PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Dallas Buyers Club (2013)

Dallas Buyers Club - Witaj w Klubie - 2013

HIV – odkryty w 1983 roku, zespół niedoboru odporności trafił w roku 1985 na naszego bohatera, Rona Woodroofa, czyli genialnego w tej roli Matthew McConaugheya. Całkowicie odmieniony, wychudzony, wręcz zniszczony. Tego wymagała rola, i obecnie tylko McConaughey mógł jej podołać. Woodroof to postać autentyczna. Mało przyjemna w obejściu. Jest jedno słowo, określane mianem slangu, które idealnie pasuje do tej postaci, Redneck. Z zawodu elektryk, i tak jak nasz rodzimy, z zapędami rewolucyjnymi. Nasz walczył o cały naród, Ron walczył o swoje życie.

Jest też mocniejsze słowo do opisania postaci, oczywiście normalnie używane w języku angielskim. White Trash, dysfunkcyjny, aspołeczny, nieokrzesany, homofob. Okazuje się, że określenie nie ma wydźwięku pejoratywnego, jest wręcz symbolem tożsamości dla tych ludzi. Ron, oprócz parania się montażem i naprawą instalacji elektrycznych, chleje, wciąga, pieprzy i oddaje się swojej największej pasji, ujeżdżaniu byków.
Właściwa akcja filmu rozpoczyna się, gdy Woodroof dostaje najcięższego do poskromienia byka. Po wypadku w miejscu pracy (zabieranie się pod wpływem za prąd, to nie najlepszy pomysł), budzi się na szpitalnym łóżku. Lekarze w osobie doktora Sevarda i pani doktor Eve, przedstawiają mu nowego „byka”. Ciężki okaz, HIV. Lekarze nie daje mu za dużo czasu, według Sevarda utrzyma się w siodle 30 dni. Sugeruje, by przez ostatni miesiąc swojego życia, zaczął porządkować swoje sprawy, żegnać się z bliskimi. Uporządkować sprawy?!? Nie ma żadnych spraw, nie ma bliskich. Przecież AIDS, to sprawa homo!! On przecież nie ma z nimi nic wspólnego!! Co więcej, jeździ na rodeo. To musi być pomyłka. Przecież ciągle do nich dochodzi…
Recenzja "Dallas Buyers Club" / "Witaj w Klubie" (2013)
To fascynujące, jaka wola walki budzi się w tak marnym człowieku. Na początku nie budzący sympatii, powoli rozpala to uczucie w widzu. Obserwujemy z pozycji siedzącej, z wygodnego fotela, jak Ron słania się z bólu, jak szpital odmawia mu leczenia eksperymentalnego azydotymidyną, w skrócie AZT. Nie poddaje się. Dzięki sprytowi i smykałce do ciemnych interesów znajduje dojście do AZT. Staje się królikiem doświadczalnym, szarą myszką we własnym laboratorium. I jako jeden z pierwszych pacjentów przekonuje się, że cudowny lek, z którym korporacje farmaceutyczne wchodzą na medyczne salony, wcale nie leczy tak jak powinien.
Recenzja "Dallas Buyers Club" / "Witaj w Klubie" (2013)
Większość by się poddała. Ale nie nasz bohater. Walczy dalej, może nie jak wściekły pies, ale walczy. Idzie do przodu ze swoją chorobą, znajduje sposób na przetrwanie, i co lepsze, na zarobienie. Staje się ością w gardle dla FDA, czyli Agencji Żywności i Leków. Sprowadza lekarstwo na całe zło. Zakłada „Dallas Buyers Club”, gdzie leczenie jest za darmo, a klient wykupuje tylko członkostwo. Jean-Marc Vallée, reżyser filmu, wcześniej znany z C.R.A.Z.Y. i Café de flore, pokazuje jak choroba i wyrok śmierci zmienia człowieka. To właśnie kino przemiany. Woodroof wywodzący się ze środowiska szumowin, alkoholików, gdzie słowo „pedał” jest jedynym znanym określeniem geja, uczy się życia od początku. Jak dziecko we mgle, poznaje nowe słowa: szacunek, odpowiedzialność, może nawet miłość, niekoniecznie do kobiety, miłość do bliźniego. Vallée rozkłada przemianę na cały film, sprytnie żonglując uczuciami jakimi obdarzamy główną postać. Punktem kulminacyjnym, gdy już wiemy, że Woodroof się zmienił, jest świetna scena w sklepie. Ron zmusza swojego starego kumpla do okazania szacunku wspólnikowi, czy raczej wspólniczce o imieniu Rayon. Jared Leto w tej roli, to najwyższa aktorska półka. O ile McConaughey jest doskonały, to Leto jest doskonały+. Swoją drugoplanową rolą miejscami odciąga wzrok widza od pierwszego planu. Jego postać intryguje mimiką, fascynuje każdym ruchem. Leto gra tutaj transseksualistę, na pozór pewnego siebie, tryskającego optymizmem, jednocześnie tragicznego. Rayon kocha życie. Życie trochę mniej kocha Rayona. Skopało go już nie raz i nie dwa razy. Mimo to on sam chce dalej chodzić po tym nieczułym, ziemskim padole. A jego przerażające: „I don’t wanna die!”, chwyta za serce każdego, obdarzonego minimum empatii.
Recenzja "Dallas Buyers Club" / "Witaj w Klubie" (2013)
Echh. Smutny to film, bo finał jest z góry nam znany. Możemy tylko kibicować ekranowemu Woodrofowi w jego walce z FDA, a McConaugheyowi w walce o Oscara, bo zasłużył na niego jak nikt inny. Nie widziałem jeszcze Wilka… Oczywiście wierzę, że DiCaprio był doskonały jak zwykle. Ale granie w Wilku... to była przyjemność. Scenografie, klimat, ładne ciuchy, jeden wielki „fun” dla aktora. Dallas Buyers Club to szambo, do którego wpadł opalony chłopak z Surfera i kazał nam uwierzyć, że od dziecka w nim mieszka. Udało mu się. Tu nie chodzi o jakieś szaleństwo w gestykulacji, patetycznych przemowach. Chodzi o autentyczność. Scena, gdy wchodzi do domu, w którym przyjaciele robią mu przywitanie niespodziankę i to wzruszenie na twarzy Rona. Tak delikatne, a jednak widoczne. Mistrzostwo.
Ron Woodroof utrzymał się w siodle 7 lat.
8/10
 Czas trwania: 117 min
Gatunek: Biograficzny, Dramat
Reżyseria: Jean-Marc Vallée
Scenariusz: Craig Borten, Melisa Wallack
Obsada: Matthew McConaughey, Jared Leto, Jennifer Garner, Denis O’Hare, Steve Zahn, Michael O’Neill

