PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Buio Omega (1979)

Buio Omega - Mroczny Instynkt - 1979UWAGA TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY, I NA PEWNO ZAWIERA WULGARYZMY

Reżysera filmu Buio Omega, pana Joe D’Amato, poznałem przy okazji seansu Cosa avete fatto a Solange? D’Amato zwrócił moją uwagę jako sprawny operator. Kuba z bloga The Blog that Screamed, zasugerował bym zapoznał się z nim jako reżyserem. Na początek zaś powinienem zobaczyć Buio Omega z roku 1979…

Dzięki Kuba 🙂 To znaczy… cieszę się z tego tytułu. Teraz wiem jak bardzo można mieć zryty beret jako reżyser :). Film średnio mi przypadł do gustu, jednak „zaliczyłem”. Nie powiem żebym się nudził, jednak okazałem się zbyt delikatnym materiałem na chorą jazdę w tym wykonaniu.


Chciałbym oddzielić dwie rzeczy. Sam scenariusz i kilka składowych jest zdecydowanie na plus. Tak więc… nie zostanę fanem tytułu, jednak zapamiętam go na zawsze. A to chyba dobrze?

W tekście idę trochę na żywioł. Nie jestem ani specjalistą od gore, ani od D’Amato. Fachowcy z sąsiednich blogów uraczą Was recenzją Buio Omega w bardziej wyważonym tonie. Także zapraszam serdecznie, oczywiście po całej lekturze poniższego 🙂

Buio Omega - Mroczny Instynkt - 1979
Buio Omega, tytuł w oryginale brzmi co najmniej klimatycznie. O czym film opowiada? Poznajemy Francesco/Franka, dziedzica fortuny, taksydermistę (^^). Poznajemy również Iris, opiekunkę(?)/panią domu(?). Francesco ma dwie pasje. Swoje wypychane zwierzęta, które zresztą z powodzeniem sprzedaje, i miłość. Jego oblubienicę, Annę, poznajemy już na łożu śmierci, w szpitalnej sali. Tam muszą się pożegnać, złożyć ostatni pocałunek na swych ustach. W umyśle, młodego, zatraconego w uczuciu Francesca rodzi się zgoła przerażający plan. Po pogrzebie, pod osłoną nocy wykopuje ciało martwej ukochanej i korzystając ze swych umiejętności, konserwuje ją tak, by była z nim na zawsze…
Do momentu wykopania ciała wszystko jest w porządku. Tak sobie myślę… Eee wykopie, wypcha jak swoje zwierzaki, położy na łóżku i luz. Jednak nie. Akcja z przygotowaniem Anny do wiecznej świeżości była… mocna. Już było wiadomo, że z naszym Francesciem (może Waszym, ja nie chcę mieć z nim nic do czynienia:) nie jest najlepiej. Jednak to co dzieje się dalej to już zrywanie kolejnych beretów z głów potencjalnych widzów:) Zaraz po spreparowaniu zwłok jest scena, przez którą D’Amatao dał mi się poznać tym filmem jako koleś z wgraną misją zszokowania swoim obrazem. Jest to po prostu niepotrzebne. „Pokażę to, bo to fajny pomysł i już…”. Najpierw Franczesko wyrywa paznokcie świadkowi, by później szybko ją udusić. Bohater jest popieprzony? Jasne. Jednak jego kolejne jazdy, w tym obrzydzenie, gdy wraz z Iris pałaszują obiad, ma się nijak do wspomnianej wcześniej sceny. 

