PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

David Fincher

David Fincher 5x7Urodzony 28 sierpnia, David Fincher

Reżyser i producent filmowy. Tak często zaglądający na ciemną stronę naszych serc. Przygodę z branżą filmową rozpoczął od pracy przy animacjach. Następnie przy efektach specjalnych. Jako że został zatrudniony w słynnym IL&M, miał okazję pracować przy największych produkcjach z tamtego okresu, m.in. Powrót JediIndiana Jones i Świątynia Zagłady. Podpatrywał zatem tą wielką machinę i skrzętnie wszystko notował… Później potoczyło się już standardowo. Reklamówki, teledyski i w końcu debiut – Obcy 3. Ta seria zawsze trzymała wysoki poziom i Fincher wyszedł zwycięsko ze spotkania z Xenomorphem.


Reżyser dość szybko stworzył swój styl. Jego filmy można więc szybko rozpoznać. Mało światła, czasem wręcz półmrok  i bohaterowie, którzy częściej obserwują niż gadają. Fincher zdecydowanie należy do jednego „z moich” reżyserów. Obejrzana filmografia wraz z subiektywnymi ocenami, w poniższym zestawieniu. Zachęcam do komentowania.

    MIEJSCE 9    The Curious Case of Benjamin Button - Ciekawy przypadek Benjamina Buttona (2008)
The Curious Case of Benjamin Button – Ciekawy przypadek Benjamina Buttona (2008). Zdecydowanie najsłabszy film reżysera. Adaptacja opowiadania Francisa Scotta Fitzgeralda. Historia fajna, ale w wydaniu Finchera nieznośnie nudna. Rozciągnięta do granic wytrzymałości. Szkoda, ponieważ opowieść o człowieku, który urodził się starcem, a zmarł będąc dzieckiem powinna być wielką kinową przygodą. Na plus muzyka i scenografie. Brad Pitt snuje się jednak po planie w żółwim tempie i przez cały seans pragniemy tylko by przyspieszył kroku. Ponadto nikt nie wyciąga do nas ręki i nikt nas nie porywa w wir wydarzeń. Wiru brak. Recenzja tutaj. 5/10

    MIEJSCE 8   

Panic Room - Azyl (2002)

Panic Room – Azyl (2002). Thriller „home invasion”. Meg Altman (Jodie Foster) razem z córką Sarą (Kristen Stewart) kontra trójka włamywaczy. Mieszkańcy domostwa ukrywają się w „bezpiecznym pokoju”, czyli tytułowym azylu. Miejsce, które ma być schronieniem właśnie na wypadek napadu. Jodie Foster jak zwykle wypadła dobrze i przekonująco. Świetnie wczuła się w rolę. Pamiętam kilka fajnych scen (rozmowa na ganku z policjantem). Trochę emocji, ucieczek, pułapek, krzyku. 6/10
 
    MIEJSCE 7   

The Game - Gra (1997)

The Game – Gra (1997). Michael Douglas jako bogaty biznesmen. Bierze udział w grze, w której zasady nie do końca są jasne. W trakcie jej trwania okazuje się, że gra ma wpływ na wszystko, włącznie z życiem uczestnika. Dużo mroku, śledzenia i spisków. No i zajebisty twist na końcu. Fincherowi bardzo dobrze udało się pokazać paranoje, w które potrafimy sami się wpędzać. 7/10
 
    MIEJSCE 6   

The Social Network (2010)

The Social Network (2010). Bałem się tego tytułu. Bałem się, że film okaże się totalną porażką Finchera. Historia o założycielu największego portalu społecznościowego? No bez przesady… A jednak. Dostałem świetny thriller o człowieku, który buduje swoje imperium. Nie wiem jaki tak naprawdę był Mark Zuckerberg w czasie, gdy rozpoczynał interes. Jesse Eisenberg wpasował się jednak idealnie w bohaterów Finchera. Lekko schizofreniczny o delikatnym paranoidalnym usposobieniu. Dzięki swojemu uporowi stworzył wirtualne mocarstwo. Reżyser zrobił mocne, niepokojące widowisko. Na duży plus role drugoplanowe. Między innymi Justin Timberlake, jako twórca Napstera. Jedyny, który poznał się na mocy drzemiącej w Facebooku. W scenach, gdy poznał się z Zuckerbergiem wypadł genialnie. Prawie jak Gecko z Wall Street. Zaczarował i kupił wszystkich. 8/10

