PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Snowpiercer (2013)

Snowpiercer - Snowpiercer: Arka przyszłości - 2013

Moja poniższa recenzja ukazała się wcześniej na portalu NoirCafe.pl, link tutaj.

Snowpiercer w dosłownym tłumaczeniu to „przebijający się przez śnieg”. Filmowy Snowpiercer to nazwa lokomotywy z dołączonymi wagonami, który mknie już od parunastu lat w niewiadomą przyszłość. Od czego się zaczęło? Od komiksu. W 1984 roku Jacques Lob, Benjamin Legrand i Jean-Marc Rochette stworzyli obrazkową historię o nazwie Le transperceneige. Rok powstania może być znaczący. Przedstawiona w komiksie wizja jest poniekąd powiązana ze światem, który opisał George Orwell w swojej powieści z 1949 roku, a zatytułowanej właśnie Rok 1984. Potrzeba było wielu lat, by tą ponurą, post apokaliptyczną opowieścią zainteresowało się kino. W dodatku tak odległe kino.

Dzięki ci X muzo, że byłaś tak hojna i obdarzyłaś tak wielkim talentem azjatyckich twórców. Joon-ho Bong, reżyser pochodzący z Korei Południowej, spod którego ręki wyszły tak znakomite Zagadka zbrodni (2003), The Host (2006), Matka (2009) podjął wyzwanie rzucone przez Francuzów i stworzył epickie kino. Jednak nie dla wszystkich …

Opowieść o przyszłości bez nadziei. Opowieść o ludzkości, która przegrała walkę z globalnym ociepleniem. Zmuszona ratować to co z niej zostało, rzuciła się na desperacki pomysł człowieka – geniusza. Wilford (Ed Harris), przez tych u góry uznawany za równego Bogu, na dole zaś będący uosobieniem ludobójcy. Bez wątpienia wizjoner. Stworzył wspomniany już pociąg, który niczym arka Noego czeka na lepsze jutro. Do jutra jednak nie dojedzie, trwa bowiem ta sama dramatyczna teraźniejszość, z lepszymi na czele i gorszymi w ogonie. Pociąg jedzie i jedzie. Przemierza cały glob dookoła, jedną kolejową trakcją. Nie może się zatrzymać. Postój oznacza śmierć. A ci co są w środku stalowego potwora, są ostatnimi z nas.

s13

I tak jak w pociągu – maszynista, czyli ON siedzi w lokomotywie, ONI zaś siedzą w najodleglejszym wagonie. Brudni, głodni, na samym końcu łańcucha pokarmowego. Wciąż ludzie, jednak często zapominają do jakiej rasy należą. Traktowani jak podludzie. Ze stałą racją żywnościową, z codziennym odliczaniem, z kontrolą populacji. Z lufą przy skroni, z batem nad głową.

Joon-ho Bong wie jak rozkręcić akcje, a ta zaczyna się szybko. Od pierwszych minut wiemy, że w tym świecie „źle” jest stanowczo za długo, że najwyższy czas coś z tym zrobić. Owiec jest przecież zawsze więcej niż wilków. Przecież nie mogą zagryźć nas wszystkich…

Nadzieja umiera ostatnia

Joon-ho Bong w roli tego co złapie bat, który poleciał o jeden raz za dużo, postawił Curtisa. Chris Evans, który wcielił się w rewolucjonistę i buntownika wypadł świetnie. Zawsze uważałem jego aktorstwo za co najmniej drewniane. Jednak to nie chodziło o niego, tylko o filmy w jakich do tej pory przyszło mu grać. Tutaj pokazał klasę. To właśnie Curtis stoi na czele małych, którzy patrzą spode łba na dużych.
Reżyser wykreował świat w pociągu z panującym systemem totalitarnym. Zafundował nam jednocześnie tak mocnego drinka, po którym ciężko będzie utrzymać się w pionie, nawet po paru dniach. Zaproponowaną stylistyką i pomysłami można by obdarować parę tytułów. Na początku mamy kolorystykę i kostiumy rodem z najbardziej ponurych filmów o tematyce obozowej. Przeskakujemy do tego co widzieliśmy u Terrego Gilliama w jego Brazil, a to wszystko okraszone scenami z najlepszych południowokoreańskich akcyjniaków.
s11
To nie jest film tylko o buncie. W większości przypadków ludzie kibicują rewolucjonistom. Tym, którzy chcą zmienić swoje życie. Jednak w przypadku Snowpiercera chodzi o coś więcej. Reżyser niebezpiecznie się z nami bawi, próbując zadać nam pytanie: „ale co dalej?”. Przecież ten pociąg to tak naprawdę ostatnie życie na ziemi. Uruchamiając machinę napędzaną chaosem musimy liczyć się z tym, że zapoczątkujemy to co się stało w Melancholii Larsa Von Triera, no bo jeżeli nie uda się tego zatrzymać? Jeżeli nie ma wśród nas dobrego maszynisty? Jeżeli przez nasze działania wykoleimy pociąg, który tak naprawdę jest darem od losu.

