PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Nienawistna Ósemka (2015)

"Nienawista Ósemka" / "The Hateful Eight" (2015), reż. Quentin Tarantino. Recenzja filmu.

Nie znam osobiście Quentina, ale po tylu przeczytanych z nim wywiadach i obejrzanych filmach wyreżyserowanych przez niego, jedno wiem na pewno: z Quentina jest straszny gaduła. Gada, gada, gada. Być może kolejny film Tarantino będzie się składał tylko z dialogów? W scenach otwierających do Bękartów Wojny (2009) jest jedna z moich ulubionych linii dialogowych w historii kina. Napięcie w każdym zdaniu. Swoiste przeciąganie liny pomiędzy uczestnikami rozmowy. Savoir-vivre w trakcie tej konwersacji to jedno, ale to, że jeden rozmówca stoi na pozycji strzelca, a drugi próbuje wybrnąć jak może z kiepskiego położenia, stawia tę scenę na szczycie filmowego suspensu. Rozmów było w Bękartach… rzeczywiście tyle, ile było trzeba. Takie zamknięte jezioro ze słowami. W Nienawistnej Ósemce ktoś zrobił wyrwę w tamie ograniczającej dialogi i… rozlało się.

Nie zmienia to faktu, że w gruncie rzeczy to wciąż dobre kino. Nie widziałem wprawdzie Cut-Throats Nine (1972), z którego podobno QT czerpał garściami i przerzucał do H8full Eight. W ofertach z filmem Joaquína Luisa Romera Marchenta handlowcy już wstawiają informację: „One of Tarantino’s favorites and clearly a huge influence on THE HATEFUL EIGHT”. Sam film (Cut-Throats Nine) kosztuje obecnie wyjątkowo i podejrzanie dużo. Cóż… znam prawa rynku i doskonale to rozumiem. Widziałem jednak inny western, którego elementy w kilku fragmentach (poza śniegiem) odnalazłem w najnowszej produkcji sygnowanej nazwiskiem Tarantino. Piszę tutaj o Il Grande Silenzio (1968), o którym mogliście już przeczytać na tym blogu.

Hatefull Eight to perfekcyjnie zrealizowany western z dużą dozą kryminalnej zagrywki. Poznajemy łowców głów: Marquisa Warrena (Samuel L. Jackson) i Johna „Szubienicę” Rutha (Kurt Russel). Pierwszy wiezie zwłoki do miasta i w myśl zasady „żywy lub martwy” wychodzi ze słusznego założenia, że z martwymi jest mniej problemów. Drugi ciągnie Daisy Domergue (Jennifer Jason Leigh) na szubienicę. Ksywka przecież do czegoś zobowiązuje. Po drodze zabierają jeszcze rzekomego szeryfa in spe, który ma objąć urząd w miasteczku, do którego wszyscy zmierzają. Zaufania tutaj jest mało, a będzie go jeszcze mniej, gdy dotrą do Pasmanterii Minnie. To oberża, miejsce do rozgrzania kości i kupienia miętówek. Okazuje się, że wyrywająca drzewa zawierucha i mróz, który zamraża rwące potoki w minutę, zatrzyma podróżników na kilka dni w pasmanterii razem z przebywającymi już tam nieznajomymi…

"Nienawista Ósemka" / "The Hateful Eight" (2015), reż. Quentin Tarantino. Recenzja filmu.
I tu właśnie rozpoczyna się, rozwija i kończy krwawy dramat, western i kryminał w jednym. Dochodzi do spięć, starć, a nawet kilku tajemniczych zdarzeń, typowania winnych, oskarżeń.
Ósmy film Tarantino wypełniony jest dialogami. To już wiecie. Jednak dopiero w przypadku ósmego filmu widać już całkiem wyraźnie, że Tarantino przenosi swoich bohaterów z filmu do filmu. Dziki Zachód oczywiście jak nic stał się idealnym miejscem na zamknięcie wszystkich postaci w jednym domostwie. Wystarczyło dodać zamieć śnieżną i niemal jak w Coś (1982) Carpentera mamy wszystkich na patelni. Teraz wystarczy tylko zwiększyć płomień na palnikach, a wszyscy w mig zaczną podskakiwać. Przecież nie mogą wyjść na zewnątrz! To dobry zabieg, który najczęściej zdaje egzamin. Zdał i tym razem, bo jako widz wiedziałem, że właśnie tutaj musi dojść do konfrontacji. Przypominało to trochę chodzenie po polu minowym w oczekiwaniu na wybuch. Takie rozwiązania lubię.