    MIEJSCE 5   

Zodiac - Zodiak (2007)

Zodiac – Zodiak (2007). Historia seryjnego mordercy, Zodiaka, działającego w latach 70-tych i 80-tych w San Francisco. Jake Gyllenhaal, Robert Downey Jr., Mark Ruffalo, Elias Koteas, czyli obsada znakomita. Film trwa prawie trzy godziny, jednak uważam, że to absolutne minimum, by przedstawić tę historię. Ten film to przede wszystkich opowieść o szaleństwie jakie wkroczyło w umysły śledczych niemogących sobie poradzić z rozwiązaniem sprawy. Przesłuchania, niejasne dowody, niepewni świadkowie i tajemnica, która po dziś dzień pozostaje tajemnicą. Historia Zodiaka odcisnęła ogromne piętno na wielu ludziach. Mocny thriller pokazujący jak chęć poznania prawdy wierci dziurę w głowach co niektórych… 8/10

    MIEJSCE 4   

Fight Club - Podziemny Krąg (1999)

Fight Club – Podziemny Krąg (1999). Od tego momentu zaczną się największe kontrowersje dotyczące ustawienia tytułów na liście 🙂 Fight Club to bardzo dobry film. Przez niektórych okrzyknięty kultowym. Zgodzę się, to film kultowy. Napiszę nawet, że Fight Club zrobił podobną wyrwę w kinematografii, jak uczynił to Tarantino swoim Pulp Fiction. Tu też zobaczyliśmy coś innego, nowego. Świetny Brad Pitt w roli nawołującego do anarchii socjopaty i jeszcze lepszy Edward Norton jako szary człowiek nabierający kolorów w trakcie seansu. Lubię ten film, jednak irytuje mnie przeświadczenie, że niektórzy odbierają ten film po prostu źle. Oczywiście, każdy ma prawo do własnej interpretacji. Interpretacja to jedno, jaranie się w filmie wyłącznie tytułowym „klubem” to drugie. Podziemny Krąg to złożona historia nieleczonej choroby. Schizofrenia, która doprowadza do spustoszenia w ludzkim umyśle. W końcu do narodzin „samotnego wilka”, niestety nie namierzonego w porę… To groźny film. 8/10

    MIEJSCE 3    

Se7en - Siedem (1995)

Se7en – Siedem (1995). Siedem to dla mnie najbardziej godny następca Milczenia Owiec. David Fincher zrobił thriller idealny. Opowieść o psychopacie i jego popapranym poczuciu moralności. Swoje zbrodnie dokonuje na ludziach popełniających jeden z siedmiu grzechów głównych. Miejsca przestępstwa dodatkowo inscenizuje tworząc makabryczne przedstawienia. Przestępcę ściga duet Pitt-Freeman, i jest to jeden z lepszych duetów policyjnych. Owszem, sukces jak zwykle opiera się na różnicach. Brad Pitt i Morgan Freeman. Ten żywiołowy i ten spokojny. Biały i czarny. Młody i stary. W Siedem ta para policjantów, wśród posępnych i ciemnych kart scenariusza odnajduje się doskonale. Bardzo dobrze pamiętam ten film. Ciężkie, przytłaczające kino. Pokancerowana twarz Pitta, brudne korytarze, posterunek ,gdy wkracza do niego Kevin Spacey, no i finał… 8/10

    MIEJSCE 2   
gone girl 1
Gone Girl – Zaginiona dziewczyna (2014). Mocny i przejmujący dramat rodzinny pokazujący, że w małżeństwie najważniejsza jest elastyczność. Odpowiadając na pytanie, to po co w tym tkwić? Pogarszać istniejący stan rzeczy? Dlatego, że KAŻDA następna osoba jest taka sama. Wymiana nic nie da. Wszystko się psuje. Szczęśliwymi lub chociaż zadowolonym z życia chciałby być każdy i biorąc na ten przykład obraz filmowej pary zapewniam, że słysząc kolejny raz od Waszych znajomych, że “jest w porządku” wcale tak nie musi być. Jest duża szansa, że nie jest w porządku. Jeżeli macie możliwość, to zacznijcie naprawiać ten dach… Genialny film, jeszcze długo pozostawiający widza w stanie odrętwienia, niepokoju i zagubienia. To bardzo dojrzały obraz nadający się do długich rozmów i dyskusji o potrzebie istnienia na tym świecie u boku drugiej osoby…  Recenzja tutaj.9/10
 
