Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Ognie polne (1959)

Pod samotnie stojącym drzewem dogorywa japoński żołnierz. Gaśnie w nim życie, ale resztką sił wygrzebuje z własnego ciała wnętrzności i próbuje je zjeść. Ten wstrząsający widok to jeden z wielu jakie zobaczy w trakcie swojej podróży Tamura, główny bohater filmu Ognie polne.

Obraz Kona Ichikawy przedstawia krajobraz po bitwie. Niestety, wciąż z aktorami krwawego spektaklu jakim jest wojna. Ci, którzy nie zdążyli się ewakuować lub, co może byłoby dla nich lepszym rozwiązaniem, zginąć od kuli nieprzyjaciela, wciąż wędrują jak zombie po spalonej krainie. Na początku 1945 roku Japończycy zdawali już sobie sprawę w jakim kierunku zmierza światowy konflikt. Wiedzieli to również szeregowi żołnierze Cesarskiej Armii na Filipinach. Zdziesiątkowani przez jankesów, zmarnowani, cienie dawnych siebie. Jednym z tych, którzy pozostali na wyspie jest wspomniany Tamura (Eiji Funakoshi). Poznajemy go, gdy wraca z polowego szpitala do jednostki. Jest wcześniej niż zakładał. Dowódca w mocnych słowach wyjaśnia mu, że nic tu po nim, nie ma żywności i najlepiej, żeby wrócił do szpitala. Jeżeli go nie przyjmą, powinien wysadzić się granatem. Tamura rozpoczyna swoją podróż przez piekło. Tak muszą bowiem wyglądać miejsca wybrukowane ludzkim cierpieniem, beznadzieją, demoralizacją. Żołnierze, którzy żołnierzy de facto już nie przypominają toczą się w tym marszu, upadają w błocie, niektórzy wstają, inni już się nie podniosą. Na tych leżących nikt nie zwraca już uwagi, teoretycznie. Tamura spotyka na swojej drodze różne zbitki żołnierzy, większe i mniejsze, jak tę dwójkę, która utrzymuje się przy życiu polując na małpy. Tak twierdzą, chociaż widz wie, że małp tu raczej nie ma. Ognie polne bowiem opowiadają też o granicy człowieczeństwa, którą zdesperowany człowiek przekracza, by utrzymać się przy życiu. Wstrząsających momentów jest wiele i chociaż Ichikawa nie epatuje przesadną brutalnością, to kilka scen wciąż robi piorunujące wrażenie głównie przez swój chłodny wyraz. Człowiek sportretowany jest tu niczym zwierzę. Dopuszczając się aktów kanibalizmu zatraca się ostatecznie w szaleństwie, tak jakby łapał ostatni oddech przed zanurzeniem się w krwawych piekielnych czeluściach.

Niewiele jest filmów tak dobitnie pokazujących wojenny horror. Ze swoją pacyfistyczną wymową najbliżej mu do Idź i patrz Elema Klimova, szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę siłę oddziaływania poszczególnych sekwencji. To ponury film, który nie pozostawia złudzeń co do niszczycielskiej formy, jaką przybierają działania wojenne. Te miażdżą człowieka, a ci którzy przeżyli są wrakami niepotrafiącymi zmusić się do ludzkich odruchów. A jednak Kon Ichikawa na przykładzie Tamury pokazuje, że człowiek potrafi walczyć o swoje człowieczeństwo. Reżyser, wcześniej świadek zniszczeń jakie spowodowało użycie bomby atomowej, miał do przekazania swoim filmem jedną wiadomość: wojna zawsze prowadzi do trwałych uszczerbków w ludzkiej duszy, tępi zmysły, pozbawia nadziei.

Ognie polne to utwór przede wszystkim porażający realizmem. Żołnierze, niczym wspomniane wcześniej zombie, to obdarci z godności ludzie. Wiszą na nich fragmenty odzieży, które kiedyś być może były mundurami. Bardzo wiele zrobili i twórcy i sami aktorzy, by Ognie polne uwiarygodnić. Występujący w filmie głodowali, zapuszczali się (dosłownie), nie obcinali paznokci, a i same zdjęcia trzeba było wstrzymać na dwa miesiące, gdy odtwórca głównej roli Eiji Funakoshi zemdlał na planie. Te wszystkie przedsięwzięte środki, jakby to nie zabrzmiało, “opłaciły się”. Ognie polne po dziś dzień robią ogromne wrażenie, chociaż to seans przeznaczony zdecydowanie dla widza cierpliwego. Kon Ichikawa nigdy nie zamierzał ukazywać wojennej batalistyki. Tych kilka sekwencji z amerykańskimi siłami zbrojnymi ma na celu przedstawienie na jakim etapie znajduje się wojna. Amerykanom nie brakuje sprzętu, amunicji, a scena z czołgami, gdy te włączają reflektory, a Japończycy chaotycznie próbują ujść z życiem przywołuje przykry obraz czmychających przed światłem karaluchów. Cały zresztą film dosadnie potępia imperialistyczne zakusy japońskiego mocarstwa, za grosz tu honorowych zachowań, bohaterskich czynów. Wojna, gdy dochodzi do skutku, w finale zawsze jest taka jak w Ogniach polnych.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 108 min
Gatunek: wojenny
Reżyseria: Kon Ichikawa
Scenariusz: Shohei Ooka (na podstawie książki), Natto Wada
Obsada: Eiji Funakoshi, Osamu Takizawa, Mickey Curtis, Mantarô Ushio
Zdjęcia: Setsuo Kobayashi
Muzyka: Yasushi Akutagawa