PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Alejandro González Iñárritu

229x320 - SOLENIZANCI PLAKAT AlejandroUrodzony 15 sierpnia, Alejandro González Iñárritu

Meksykański reżyser, scenarzysta i producent. Iñárritu ma ciekawą biografię. W wieku 17 lat rozpoczął pracę na kontenerowcu. Na statkach pływał 2 lata. Zawijał do setek portów, a pływał głównie po Atlantyku. Podejrzewam, że te 2 lata musiały mocno wpłynąć na jego reżyserską pracę. Mnogość kultur, które poznał, zwyczaje, różne podejście do życia. Wrócił do kraju, na studia. Po skończeniu tychże rozpoczął pracę jako didżej w radio. Mexican Radio Station WFM nazywała się stacja, która zresztą w czasie pracy Alejandra stała się najpopularniejszą stacją w kraju. Później potoczyło się standardowo dla kogoś kto wspina się po szczeblach w filmowej branży. Założył studio producenckie. Produkował, pisał i reżyserował reklamówki, krótkie metraże, filmy na zamówienie itd.

Z ciekawostek wspomnę, że miał polski epizod. Alejandro studiował reżyserię między innymi pod okiem Ludwika Margulesa, polskiego reżysera oper i sztuk teatralnych (zmarłego w 2006 roku). Spokojnie, nie wiedziałem tego, przeczytałem po prostu :).

Alejandro nie jest reżyserem, który trzaska jeden film rokrocznie. Dotąd wypuścił na świat 4, słownie: cztery(!) filmy. Zatem CAŁA obejrzana filmografia w liście poniżej (segmentu do projektu 11.09.01 nie liczę). Zachęcam do komentowania. Od razu zaznaczam, że niezwykle trudno mi było skleić krótką notkę na temat każdego z tytułów poniżej. Filmy Iñárritu są po prostu tak wielowymiarowe, że każda próba napisania choćby zarysu fabuły, może wypaść… niechlujnie.

   MIEJSCE 6   Alejandro González Iñárritu - dzisiejszy solenizant - 15 VIII

21 Grams – 21 Gram (2003). To był drugi film po debiucie i z pewnością na twórcy ciążyła ogromna presja. Powtórzyć sukcesu się nie udało. Jednak to niezły film. Wydarzeniem wiążącym wszystko i wszystkich w tym filmie jest wypadek. Paul (Sean Penn), Jack (Benicio Del Toro) i Cristina (Naomi Watts). Śmiertelnie chory matematyk, kryminalista i narkomanka. Wskutek wypadku, którego sprawcą był Jack ginie rodzina Cristiny. Zaś serce zmarłego w tym wypadku męża Cristiny ma dostać Paul. Trochę wykręcone? Nawet nie trochę… Film o zemście, odkupieniu i przebaczeniu. Pierwiastek wydarzeń nieprawdopodobnych był w tym filmie na granicy dobrego smaku. 6/10

   MIEJSCE 5   

Alejandro González Iñárritu - dzisiejszy solenizant - 15 VIII

Biutiful (2010). Niedawno przeze mnie obejrzany. Barcelona od drugiej strony medalu. Ojciec, brudne interesy, żona, która nie nadaje się na żonę. Brat, któremu do brata daleko. Imigranci, którzy muszą być w kraju, w którym nie koniecznie chcą przebywać na stałe. Wszyscy w tym filmie cierpią, a żądna kolejnego trofeum karma szczerzy zęby i wypatruje kolejnego naiwnego człowieka. Javier Bardem jako chory na raka ojciec, nie-mąż i biznesmen bez regonu. Dobre, przytłaczające kino. Polecam. 7/10

   MIEJSCE 4   

Alejandro González Iñárritu - dzisiejszy solenizant - 15 VIII

Babel (2006). Jedna kula wystrzelona z karabinu, która zmienia życie wielu osób. Tak by było najłatwiej napisać. Od tego wszakże się zaczyna. Jednak Babel to przede wszystkim historia niemożności porozumienia się na wielu płaszczyznach. Jednocześnie historia błędów i tragicznych konsekwencji. Richard (Brad Pitt) z żoną Susan (Cate Blanchett) na wycieczce w Maroko. Amelia (Adriana Barraza) jako opiekunka w domu rodzinnym Richarda i Susan. Bratanek Amelii, wariat jakich mało, Santiago (Gael García Bernal). Głuchoniema dziewczyna w Tokio(!), aktualnie będąca na wojennej ścieżce z ojcem. Ten, wrócił właśnie z Maroka… I świat jak wąż połykający swój ogon, który krztusi się własnym smakiem… Wszystko jest ze sobą powiązane… 8/10

   MIEJSCE 3   
zjawa

The Revenant – Zjawa (2006). Iñárritu i tym razem stawia pojedynczego człowieka na arenie zmagań. Budując i kreując zarazem tło i odniesienia posługuje się poetyką kina znaną z obrazów Terrence’a Malicka. Być może niektórym nie przypadną do gustu związane z tym liczne metafizyczne nawiązania. No, bo niby w jakim celu uszlachetniać dzicz? Tu chodzi przecież o przetrwanie, a nie stawianie pozazmysłowych posągów. Dla mnie było to nie tyle potrzebne, co raczej idealnie współgrało ze stylem realizacyjnym narzuconym przez operatora. Czasem przyjdzie nam spojrzeć przez dłuższy czas na ogromną przełęcz, ośnieżone szczyty. Czasem wrócimy wspomnieniami do czasów spokojnych, zupełnie jak u Malicka w Cienkiej czerwonej linii (1998) w scenach w wiosce. Nad tym wszystkim pobrzmiewa groźnie muzyka autorstwa Ryuichi Sakamoty i Carsten Nicolaia. Recenzja tutaj 8/10

