PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Bone Tomahawk (2015)

Recenzja filmu "Bone Tomahawk" (2015), reż. S. Craig ZahlerAkcja rozgrywa się na przełomie XIX i XX.wieku, kiedy kowboje najchętniej odwiesiliby już kapelusze, colty schowali do szuflad, zajęli się rolą, a przede wszystkim żonami. Jest pewne miasteczko. Miasteczko jakich wiele. To konkretne nazywa się Bright Hope, lecz tym razem nawet nazwa nie pomoże w rozgonieniu czarnych chmur, które nadciągają nad mieścinę.


Jak w wielu przedstawicielach tego gatunku, akcja zawiązuje się wokół nieznajomego, który przybywa do miasteczka. Bright Hope liczy sobie 268 mieszkańców, więc każda nowa twarz wzbudza zainteresowanie. Jak się okazuje, słuszne zainteresowanie idzie przeważnie w parze z nieufnością…



Rozwój wypadków prowadzi do tego, iż w rezultacie z Bright Hope zostaje porwana pielęgniarka, zastępca szeryfa oraz znika nieznajomy. Wszystkie zaś tropy prowadzą do plemienia troglodytów. Na odsiecz wyruszają szeryf Franklin Hunt (Kurt Russel), kulejący mąż pielęgniarki – Arthur O’Dwyer (Patrick Wilson), wielki zabójca Indian i mitoman w jednej osobie – John Brooder (Matthew Fox, którego w ogóle nie poznałem w tej odsłonie) oraz wisienka na torcie, czyli Chicory (Richard Jenkins) – sypiący anegdotami z rękawa wdowiec (chociaż bynajmniej nie jest chodzącą apoteozą życia, a raczej kwintesencją czarnego humoru).

Recenzja filmu "Bone Tomahawk" (2015), reż. S. Craig Zahler
Reżyser S. Craig Zahler wykonał z wielką starannością swój debiut. W kameralnym westernie zamknął gęstą opowieść o kanibalach. O kim? O kanibalach. Western to tylko tło wydarzeń. Jakże zacne, oczywiście. Głównym bowiem motorem podtrzymującym uwagę widza (pomimo leniwego tempa) jest horror. Zahler stworzył klimat na zasadzie wspinania się na najwyższe piętro wieżowca. Wiemy, że na szczycie, na ostatnim pietrze musi coś być. Po drodze być może niewiele, ot kilka budzących grozę przystanków. Im jednak dłużej się wspinamy, to jak bohaterowie jesteśmy coraz bardziej zmęczeni, spoceni, struci naszym kiepskim położeniem. W przypadku kuśtykającego Arthura, każdy kilometr w linii prostej to jak zdobywanie Mount Everest. A tu jeszcze czeka przecież ostatnie piętro. Najgorsze jest też to, że nic nie zwiastuje ogromu pierwotnego zła czyhającego tuż, tuż. Jeszcze kilka metrów. Jak daleko posunie się twórca w finale? Przecież po drodze nie było aż tak okrutnie. Wiadomo, że kanibale będą, ale czy jako debiutant twórca odważy się epatować przemocą i da się zapamiętać jako twórca rzeźnik? Odpowiem już teraz: S. Craiga Zahlera zapamiętam jako twórcę rzeźnika.

Recenzja filmu "Bone Tomahawk" (2015), reż. S. Craig Zahler
Przez chwilę narzekałem na zbyt leniwe tempo. Teraz już wiem, że nawet tych kilka nic nie wnoszących do fabuły scen miało tylko uśpić moją czujność. Jeżeli zaś miałbym już na coś narzekać, to własnie na Patricka Wilsona, który wygląda po prostu „zbyt współcześnie”. No i niestety za dużo z nim nie można zrobić w tej kwestii. Taki Kurt Russel z brodą wygląda tak, jakby się z nią urodził. Jakkolwiek świetnie by nie zrobili chociażby wąsów Wilsonowi, to i tak by wyglądały jak naklejone.

Recenzja filmu "Bone Tomahawk" (2015), reż. S. Craig Zahler
Westerny kręci się cały czas. Jako gatunek na pewno nie umarł i nie umrze nigdy. Z pewnością natomiast odnotować można spadek formy. Na szczęście pojawia się kilka filmów, jak ten tu recenzowany, pokazujących, że żaden dotychczasowy twórca nie może być pewny swojej pozycji, gdyż zawsze może wystrzelić ktoś bardziej kreatywny. Brawa dla pana Zahlera.