    MIEJSCE 1   

Alien³ - Obcy 3 (1992)

Alien³ – Obcy 3 (1992). Debiut Finchera.. James Cameron postawił poprzeczkę bardzo wysoko swoim Decydującym Starciem. Obcy 3 to była poniekąd misja samobójcza. Jednak producenci musieli coś przeczuwać i zarazem dostrzec w 30-sto letnim wówczas twórcy. Nie pomylili się. Przynajmniej dla mnie. Czytałem, że krytyka przyjęła ten film kiepsko. Dla mnie to kolejny świetny obraz o morderczej rasie. Najlepsze było to, że widz po drugiej części myślał: Ehh, już nic nie jest w stanie zagrozić obcemu. Przecież to byli marines, no i mieli Vasquez… A jednak! Fincher wsadził Ripley i obcego do kolonii karnej z psychopatami odsiadującymi najcięższe warunki. Totalne zwyrole i patole. To było świetne… Obserwować jak banda psychopatów działa w porozumieniu pod wodzą Ripley. Jednostki amoralne są w stanie współpracować przeciwko większemu złu. No cóż, obcy i tak wszystkich zeżarł 🙂 Wykurwiste kino sci-fi. 9/10

Nie widziałem jednego filmu reżysera. The Girl with the Dragon Tattoo – Dziewczyna z Tatuażem (2011).
The Girl with the Dragon Tattoo - Dziewczyna z Tatuażem (2011)

To znaczy zacząłem, przerwałem, nie wróciłem. Zapowiadało się dobrze, jednak znałem tą opowieść. Byłem na świeżo po szwedzkim oryginale Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, który był zresztą świetnym filmem. Główna aktorka naprawdę nienawidziła mężczyzn. Dobry, mocny thriller. Do wersji Finchera być może wrócę przed przyszłorocznymi urodzinami. Kto wie.
  • Bardzo podoba mi się, że dosyć wysoko jest "Zodiak", o którym słyszę opinię, że niby dobry, spoko, ale nudny (czyli w sumie chyba negatywne). Social Network jest dla mnie mega przereklamowane – zwykły dramat. To samo "Gra", która jest dla mnie za naiwna, za naciągana i tak dalej – bajeczka. "Dziewczynę.." widziałam w kinie, nie widząc oryginału, nie słysząc za wiele o książce i baardzo mi się podobała.

  • Simply

    Świetne teledyski zrobił Madonnie i Stonesom. U mnie na pierwszym ,, Fight Club'' , który mogę oglądać w nieskończoność. A dalej, to mam problem z hierarchią , bo i ,,Alien 3' i ,, Seven'' i ,,Zodiac'' to jest bardzo wysoka półka w mainstreamie . do wszystkich z satysfakcją wracam od czasu do czasu, po prostu nie chce mi się ich rankować. Są i ciul 😀
    , Social Network'' ? Tu chyba trochę sam temat mocno zaważył nad całością – to takie ,, kino historyczne szybkiego reagowania '' chwytające moment narodzin fenomenu bardzo świeżej daty , ekspansywnego i nieodwracalnego . Ja nie mam fejsa i nie jestem entuzjastą tej formy komunikacji ( ale chyba jednak się złamię w końcu ) to i temat mnie specjalnie nie podniecał , ale przyznać muszę, że Fincher zgrabnie i bez przynudzania się z tym uporał. Najbardziej jednak spasił mi soundtrack Trenta Reznera.
    ,, Dziewczyna z Tatuażem'' – totalnie obojętny stosunek. Na raz może być,
    ,, Gra'' – straszna słabizna. Prolog rozbudził nadzieje, ale sztampa i brak pomysłu zarżnęły ten film. Fincher nie uniósł tematu. Dużo bardziej mi się podobał ogólnie zjechany ,, Panic Room'',
    Batona nie widziałem i nie zamierzam.

  • Hm… Dziewczyna z tatuażem > Ben Guzik > Obcy 3 > Zodiak > Azyl > Gra > Fight Club > Social Network > Siedem. Oceny różne, od 2/10 po 8/10. Ostatnią pozycję mam nawet na liście ulubionych filmów, obecnie z numerem # 57.

    Obcego widziałem dawno i nie prawda, tzn. nie w wersji reżyserskiej. "Fight Club" kopie dupę, ale w książce. Film traci tempo gdzieś w połowie, co i tak jest sukcesem. Przenieść taką książkę na ekran to osiągnięcie, żadna inna powieść Palahniuka się tego nie doczekała.

