PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Cani Arrabbiati (1974)

Cani Arrabbiati - Rabid Dogs - Wściekłe Psy - 1974
Moja poniższa recenzja ukazała się również na portalu NoirCafe.pl, link tutaj.

Rok 1974, Mario Bava w wieku 60-ciu lat kręci Cani Arrabbiati, czyli Wściekłe Psy. Włoski reżyser jako już starszy wiekiem twórca, stworzył obraz tak dziki i nieprzewidywalny, jakby wyszedł spod ręki młodego, gniewnego człowieka. Jednak Bava w 1974, kręcąc swoje Psy, udowodnił tylko jak wszechstronnym jest artystą. Dla mnie jest to początek, mam nadzieję długotrwałej przyjaźni z tytułami nieżyjącego już Bavy. Trafiłem świetnie. To tak jakbym przeżył pierwszą poważną imprezę alkoholową bez porannego kaca. Świetne wspomnienia, masa alkoholu, dużo zabawy i świeży poranek. No, może z małymi zgrzytami…




Akcja rozpoczyna się wraz z pierwszą nutą niepokojącej muzyki, która towarzyszy nam przez cały seans. Poza kilkoma pauzami, główny motyw towarzyszy nam przez cały czas w tle i jest świetny. Nie ma nic gorszego jak irytujący podkład. Tutaj Stelvio Cipriani wiedział jak stworzyć pełną emocji ścieżkę dźwiękową. Utwór tytułowy, czyli Cani Arrabbiati, tak wpadł mi w ucho, że chyba za głupie 0,99$ nabędę go drogą kupna na ajtunsach.

Cani Arrabbiati - Rabid Dogs - Wściekłe Psy - 1974
Rozpoczyna się więc film, Cipriani puszcza muzykę, złoczyńcy ruszają do akcji. Tu nie ma opieprzania, wprowadzającej narracji, jakichś tam popierdółek czemu to robią. Są złodziejami, mają plan, dokonują napadu i koniec, kropka. W drugiej minucie twarde chłopaki zajeżdżają po tygodniowy utarg w firmie farmaceutycznej. Nie patyczkują się. Wiedzą co im grozi i wiedzą, że strażnicy są uzbrojeni. Szybka wymiana ognia, torba pod pachę, pada strażnik, pisk opon, jedynka, cegła na gaz i jeszcze w czterech odjeżdżają z wizją rozciągającej się po horyzont plaży. Nic z tego. Bava nie uznaje kompromisów. Wycelowany karabin wypluwa kulę. Ta, przeszywając krtań zabiera ze sobą jednego z bandytów. Jest już trzech. Skupiony Dottore/Doc (Maurice Poli), szalony Trentadue/Thirtytwo (George Eastman, który nota bene gościł już u mnie przy okazji filmu BlastFighter) i nożownik Bisturi/Blade (Don Backy).

Cani Arrabbiati - Rabid Dogs - Wściekłe Psy - 1974
Widz wie, że nie cofną się przed niczym. Zbyt długo akcja była planowana, zbyt wiele dla niej poświęcono. Być może jako kryminaliści nigdy nie byli poważnie traktowani. Z pewnością posiadają bogatą kartotekę. Jednak to nie są baronowie zbrodni. To typki, które w końcu mogą zaistnieć w półświatku.

„Finally we’ll have a good life!” – krzyczy Blade

Nic z tego! Tu nie ma chwili wytchnienia. Z oddechem ogarów na plecach wyciskają maksimum z włoskiej myśli technologicznej. Wypad z samochodu i bieg na złamanie karku. Lufa przy skroni złapanych na szybko dziewczyn i przypadkowy trup. Przerażona Maria (Lea Lander) nie stawiając oporu wsiada do auta z trzema oprychami. I znowu, jedynka, cegła na gaz i ucieczka pod kulami karabinierów. Jakby dramatu było mało, już w czwórkę zmieniają kolejny raz samochód. Tym samym gubią ogon. Oprawcy razem z Marią wpadają do auta z kierowcą, który ma więcej do stracenia niż wszyscy razem wzięci. Zdesperowany ojciec (Riccardo Cucciolla) wiezie na operację swojego syna. Ten śpiąc na tylnim siedzeniu jest nieświadom zagrożenia, które spływa na niego i rodzica…

Cani Arrabbiati - Rabid Dogs - Wściekłe Psy - 1974
To wszystko, do tego miejsca miało miejsce w pierwszych 10 minutach filmu! W momencie, gdy zatrzasnęły się drzwi błękitnego Opla Rekorda w wersji Caravan rozpoczyna się klaustrofobiczny thriller na 2 metrach kwadratowych. Ojciec, który chce dowieźć syna do szpitala. Kobieta chcąca się po prostu wyrwać z tego piekła. Nagrzany ThirtyTwo, nieobliczalny Blade i próbujący utrzymać wszystko w ryzach Doc…