Czy wszyscy chcą tego samego? Być może…

Lepsza jest śmierć na wolności, niż życie w niewoli.

Koreańczyk stworzył genialny film. Udało mu się zarazić swoim projektem najlepszych. Wspomnianemu Edowi Harrisowi i Chrisowi Evansowi, na planie partneruje John Hurt, Jamie Bell i Tilda Swinton. Ta ostatnia pomimo, że tak rozpoznawalna, tutaj dzięki świetnej charakteryzacji, dla mnie nie do poznania. No, i grzechem byłoby nie wspomnieć o Alison Pill, tutaj w roli „nauczycielki” z powołaniem. Pod płaszczem pedagoga ukrywa twarz dzikiej maszyny do zabijania. Świetny występ. Nad wszystkim zaś czuwa Kang-ho Song, „stały” aktor Joon-ho Bonga. tutaj działa kojąco na miłośnika kina azjatyckiego. Przyjemnie jest zobaczyć znajomą twarz.
s12
Całość spowija muzyka amerykańskiego kompozytora Marco Beltramiego. Gdy jest potrzeba, dźwięki są mroczne i pełne niepokoju. Gdy zaś akcja sięga zenitu, muzyka napędzana niebywałą dynamiką sprawia, że rozglądamy się wokół, żeby coś chwycić i pomóc głównym bohaterom. Bardzo fajnie wyszedł zabieg pokazania scen akcji w zwolnionym tempie, właśnie przy szybkich, dynamicznych dźwiękach. Jeżeli chodzi o stronę wizualną, to ktokolwiek widział Madeo, czyli Matkę z roku 2009, ten wie na co stać operatora Kyung-pyo Honga. Światło, cień, kolory, wszystko idealnie współgra i prezentuje doskonale mi pasującą estetykę.

No, i pomysły i rozwiązania niektórych scen. Nie wiem na ile są to autorskie pomysły Joon-ho Bonga, a na ile są zaczerpnięte z kart komiksu. Chodzi o to, że osoba, która oglądała już tysiące filmów i z reguły ma w głowie parędziesiąt ujęć, którymi mogą posłużyć się twórcy w kolejnej sekundzie, tutaj taki widz jest najzwyczajniej w świecie zbity z tropu.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to efekty specjalne. Nie mamy tutaj klasycznej ingerencji cgi w sceny z aktorami. Efekty są trochę poza i są… nie najlepsze. Sceny jadącego pociągu na zimowym tle „pociągnięte” są za mocnym efektem blur. Sam fakt, że są trochę „obok”, kłuje w oczy kogoś kto widział już dużo w kinie. Trąci to kinem klasy B, gdzie są sceny z aktorami, później są sceny z efektami specjalnymi. Powinno być więcej najazdów kamery na pociąg, widok przez okna na bohaterów itd. A to co już zaproponowano, niejako na siłę, tj. strzelanie pomiędzy wagonami jadącymi po łuku, wypadło trochę niedorzecznie.

Jeżeli jest ocean plusów, dlaczego więc uważam, że film nie odniesie sukcesu? Sukcesu komercyjnego, bo rzesze fanów, w tym mnie, już zdobył. Najłatwiej i najsłuszniej jest napisać, że obraz jest „trudny”. Według mnie ten film jest dla gatunku sci-fi, tym czym dla filmów o superbohaterach był Watchmen. Był filmem wyprzedzającym zdolność pojmowania co niektórych o lata świetlne, dlatego najczęściej był dziełem niestrawnym. Tak też będzie ze Snowpiercerem. Niektórzy podsumują seans jako „nudny”. Wielu zobaczy w nim tylko kino akcji i bohatera, który niczym w grze zręcznościowej przejdzie z levelu na level i spotka się w finale z bossem. Kilkunastu zobaczy drugie dno, niesprawiedliwą walkę z systemem, niczym ciągłe potyczki bohaterów Phillipa K. Dicka. Kilku zaś zobaczy dzieło sztuki wypełnione drugim, trzecim, a w zakamarkach czwartym dnem.
9/10 - rewelacyjny
Czas trwania: 126 min
Gatunek: Dramat, Sci-Fi
Reżyseria: Joon-ho Bong
Scenariusz: Joon-ho Bong, Kelly Masterson
Obsada: Chris Evans, Kang-ho Song, Tilda Swinton, Jamie Bell, John Hurt, Ed Harris, Alison Pill
Zdjęcia: Kyung-pyo Hong
Muzyka: Marco Beltrami
  • Muszę to zobaczyć !