Buio Omega - Mroczny Instynkt - 1979
Nie da się ukryć, klimat jest. Oj, jest. W głównej mierze jest za to odpowiedzialny zespół Goblin. Będzie o nim w recenzji kolejnego filmu (gdzie bądź co bądź wypadli JESZCZE lepiej). Goblin robi nieziemski klimat. W życiu bym nie zszedł do piwnicy z taką muzyką w tle. No i scenariusz, gdyby pominąć niektóre sceny, fajnie się klei i trzyma tempo aż do finału. Franek, wygląda jak młody Apollo. Zaś Iris jak Elsa, wilczyca z SS. Trzeba też przyznać, że D’Amato miał oko do odtwórczyń ról żeńskich. Jeżeli chodzi o pracę operatora, którą tu też wykonywał reżyser, to oprócz ładnych plenerów nic mnie aż tak nie zachwycało jak w Cosa avete fatto a Solange? Możliwe, że Joe (lub właściwie Aristide Massaccesi) był tak przejęty tym, by makabra była makabryczna, że olał pracę kamery.

Buio Omega - Mroczny Instynkt - 1979
Franek razem z Iris realizują swoje kolejne popieprzone pomysły. Franek zwabia dziewczyny. Wiem, że nie chce tego, tak jakoś samo później wychodzi. On chce tylko spółkować z kimś żywym i patrzeć w tym samym czasie na swoją wypchaną narzeczoną. Chore i pierdolnięte. I pędzimy razem z porytym scenarzystą schodami na dół i dodajemy kolejne trupy, zwłoki, czaszki, przegryzane gardła, przeżuwane gardła i odcięte głowy. Wszystko po to, by nasz Romeo mógł żyć ze swoją ukochaną Julią, której jest już wszystko jedno, bo jest chłodniejsza niż lody Algidy. Buio Omega. 5/10

Film oglądałem z angielskim dubbingiem. Naszła mnie taka refleksja, że chyba gorszym od niemieckiego jest tylko angielski dubbing. Ja wiem, że trzeba dubbingować każdą linijkę tekstu. Ale oddechy, sapanie i wydechy? Wszystko przez to zwielokrotnione w stosunku do oryginału tak, że brzmiało co najmniej… sugestywnie? Żona cały czas z ciekawością zerkała czy sobie pornusów nie oglądam 🙂
5/10 - średni

Czas trwania: 94 min
Gatunek: Horror
Reżyseria: Joe D’Amato
Scenariusz: 
Ottavio Fabbri
Obsada: 
Kieran Canter, Cinzia Monreale, Franca Stoppi
Zdjęcia:
 Joe D’Amato
Muzyka:
Goblin

  • Ja też chyba jestem zbyt delikatny, w paru momentach odwracałem wzrok od ekranu lub zamykałem oczy 😉 Poryty, nekrofilski horror. Raczej nie dołączę do grona fanów reżysera, aczkolwiek "Buio Omega" ma doskonały klimat, co w dużej mierze zawdzięcza kapeli Goblin, których styl doskonale pasuje do horroru. Atmosfera wykreowana w filmie, a także oryginalny scenariusz czynią z tej produkcji dzieło znacznie lepsze niż np. "Antropophagus" tego samego reżysera.

  • Jeden z najważniejszych włoskich obrazów gore – wraz z Zombi 2 z tego samego roku przekroczył granice ukazywania wynaturzeń na ekranie.
    Cóż, oczywiście, że nie dla każdego, jednak ta historia miłości przekraczającej grób na pewno wybije każdemu romantykowi bzdury z głowy 😉
    Dobre screeny – czy sam je robiłeś?

  • Na razie mam dość D'Amato, także "Antropophagus" sobie odpuszczę 🙂

  • W takim razie cieszę się tym bardziej że obejrzałem najważniejsze włoskie gore 🙂

    wrongsideoftheart.com – dużo fotosów w bardzo dobrej jakości.

  • Simply

    Nie ciesz się.