Świetne, twarde jak skała kino. Bava raczy nas wszystkim co powinno mieć miejsce w kinie drogi z zakładnikiem i porywaczem. Mamy punkty kontrolne, jest stacja benzynowa, jest próba ucieczki. W końcu jest ThirtyTwo, który nie może doczekać się plaży i dziewczyn i imprezę postanawia rozpocząć w aucie. Jest sprężynowiec w dłoni Blade’a, który otwiera się zbyt często. Wszystko to z powtarzającymi się w tle taktami utkanymi przez Ciprianiego.

Siłą tego filmu jest przede wszystkim doprawcowany scenariusz. Nie ma tu przestojów, nie ma głupich akcji typu „dlaczego scenarzysta nie pomyślał o tym i o tym”. Trupy są, ale tylko tam gdzie powinny. Doc myśli i wie jak dojechać do celu. W scenie na autostradzie w Hollywood strażnik efektownie dostałby kulkę i skończyłby swoją przygodę na planie. U Mario Bavy porywacze są sprytni, zawracają, przekupują, wymykają się i kluczą. Nie szukają już akcji. Chcą dojechać do celu. Widz praktycznie czuje, że w każdej chwili spocony „32” może rzucić się na dziewczynę, a Blade wyciągnąć nóż i rozpruć dzieciaka. Oni są do tego zdolni…

Cani Arrabbiati - Rabid Dogs - Wściekłe Psy - 1974
Wszystko jest surowe i brudne. Surowość może razić, a obraz nie znajdzie zwolenników wśród estetów. Jednak to jest absolutnie nie ważne. To bardzo dobre kino. Porywające i trzymajace w napięciu do końca. Do finału, który rozpieprza system. Ostatnie sceny obligują mnie, widza, do ponownego obejrzenia Rabid Dogs i spojrzenia na akcję z innej perspektywy. Oglądasz końcówkę i mówisz „O ku..wa, tylko nie to. To prawda, było coś nie tak, ale żeby aż…”. Mam nadzieję, że zaciekawiłem. Warto obejrzeć i przymknąć oko na niektóre rzeczy. Na co konkretnie? Na męczącą miejscami nadekspresję Włochów. Wyglądają i grają jak dla publiczności teatralnej, nie kinowej. Przesadzone gesty i mimika przypominają miejscami azjatyckich gigantów, którzy wrzeszczą jakby byli żywcem wyjęci z mangi. Rażą dźwięki dograne na nowo. Sapania, stękanie, syczenie brzmi jak wyjęte z taniego pornosa. Aktora grającego Doc’a słychać normalnie, za to u ThirtyTwo słychać każdy dźwięk już na poziomie jego jabłka Adama. Ale… Fuck it. To przecież kwestia niesprzyjających okoliczności dla kopii filmu, o których poniżej.

Cani Arrabbiati przeszedł długą drogę przez mękę, by ujrzeć światlo dzienne. Po śmierci jednego z producentów, który miał prawa do filmu nad tytuł nadciągnęły mroczne chmury związane z prawami autorskimi. Dzieła nie można było dokończyć i tak przeleżało 25 lat na zakurzonych włoskich, sądowych półkach. Dopiero Lea Lander, filmowa Maria, doprowadziła do uratowania Wściekłych Psów i wydania ich na DVD. Yeaa :). Po premierze DVD nad filmem pochylił się raz jeszcze producent Alfredo Leone, Lamberto Bava (syn Maria) i Roy Bava (wnuk). Nie byli zadowoleni z wersji DVD z 1999 roku. Dograli nowy krótki prolog, kilka scen, a Stelvio Cipriani nagrał nową ścieżkę dźwiękową (w oparciu o oryginał). Całość wyprodukowała Kismet Entertainment Group (i chwała im za to) jednocześnie wprowadzając tytuł do kin w Ameryce w 2002 roku (chwała im za to po raz drugi). W Stanach Zjednoczonych debiutował już jako Kidnapped. Widziałem „pierwszą” nową wersję, tę wyciągniętą z lamusa przez Leę Lander i wystarczyło to do wystawienia oceny bardzo dobrej.