    Żeby zrozumieć "Fight Club" trzeba zejść na samo dno i tyle.;-) W skrócie, oczywiście.

  • Ja bym Aliena dał chyba po Se7en, Fight Clubie i Zodiacu. Fight Club albo Zodiac na pierwszym, Button na ostatnim. The Girl with the Dragon Tattoo jest dużo (DUŻO, tak dużo, że to aż nie jest nie jest śmieszne) lepsze od książki. Szweckiej wersji nie widziałem, ale z trailerów to wygląda jakby to nakręcił ktoś, kto filmy Finchera zna na pamięć, więc było trochę zabawne, że Fincher zrobił amerykański rimejk (czy amerykańską adaptację, jak kto woli). Podobna sytuacja była ostatnio z Crime d'amour – film w stylu De Palmy i De Palma kręci angielskojęzyczną wersję.

    @Garret Reza
    >>"Fight Club" kopie dupę, ale w książce. Film traci tempo gdzieś w połowie, co i tak jest sukcesem. Przenieść taką książkę na ekran to osiągnięcie, żadna inna powieść Palahniuka się tego nie doczekała.<<

    Wg mnie Palahniuk jakby rzeczywiście wierzył że coś jest na rzeczy w tych rewolucjach, anty-konsumenckich, krypto-faszystowskich bzdurach wygłaszanych przez jego bohaterów, Fincher się z tego bardziej śmieję, i dlatego film jest lepszy.

  • Palahniuk pozwala swoim bohaterom do końca uwierzyć we wszystkie nihilistyczne idee, dojść na dno, zobaczyć wszystko w pełni… i wtedy zrozumieć, do czego to prowadzi. Wtedy odbijają się od dna.

    Jeśli w filmie jest tak jak piszesz, to właśnie wycięto z niego tę najważniejszą cześć ideologii, o której napisałem.

  • U mnie na pierwszym miejscu zdecydowanie "Siedem". Na drugim "Dziewczyna z tatuażem". Czytałem książkę, oglądałem szwedzką wersję i film Finchera widziałem w kinie. Zrobił na mnie wrażenie, zaskoczyło mnie to, że bardziej się trzyma literackiego pierwowzoru niż wersja skandynawska.
    W następnej kolejności: "Alien 3", "Social Network" i "Zodiak".
    Widziałem wszystkie filmy Finchera, ale do takich dzieł jak "Fight Club", "Game" i "Panic Room" mam ambiwalentny stosunek. Nie uważam że są złe, ale nie mam ochoty do nich wracać.
    No i na koniec powtórzę, że nie mam absolutnie żadnej wątpliwości, że "Benjamin Button" to najgorsze co wyszło spod ręki Davida Finchera.

  • Wydaje mi się, że dość łatwo zauważyć, że nie da się naprawdę żyć ideologią Tylera Durdena. Sposób w jaki pokazał to Fincher jest bardziej naturalny. Wszyscy mamy momenty, w których wierzymy, że najlepsze rozwiązania to różne głupie ekstrema, ale rzadko idziemy z nimi na całość, pokazanie tego w taki humorystyczny sposób sprawia, że łatwiej się identyfikować z Nortonem i jego lękami. Pójście na samo dno, żeby odebrać taką lekcję wydaje się niedorzeczne.

  • I dzięki temu są ludzie chcący plagi zombie lub jakiejkolwiek innej, zagłady ludzkości albo konkretnego narodu, kolejnej wojny światowej… Mają w sobie agresję, kiszą ją w sobie, raz na jakiś czas dają się jej ponieść na chwilę, by zamknąć z powrotem na parę lat… Sporo ludzi tak żyje na co dzień, w mniejszej skali, nie wyleczyli się z tego.

    Nie twierdzę, że to jedyna droga, ale taką właśnie drogą podążają bohaterowie Palahniuka. Pokazuje on, dlaczego są tacy, jak żyją i jak kończą, czasem wyleczeni. Oni z pewnością nie myślą potem o samobójstwie, kolejnej pladze, nie mogliby też pracować w mediach by sprzedawać kolejne "groźne" wieści. I tak dalej.

    Jeśli jest tak jak piszesz, to Narrator u Finchera po kilku latach znów zaczął się obijać pod barami i tyle.

  • "Zrobił na mnie wrażenie, zaskoczyło mnie to, że bardziej się trzyma literackiego pierwowzoru niż wersja skandynawska."

