PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Niesamowity Spider-Man 2 (2014)

Amazing Spider-Man 2 - Niesamowity Spider-Man 2Moja poniższa recenzja ukazała się wcześniej na portalu NoirCafe.pl, link tutaj.
 
Niesamowity Spider-Man 2 nie jest tak niesamowity, jak to tytuł sugeruje. Przede wszystkim jest bardzo nierówny, jeżeli chodzi o poziom i treść kierowaną co chwilę do innej kategorii widza. Do nakręcenia najnowszej odsłony przygód człowieka pająka producenci zatrudnili po raz kolejny Marca Webba. Cała produkcja zresetowanej serii, zaczynając od roku 2012, jest dla mnie zagadką. Wspomniany Marc Webb, któremu oddano w ręce 250 mln dolarów i kultową komiksową postać, dotąd był znany tylko z dobrego skądinąd filmu 500 days of summer z Josephem Gordon-Levittem. Zdaję sobie sprawę że reżyserzy pozyskiwani przez gigantyczne studia filmowe do blockbusterów są najczęściej sprawnymi „najemnikami”.

Machina produkcyjna jest tak ustawiona, że tego nie można zepsuć (na pewno?). Jednak to i tak był zaskakujący wybór.

Druga sprawa to odtwórca głównej roli. Lubiłem postać, którą wykreował Tobey Maguire. Zgoda, był trochę nieobecny, jakby przedawkował leki uspokajające, ale potrafił się zerwać do akcji. Postać pająka jest szlachetna, poczciwa, urocza. W chwilach zagrożenia musi być ostry i widz powinien czuć, że może zamienić się w ptasznika siejącego postrach w szeregach wroga. Tobey to miał. W 2012 roku podmieniono go na Andrew Garfielda, hmm… Nie podobał mi się w 2 lata temu, nie podobał mi się i teraz. Garfield w tej roli jest jak wyjęty z rozkładówki czasopisma młodzieżowego. Brakuje jeszcze czterech takich i można złożyć boysband. To tyle jeżeli chodzi o dwie podstawowe i najważniejsze dla mnie kwestie, twórca i aktor.

Amazing Spider-Man 2 - Niesamowity Spider-Man 2
Co zaś do samej historii znów jest nierówno. Czułem się jakby twórcy na siłę próbowali ściągnąć do kina nowych widzów, tych z okolic Zmierzchu. Próbowali im na siłę sprzedać ckliwe momenty kiepskiego love story. Na to wszystko nakłada się (a powinno być odwrotnie) tradycyjna opowieść z kart komiksów. Spider-Mana spotykamy w tym roku podczas rutynowych działań na ulicach Nowego Jorku. Bandyci, złodzieje, porywacze itd. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Oblepiając swą siecią Wielkie Jabłko (kto to sprząta?) ma dylemat. Powinien mieć, nie można przecież dopuścić do tego by był zwykłą dwuwymiarową papierową postacią. Cały czas pamiętając obietnicę, którą złożył ojcu swojej ukochanej Gwen, miota się nasz pająk niemożebnie. Nie powinien się z nią spotykać, gdyż posiadając ogromne moce i ściągając na siebie wszystkie nieszczęścia tego świata, naraża ją na niebezpieczeństwo. Schodzą się i rozstają parokrotnie w trakcie ponad dwu godzinnego seansu. Do tego dochodzą melodramatyczne wątki w stylu „gdyby twój wujek mógł tu być” i nie czekając długo słyszymy „gdyby moi rodzicie mogli to widzieć”. Łzy same cisną się do oczu nastolatków… Zapominając o sferze prywatnej naszego bohatera i skupiając się na przygodowej części fabuły możemy czuć się już trochę bardziej usatysfakcjonowani.

Amazing Spider-Man 2 - Niesamowity Spider-Man 2
Na główną oś scenariusza nakładają się dwa główne wątki. Klucząc i krzyżując się parokrotnie, łączą się w finale i pędzą w kierunku trzeciej części przygód niesamowitego Spider-Mana. Pierwszy wątek to oczekiwany przez widzów główny przeciwnik naszego herosa. W każdym kolejnym filmie, czy to ze stajni MARVELA, czy stajenki DC COMICS, czy z innej, to właśnie przeciwnik jest najbardziej wyczekiwaną postacią. Jak będzie wyglądał? Czy będzie w stanie zagrozić superbohaterowi? Tym razem postawiono na Electro. Jamie Foxx, który się w niego wciela jest najmocniejszą stroną tej części. Zarówno on, jak i sam Electro. Na początku inżynier elektryk, zamknięty w sobie, z rozwijającą się schizofrenią. Dziwak jakich mało. NIKT go nie zna, NIKT go nie widzi. Ulegając wypadkowi zamienia się w spełnienie swoich marzeń. W końcu świat na niego zerknął. Jednak nie przez to kim jest, lecz przez to co robi. Jako Electro stał się potężnym przeciwnikiem. Zdolny zapanować nad każdą formą energii sieje spustoszenie w centrum Nowego Jorku. Jego pierwsze spotkanie z pierwszym na planecie dwunożnym pająkiem jest co najmniej spektakularne. Jamie Foxx wie jak zagrać oderwanego od rzeczywistości. Przed przemianą przypomina trochę granego przez siebie Nathaniela Ayersa z filmu Solista. Rozbiegane spojrzenie, niepewność, czające się szaleństwo.