8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 132 min
Gatunek: Horror, Western
Reżyseria: S. Craig Zahler
Scenariusz: S. Craig Zahler
Obsada: Patrick Wilson, Kurt Russell, Sean Young, Matthew Fox, David Arquette, Michael Paré
Zdjęcia: Benji Bakshi

Muzyka: Jeff Herriott, S. Craig Zahler
  • Może powoli wróci moda na westerny – bądźmy dobrej myśli 😀 Niedługo jeszcze Hateful Eight – jak wypali, to będziemy mieli dobry rok dla tego gatunku.
    Mathew Fox niby mnie ostatnio rozczarował, ale liczę na czarny humor Jenkinsa 😀

  • No to jestem bardzo ciekawy Twojej analizy postaci granej przez Matthew Fox'a 🙂 Teoretyk, mitoman i pisząc kolokwialnie ściemniacz, czy może twardy zabijaka, legenda Dzikiego Zachodu i wielki zabójca Indian 🙂

  • Naturalnie, że to drugie 🙂

  • Pojadę trochę Twoimi podopiecznymi 🙂
    "nie nie nie nie nie nie nie" 🙂

  • Moi podopieczni tylko i wyłącznie stosują "ależ oczywiście kochana pani Madziu, jak zawsze ma pani rację, kawusi?" 😉

  • Simply

    Mam przeczucie, że ,, Slow West'' to będzie pedalskie gówno, a nie western.

  • Simply, nie jest źle. Dziwny to film jest. Z jednej strony w trakcie seansu byłam zachwycona, najmniej fabułą ale jednak zachwycona, a z drugiej już prawie nic nie pamiętam. W zasadzie godzinę po już nie pamiętałam. Świetne zdjęcia, klimat, trochę takie żółcie jak u Finchera (lubię to fest), muzyka jak w "Zabójstwie Jesse'go Jamesa…", mnóstwo zagrań jak u Wesa Andersona (również lubię fest). Kapitalna ostatnia scena. No i gra tam Ogar z "Gry o tron". (Nie. Nie wspomnę o tym, że trwający miesiąc nazwany został Fasstopadem na cześć wiadomo kogo i że sikam za każdym razem, kiedy widzę go na ekranie i że to zupełnie nie ma wpływu na ocenę filmu).

  • Simply

    Na pewno obejrzę . Wolałbym się mylić, niż mieć rację , nie mniej mam jakieś niesprecyzowane, złe przeczucie…

  • No dobra… A więc na tyle ile Cię znam 😛 zaryzykuję i napiszę, że spodoba się Tobie. Jednak w odróżnieniu od madafomohaberleny nie widziałem żółci jak u Finchera tylko świetny taniec Jarmuscha z Gilliamem 🙂 Poetyckie kino drogi bohatera romantycznego z zabijaką u boku w połączeniu z humorem od Gilliamem. Oglądaj i rozgoń te przeczucia.

  • Simply

    Szczerze mam zamiar to obadać, z czystej ciekawości chociażby ( bo nowe westerny monitoruję obowiązkowo )… wszedłem tak btw na Twojego fejsa i tak jakoś natrafiłem na to londyńskie gęganie z wyliczankami i zniechęciło mnie nieco.. taki ktoś powinien zjebać dobry film. Jack the Ripper wyłaż z gawry !

  • :):)

  • Mówiłam, że sięgnę po parę filmów z zestawienia, no i oczywiście w pierwszej kolejności wzięłam się za "Bone Tomahawk". 😀

    Głównie rzuciło mi się w… uszy, że film bardzo oszczędnie używa muzyki. A co poza tym? Drastyczne sceny są drastyczne, a sympatyczny Chicory jest sympatyczny. 🙂 Przyznam, że byłam pewna, że zginie – tak od rozmowy o czytaniu książek w wannie (dialog zresztą mnie rozczulił). A tu zaskoczenie. Ale w ogóle bardzo mi się podobała kwestia "Pożegnaj ode mnie moją żonę. A ja przywitam się z twoją". Strasznie ładne. 🙂

    W ogóle film fajny. Myślę, że western jest tu tylko jakimś tam kostiumem, który mógłby być dowolnie inny – zresztą, podobnie jak w "Truposzu": coś w rodzaju historii o schodzeniu w najgłębszy krąg piekła. W którymś momencie aż się nie chce wierzyć, że przecież bohaterowie dopiero co prowadzili normalne życie i żyli w normalnym mieście.

    Dziękuję za polecenie. ^^

  • "Myślę, że western jest tu tylko jakimś tam kostiumem, który mógłby być dowolnie inny – zresztą, podobnie jak w "Truposzu": coś w rodzaju historii o schodzeniu w najgłębszy krąg piekła." Ładnie to napisałaś. Cieszę się, że się skusiłaś.

  • Pingback: Brawl in Cell Block 99 (2017) - Po napisach | z pasją o filmach()