    Ogólnie tak, ale książka jest bardziej o gwałcie i skandynawskim społeczeństwie itp. Film Finchera jest bardziej o zagadce kryminalnej.

  • Nie rozumiem. Chcesz powiedzieć, że gdyby ludzie, którzy chcącą plagi zombie lub jakiejkolwiek innej, zagłady ludzkości albo konkretnego narodu, kolejnej wojny światowej itd. poszli z tym na całość i zobaczyli do czego to prowadzi, to być może by się z tego wyleczyli?

  • Każdy z tych przykładów polega na autodestrukcji, bohaterowie Palahniuka pragną autodestrukcji. I do niej doprowadzają, ale w swoim zakresie.

  • To jest też u Finchera i on pokazuje, że to jest głupia postawa…

  • Ależ ta wymiana postów jest niespójna… podsumuję to trochę. Ja piszę, że Palahniuk traktuje swoich bohaterów z szacunkiem, ty twierdzisz, że twórcy "Fight Clubu" (scenarzyści, producenci i reżyser) z nich się śmieją.

    I ok.

  • No tak, i to jest jak najbardziej w porządku. Z takich postaw należy się śmiać – są głupie 🙂

  • Dla mnie numer jeden to Zodiac 🙂 W ogóle tylko jeden z filmów Finchera uwazam za słaby – Benjamina Buttona, który jest dla mnie niestrawnym rzygiem 😉 Całą resztę uwielbiam.

  • Simply

    @ Daniel

    Ty nie bądż taki wyniosły mądrala 😀 Śmieją się, ale nie jest to śmiech dyskredytujący, to śmiech uznania . Tu nie ma mądre/głupie. ,,Fight Club'' to jest przełożenie filozoficznego,platońskiego dyskursu na język kina – rzecz traktuje o pewnej idei . Norton żyje w desperacji , której bieguny wyznaczają : bezproduktywny dla jego osobowości zapierdol w korporacji i antidotum w postaci seansów antystresowej terapii gdzie preferuje się zbiorowe mazgajstwo. To wszystko, co się na naszych oczach potem rozgrywa, to jest jego ,, daydream''. Nie wierz w to, tak na prawdę Norton siedzi przez dwie godziny i płacze 😀
    A to co w nim narasta , zaczyna się materializować . Tyler Durden jest jak to coś z mackami w ,, Possession''.
    @ Garret
    Oni nie idą na dno, oni idą do góry. Tylko , że w wypadku Nortona to jest możliwe tylko do pewnego momentu. Film nie siada w połowie , a konsekwentnie ten moment obnaża. Norton już nie jest w stanie ani rozwijać tego układu i przenosić go na wyższy poziom, ani nawet dżwigać go dalej na tym, co jest. Był za małym żuczkiem w stosunku do idei , którą postanowił ożywić. I tu zaczyna się horror niemożności odwrotu . Wyzwolony dionizyjski chaos nie jest tu sam w sobie ani zły ani dobry ( przykłady z zagładą ludzkości i plagami zombie są imo chybione ) , jest czymś co upaja w pierwszej , oczyszczającej fazie , ale czego już nie mamy sił twórczo dalej wysublimować . I dla tego , niekontrolowany, przejmuje dowodzenie.
    Bo dla dobra cywilizacji został on do tego stopnia zrepresjonowany i wyparty, że do głosu ma szansę dojść tylko za cenę szaleństwa, j jako ,, druga strona'' rozpadu osobowości. Niewesoły to film. Książki Palahniuka nie czytałem.

  • "Siada w połowie" odnosi się do tempa filmu. W momencie, gdy Norton zaczyna bieg.

  • Ja bym się chyba nie zgodził, że to jest śmiech uznania. Owszem, identyfikujemy się z Nortonem i jego lękami wywołanymi przez kapitalistyczny kołowrotek, ale film zdecydowanie drze łacha z tego, że na poważnie można obrać fantazje o potędze prowadzące do post-apokaliptycznego uprawianie ogródka w komunie pełnej facetów bez koszulek jako alternatywę dla wyścigu szczurów. Fincher mówi tym filmem: "tak, jak najbardziej czuję twój ból ty biały uprzywilejowany gryzipiórku, ale weź może dorośnij i przestań odpierdalać".

  • Za Siedem i Podziemny krąg ten człowiek powinien dożyć 150 lat. Mistrz, a i wcale jego talent nie maleje.

  • To prawda, teledyski też robi fajne. Zresztą jak się przejrzy tytuły to większość to same hiciory.