Zdjęcia: Yves Bélanger
  • Brakuje mi jeszcze kilku filmów oscarowych do końca, szybko nadrabiam, ale póki co kibicuje Dallas. Dwójka niesamowicie autentycznych aktorów, a gdy Leto znikał z ekranu to czekałam kiedy znowu się pojawi bo tak dobrze się go oglądało. Był genialny, zresztą Matthew też.Gdyby nie ujeżdżanie byków, które mnie ideologicznie mierzi, obraz byłby doskonały, no ale wiem, że trzeba było trzymać się faktów 😉

  • Dla mnie film średni, ale role Leto i McConaughey'a faktycznie rewelacyjne i to one ciągną film. Nie podoba mi sie za to Garner ani troche. Leto szczegolnie wiarygodnie wypada w scenach, kiedy ubiera sie "normalnie", po mesku i idzie do ojca – a nadal widać, ze czuje się kobietą.

  • Dwie sprawy. Całkowicie zgadzam się z poprzedniczką, że film jest najwyżej przeciętny. Historia jest opowiedziana dobrze, ale brakuje jej pewnych elementów – mianowicie bliskości postaci i wzbudzenia potrzeby przejmowania się nią.
    Jeżeli kiedykolwiek pojawia się dla widza chwila w której może szczerze powiedzieć, że zależy mu na losach bohatera, to gdzieś daleko na pod koniec filmu… Zaczynamy od anty-bohatera, który w pewnym momencie traci pewność czy nadal jest anty- i przeistacza się w bohatera z krwi i kości.

