PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Near Dark (1987)

Near Dark - Blisko Ciemności - 1987

Wielką sprawiła mi niespodziankę Kathryn Bigelow swoim Near Dark. Pomimo tego, że wad jest sporo, to seansem jestem bardzo usatysfakcjonowany. Opowieść o wampirach bez słowa wampir w scenariuszu. To drugi film pani reżyser. Po debiucie z 1981 roku (o którym też niedługo słów kilka będzie) czekała 6 lat, by zrobić kolejny film. Przerwa pomogła stworzyć kino bardziej… „ogarnięte”. Są pełnokrwiste postacie, jest ciekawy scenariusz i kilka składowych, które czynią Near Dark filmem godnym polecenia, choć raczej fanom gatunku. No właśnie, jakiego gatunku? Near Dark to specyficzna produkcja. To dreszczowiec i love-story w jednym. Pierwsze co uderza w widza podczas oglądania, to klimat. Klimat stworzony przez świetnie współgrające zdjęcia z muzyką. Operator Adam Greenberg, a tak naprawdę Adam Grinberg urodzony w Krakowie, pokazał jak powinny wyglądać złapane w kadr wschody i zachody słońca.

Ostatnio takie piękne zachody widziałem w scenach otwierających w Tequila Sunrise (nomen omen nakręconego rok później). Zdjęcia są fantastyczne. Osobne wyrazy uznania należą się twórcom muzyki. Tangerine Dream, bo o nich mowa, to zespół, który gościł na blogu już kilkakrotnie i jest dla mnie zawsze znakiem jakości, jeżeli chodzi o soundtrack. Widzę więc zachód słońca, słyszę znajome dźwięki i…

Near Dark - Blisko Ciemności - 1987
Akcja szybko się zawiązuje wokół głównego bohatera. To dziecko farmera, Caleb Colton (Adrian Pasdar). Swoją drogą, gdy rodzice nadają dziecku takie imię, to chcą żeby zostało farmerem, czy księciem ciemności? Caleb wiedzie spokojny i raczej nie odbiegający od normy, małomiasteczkowy żywot. Pickup, puszka 0,33 Budweisera, kapelusz, jeansy. Krótka włóczęga po okolicy z chłopakami. Krótka, bo rano trzeba wstać pomóc na roli. Caleb, to z reguły odpowiedzialny chłopak. Jednak nie, gdy rozum odstawia się na bok, a na przód wyskakuje pożądanie. Tak też jest i w tym przypadku. Ona nie kusi, nie prowokuje. To zwykła dziewczyna, która wpada w oko chłopakowi. Później przejażdżka, podziwianie gwiazdozbiorów. Później popłoch jak u kopciuszka. Jednak nie o północ chodzi, a o zbliżający się świt. Jeszcze chwila przekomarzania się, prośba o pocałunek, aż w końcu… ukąszenie. Tak! Caleb został zainfekowany i trybie natychmiastowym wciągnięty w szeregi (może za duże słowo dla kilku osób) reszty „naznaczonych” . Tak się nakreśla główny wątek bohatera, który musi się odnaleźć w nowym środowisku. Ci, którzy go warunkowo przyjmują do „rodziny”, wcale nie są żyjącymi w zamkach i twierdzach panami cieszącymi się z długowieczności. To raczej banda spłoszonych banitów, którzy są świadomi swoich mocy.

Near Dark - Blisko Ciemności - 1987

Jednak zdecydowanie nie opływają w luksusach znanych z komnat opisywanych u Brama Stokera. Homer (Joshua John Miller), Diamondback (Jenette Goldstein), Severen (Bill Paxton), Mae (Jenny Wright, czyli ta co zauroczyła Caleba) i w końcu herszt Jesse (Lance Henriksen). Są jak nomadzi przemierzający stan w swoim zdezelowanym kamperze. Siejący postrach, a jednak wciąż ukrywający się. To oni chcą z jednej strony przygarnąć Caleba, z drugiej strony stanowią kwintesencję toksycznej rodziny z kilkoma zapalnikami, z Severenem na czele. Bigelow obdarła wampirzy mit ze skóry. Near Dark świetnie połączył nastrój postapo, który istniał tylko w obrębie ferajny Jessiego, ze światem zewnętrznym (być może będzie to tylko moje skojarzenie, ale przy tym pozostanę). Wszystko co dotychczas wiedzieliśmy o wampirach, podczas seansu Near Dark, możemy zapomnieć. Tak, muszą się pożywiać, jednak nie muszą być podłączeni do żyły jak w stacji krwiodawstwa. Tak, słońce zabija. Jednak okrycie wierzchnie w postaci plandeki, koca etc. załatwia sprawę. Wprawdzie dym leci z każdej partii ciała, jednak przeżyć można. Caleb próbuje okiełznać budzące się w nim moce. Próbuje też powstrzymać głód. U Bigelow infekcja opanowuje od razu cały organizm. Tu nie ma kilkudniowego cierpienia. Tutaj słońce parzy od razu, a „ludzkie” jedzenie zwracane jest automatycznie. Pomimo tego, że Caleb dostrzega kilka plusów wynikających z nowo zaistniałej sytuacji, będzie próbował uciec ze strefy mroku…

Near Dark - Blisko Ciemności - 1987
Podobało mi się. Fajny klimat, pomysłowe rozwiązania. Bill Paxton, świr totalny. Nie wiem, w którym momencie swojej kariery filmowej przytemperował pazury, jednak gdyby podążał drogą z Near Dark, jego filmografia na pewno obfitowałaby w ciekawsze tytuły, a tak… szare mydło. Near Dark to również dużo pomysłowych scen, jeszcze większy potencjał (praktycznie na osobne uniwersum) i kilka bzdur. Motyw z przetaczaniem krwi, jako leku na całe zło, to była jakaś parodia dramatu, który powinien się rozgrywać w świadomości głównego bohatera. No i wrażenie, że kilka rzeczy jest takich tanich, jak sceny nakręcone podczas konfrontacji rodziny Caleba z „gangiem” Jessiego w motelu. Dużo plusów, kilka minusów i w efekcie podtrzymuję ocenę dobrą.