"Nienawista Ósemka" / "The Hateful Eight" (2015), reż. Quentin Tarantino. Recenzja filmu.
Jeżeli chodzi o przenoszenie bohaterów, to jak nic Samuel L. Jackson z The Hateful Eight był wcześniej Samuelem L. Jacskonem z Pulp Fiction (1995). Ta sama erudycja, oratorskie popisy i długie wywody z puentą, którą de facto można było wyjawić 5 minut wcześniej. Nieprawda! Nie można było. Cała sztuka w specyficznym „gawędzeniu” tych postaci polega właśnie niejako na tym, że w połowie zaczynasz podejrzewać o co chodzi i w sumie boisz się, że właśnie do tego zmierza rozmówca. „Och, nie! Niech on dalej w to nie brnie!”. Tak to mniej więcej wygląda. Po raz ósmy zresztą. A inni? Proszę bardzo. Przecież Oswaldo Mobray (Tim Roth) to jak nic Dr King Schultz (Christoph Waltz) z Django (2012). Piszę tutaj tylko o sposobie wysławiania się i zachowania tychże konkretnych postaci. Czy to znaczy, że Tarantino nie ma już pomysłów na nowych bohaterów? Być może. I być może jednocześnie będzie to niedługo największy zarzut dla jego filmów. Odkładając jednak tę kwestię na bok, pozostaje nam coś jeszcze. Tarantino wydaje się w ogóle nie przejmować tym, że język mówiony przecież ewoluuje i (co ważniejsze) powinien być inny u postaci z różnych klas. Oczywiście nie chcę, żeby w Nienawistnej Ósemce, której akcja osadzona jest tuż po wojnie secesyjnej, mówiono językiem prymitywnym, ale rozumiecie… Ludzie są różni, tym bardziej ci, którymi Quentin wypełnił swój film. Bandyci, łowcy głów, często prości i nie wykształceni. Owszem, to widać jak na dłoni, ale już nie słychać. Co tam! Takie jest uniwersum Quentina. Jednak to, co najbardziej mi przeszkadzało w najnowszym filmie Tarantino, to coś co w dziewiątym filmie z pewnością mnie zdenerwuje. Brak kogoś z kim mógłbym się utożsamić. Wiecie… lubię się czasem wczuć w historię i stać tuż za plecami głównej postaci. Jak zwykle u QT nie mogłem tego zrobić. Wszyscy są tak zajebiście wyraziści. Każdy z nich zasługuje przecież na swój plakat do filmu. I każdy z nich ma!

"Nienawista Ósemka" / "The Hateful Eight" (2015), reż. Quentin Tarantino. Recenzja filmu.

Co tam (po raz drugi)! Całość przecież i tak fajnie się ogląda. Historia z przegonionym przez mróz synem generała dorównuje jakością historii z zegarkiem z Pulp Fiction, czy tej o prawdziwym pochodzeniu Sycylijczyków z True Romance (1993). Jak już dochodzi do naciskania na spust, to nienawistni są zaprawdę nienawistni. Jucha leci na wszystko i wszystkich. Dostajemy esencję Tarantino, czyli wielbienie ekranowej przemocy. Nie można zapomnieć o mistrzu Morricone za batutą. Ech… Ten film brzmi przepięknie. Co ciekawe, wydaje mi się, że kompozytor podzielił cały obraz na kilka muzycznych warstw. Jest Morricone z horroru. Morricone na Dzikim Zachodzie i w końcu Morricone jako maestro suspensu z kontrabasami. A sam finał lub raczej chwilę przed, to dla mnie czyste odwołanie do Evil Dead 2 (1987) w reżyserii Sama Raimiego (włącznie z muzyką).