Drugim wątkiem jest powrót na stare śmieci Harry’ego Osborna (Dane DeHaan). Dziedzic fortuny korporacji Oscorp. Nieuleczalnie chory z jedną nadzieją na dalsze życie. Paradoksem jest to, że Harry będący przyjacielem z dzieciństwa Petera, jedyną szansę dla siebie widzi w krwi, która płynie w żyłach Spider-Mana. Zrobi wszystko by go do tego nakłonić.

Minusy tego filmu spływały na mnie przez cały seans, ale spokojnie – plusów było tyle samo, albo ciut więcej. Wielki plus za ścieżkę dźwiękową. Hans Zimmer w porozumieniu z Johnnym Marem stworzyli naprawdę dobry podkład pod pajęczą siecią. Zaś numer, który rozbrzmiewał na Times Square, gdy Electro miał swój coming out, to coś powalającego. Miałem wrażenie, że Jamie Foxx wraz z budzącym się gniewem nucił złowrogo motyw z sali kinowej. I znowu mały niesmak. Przy tej samej potyczce, scena ze Spide-Manem z hełmem strażaka. Nie kupiłem tych momentów, a było ich dużo więcej.

Spiętrzające się niczym fale Dunaju wątki to prawdziwa zmora filmu Webba. Otwierające sceny z rodzicami Petera Parkera, późniejsza „zagadka” skórzanej teczki, to kompletnie niepotrzebne elementy historii. Na co to komu? Ależ odpowiedź nasuwa się sama. Scenariusz jest prosty jak drut, więc trzeba go wykręcić takimi bzdurnymi dodatkami.

Amazing Spider-Man 2 - Niesamowity Spider-Man 2
Polski dubbing. Znowu remis. Wszystkie głosy dobrane świetnie. Jednak gdy usta otworzyła ukochana Petera – Gwen, zamarłem. Tembr podchodzący pod 40-letnią osobę zupełnie tu nie pasował. To samo z głosem agresywnego Rosjanina, Alekseia. Rozumiem, że dzieciaki też powinny zrozumieć, iż to głos sąsiada ze ściany wschodniej, ale bez przesady. Brakowało tylko „Nu pagadi”.

Film przed oceną średnią ratuje właśnie Foxx i jego postać. Wykreował nią drugie dno opowieści, w której jako starszy widz czułem się doskonale. Dobrą ocenę pogrąża Andrew Garfield. Pozbawiony charyzmy i podobny z twarzy zupełnie do nikogo pasuje mi tylko do telewizji. Na zero wyszedł Dane DeHaan. Świetny w pierwszej części, wypadł komicznie w finale. Miał być groźny, a skończył jak własna karykatura. Do tego charakteryzacja – jakby wyszedł w połowie procesu przygotowywania tejże.

Czyżbym nie był aż takim fanem komiksów za jakiego się uważam? Przecież te wszystkie momenty, które zaliczam do nieudanych wpisują się jak nic w stylistykę kolorowych opowieści. Brakuje tylko narysowanego białego dymka nad aktorem z podpisem „HE-HE-HE”. Może po prostu tęsknie do „dorosłego” superbohatera w wersji Nolana? Z ograniczonymi do minimum uśmieszkami w kierunku widza, z mięsem i „mięsem”. Niedoczekanie moje, 200 milionów musi się zwrócić. Studia filmowe co rusz to obniżają pułap wiekowy, nikt już nie chce oglądać zmarszczek pod maską. W latach 90-tych, nawet w kiepskich Batmanach Schumachera z plakatów biły po oczach nazwiska aktorów. Dinozaury ubierały kolorowe kostiumy i broniły naszych miast. Teraz niesamowity Spider-Man ma być doskonałą partią dla naszych córek, dopasowany wiekiem, ubraniem, muzyką w uszach. A dorośli? Dorośli muszą zabrać do kina dzieci, tak jak to było na seansie, w którym uczestniczyłem. Matka z dwójką dzieci na fotelach przede mną. Około 6-letni syn i około 10-letnia córka. Za nimi ja. Sam. Mąż i ojciec. Przede mną Spider-Man, w dodatku niesamowity. Dla mnie tylko średni.