    Wiem, że to "true story" i starali się pewnie jak najlepiej odzwierciedlić postać… ale dla kina pewne rzeczy należy nagiąć by przyciągnąć osobę której daną historię się opowiada. (W Kapitanie P… z tego co wiem całkowicie zmienili osobowość głównego bohatera, który w rzeczywistości zmierzał do konfrontacji z piratami, a załoga określała go jako "kowboja") Nie można też chyba mówić o łuku, bohatera który z całkowitej ciemności wydostaje się na światło. Twórcy nie mieli chyba takiego zamiaru, bo żaden z elementów scenariusza nie próbuje tłumaczyć tej przemiany, czy jej dokumentować – wszystko po prostu "się dzieje".

    Tak naprawdę film da się oglądać tylko dzięki postaciom, choć ogląda się z wielkim niedosytem, bo konfrontacje między dwiema najciekawszymi postaciami są rzadkością i rozpływają się w fabule. Tak naprawdę ciekawe dialogi i zderzenia między Leto i McConaughey'em to nie więcej niż 10-15 min filmu w sumie, a podzielona na 4-5 scen.

    Co do Jareda – mężczyzna grający mężczyznę czującego się kobietą, który w scenie rozmowy z ojca próbuje udawać, że jednak jest mężczyzną… Tu chyba nie będzie oskarowych wątpliwości. Choć przyznam szczerze, że naprawdę wolałbym zobaczyć Oskara w rękach afrykańskiego naturszczyka-szofera.

    Jeżeli chodzi o rolę główną – może być różnie. Człowiek o niewypowiadalnym imieniu i nazwisku – Chiwetel Ejiofor ma duże szanse, ale równie dobrze akademia może iść w kierunku ukoronowania kariery Derna lub iść na łatwiznę i wręczyć statuetkę Bale'owi.

    Jeżeli chodzi o najlepszy film to wydaje mi się, że sama nominacja jest wystarczającym zaszczytem. Ten film nie powinien znaleźć się na tej liście.

    Najlepszy scenariusz Oryginalny? Tu musi wygrać Her.

    Charakteryzacja jest ciekawą kategorią, ale tu można liczyć na szaleństwo i Oskara dla Bad Grandpa.

    Montaż – ta kategoria jest na tyle ustawiona, że aż mi się niedobrze robi. Wygra na pewno Grawitacja, chociaż stokroć lepszy montaż miał Wilk. (Choć pewnie znów ktoś napisze, że mu się dłużyło… ignoranci)

    To chyba wszystkie nominacje – jeżeli istnieją jakieś szanse to tylko w kategoriach autorskich. Choć z niewyjaśnionych dla mnie powodów wszystko może zgarnąć obsada American Hustle.
    Film do granic przyzwoitości "aktorski", w którym scenariusz był kwestią historia była kwestią zupełnie poboczną.

    Ten film można bez grzechu pominąć, nie wniesie nic nowego. Wybrać nań powinni się ludzie których fascynuje przemiana McConaughey'a i fani 30 sec to mars, przez Jareda.

  • Film jest dobry, choć nie w moich klimatach, jak piszesz szambo i do obejrzenia na raz. Ja Wilka już widziałam i jednak stawiam w Oscarowym wyścigu na Leo.

  • Mnie bardziej zastanawia jak taka chudzinka mogła poskromić taki kawał zwierza 🙂

  • Co do Garner, masz rację. Ona tak naprawdę mogła zostać zastąpiona przez kogokolwiek 🙂

  • Z pięciu nominowanych widziałem tylko McConaughey'a w akcji, więc ….. poczekam 🙂

  • To też obejrzę, chociaż bez pośpiechu, jakoś oscarowy wyścig na mnie nie działa 😀

  • Mi film bardzo się podobał – na równi z "Wilkiem w Wall Street", chyba najbardziej kibicuję mu w walce o Oscara. Muszę jednak przyznać, że w pewnym monecie straciłam jakoś zainteresowanie bohaterem i jego walką. Szkoda, zwłaszcza, że pod względem aktorstwa to prawdziwy majstersztyk.

  • a ja najwyraźniej potrzebowałam Witaj w Klubie by polubić McConaughey'a, Dopiero po tym filmie się nim bliżej zainteresowałam i muszę przyznać, że polubiłam gościa:)