PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Andrzej Wajda. Podejrzany

„Polska to jest wielka rzecz (…).” [Wyspiański, Wesele, akt II, scena 10]

Dziwne to były czasy.

Książka też jest dziwna. Na okładce portret Andrzeja Wajdy. Wydrukowane dużymi literami nazwisko reżysera, pod nim mniejszy napis: Podejrzany.

Podejrzany… Figura Chrystusa dzieląca Ewę Krzyżewską od Zbigniewa Cybulskiego (Popiół i diament), Teresa Iżewska i Tadeusz Janczar wpatrzeni w kratę odcinająca im drogę (Kanał). Jerzy Radziwiłowicz unosi w bólu poparzone dłonie (Człowiek z marmuru), Tadeusz Łomnicki patrzący na śpiącą Krystynę Stypułkowską. To ostatnie z filmu Niewinni Czarodzieje.

To właśnie pokolenie Wajdy. Wchodzili w powojenną rzeczywistość w pewnym sensie „wyzerowani”. Za sobą zostawili dramaty, chcieli żyć, po prostu żyć. Z Polski jaką znali ich rodzice nie zostało nic. Przypadło im budowanie nowego świata, więc budowali, każdy tak jak potrafił, byle było lepiej – normalniej.

„(…) a tu pospolitość skrzeczy.” [Wyspiański, Wesele, akt I, scena 24]

I najnormalniej w świecie, jak tysiące innych młodych ludzi, Andrzej Wajda rozpoczął po wojnie studia (na krakowskiej ASP). Jak wielu studentów zapisał się do partii, potem przeniósł się do szkoły filmowej i ogólnie uczył się i żył jak inni Polacy w powojennych czasach. Niewinni czarodzieje rozpoczęli naukę, uczestniczyli z zapałem w odbudowie swojej ziemi obiecanej. W tym entuzjastycznym marszu ku normalności, krok w krok, najciszej jak się dało, towarzyszyli im obserwatorzy, równie niewinni słuchacze, dyskretni donosiciele. Normalność była mocno pilnowana i obserwowana, a młody człowiek, szczególnie student, a już szczególnie student uczelni artystycznych szybko był otaczany dyskretną opieką powstającego niemniej energicznie aparatu bezpieczeństwa. Normalność trzeba było chronić. Obywateli trzeba chroni. Przed nimi samymi.

W przypadku Wajdy „ochrona” pracowała dyskretnie i niebywale skutecznie. Od 1950 roku obserwację prowadziło ponad dwudziestu tajnych agentów, trzydziestu oficerów oraz niezliczona ilość lojalnych władzom życzliwych obywateli. Aż do 1989 roku, kiedy reżyser został senatorem RP

Ostatecznie najbardziej znany polski reżyser doczekał się 1191 stron akt, co daje pięć tomów różnego rodzaju zapisów. Skala ilości dokumentów może uzmysłowić jak wiele i jeszcze więcej czasu i sił musiano poświęcać różnej maści przeciwników systemu, tym bardziej że Andrzej Wajda był przede wszystkim człowiekiem sztuki, a nie polityki większej, czy mniejszej. Mimo to, z biegiem lat był traktowany coraz bardziej jako potencjalnie niebezpieczny element. Dziwne to czasy, ale czy minęły? Po upadku komunizmu, w 1992 roku teczki Wajdy analizują urzędnicy gabinetu ministra Spraw Wewnętrznych Antoniego Macierewicza. Demokratycznie wybrane władze znowu sprawdzają, szukają, obserwują… niewinni czarodzieje.

„Kto mnie wołał, czego chciał?” [Chochoł do Isi – Wyspiański, Wesele, akt II, scena 3]

Na marginesie dyskretnych obserwacji, nieraz jest wymieniany w książce Lech Wałęsa, często jako człowiek z którym całe rzesze Polaków wiązało olbrzymie nadzieje na odzyskanie niepodległości. W cytowanych dokumentach operacyjnych nieraz widać, że ówczesne służby (UB,MO), traktowały Wałęsę bardzo poważnie jako spore zagrożenie dla całego systemu socjalistycznego. Ironią jest , że często te same dokumenty przyczyniły się później do dewaluacji jego zasług.

„Tak, ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic – zaśmiał się głośno.– To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę…” [Władysław Reymont – Ziemia obiecana]

Autorzy książki, Witold Bereś i Krzysztof Burnetko nie oferują nam dosłownej biografii Andrzeja Wajdy, ani omówienia jego kariery czy fabuły samych filmów. Dostajemy dużo cytatów z dokumentów operacyjnych – trzeba przyznać, że ich ilość robi ogromne wrażenie. Oprócz wymienionych raportów, mamy tez komentarze autorów, dzięki którym książka jest bardziej przystępna w odbiorze i można ją śmiało polecić młodszym pokoleniom, nie pamiętającym realiów socjalistycznej Polski. Na szczęście, w tekście poza raportami znajdziemy też trochę anegdot związanych z życiem i pracą Wajdy, dzięki nim lektura staje się łatwiejsza, równocześnie te anegdoty nieraz podkreślają absurdy socjalistycznego państwa. Wiele razy przytaczane są opinie i zachowania cenzorów. Opisy z kulis powstawania filmów, z kolaudacji czy dyskusji nad poszczególnymi tytułami momentami są aż niedorzeczne w brzmieniu ale takie były. Obecnie można je odbierać groteskowo, wówczas jednak decyzje tych urzędników mogły decydować (i decydowały), o dalszej karierze, a tym samym o losie niejednego człowieka.

„[…] Ze względu na prezentowane poglądy przez Wajdę uważam, że niewskazanym byłoby ułatwianie mu dodatkowych zarobków oraz dalsze lansowanie jego osoby.” – cytat z umieszczonego w książce raportu funkcjonariusza SB. „[…] Z zebranych materiałów nie wynika, aby A. Wajda dopuścił się czynu mogącego stanowić podstawę do wszczęcia przeciwko niemu postępowania karnego”.

„– To tak w każdym z nas coś woła: jakaś historia wesoła, a ogromnie przez to smutna. – A wszystko bajka wierutna.” [Wyspiański, Wesele, akt I, scena 24]

Ogólnie Andrzej Wajda wychodzi z „potyczki” z agentami służby bezpieczeństwa „cały i zdrowy”. Autorzy książki wyraźnie sympatyzują z reżyserem, mimo to książka nie jest peanem na cześć Wajdy. Otrzymujemy bardzo dużo informacji o tym jak Wajda był postrzegany w czasach socjalistycznej polski, co działo się w trakcie tworzenia filmów i po premierach. Poza fragmentami raportów agentów SB znajdziemy dużo innych materiałów źródłowych, a przez cały czas czytania tej książki gdzieś będzie tkwiła w głowie myśl o tym jaka ta normalność była „pokręcona”, często absurdalna, niestety bywała też często ponura. I żeby od niej uciec i ją oszukać trzeba było mówić innym językiem, na przykład filmowym. A w kinie, najciszej jak się dało, wśród innych widzów siedzieli obserwatorzy, równie niewinni widzowie, dyskretni. Przeczytajmy co napisali: „Andrzej Wajda podejrzany”- dwuznaczne.

Tomasz Szypulski
szypulskit@gmail.com

Autor: Witold Bereś, Krzysztof Burnetko
Ilość stron: 392
Wydawnictwo: Agora
Format: 190 x 220 mm