5/10 - średni

Czas trwania: 152 min
Gatunek: Akcja
Reżyseria: Marc Webb
Scenariusz: Alex Kurtzman, Roberto Orci, Jeff Pinkner
Obsada: Andrew Garfield, Emma Stone, Jamie Foxx, Sally Field
Zdjęcia: Daniel Mindel
Muzyka: Hans Zimmer, Junkie XL, Johnny Marr, Pharrell Williams, Michael Einziger
  • Raczej nie Nolana tylko "Watchmenów". Ale tam jest ponoć jakiś Smerf z penisem na wierzchu, i niektórych to wytrąca z powagi.

    Jak go nie widziałeś to się nie przejmuj, ja dopiero za drugim czy trzecim seansem to zauważyłem.:)

  • Batmany Nolana i "Watchmen" to właśnie moje kino jeżeli chodzi o superbohaterów. Smerf z penisem? Nie widziałem.

  • Nie miałeś wrażenia podczas seansu, że akcja porusza się dziwnie szybko… a reżyser próbuje wcisnąć nam zdecydowanie zbyt wiele wątków?
    Wszystko oczywiście ładnie się zgrywa… są built-upy i pay-offy, każdy element ma jakiś sens, ale mimo wszystko mam wrażenie, że oglądam skróconą wersję dłuższego filmu. Biorąc pod uwagę, że wycięto całkowicie wątek z Mery Jane oraz fakt, że w filmie nie pojawił y się fragmenty rozmowy Dahaana z Garfieldem, które pokazali w trailerze karze przypuszczać, że gdzieś tam w archiwach sony leży godzina może nawet więcej filmu.

    Można dodać jeszcze dziwnie niedokończony wątek z Felicią Hardy… która najpierw trafiła na plan, potem zasugerowano coś jej dialogami, by potem zniknęła kompletnie w zapomnienie.

    No i jeszcze wątek romantyczny… znów dużo sugestii, żadnych odpowiedzi. Wszystko jakby przyśpieszone i pozbawione w sumie przez to sensu.

    Nie mogę powiedzieć, że to zły film… efekty onieśmielają. Jednak tempo przyśpieszenia i spowolnienia są strasznie wybijające z seansu, zamiast oglądać i czerpać radość ciągle zastanawiasz się… no ale o co chodziło scenarzyście? Kiedy rozwiną ten wątek? Po co to wszystko?

    A tak jeszcze na końcu odnosząc się do wypowiedzi obydwu Panów powyżej…
    Batman Nolana jest świetny, ale tylko ten drugi w serii. Tu oddaje w pełni sprawiedliwość. Watchmen jest świetnym obrazem ale słabą historią, jak na razie najlepsza adaptacja komiksu jak dla mnie przynajmniej to Historia Przemocy. Zapomniana, zakurzona… może troszkę zbyt puplowa, jednak jako film świetna. Trzyma w napięciu, nie jest przewidywalna i po seansie pozwala odczuć satysfakcję zamiast frustracji.

  • Pośpiech był, i skręconego materiału jest zdecydowanie więcej. Zgadzam się. Ja jednak nie zastanawiałem się "kiedy rozwiną ten wątek ?", bo po prostu niektóre w ogóle nie były przeznaczone dla mnie (wątki romantyczne, blee :). Zaś inne… rodzice, teczka. Na akcję nie miało to żadnego wpływu, a już sama scena z kalkulatorem z teczki…

    Już wolałbym rozwiniętą akcję z Felicią, tam coś zdecydowanie drzemało. Ukryte spojrzenia, coś niepokojącego, lecz zdecydowanie spłaszczonego na stole montażowym.

    Też nie mogę powiedzieć że to zły film, dla mnie niezły i nic więcej.

  • @Radek
    "… jak na razie najlepsza adaptacja komiksu jak dla mnie przynajmniej to Historia Przemocy."

    Mi się zdawało, że chłopakom chodzi ekskluzywnie o "superhero" movies, bo adaptacji komiksów to było sporo dobrych: Hardware (z 1990), Oldboy, Crying Freeman (tutaj nie jestem pewien, czy ten film jest aby na pewno dobry, ale za młodu się jarałem), Shogun Assassin, filmy z serii Lone Wolf and Cub, Ichi the Killer, Ghost World, Art School Confidential, American Splendor, może Scott Pilgrim vs. the World, Akira (jeśli liczymy mangi/anime) itd.

