spłoszony ucieka. Staje się dziwniejszy niż dziwolągi w cyrku… Jak robak zamieszkuje swoją piwnicę, na tyle mały, że z trudem wspina się na schody. Na tyle duży, że nie może przejść przez małe kratki oddzielające go od ogrodu… Scott maleje. W pewnym momencie w filmie godzi się z tym stanem rzeczy, podejmuje walkę. W finale zaś, wycieńczony, stłamszony, tłumaczy poniekąd wszechświat i Boga za zło, które mu uczynili. Może nawet poczuł się… wybrańcem?

The Incredible Shrinking Man - Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza - 1957
Świetny film z kilkoma mankamentami. Nie podobała mi się rola żony Scotta. Nadekspresja i przesadny dramatyzm. Z drugiej strony… Nikt w moim otoczeniu tak szybko nie malał. Nie znam więc standardowych reakcji:) Szkoda też, że wątek jego „ucieczki” i kontaktu z innymi ludźmi nie był bardziej wyeksponowany. Podobał mi się pomysł konfrontacji jego – liliputa vs świat zewnętrzny. Zdaję sobie jednak sprawę z trudności technicznych. Reasumując oceniam film na bardzo dobry, polecając go jako „ludzkie” sci-fi.

Scena z pająkiem

Tym kadrom należy się osobny akapit. Nie cierpię na arachnofobię. Pająki mi nie przeszkadzają dopóki nie chodzą mi po twarzy. Jednak moment walki Scotta z ośmionogiem rozwaliła mnie na łopatki. Co za emocje. Nie jakiś tam dystans. Kamera pod pająkiem. Zbliżająca się szczęka w kierunku widza. Machające odnóża. Tępa, brutalna bestia chce odgryźć głowę istocie, która będzie lądowała na księżycu. Dobrze nakręcona, trzymająca w napięciu scena… Film jak najbardziej polecam.

Człowiek który się nieprawdopodobnie zmniejsza

8/10 - bardzo dobry
Czas trwania: 81 min
Gatunek: Sci-Fi
Reżyseria: Jack Arnold
Scenariusz: Richard Matheson, Richard Alan Simmons
Obsada: Grant Williams, Randy Stuart
Zdjęcia: Ellis W. Carter

Muzyka Irving Gertz, Earl E. Lawrence, Hans J. Salter, Herman Stein

  • O, oglądałem to.:) Dziwne, że nie rozpoznałem na zapowiedzi notatek.

  • boże jak się ja tego przestraszyłem na swe usprawiedliwienie powiem że był późny gierek cykl kino nocne a ja miałem z 6-7lat jak to oglądałem do dziś pamiętam scenę z kotem? zresztą to zmniejszanie się było nawet popularne w tym okresie kilka lat potem powstała Fantastyczna Podróż i serial Planeta Gigantów swoją drogą podobnych efektów lata później użył machulski w king size 🙂

  • Ja nie znajduję w tym filmie wad i nie chcę ich szukać, bo ten film dostarczył mi sporej dawki emocji i rozrywki. Mój numer 1 w dziedzinie science fiction. Widziałem także inne filmy Jacka Arnolda i żaden mnie tak nie poruszył jak właśnie "Incredible Shrinking Man". Duża w tym zasługa scenariusza Richarda Mathesona, który oparł swój tekst na własnej powieści. To dzięki temu człowiekowi nie mamy tu banalnej i sztampowej bajki, lecz ambitny dramat pełen rozważań na temat ludzkiego istnienia. Podobnie jak Kubrick w późniejszej "Odysei kosmicznej" Arnold i Matheson zdają się mówić, że człowiek jest drobny w porównaniu do wielkiego wszechświata, jego życie jest niczym, szybko się kończy i człowiek odchodzi w niebyt. Kino survivalowe w drugiej połowie również znakomite. Ten pająk nie wydaje się wcale czarnym charakterem, bo przecież on też szuka pożywienia – tak samo jak tytułowy malejący człowiek. Realizacja oczywiście też genialna, scenografia i efekty po prostu super.

  • Świetne było właśnie to o czym piszesz. Te dwie historie, czyli kino sci-fi/survivalowe doskonale uzupełniało się dramatem psychologicznym, który rozgrywał się w głowie bohatera. Sceny gdy siedział w tym domku dla lalek, z wielką żoną za oknem. To musiało być strasznie deprymujące 🙂 Bardzo dobry film.

  • Pająk może i nie był czarnym charakterem. Jednak był kurewsko straszny. Pająk zasługiwał na osobny akapit 🙂

  • Oczywiście że tak, ale scena z kotem też fajna. Facet sobie śpi w swoim domku i nawet pomyśleć nie może, bo słyszy jakieś drapanie, podchodzi do drzwi, otwiera je, a tam wielki kot otwiera paszczę… O arachnofobii słyszałem już wcześniej, ale o kotofobii dowiedziałem się dopiero z tego filmu 😀

  • Pingback: Potwór na kampusie (1958) - Po napisach | z pasją o filmach()