7/10 - dobry



Czas trwania: 94 min
Gatunek: Horror
Reżyseria: Kathryn Bigelow
Scenariusz: Kathryn Bigelow, Eric Red
Obsada: Adrian Pasdar, Jenny Wright, Lance Henriksen, Bill Paxton
Zdjęcia: Adam Greenberg
Muzyka: Tangerine Dream

  • Simply

    Na Billa Paxtona nie mrucz, tylko obejrzyj ,, Frality'' 2002, w jego reżyserii ( i z udziałem ). Tu prawie ukradł szoł – jednak Lance'a nie przebił ; w departamencie ,,,wilczego uśmiechu'' Lance dogonił Klausa, czyli ideał. Dlaczego już nie ma takich antybohaterów, co za chujowe czasy…
    Najpoważniejszą wadą ,, Near Dark'' jest to , że scena w roadhousie nie została rozciągnięta na cały film .
    Co do gatunku(ów), to przede wszystkim drugsploit , road movie, contemporary western , hickploit …
    ,,..Swoją drogą, gdy rodzice nadają dziecku takie imię, to chcą żeby zostało farmerem, czy księciem ciemności? …''
    A imię Severen ? Że niby go ma przez całe życie jakaś małolata w skórze batożyć? 😀

  • "Near Dark". Parę ciekawych postaci. Parę ładnych scen. Jedna krwawa sekwencja. Przywoity film, ale moim zdaniem wampirza tematyka mogła zostać podjęta z większym sukcesem. Bigelow ma lepsze prace na swoim koncie. 🙂

  • Bill Paxton…. mam straszną awersję do tego gościa od chwili obejrzenia Obcego 2, a potem Predatora 2. Tak okropny głos, strasznie mnie denerwuje w tych starszych filmach. Chociaż fajną rolę miał też w True Lies.

  • Fajny plakat:-P

  • Też zauważyłem, że ani razu nie padło tu słowo wampir 😉 Film mnie zaintrygował i żadne wady mi tu nie przeszkadzały. Mimo iż jest tu obecny melodramatyczny wątek to jednak dominują męskie gatunki, np. western, bo w końcu główny bohater to kowboj, który na lasso łapie niewłaściwą dziewczynę. Bardzo fajna obsada, Bill Paxton najbardziej się tu wyróżnia. Kathryn Bigelow została później żoną Jamesa Camerona, ale już wtedy chyba się znali, skoro podkradła mu aktorów z "Aliens": Paxtona, Henriksena i Jenette Goldstein.

  • Jedna jaskółka … "Frailty" było niezłe i tylko potwierdza to że Paxton tęsknił do takiego wizerunku i gatunku. Siedział sobie Bill i złorzeczył "Ku….a nie chcą mnie brać do takich filmów. Sam sobie nakręcę" 🙂 No i się wziął i nakręcił 🙂

  • Tak, postacie na plus. Nawet jest sporo fotosów spoza planu jak pozują razem. Ekipa musiała być fajnie zgrana. Chociaż…. wolę chyba chłopaków z "Lost Boysów" 🙂

  • On w starszych filmach był właśnie kozakiem. Obcy 2 ? Denerwował Cię jako Hudson? Przecież to była podstawa marinsów!! Paxton jest fajny. Ma warunki, ma możliwości. Tylko… agent kiepski 🙂

  • O kurna…. Przecież to była Vasquez… Aż mi głupio że nie poznałem. Celna uwaga z ekipą z "Aliens". Tam musiała być naprawdę dobra energia, i angaże na nieco mniej "oficjalnych" warunkach. "Chodź Bishop, Zagramy jeszcze u Kathryn :)" Zresztą Paxton i Goldstein byli zajebistym duetem w Aliens. Jakiś romans musiał być! 🙂

  • Przy okazji notki o Bigelow – solenizantce, będzie jeszcze kilka fajnych plakatów 🙂

  • Według mnie "Lost Boys" to właśnie lepszy film. 😉

  • you don't know what are you talking about…
    taking pice of shit, slaped together for some cash over smart and biliant movie made with love 😐 not cool.

    A jeżeli o produkcje chodzi to była mała, rodzinna… Co ciekawe podczas produkcji firma, która zajmowała się filmem zbankrutowała – DeLaurentis. Przez to budżet na promocje w zasadzie nie istniał i film został kompletnie olany na boxoffice. Potem przełożyło się to na problemy z publikacją na nośnikach… i de facto film na długi czas został zapomniany.

    Lost Boys wyszło w tym samym roku 2-3 miesiące wcześniej. To też nie pomogło, ludzie nie byli zainteresowani kolejnym wampirycznym gniotem. Bo powiedzmy sobie szczerze Lost Boys to gniot, który miał przewagę popularności i dużą wytwórnię za sobą.
    No a do tego jeszcze Joel jako reżyser… ech… człowiek od Bat-Sutków.

    Inż. Mamoń chyba jednak ma rację.