Cani Arrabbiati - Rabid Dogs - Wściekłe Psy - 1974
Przy okazcji Cani Arrabbiati wprowadzam nowe oznaczenie do oceny. Obraz Mario Bavy otrzymuje zasłużone 8/10 plus petardę ode mnie :). To specjalne wyróżnienie dla filmów mocnych jak uderzenie Jake’a La Motty. Oznaczenie, które nie musi iść w parze z oceną ogólną. Z pewnością pojawi się kilka filmów ocenionych „tylko” jako niezłych, jednak właśnie z ową, wspomnianą „petardą”. Film gorąco polecam.

Cani Arrabbiati - Rabid Dogs - Wściekłe Psy - 1974
Na planie filmu

8/10 - bardzo dobry + petarda

Czas trwania: 96 min
Gatunek: Dramat, Thriller, Akcja
Reżyseria: Mario Bava
Scenariusz: Cesare Frugoni, Alessandro Parenzo
Obsada: Riccardo Cucciolla, Don Backy, Lea Lander, Maurice Poli, George Eastman
Zdjęcia: Emilio Varriano, Mario Bava
Muzyka: Stelvio Cipriani

  • Simpladero

    ,,…Włoski reżyser jako już starszy wiekiem twórca, stworzył obraz tak dziki i nieprzewidywalny, jakby wyszedł spod ręki młodego, gniewnego człowieka. ..''

    Nie inaczej ! Co więcej, dla Bavy był to dziewiczy rejs w tego typu kino , będące podówczas zwycięskim konkurentem dla tego wszystkiego, co sobie tak upodobał ; wielkomiejska dzika przemoc skradła serca audytorium i wysmakowany, eskapistyczny gotycki horror musiał odejśc.
    Niemłody i schorowany Bava wszedł w tę produkcję z taką energią, że młoda ekipa zgłupiała. Film miał do tego stopnia zerowy budżet, że zdecydowano się w ogóle nie zatrudniac operatora – Marian Piana mimo nadwątlonego zdrowia sam wziął kamerę do łapy . Musiał byc non stop w ruchu, film kręcono w zasadzie wyłącznie w naturalnych, wielkomiejskicj i peryferyjnych miejscówkach, o komfortach studia mależało zapomniec. Aktorzy i cały staff byli pod przemożnym wrażeniem jego szalonej pasji , która udzieliła się wszystkim – ten film ma w sobie moc i życie i w kurwę najczystszego sleazu , Don Backy i George Eastman są olśniewająco obleśni, wyglądają i zachowują się, jak dwuosobowe, hedonistyczne requiem dla ,,Ery Wodnika'' ( ksywa Trentadue , to oczywiście nie od numeru mieszkania ) .
    No i ten twist na końcu…. dla mnie to totalny happy end, zwycięstwo najpozytywniejszej siły ludzkości : czarnego humoru.
    ,, Rabid Dogs'' potwierdza starą teze , że wybitne kino crime/action/ thriller powstaje z reguły na bazie pulpowej literatury , Marian wziął na warsztat opowiadanie ,, Man and the Boy'' na które przypadkiem natrafił w magazynie z groszowymi kryminałami Ellery Queen.
    Producent nie tylko umarł , ale i zbankrutował, film wraz z całym jego dobytkiem został zlicytowany na poczet długów i opieczętowany na kilkadziesiąt lat . Cała ta piękna walka Bavy poszła na marne, mógł byc to hit i poważna konkurencja dla młodych pistoletów, jak Lenzi, Martino czy Castellari.

  • Muszę jeszcze raz to obejrzeć. Za pierwszym razem średnio mi się podobał, ale to chyba dlatego że to był już któryś z kolei film Bavy jaki oglądałem. Miałem już wyrobioną opinię o tym twórcy, aż tu nagle wystrzelił mi tą petardą prosto w oczy że zgłupiałem i nie potrafiłem tego docenić 😉 Z aktorów którzy tu wystąpili najbardziej kojarzę Riccardo Cucciolę, który w znakomitym filmie "Sacco i Vanzetti" stworzył wybitną kreację i przyćmił nawet świetnego jak zawsze Giana Marię Volonte. Ostatnio zaskoczył mnie także występem u Fulciego w "Una sull'altra".

  • Jednym słowem, zasłużona petarda! (dzięki za komentarz z uzupełnieniem kulis produkcji)

  • Za duzo tego 🙂 Ja w najbliżyszym czasie chciałem obejrzeć "Planet of the vampiers" Bavy.

  • Tego nie widziałem, ale w pierwszej kolejności chciałbym nadrobić jego filmy o wikingach: "Najeźdźcy" (1961) i "Ostrza zemsty" (1966).

  • film wydaje się zupełnie nie w moim guście, jednak po przeczytaniu tej recenzji bardzo chętnie go obejrzę 🙂