    "Kino historyczne szybkiego reagowania" 🙂 to dobre. Przyznasz że takie eskapady najczęściej kończą się porażką. Był teraz ten film o gościu z wikileaks, no i o Jobsie. Podejrzewam że chodzi tu o zbyt szybki czas reagowania. Scenariusz, szybko szybko, ekipa, jazda, kręcimy dopóki temat jeszcze ciepły. A jednak Fincherowi to wyszło bardzo dobrze. Ugryzł temat trochę od innej strony. Wcisnął trochę gatunkowego thrillera. Wszystko takie tajemnicze i drapieżne. Chociaż i tak wiem jak się skończy 🙂

  • A Batona strasznie męczyłem. Trzy dni go jadłem i niemiłosiernie się ciągnął.

  • Simply

    Tam nic a nic nie ma o tym, że ktoś ma dorosnąć. To jest film o dorosłym facecie , który w pełni świadomości wchodzi na pewną drogę. Może to się podobać, albo nie. Mam wrażenie, że impact afirmatywny pierwszej połowy filmu jest silniejszy, niż bilans skutków z drugiej.

  • Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, jak blisko mnie był "Fight Club". To prawda że film opowiada o dążeniu do autodestrukcji. Jednak świadomość działania człowieka ma tu mało do gadania. Miałem kiedyś (mam?) znajomego, jeszcze wcześniej nazywanego przyjacielem. Niby miał znajomych, pracę, jednak był zawszę trochę na uboczu. Później kontakt się urwał. Wiadomo, rodzina, przeprowadzki i kontakt wirtualny przez portale społecznościowe. Czasami go odwiedzałem i teraz z perspektywy czasu pluję sobie w twarz że nie widziałem tego co być może było widoczne gołym okiem. Coraz bardziej zapuszczone mieszkanie i coraz mniej miejsca żeby się przecisnąć do kolejnych pomieszczeń.

    Później kontakt się urwał i jego bliższy znajomy zorganizował po kilku latach coś w rodzaju "interwencji". Gdy po kilku latach wszedłem do tego mieszkania i zobaczyłem właściciela, zamarłem. To był właśnie "Fight Club". Człowiek, który przegrał walkę z chorobą. I co? I zawieźliśmy go na siłę do szpitala. Pomimo wciskania kitu że się ogarnie, znajdzie robotę i doprowadzi się do porządku. Tu nie chodziło o wódę i dragi. Lekarz szybko stwierdził schizofrenię. Zresztą.. sama definicja choroby pasuje jak ulał do postaci granej przez Nortona…. On też od pewnego momentu nie kontaktował i miał totalnie wyjebane na to co się wokół niego dzieję. Samookaleczanie, posiadanie więcej niż jednej osobowości, zaburzenia emocjonalne. To się leczy, i to się da wyleczyć.

    @Simply Dlatego nie mogę się zgodzić z tym zdaniem.

    To jest film o dorosłym facecie , który w pełni świadomości wchodzi na pewną drogę.

    Nie był świadomy niczego.

    @Daniel Fincher mówi tym filmem: "tak, jak najbardziej czuję twój ból ty biały uprzywilejowany gryzipiórku, ale weź może dorośnij i przestań odpierdalać"

    Poniekąd tak. Jednak to nie wystarczy. Nawet trzaskanie po ryju nie wystarczy. To potrzeba stałego kontaktu i stałej opieki. "Weź dorośnij" można mówić do nastolatka. Nortona już trzeba było zawieźć do specjalisty.

    Dlatego "Fight Club" to film o dorosłym facecie i jego chorobie. Nikt jej nie zauważył, bo i kto miał to zrobić? Żył w środowisku, gdzie nikt nikim się nie przejmuje. Korporacyjne boxy, target, szef patrzący na wyniki. Spotkania? Tam chodziło tylko o wyplucie swoich wnętrzności. "O, ja mam tak samo". Bo człowiek chory i inteligentny podejrzewa na początku że coś się z nim dzieje. Wiem to. Chce to skonfrontować. Może nie jest tak źle? Tak jest z uzależnionymi. A później? Później już lecisz na dno, albo do góry jak kto woli. To już nie ważne. Ważne jest to że nie masz hamulców. To ktoś musi Ciebie zatrzymać. Także największy fight club rozgrywa się w naszych umysłach.

    Książki nie czytałem. Być może autor to inaczej przedstawił.