    Jeśli chodzi o filmy o superbohaterach, to już nie jest tak różowo:

    Batmany Nolana jak najbardziej (dwójka obiektywnie najlepsza, ale wszystkie są godne uwagi);

    drugi i trzeci Superman z Reeve'm, wg. mnie, bardzo szlachetnie się starzeją (Batmany Burtona starzeją się trochę gorzej);

    Mystery Men jest zajebiste;

    jeśli liczyć, że to superhero, to dwa pierwsze Blade'y;

    w zależności od nastoju byłbym skłonny wpuścić na listę wszystkie lub jedną z adaptacji Punishera (prawdopodobnie tą z Lundgrenem :));

    Kick-Ass'y są OK…

    Łoczmeny są na podstawie zajebistego komiksu, ale adaptacja filmowa to gówno straszne.

  • "bo adaptacji komiksów to było sporo dobrych"

    A no i ostatnio widziałem, że Patryk się Snowpiercerem jarał.

  • O kurwa zapomniałem, jeszcze Modesty Blaise i Barbarella. Klasyki 🙂

  • I Danger: Diabolik

  • Watchmen jest zajebisty i kropka 🙂 Lubię jego klimat, muzykę, stylistykę i koniec. Komiksów nie czytałem.

    Snowpiercer zajebisty. Punishery i pierwszy Blade też ok. A Kaczor Howard ? 🙂 (mam w planach go odświeżyć).

  • "A Kaczor Howard ? 🙂 (mam w planach go odświeżyć)."

    Ostatni raz w całości widziałem jak byłem mały. Wtedy mi się podobało, ale każdy mówi że to gówno i obawiam się, że mogą mieć rację. Mimo to odświeżaj, w filmie są majtki Lea Thompson i transformacja Jeffrey'a Jonesa, więc to nie może być kompletna strata czasu 🙂

    Z tej beczki, potem odśwież sobie The Adventures of Buckaroo Banzai Across the 8th Dimension i dylogię Bill & Ted. Te filmy zdecydowanie wciąż dają radę.

  • "The Adventures of Buckaroo Banzai Across the 8th Dimension", jak TAKIE coś mogło mi przemknąć między palcami ? 🙂 Przeglądając pobieżnie fotosy musi być niezłe. Obsada miód. No i 30 letnia Elen Barkin wygląda co najmniej porządnie 🙂

  • Ja się trochę z tobą nie zgodzę. Uważam że film jest dobry. Ten wątek związany z rodzicami Parkera wydaje się być bez sensu ale moim zdaniem to wątek który zaczął się w pierwszej części a skończy….w 3? 4? Garfield nie wydawał mi się jakimś świetnym wyborem choć jest dla mnie lepszy od Tobey'a. Na pewno jako SM jest dużo lepszy. Mówisz że twoimi klimatami są Batmany Nolana i "Watchmen" i może w tym problem. SM to postać która w czasie walki rzuca żartami (raz lepszymi raz gorszymi) na prawo i lewo więc nie ma co tutaj liczyć na "mroczniejsze" kino. Dla mnie to zdecydowanie najlepszy film o pająku jaki wyszedł i dobry lub bardzo dobry film o superbohaterze.

    Ps. Dubbing? Serio? Nie miałeś wyboru że na niego poszedłeś? Dla mnie filmy aktorskie z dubbingiem to zbrodnia. Toleruje ich obecność tylko z powodu dzieci, ale sam nigdy nie pójdę do kina na taki film (no chyba że z dzieckiem oczywiście).

  • Nie zgadzanie się jest ok 🙂 Spider-Many Raimiego były mroczniejsze, Tobey Maguire również, stąd pewnie inne oczekiwania do najnowszej części.

    Dubbing. Serio. Również nie toleruje go w ogóle, w żadnej formie. TAK, nie miałem wyboru 🙂
    (jednak okazał się on nawet znośny, za wyjątkiem wspomnianej w recenzji ukochanej pająka, i Paula Giamattiego).

  • Niezłe spostrzeżenia, również uważam, że to niezły film, ale idący w stronę dobrego, nie złego. Zaś Watchmen to dla mnie najwybitniejsza ekranizacja ever:) Raz na jakiś czas wracam, ale do wersji reżyserskiej:) Pozdrawiam

  • Pingback: Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Mr. ??

    Jak na razie żaden filmowy Spider-man mnie nie wciągnął Spider-Many Raimiego zbyt przesłodzone i robione pod lata 60
    Komiksowa wersja w 21 wieku tez upada szkoda bo w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych było dobrze Ostatnie łowy Kravena, Torment, Maximum Carnage, Śmierć Gwen i inne to na nich powinny bazować filmy.