  • OMG, jak ŚMIESZ krytykować niemiecki dubbing!!! Uwielbiam niemiecki dubbing! Spędziłem pół dzieciństwa oglądając filmy na niemieckich kanałach z satelity. Niemiecki dubbing jest niczym zdrowie; ile cię cenić trzeba… eee… a tak poza tym, polecam 120 Giornate di sodoma/120 Days of Anal i obie części Calamity Jane/Sola contro tutti, tego samego reżysera. Chociaż bardzo możliwe, że żona też będzie przychodziła i sprawdzała, czy przypadkiem nie oglądasz pornusów 😛

  • Od dzisiaj będę krytykować tylko angielski dubbing włoskich filmów 🙂 Widziałem 120 dni… przebrnąłem przez to. Ja już mam wyrobioną opinię na temat takich filmów. Akty przemocy przesłaniają mi obraz być może fajnej fabuły. Równie dobrze mógłbym poszperać sobie i oglądać egzekucje w internecie. Jeszcze jedno. Wierzę że widzowie Twojego pokroju potrafią dostrzec w takich filmach coś więcej. Są doświadczeni, trochę filmów widzieli, trochę czytali, trochę żyli 🙂 Ok. Wkurwia mnie jednak niesamowicie jak ktoś prawie, lub około pełnoletni zachwyca się seansem "120 dni…". Nie wierzę że jest coś więcej w tym jego zachwycie niż próba bycia cool i chęć pokazania że ooo 120 dni Sodomy… to był taki zaaajebisty film. No nie wiem… Może to ja już jestem taki stary i po prostu chciałbym ochronić moje dzieci przed takimi filmami 🙂

  • Nie mówię o 120 dniach Pasoliniego, tylko o 120 dniach D'Amato 🙂

  • No wiesz, z Deborą Wells i Anitą Blond 🙂

    http://www.imdb.com/title/tt0166941/?ref_=nm_flmg_dr_88

  • Debory nie kojarzę (przynajmniej z imienia i nazwiska:). Anitę Blond biorę w ciemno, jakkolwiek to brzmi 🙂

  • Fanką D'Amato nie jestem, "Buio Omega" też nie bardzo mi się podoba… Oczywiście, uwielbiam chore, poryte sceny, chociaż bardziej niż patroszenie narzeczonej ruszyło mnie wywalanie przez Iris resztek amerykańskiej turystki oraz jej świńskie zachowanie przy stole zaraz potem. Miałam ochotę puścić pawia jak Francesco. Tak, to dla mnie są zalety. XD
    Jest tak jak napisałeś w swojej recenzji – Francesco jest bardzo nielogiczną postacią… Nie wahał się przed skonsumowaniem surowego serca Anny, paznokcie wyrywał z prawdziwą euforią wymalowaną na twarzy, przy rozpuszczaniu biednej Amerykanki kwasem też dzielnie się trzymał, ale Iris jedząca obiad to już dla niego za wiele. XD
    Przez cały film czekałam na akt nekrofilskiej miłości, a tu guzik. 😉 Stopniowo gęstniejąca atmosfera wariactwa przygotowuje widza na coś, co nie nastąpi. Poza niewinnym pocałunkiem Francesco nie robi ze zwłokami nic bulwersującego. On nie był nekrofilem, pragnął prawdziwej bliskości tylko z żywymi dziewczynami – po prostu bardzo kochał Annę i nie chciał się z nią rozstać, nawet po jej śmierci.
    No i zakończenie… Ja jak to zobaczyłam to parsknęłam śmiechem… W sumie to taki trochę "happy end". 🙂 Myślę i myślę, ale nie wiem, co to miało znaczyć. 😉

  • Ale ogólnie jakie miałeś odczucia po seansie Salo?
    Dla mnie to jeden z obrazów najciekawiej ukazujących rodzenie się zła w człowieku – zło jest w każdym z nas, nawet tych z gruntu niewinnych.

  • Paznokcie wyrwał turystce w akcie zemsty za wcześniejsze podrapanie nimi, także jakaś tam logika nim rządziła 😉

  • Co to znaczy zło? Zło jest w każdym z nas. Pewnie posunąłbym się do strasznych rzeczy gdyby ktoś mi skrzywdził dziecko. Nie potrafiłbym wybaczyć. Zagryzłbym.