  • Ja też mam osobisty stosunek do tego filmu. Jak najbardziej identyfikuję się z Nortonem – nieraz pod wpływem ekscytacji myślę sobie, że jestem jak Tylera Durden, ale ten film mi przypomina, że nie jestem jak Brad Pitt, nie wyglądam fajnie w dziwnych ciuchach, nie mam wielkiej fujary, a moje wizje lepszego świata są delikatnie mówiąc niepraktyczne. Jestem jak Norton: blady, chudy, w brudnym podkoszulku, z odstrzelonym kawałkiem głowy, i wcale nie taki bystry jak mi się zdawało. Satyryczny pazur tego filmu sprawia, że to do mnie bardziej przemawia, bo śmiejąc się z czegoś zawsze jest mi łatwiej dostrzec, że dany temat jest mi bliższy, niż kiedy ktoś mi coś tłumaczy na poważnie.

    I zgadzam się, że Norton nie wchodzi świadomie na tą drogę.

  • "Ja nie mam fejsa.."

    Ehh.. 🙂 A może jednak czas na comingout ? ^^

  • Simply

    Oczywiście, że wchodzi świadomie. Czytajta ze zrozumieniem , napisałem ,,wchodzi'' mając na myśli konkretnie moment podjęcia decyzji i towarzyszący mu stan ducha , oczekiwania, zapał , wyrosłe na bardzo silnym przeświadczeniu o swoim,,tu i teraz'' . Dokładnie tak samo , kiedy świadomie podejmował prace w sterylnym kombinacie, która to z czasem , bardziej, niż coś innego , wpędziła go w kanał psychiczny . Na początku też sobie to inaczej wyobrażał.
    Bo czym właściwie jest ten cały jego trip z Durdenem i fight clubem? Zwierciadłem jego położenia : odbicia, przeciwieństwa , wektory o zgodnym kierunku i przeciwnym zwrocie, symetrie… W robocie był tłamszony przez bezduszne szefostwo, no to wymarzył sobie autentycznego duchowego przewodnika i autorytet, stawiając się na pozycji ucznia i PODWŁADNEGO , który jest prawą ręką i liczącym się idącym w górę w hierarchii dowartościowanym członkiem zespołu – tym wszystkim, czego nie doświadczył w pracy, a na co najpewniej liczył .
    Wyścig szczurów i kult sukcesu , bez którego jesteś nikim ? To właśnie zrodziło w Nortonie chęć przeciwwagi – dać się maksymalnie obić po ryju, tak pierwotnie, w jakimś obleśnym miejscu będącym zaprzeczeniem jego hi tech biura ,bo kto i jakim prawem śmie ustalać, co jest wygraną a co nie ?
    Pracujesz w korporacji jako ogniwo , nie wiesz, dokąd to wszystko zmierza , ale słowo ,,kreatywność' masz wyryte wszędzie , czyli ty coś tworzysz. Co ?
    No to konspirujesz w podobnie rozrastającym się molochu, tyle, że robi się maksymalny gnój. Rozpierdalasz. I też tak na prawdę nie wiesz, co .
    Nie należy mylić świadomości z mądrością , czy przenikliwością.

  • No, kiedy tak to ująłeś, to rzeczywiście. Świadomie wybrał bunt i szukanie jakiegoś sensu życia, którego wyrażenie mu brakowało w zaprogramowanym kapitalistycznym społeczeństwie, ale nie był świadomy co to mu przyniesie. Film nie afirmuje takiego postępowania, objawione prawdy okazują się co najmniej równie bzdurne co korporacyjny wyścig szczurów, boski guru mrzonkami szaleńca, a zachłyśnięcie tym niby odnalezionym sensem życia skutkuje nieprzyjemnym kacem. Norton nie jest dorosły, bo dorosły facet zmieniłby pracę, zaczął na poważnie chodzić do jakiegoś terapeuty, czy coś takiego, a on idzie w miasto bawić się ze swoim najlepszym, wyimaginowanym przyjacielem. Pierwsza część filmy jest silna, bo jest kusząca, ale nie jest prawdziwa.

  • Jak Simply zinterpretuje to nie ma ch we wsi 🙂 "Tłumacząc" to co się dzieje na ekranie i postać Nortona trzeba przyznać rację Simplemu. Jednak w przypadku tego filmu można interpretować to co się dzieje w głowie pacjenta, i to dlaczego tak się dzieję.