Polecam.

Za seans dziękuję sieci kin.

Cinema City
7/10 - dobry



Czas trwania: 167 min ((187 min – wersja 70 mm)
Gatunek: Western
Reżyseria: Quentin Tarantino
Scenariusz: Quentin Tarantino
Obsada: Samuel L. Jackson, Kurt Russell, Jennifer Jason Leigh, Walton Goggins, Demián Bichir, Tim Roth, Michael Madsen, Bruce Dern, Channing Tatum
Zdjęcia: Robert Richardson
Muzyka: Ennio Morricone

  • Simply

    Jedna rzecz; nie wiem, co tam wyczytałeś na temat jakichś tam powiązań między ,, Cutthroats Nine'' a ,, HE'' , ale zalecam trzymanie się sprawdzonej zasady : nie oglądałeś , to nie pierdol.
    Te filmy nie mają nic ze sobą wspólnego.
    I daj sobie spokój z tym ,, wiecie'' , przecież nie jesteś debilem.
    Moim zdaniem jest to Twoja najbardziej bezmyślna recenzja od czasu ,, Interstellera''.
    Wiem, że to nie ja jestem adresatem tego wszystkiego, tylko fejsbuk i Ty też to wiesz, zawsze możesz mnie zbanować, będziesz miał spokój.
    Bo to jeszcze nie koniec 🙂

  • Jutro planuję wybrać się na "Nienawistną ósemkę" – nie spodziewam się dużych fajerwerków, ale liczę na dobrą zabawę 🙂

  • Hmm… no rzeczywiście. W pewnym stopniu zgadzam się z Simply'm. Dziwnie się czytało Twoje domysły i bardzo subiektywne przypuszczenia wygłaszane niespełna jak prawdy objawione. No bo niby skąd pomysł, że to właśnie dziki zachód jest takim idealnym miejscem do zamknięcia ośmiorga ludzi w jednym miejscu. Dla mnie to mogło się zdarzyć wszędzie i w jakimkolwiek czasie. Albo to przenoszenie bohaterów. Samuel może i trochę przypomina gościa z Pulp Fuction, ale bez przesady. A już tym bardziej te drugi. Gdyby chciał go "przenieść" po całości, to by Waltza zatrudnił. Wydaje mi się, że by nie odmówił. zważywszy na Oscara za "Django". No a te brednie o wysławianiu się? Nie znamy historii tych ludzi, nie wiemy kim są, więc skąd założenie, że każdy zbrodzień to od razu analfabeta i kretyn. Hannibala Lectera widział? Bo ja nie, ale wiem, że i mordercy potrafią pięknie mówić i jeszcze lepiej się zachowywać.
    A tak poza tym, to fajnie, że Ci się podobało, bo mnie też. 😉

  • "Jarek, pierdolisz, nie było cię tam" – to tak leciało. Dlaczego miałbym Cię banować? Jeżeli ostatnia tak bezmyślna recenzja była o "Interstelar" to wychodzi mi cały rok niezłych 🙂

  • "A tak poza tym, to fajnie, że Ci się podobało, bo mnie też. ;)" O!

    A co do reszty, cóż. Takie miałem spostrzeżenia. Dziki Zachód ułatwił sprawę. Być może w innych okolicznościach byłoby to bardziej naciągane. Jasne, że zamieć i dzisiaj mogłaby złapać podróżnych gdzieś na pustkowiu. Nie działałby telefony. Nikt by się o nikogo nie martwił etc. Dziki Zachód uwiarygodnił sytuację w której znaleźli się bohaterowie.