    Odczucia po filmie? Akurat ten wzbudzał we mnie agresję. Najchętniej wszedłbym tam i rozpiżdzyłbym to popaprane towarzystwo. Kula w łeb i do piachu. Takie są moje odczucia:)

    Demony ma każdy. Trzeba je tylko poskromić, tak żeby nie krzywdziły innych. Też mam wiele. Kilka z nich leczę. Kilku daję upust w innej formie. I tak z dnia na dzień 🙂

  • Tylko dlaczego mdlosci mdlsci i obrzydzenie akurat w tamtym momencie, skoro przez reszte filmu robi duzo gorsze rzeczy i nie wydaje sie go to ruszac? 😉 Probowalam sobie to tlumaczyc tak, ze moze czuje obrzydzenie do Iris, ktora moim zdaniem jest jeszcze bardziej porabana od Francesco. 😉
    Nie rozumiem tez dlaczego tak latwo zamienia wypchana Anne na jej zywa siostre, skoro tak bardzo kochal swoja dziewczyne… Czyzby bylo mu wszystko jedno, byle tylko wygladala tak samo? XD Tez mi milosc.. ;P

  • "Najchętniej wszedłbym tam i rozpiżdzyłbym to popaprane towarzystwo. Kula w łeb i do piachu."

    O tym też jest ten obraz – o naszej rekacji na czynienie zła – jeden widz wyjdzie i przypierdoli, inny oleje temat, twierdząc że to go nie dotyczy, jeszcze inny będzie filozofować na temat, kolejny weźmie w obronę oprawców. Dlatego to tak mocne dzieło, nikogo nie pozostawi obojętnym. Za każdym seansem można go na różnych poziomach interpretować.

  • Mnie się także wydaje, że nasz Francescostein czuje coś w rodzaju strachu wobec Iris, i czeka tylko na odpowiedni moment coby się uzewnętrznić… 🙂
    Jest jeszcze sprawa śmierci rodziców Franka, w których śmierci (wypadek smaochodowy jak dobrze pamiętam) być może maczała paluchy Iris. Przecież ona czyha tylko na majątek Frankiego, resztę ma głęboko w poważaniu (ta jej miłość do bohatera też wydaje się naciągana ). Plan ma dobry: najpierw spowodowała śmierć rodziców, następnie musi wyjść za mąż za młodego dziedzica fortuny, a potem już z górki. 🙂

  • Zupelnie zapomnialam o rodzicach… Bardzo mozliwe, ze jest jak mowisz, zwlaszcza jesli wziac pod uwage wladcza postawe Iris. Niby nie wiadomo dokladnie kim jest kobieta, ale wyraznie przebywa w domu Francesco od dawna i jest dla niego czyms w rodzaju matczynej figury (to jej "moj maly Francesco", czy jakos tak…).

  • Tak, to jego opiekunka (prawdopodobnie od dzieciństwa – bogata rodzina zawsze posiada kogoś w rodzaju pani domu/opiekunki , nieprawdaż? :D) , w prologu już zresztą widzimy jakie ma intencje wobec bohatera – voodoo to nie przelewki. I tak jakoś między słowami da się wyczuć, że ją interesuje majątek a nie jakieś tam miłostki – dlatego tak ochoczo pomaga w ukrywnaiyu mordów Francesco.

  • I zapewne dlatego nie byla zbytnio zazdrosna o zwloki Anny. XD

  • Kategorycznie się nie zgadzam z twierdzeniem, iż "zło jest w każdym z nas".

    Zabrzmi to cholernie relatywistycznie, ale w życiu zło to kwestia kontekstu. Oczywiście łatwo obejrzeć coś takiego jak Salo, czy jeden z ostatniej serii filmów krótkometrażowych ISIL,by zobaczyć tego "złego", zobaczyć zło w czystej postacie by poczuć się lepiej, bo przecież ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobił, bo przecież ja nawet nie mogę o tym pomyśleć. Bo ja jestem "dobry".