    @Daniel "Norton nie jest dorosły, bo dorosły facet zmieniłby pracę". Kurde …. No nie wiem 🙂 Też byłem niby dorosły, i tkwiłem przez 5 lat w gównianej pracy. I pewnie bym tkwił dalej. Dopiero gdy poznałem odpowiednią kobietę dostałem impuls 🙂 Kopniaka i sru. Zapieprzam 10x szybciej w 10x bardziej wymagającej pracy. Pod wieczór jestem jak koń po westernie, ale ile się dzieję 🙂 Norton nie miał przy sobie nikogo w momencie "przełomu". Gdy choroba zapukała do drzwi. Nikt go w porę nie zdiagnozował, a on sam szukał odpowiedzi na pytanie "co się ze mną dzieję" w złych miejscach. Po 10 minutach w takiej grupie musiałbym sobie zapodać wszystko co niezdrowe by się otrząsnąć 🙂

  • "Kurde …. No nie wiem 🙂 Też byłem niby dorosły, i tkwiłem przez 5 lat w gównianej pracy. I pewnie bym tkwił dalej."

    No właśnie: "niby byłeś". Norton też jest "niby dorosły", ale nie jest "dorosły". Najpierw zapycha pustkę konsumpcjonizmem, a kiedy to nie działa bawi się w te swoje bunty. Ty założyłeś rodzinę, stałeś się odpowiedzialny i dorosły. Zajęło ci trochę czasu, bo pewnie, że zajmuje, nie ma lekko. Norton myślał, że znalazł lepsze wyjście, uciekł od trudnych zmian w fantazje podlane populistycznymi sloganami. Łatwo jest mu współczuć, bo każdy facet w przedziale 20pare-30pare lat chciałby uciec w coś takiego (i jeszcze żeby to okazała się prawdą), ale to nie jest dorosłe zachowanie.

  • Tak dopiero teraz zauważyłem (co dobitnie pokazuje, że nie jestem zbyt bystry), ale my chyba mamy zupełnie inne postrzeganie tego filmu:

    Simply myśli, że to przeniesienie do współczesności teoretycznych przemyśleń starożytnych filozofów o walce między złudnym cywilizacyjnym porządkiem, a pierwotnym chaosem;

    Patryk, że to smutna historia faceta, który popada w chorobę psychiczną;

    A ja, że to absurdalna satyra (albo komedia) o współczesnym facecie, takim everymanie, który kompletnie nie radzi sobie ze swoimi egzystencjalnymi lękami (np. bezmyślną, niesatysfakcjonującą biurową pracą; szukaniem głębszego sensu; tym, że coś za bardzo podoba mu się przebywanie w towarzystwie mężczyzn bez koszulek i może to jest trochę gejowskie 🙂 itd. itp.)

  • Ale te interpretacje nie muszą się wykluczać. U mojego smutnego faceta którego dotknęła choroba psychiczna rozgrywa się wszystko to o czym pisał Simply. Dodatkowo te dwie rzeczy mogą iść z powodzeniem pod ramie z opowieścią o nim jako o człowieku z egzystencjalnymi lękami. Podsumowując, można Fight Club rozłożyć na czynniki pierwsze i opowiedzieć, umieszczając narratora/interpretatora w głowie Nortona, z dalekiej perspektywy (śledząc jego poczynania), i idąc z nim za rękę przez ulicę. To człowiek z olbrzymim bałaganem w głowie. Taka historia narodzin jednego z Breivików.

  • Dla mnie jest jak Travis Bickle – można się z nim utożsamić i zrozumieć, ale im więcej się o nim myśli tym bardziej dochodzi się do wniosku, że to nie jest fajny koleś.

  • Obok takich kolesi trzeba przejść obok. My im nie pomożemy. Travis był socjopatą, typem, który by wcisnął przycisk od wysadzenia bomby atomowej bez zająknięcia. Postać Nortona to histeryk, który biegnie obwiązany dynamitem. W obu przypadkach jest już za późno na rozmowę.

  • Anonimowy

    Ja to widzę tak:
    1. The Social Network – 9/10
    2. Gra – 9/10
    3. Siedem – 8/10
    4. Zodiak – 8/10
    5. Dziewczyna z tatuażem – 8/10
    6. Obcy 3 – 7,5/10
    7. Ciekawy przypadek Benjamina Buttona – 7/10

    Radosław Ostrowski

  • Pingback: Mindhunter (2017) - pierwszy odcinek - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Mindhunter (2017) - sezon pierwszy - Po napisach | z pasją o filmach()