  • Co tu dużo pisać, koniecznie muszę zobaczyć!

  • Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się tak wysokiej oceny.

    Film jest dobry, ale ma lekki nalot kina klasy B, choć w moim odczuciu nie tylko na poziomie efektów specjalnych, ale też pewnych kreacji aktorskich, a odrobinę również scenariusza. Jednak jest też to coś…

    Oczami wyobraźni widziałem ten film tak jakby został zrealizowany w latach 70-80… troszkę bardziej przaśny, ale o wiele bardziej brutalny i krwawy.

    Wydaje mi się też, że w recenzji pominął Pan jedną kwestię… skrajnego kontrastu. Ostatnie wagony to brutalna i brudna rzeczywistość… jednak kiedy Curtis z rewolucją przenosi się w kierunku Silnika odkrywa kolorowy, dziwaczny świat. Kontrast przedstawiony jest nie tylko za pomocą świetnej scenografii i kostiumów, ale też postaci i gry aktorskiej. Bohaterowie z kolejnych wagonów bardziej przypominają postacie z filmów Wesa Andersona niż ludzi z krwi i kości. Co prawda ten efekt w późniejszych scenach nieco się rozmywa… ale pierwsze spotkanie z Tildą… z Alison Pill? Lekki surrealizm.

    Dawno nie widziałem tak dobrego filmu postapokaliptycznego, w sumie tak dobrego filmy SF w ogólności. Ostatnio chyba Moon tak pozytywnie mnie zaskoczył.

    Dobry film SF poza wciągającym scenariuszem i efektami specjalnymi powinien pozostawiać po sobie coś jeszcze – serie pytań i komentarz do rzeczywistości w jakiej żyjemy. Snowpiercer ma wszystkie te elementy. (O ile efekty specjalne ogląda się z otwartym umysłem i sercem)

  • Tak. Nie napisałem wprost o kontraście, ale z całości można było wywnioskować że taki był (przynajmniej mi się tak wydawało :).Mi bardziej niż postacie z Andersona, przypominają się obrazki z Gilliamia. Wiesz, niczym kolorowe klauny z wielkim uśmiechem, a za plecami przygotowany nóż. Przemoc wśród zawiadujących pierwszymi wagonami była właśnie taka. Morderca z twarzą przyjaciela.

    O pytaniach do widza też zamieściłem akapit. Może TYLKO akapit. Bo pytań Joon-ho Bong zadaje wiele.

    Ja podobnie jak Ty już dawno nie widziałem tak dobrego filmu post-apo, stąd ta ocena.

    Jeżeli chodzi o efekty i otwarty umysł. Ten film byłby świetny nawet bez efektów i być może jeszcze bardziej przez to tajemniczy. Bohaterowie jadą, ale widz do końca się zastanawia jak jest na zewnątrz. Może to ułuda? Może jadą ot tak, może są całe życie oszukiwani i zimy nie ma? Także, gdyby cała akcja rozegrała się we wnętrzu wagonów, z finałem gdy aktor wybiega na zewnątrz, a tam…. napisy:), też by było magicznie.

  • Świetne porównanie do "Watchmen", sam bym tego lepiej nie ujął. Pozdrawiam.

  • właśnie obejrzałem – kapitalne ! może i efekty specjalne nie są najwyższej jakości, ale to nie one były przecież najważniejsze 🙂 strasznie długo podchodziłem tego filmu ale się nie zawiodłem, ciekawe, inteligentne kino. nie zgodzę się tylko co do Evansa – jak dla mnie nadal był troszkę drewniany 🙂 pozdrawiam!

  • No i zajebiście! Snowpiercer to kawał mięsistego sci-fi. (Evans dawał radę i już :). A teraz marsz po porzednie filmy Joon-Ho Bonga… 🙂

    "Memories of Murder" (2003)

    "Madeo" (2009) – recenzja tutaj -> http://ponapisach.blogspot.com/2013/11/madeo-mother-matka-2009.html

    "Gwoemul" (2006)

  • Mi tez filmidło bardzo się podobało. Jedyne co nie mieściło mi się głowie jest to, jak rozegrał się finał. Główny bohater stojąc przed wyborem wybrał co….? Mniejsze czy większe zło? Mimo, że kompletnie nie mogłem zrozumieć jego decyzji, to przyznać trzeba, że film jest niesamowicie dobry.

  • Tam i tak już było pozamiatane. Nie było szans odbudować tej machiny. Wygrała ciekawość. Rozpieprzył system i wyjrzał na zewnątrz.

  • Mogę się w pełni zgodzić. Pomimo dziwacznej końcówki (bez spoilerów) film ryje banie i na długo pozostaje w pamięci. Aż żal, że tak szybko minął seans. 😉