    G… prawda

    Wszystko to kontekst, wszystko to odpowiednie ułożenie postaci, scenerii i okoliczności. Jedyne co ważne to określone dążenia, czasem nawet niezwykle wzniosłe, czasem nawet niezwykle "zbożne", w zasadzie właśnie te najwznioślejsze i najbardziej boskie wiążą się z największym cierpieniem, bezmyślną śmiercią i tysiącami ofiar. Ale jak tu kogokolwiek winić, gdy "chciał dobrze", gdy pragnął czegoś pięknego wzniosłego i szeroko pojmowanej "uczciwości".

    Obserwując świat, który mnie otacza doszedłem po dość krótkim czasie do przekonania, że nie ma absolutnie bardziej zepsutych, paskudnych, obrzydliwych i diabelnie wręcz zaciekłych wobec siebie ludzi niż "byli małżonkowie". To idealny przykład tego kontekstu, o którym wspominałem.

    To właśnie Ci ludzie owładnięci jeszcze nie tak dawno bezbrzeżną "miłością" kilka chwil po jej przeminięciu skaczą sobie do gardeł wyciągając najbardziej paskudne, niskie i bolesne argumenty. Jednocześnie zachowując pozory, szukając popleczników, zaogniając nie tylko stosunki między sobą, ale też rozogniając całą otaczającą rzeczywistość, nie zważając nawet na takie drobnostki jak dzieci, czy niewinni, postronni ludzie obrywający kolejnymi odbryzgami ich, że się tak wyrażę "wielkiego uczucia"…

    No ale to rzeczywistość, w niej nie wszystko widać, nie wszystko dobrze opisze scenarzysta, reżyser w odpowiedni sposób tego nie podkreśli,.

    Tak naprawdę najbardziej przerażającą rzeczą, która czai się w ludzkim umyśle nie jest sadyzm,schorzenia umysłowe, czy żądza mordu – to dopada jednostki, które w ten czy inny sposób w pewnym momencie eksplodują – strzelając do kolegów w szkole, dzieci w klasach, przechodniów na ulicach czy postanawiają zrobić sobie pas z stylowe body z ludzkiej skóry… to nawet nie promil ludzkiej populacji…
    Najbardziej przerażająca jest łatwość z jaką człowiek podporządkowuje się "słusznej idei" jak wiele jest w stanie dla niej poświęcić i jak wiele jest w stanie przez nią wytłumaczyć. W przesłuchaniach Eichmana, czy innych nazistowskich zbrodniarzy nic nie budziło takiego niepokoju jak ich pewność, jak ich przekonanie o własnej racji, jak przeświadczenie o tym, że czymkolwiek by się nie zajmowali robili coś słusznego.

    Może dlatego Salo mnie nie przeraża, może dlatego radośnie wcinam popcorn oglądając kolejne hołdy pochwalne dla kolejnych seryjnych morderców, psychopatów i sadystów pokrótce… Może dlatego nie drgnie mi powieka, podczas najpaskudniejszych i najbardziej krwistych scenach gore…

    Bo wiem, że co dzień na świecie dzieją się rzeczy o wiele bardziej złe, makabryczne, paskudne, okrutne i po prostu bezmyślnie sadystyczne… ale przecież "słuszne" bo poparte bogiem, ideą, sprawiedliwością, czy inną kompletnie poronioną rzeczą.

    A tak reasumując wątek "człowieczego zła", nie ma dobra i zła… jest tylko wypadkowa interesów, idei i przekonań. Człowiek nie jest zły, nie jest dobry, człowiek jest tylko chciwy, uwarunkowany do hipokryzji, przekonania o własnej nieomylności i z całych sił chce czuć się "dobrym"… Pytanie tylko co w danej kulturze, chwili, przekonaniu, religii… to "dobro" znaczy.

  • Joe D'Amato to był niesamowity reżyser. W ciągu 27 lat nakręcił prawi 200 filmów. Większość to filmy porno, ale dla mnie najlepsze z jego filmów to horrory. Mają swój niepowtarzalny klimat.