   MIEJSCE 2   
birdman

Birdman (2006). Hołd, prezent pod choinkę dla “Aktora”. Teraz każdy z nich (aktorów) może zaprosić kogoś kto nie rozumie gasnącego serca na scenie i powiedzieć “Patrz! Tak się właśnie czuję!” i “To właśnie jest historia o mnie, dinozaurze, który nie ma siły uciekać przed lodowcem”. Głosem i twarzą wszystkich, którym słupki popularności dramatycznie spadają w dół został Michael Keaton. To jednocześnie przewrotne i oczywiście celowe zagranie, by zaangażować Keatona do tej roli. Przecież to właśnie Michael doskonale rozumie moc fleszy z aparatów paparazzi, a później ich brak. Recenzja tutaj 9/10
   MIEJSCE 1   

Alejandro González Iñárritu - dzisiejszy solenizant - 15 VIII

Amores perros (2000). Petarda. Chorowałem na ten film. Dosłownie.Opowieść wciągnęła mnie bez reszty. Klimat, wielowątkowy scenariusz, muzyka, zdjęcia i genialny Gael García Bernal. Dla aktora ten film był biletem to fabyki snów. Poza tym to był jego kinowy debiut. Zresztą tak samo jak reżysera. Wielki sukces Iñárritu i wielki sukces Meksyku na filmowej mapie świata. Zresztą… tam ten film jest po trosze traktowany jak u nas „Psy” Pasikowskiego. Skąd wiem? Ha! Rozmawiałem kiedyś z jedną meksykanką, raczej spoza sfery „kinomańskiej”. Kobieta z zupełnie innej bajki. Poza tym już poniekąd spolszczoną 🙂 Rozmowa zeszła na kulturę meksykańską i koniec końców na kino. Dużo meksykańskich filmów nie widziałem, jednak w czasie rozmowy pochwaliłem Meksyk za Amores… 🙂 No i dowiedziałem się, że jest on niemal przedmiotem kultu i generalnie wszyscy go tam widzieli 🙂 Dla mnie to numer jeden na liście. Mocne, dobitne i ostre jak wściekłe psy walczące w kilku scenach. Nie będę nawet pisał o czym jest film. Znajdźcie i obejrzyjcie.. 10/10 + petarda.

  • lubię tego reżysera, ale Amores… jak na razie przede mną. Babel rządzi

  • Jeden z moich ulubionych reżyserów. Jak już ukula film to głowa mała. Jakoś "Biutiful" w moim przypadku nie zeżarło, zasnęłam ale jeszcze kiedyś dam mu szansę. Z pierwszym miejscem się zgadzam, "Amores…" to jeden z moich ulubionych filmów w ogóle. "21 gramów" i "Babel" równie świetne. Muzyka w filmie "Babel" jest czymś genialnym. A na nowy film czekam tak, że jaaaacie. Mój ulubiony Batman numer dwa (Krzyś Bale jednak rządzi) wreszcie powraca. Trailer mnie zeżarł. 🙂

  • Moje dwa ulubione filmy tego reżysera to "21 gramów" i "Babel","Biutiful"zamierzam obejrzeć jak będę w odpowiednim nastroju.Życiorys ma faktycznie ciekawy,więc i ciekawe filmy kręci.N a"Birdmana"czekam chyba tak samo jak Ty 🙂

    pozdrawiam

  • Tak w ogóle jest jednym z nielicznych reżyserów, który ma absolutnie całkowitego fioła jeżeli chodzi o muzykę w swoich filmach. Ześwirował pracując w stacji radiowej 🙂 Ale to dobrze. Idealnie współgra z obrazem. "Amores Perros" powala dojrzałością jak na debiutanta…

  • Mam wielkie nadzieję na Birdmana. Na świetny film, na come back Keatona, na genialną rolę Nortona, na magiczne zdjęcia Emmanuela Lubezki ego… Dużo nadziei 🙂

  • Amores jest chyba "najmocniejszy" może nie jeżeli chodzi o temat, ale o obraz na na pewno. Walki psów, wulgaryzmy i dużo krwi. To zdecydowanie mocny seans. Wydaje się że do dzisiaj reżyser nie pozbierał się po debiucie, i jak na razie ma dosyć takich klimatów 🙂

  • Simply

    … i to nie cieszy 🙁

  • "Amores Perros" ma u mnie w filmografii Iñárritu miejsce wyjątkowe – moim zdaniem jest to arcydzieło – na pewno jeden z najlepszych filmów, jakie obejrzałem w swoim życiu.
    Bardzo cenię także pozostałe obrazy tego reżysera (wg mnie "Biutiful" jest równie dobry, jak "Babel", a ponadto zapowiada jakby pewne zmiany w twórczości Iñárritu, które ostatecznie sfinalizowały się w "Birdmanie").

    PS. To budujące, że młode pokolenie docenia takich twórców kina, jak Iñárritu, który kontynuuje w kinie to, co najlepsze – a co reprezentowali swoją twórczością tacy mistrzowie, jak Fellini, Bergman, Kubrick, Altman, Scorsese…

    Przy okazji, moje wrażenia z "Biutiful":

    https://wizjalokalna.wordpress.com/2011/02/03/biutiful-hiob-z-barcelonskich-slumsow/

    Pozdrawiam

  • Dziękuje za to "młode pokolenie" 🙂 Chociaż po prawdzie to w taki wiek powoli wchodzą moje dzieci 🙂 Recenzje filmów Iñárritu u Ciebie chętnie przeczytam. 'Wizję Lokalną' odwiedzam, jednak nie ukrywam, że zwykle są to dłuższe posiedzenia 🙂 Lubisz się rozpisać 🙂