PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

No Tears for the Dead (2014)

U-neun nam-ja - No Tears for the Dead - 2014

Miałem ochotę na Azję. Korzystając z mojego ulubionego bloga traktującego o „skośnym” kinie, AzjaFilm, trafiłem na No Tears for the Dead. Miałem ochotę na akcję, no i trochę zaniedbałem ten kontynent, a staram się odwiedzać różne filmowe zakątki. Skusiłem się na zapowiedź bezpretensjonalnej rozwałki z minimum wyjaśnień. No niestety, wiedziałem, że z moją percepcją jest kiepsko i tutaj pogubiłem się na całej linii.

Kino prosto z Korei, o skądinąd zachęcającym tytule, traktuje o płatnym mordercy. O mordercy, który jest bliźniaczo podobny do głównego bohatera z poprzedniego filmu reżysera. Bliźniaczo podobny z zachowania i pewnych cech, bo jeżeli spece od reklamy mieliby wybierać kogoś na plakat, to Bin Won z Ajeossi wygrywa w przedbiegach.

Reżyser Jeong-beom Lee w swoim Ajeossi stworzył świetne, oryginalne kino. Tam był pazur, było zaskoczenie. Tutaj? Średnio to wyszło. Pierwszoplanowa postać grana przez Dong-gun Jang, to killer o imieniu Gon. Trzeba przyznać, że do tej roli jest według mnie dobrany dobrze. Jednak cała reszta siada.

U-neun nam-ja - No Tears for the Dead - 2014
Sceny otwierające zapowiadają sprawnego i potrafiącego stworzyć klimat operatora. To na duży plus. Obraz i praca kamery zawsze trafia do widza jako pierwsze. Nocny klub, oszczędne światło, za mikrofonem rdzenna mieszkanka czarnego lądu i Gon, którego poznajemy, gdy ma wykonać kolejną misję. Scenarzysta dość szybko i sprawnie próbuje skierować głównego bohatera na ścieżkę bólu i traumy, a tym samym zmusić go do powstania z popiołów. Jako widz, mamy szansę przekonać się o jego umiejętnościach już w pierwszej potyczce. Gon sprawnie likwiduje kolejnych przeciwników, lecz jego wysoki poziom wyszkolenia staje się w pewnym momencie jego przekleństwem. On już nawet nie musi widzieć wroga. Słysząc odgłosy za drzwiami kieruje broń i pewnym strzałem trafia w serce małej dziewczynki stojącej za nimi. Cięcie, dramat, sumienie zalane wódką, wina utopiona we własnych wymiotach. Dlaczego Gon nie może sobie spokojnie zalec we własnym cieniu? Gdyby przestępczy półświatek kryminalny skupiony wokół osoby głównego bohatera, „zapomniał” o nim, wyszedłby na tym o niebo lepiej. Demony wracają i zagrzewają Gona do kolejnej akcji. Musi naprawić to, co poprzednio spierdolił. I zaczyna się… Akcja, która szła pewnym krokiem do przodu przepoczwarza się w ślimaka, który czeka przed szosą na przejazd wszystkich samochodów. Więc pojawiają się kolejno: matka dziewczynki, którą Gon ma zabić, jakiś pendrive z jakimiś tajnymi danymi, jacyś najemnicy, których reżyser dobrał na wzór tych z Raid 2 – czyli najważniejsze, żeby byli charakterystyczni z wyglądu. Niestety nie idzie za tym wirtuozeria postaci z obrazu Garetha Evansa. Chociaż Gonowi nie sposób odmówić finezji (jak lot z wysuniętym kolanem itp), to reszta zaprawdę jest tylko statystami. Po paru dniach od seansu nie pamiętałem już przeciwników. Widać też, że w ekipie nie kipiało od kreatywności. Ledwo woda zaczęła wrzeć, twórcy wyłączyli czajnik. Niestety, bo w takich filmach ważne są właśnie pomysły. Tak jak we wspomnianym Raidzie. No Tears for the Dead, to niezła akcja na blokowisku, dobrze opanowane poruszanie się z bronią (widać, że jakiś specjalista z jednostek specjalnych zwracał na to uwagę) i kilka, dosłownie kilka patentów. To za mało. Po scenie, gdy Gon odbija pięść własną głową, chciałem więcej, a nie dostałem nic. Wyjęto mi z ust smaczny kawałek ciasta i nie pozwolono dokończyć.

U-neun nam-ja - No Tears for the Dead - 2014
Całość oceniam jako „ujdzie” – za lichą, niepotrzebnie zagmatwaną historię, za przewidywalność, za muzykę, której nie słyszałem. Na plus zdjęcia, główny bohater i kilka akcji. Kino azjatyckie na pewno ma dużo, dużo więcej lepszych tytułów do zaoferowania.

4/10 - ujdzie

Czas trwania: 116 min
Gatunek: Akcja
Reżyseria: Jeong-beom Lee
Scenariusz: Jeong-beom Lee
Obsada: Dong-gun Jang, Min-hee Kim
Zdjęcia: Ryan Samul
Muzyka: Yong-rock Choi

  • Simply

    No cóż, ten co nie szuka i nie sprawdza to i nie znajduje. Czasem trzeba przekopać w ciemno trochę dziadostwa, żeby coś na prawdę cennego odkryć. Znam to doskonale.
    Dla powetowania straconego czasu , dobrym (ba, rewelacyjnym ! ) pomysłem wydaje mi się jak najszybsze zapoznanie się z twórczością Billy'ego Tanga – mądrego, skromnego Chińczyka i nieprzeciętnego znawcy ludzkiej natury , a zwłaszcza tych jej pokładów , które… … ale nie uprzedzajmy wypadków 😉
    http://watch32.com/movies-online/run-and-kill-298873/episode-1.html

  • Chętnie bym obejrzał, bo kino zemsty z Azji zawsze ma coś ciekawego do zaoferowania. Muszę tylko ogarnąć jak złapać rybę w całym kawałku, bo na standardowych łowiskach to jest nie do namierzenia..

  • Simply

    To jest podzielone na 6 czternastominutowych segmentów, wszystko masz razem pod spodem.
    W całym kawałku nie bardzo, ( przynajmniej ja nie znalazłem, a szukałem usilnie, to jest duża rzadkość ) , chyba że sprzedaż wysyłkowa. Rozdzielczość , jak na takie coś, jest dość dobra , nie ma wielkiego bólu dupy z pikselozą ogląda się OK. Tak, że nie masz co się ociągać, tylko zapodawaj, bo dzieło upierdala łeb z kadłubem 😀 Zapomniany filmowy diament, jakiego w życiu nie trafisz na ,, ulubionych blogach o skośnym kinie '' ani w innej standardowej badziewiarni ;D

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Wiedziałeś, że kiedy ktoś usunie komentarz, to wciąż można go przeczytać po zalogowaniu się na maila? Może powinieneś sprawdzić o napisałem we wcześniejszym komentarzu?

  • Naprawdę ?! 🙂 Ryba już połknęła haczyk i mam nadzieję że pod wieczór ją wypatroszę 🙂

  • Gee

    Rozumiem, że mówisz o Run and Kill (1993).

    Znajdzie się… Wydanie niemieckie z bonusem: z Intruder (1997).
    http://i.imgur.com/UKoMRBJ.jpg

  • Aaa, to jest film z 3 kategorii. To wiele wyjaśnia…

    http://en.wikipedia.org/wiki/Cinema_of_Hong_Kong#Category_III_films