    "No a te brednie o wysławianiu się? Nie znamy historii tych ludzi,.."

    Nie zakładałem, że analfabeta i kretyn. Jednak ludzie z różnych sfer, mówią inaczej. Tym bardziej na Dzikim Zachodzie. Nie miałeś wrażenia, że całą pasmanterię Minnie można było przebrać i wstawić w czasy współczesne?

    "wiem, że i mordercy potrafią pięknie mówić i jeszcze lepiej się zachowywać." Jasne, ale w tej pasmanterii, było tych elokwentnych morderców aż nadto.

  • "Ester" fajna rzecz, ale czemu nie ma tego na soundtracku który jest na Spotify? Podejrzane!

    Zapewne z tego samego powodu, dla którego nie ma tam "Beastiality"

  • A brzmiał tak pięknie jakbym go tam słyszał 🙂 / dzięki Garret

  • No może i racja, że na dzikim zachodzie łatwiej się było pozbyć telefonów i jakiejkolwiek innej współczesnej łączności oraz ułatwić im w miarę wiarygodne spotkanie, jednak i tak uważam, że to mogło się wydarzyć wszędzie.

    A co do zabawiania i wymowy to jednak nie wszyscy byli aż tacy doskonali. Dla mnie ani Bob, ani Chris, ani 0. B. czy nawet sam John Ruth tacy znowu szalenie elokwentni nie byli. A już z pewnością Daisy. Ale może Ty to odebrałeś inaczej.
    🙂

  • A mi się w ogóle film jakoś średnio podobał. Oczywiście wiedziałam czego się mogę spodziewać, więc wymagania nie były zbyt wielkie, a mimo to film wypadł poniżej tych niewielkich oczekiwań. Rozczarowało mnie najbardziej rozwiązanie tej całej zagadki kryminalnej dosyć przewidywalne, liczyłam na większy twist 😉

  • Pozostaje mi życzyć udanego seansu.

  • Wiedziałem, że coś w tym domku szykują. Jednak liczyłem na "mniejszą" zaangażowaną ekipę 🙂

  • Może w filmie było, tego nie jestem pewny. Zgaduję jedynie, że jeśli był, to był pożyczone z innego filmu, tak jak "Beastiality", i dlatego nie mogę tego posłuchać na Spotify.

  • Nie było tego na ścieżce dźwiękowej. Było użyte na początku do promocji a teraz jest wstawiane na YT. Nie ma tego na liście soundtracku. Być może jest coś przerobionego przez Ennio i podobnie brzmiącego, musiałbym wysłuchać całej ścieżki bez obrazu. W filmie to wiesz… zawsze parę nut ucieka 🙂

  • "Być może kolejny film Tarantino będzie się składał tylko z dialogów?"

    O, to byłoby coś dla mnie 🙂

  • Nooo to zrecenzowana właśnie "Miara człowieka" to tytuł idealnie dla Ciebie 🙂

  • Skomentuję jak skomentowałem na filmwebie: Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Przegadane, rozwleczone i totalnie już bezmyślnie krwawo na końcu. Tarantino świetnie zaczął, ale "kończy" tragicznie. Nie warto. – Dodam, że po prostu mi się nie podobał. Poza formatem i czarującymi pierwszymi 20 minutami nie ma ten film absolutnie nic do zaoferowania. Monolog Jacksona o kutasie tak obrzydliwy, że porównywanie jego postaci do Julesa z Pulpy jest po prostu naciągane i nie na miejscu. Nawet "Django", który dla mnie też był kiepski nie był aż tak złym filmem. Ostatnim dobrym filmem, bo przynajmniej wyraźnie pastiszowym były Bękarty, a naprawdę dobrym cały Kill Bill. Ewidentnie odnoszę wrażenie, że im Quentin starszy tym za przeproszeniem głupszy i coraz mniej finezyjny.

  • 🙂 No to rzeczywiście Quentin zawiódł Cię na całej linii.