PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Wilk z Wall Street (2013)

The Wolf of Wall Street - Wilk z Wall Street - 2013What a wonderful life
This life I’m livin’

 

Tymi słowami zaczyna się jedna z piosenek Elvisa Presleya, i tymi samymi słowami powinno być podpisane życie Jordana Belforta. „Amerykański sen” słyszeliśmy już w setkach filmów. „Od pucybuta do milionera” to kolejny slogan o rzekomych możliwości wielkiego kraju za oceanem.. No dobra, Jordan nie był ani pucybutem, ani też nie miewał snów o byciu milionerem. On po prostu doskonale się odnalazł w tym świecie ułudy. Ekranizację jego biografii przedstawia nam Martin Scorsese, mistrz narracji i story-tellingu. Jeden z moich ulubionych reżyserów, którego kilka filmów na stałe zajęło miejsce w moim TOP10.
 
Czy Wilk z Wall Street stanie się moim kolejnym ulubionym? Zdecydowanie nie. Czy Wilk z Wall Street to kolejny dobry film Martina Scorsese? Zdecydowanie tak. Napiszę więcej. To zdecydowanie bardzo dobry film. Całe trzy godziny seansu pokazują nam szybką wspinaczkę po drabinie, zabawę na górze i twardy upadek na dół. Przypomina się coś? Owszem, Chłopcy z Ferajny i Kasyno nawiązujące do innych życiorysów, są przedstawione widzowi w bardzo podobnej formie i stylistyce. Razem z Wilkiem… stanowią swoistą trylogię z jednym wspólnym mianownikiem. Jest nim główny bohater, zawsze ambitny, zawsze czerpiący z życia pełnymi garściami i zawsze dochodzący do szczytu, na którym nie jest mu dane doczekać spokojnej starości.

Bohater koniec końców zawsze dostaje obuchem w głowę. Szczęście kryminalisty u Scorsese nigdy nie trwa wiecznie. Amerykański wymiar sprawiedliwości wygrywa po raz kolejny. Można oczywiście powiedzieć, że co się pobawił to jego…

The Wolf of Wall Street - Wilk z Wall Street - 2013
Zaczął skromnie, choć już na początku było widać, że jak gąbka nasiąka klimatem drapieżnego Wall Street. Dlaczego człowiekowi pokroju Belforta udaje się przebić przez szeregi tysięcy „Befortów”? Gdzie każdy odziany w nienaganny garnitur, posiłkując się wiedzą ekonomiczną zdobytą na studiach, walczy z równą zawziętością o swoje? To musi siedzieć głęboko w człowieku. To właśnie zawsze siedziało w Jordanie. Tu nie chodzi wcale o wiedzę, styl, szyk. Tu chodzi o to, że Belfort był zajebistym sprzedawcą. Był pewnym siebie, wciskającym kit ludziom. Na czym można się dzisiaj najbardziej dorobić? Na handlu. Kupujesz, sprzedajesz. Podaż i popyt. Tylko ci obeznani w tajnikach handlu, pewni siebie, dochodzą do największych pieniędzy.

 

Belfort na początku wydawał się skryty i niepewny. Nic bardziej mylnego. To jest ten typ ludzi, który po prostu gra, czekając na dogodny dla siebie moment. Zarabiając na początku grosze (jak na możliwości maklera), obserwował otoczenie. Dopiero spotkanie z „mentorem” Markiem Hanną (Matthew McConaughey) uwolniło w nim po troszę lwa. To Mark pokazał w scenie w restauracji sprzedawcę – świra. Owszem był trochę obląkany, oderwany od rzeczywistości, Jednak w tym co robił był najlepszy. To ten typ, który jako nastolatek, nie wstydzi się przy ludziach poprosić o „świerszczyka” w sklepie.

The Wolf of Wall Street - Wilk z Wall Street - 2013
W zasadzie od tego spotkania, późniejszego krachu na giełdzie i rozpoczęcia kariery od „czystej karty” nic już się w filmie nie zmienia. Mamy szereg imprezowych kadrów z ważnymi lub całkowicie nieistotnymi dla życia Belforta zdarzeniami.

Styl narracji, tak jak napisałem wcześniej, jest nam już doskonale znany. Do dzisiaj pamiętam głos Raya Liotty opowiadający o kolejnych przekrętach u chłopaków z ferajny. Tu jest podobnie. Niechlujna barwa Liotty została zamieniona na czysty tembr Di Caprio. Mafia bawiła się jednak trochę inaczej. Czasem wykwintne restauracje, czasem speluny, zawsze z bronią pod marynarką. W Wilku, jest więcej kobiet, więcej narkotyków, więcej pieniędzy, więcej światła, nie ma broni…  Jednak poranki są zawsze takie same…

Nie ma wątpliwości co do tego, że Belfort bawił się wyśmienicie. Byłbym hipokrytą, gdyby napisał, że niechętnie widziałbym się na jednej z imprez organizowanych przez Belforta. No może nie teraz, jako stateczny mąż i ojciec. Ale kiedyś? 🙂

Wilk z Wall Street dostarczył mi wiele scen, które polubiłem i chętnie je sobie przypomnę. To wciąż będą jednak sceny, które można by z powodzeniem wstawić do serii Kac w Vegas. Owszem, potrafię docenić grę wygiętego po prochach Di Caprio, który próbuje się dostać do samochodu i jedynym sposobem, który mu przychodzi do głowy jest naśladowanie ruchu węża. Był w tym autentyczny i naturalny. Jednak nie mogę się pozbyć natrętnej myśli, że większość momentów „po ścieżce” byłaby do ogarnięcia dla większości aktorów. Co innego już ostatnie sceny. Siedzący nad brzegiem basenu Belfort, żałujący(?) trochę końca swojego lubieżnego życia, pokazał klasę, o której skądinąd nie trzeba mnie zapewniać. Ja zawsze będę go stawiał na aktorskim piedestale. Tak samo jak za sceny w przemowach motywacyjnych. To było COŚ, to właśnie był pazur.

The Wolf of Wall Street - Wilk z Wall Street - 2013
W odróżnieniu od ciągle przytaczanych Chłopców z Ferajny, Wilk oglądało się trochę inaczej, koncentrując się na kolejnych „segmentach” tej opowieści. Tutaj mam mały zarzut, bo większość scen z filmu mogłaby być wymieszana, podana w innej kolejności i smakowałoby to wciąż nieźle. W Chłopakach… , będących dla mnie arcydziełem w swoim gatunku, dostaliśmy opowieść gigantyczną w swojej spójności. Tutaj trochę mi tego brakowało. Nawet agent FBI, który mógł zebrać trochę scenariusz do kupy, nie pomógł. Był tylko przecinkiem, ważnym jak w każdym zdaniu, jednak tylko przecinkiem.

Oceniam go na trochę naciągane 8, właśnie za to, że Scorsese z jednej strony opowiada historię od punktu A do B, pośrodku mieszając mi trochę w głowie natłokiem gagów. Scorsese pozostaje jednak wciąż sobą, tworząc bardzo bogaty świat. Robi to jak zwykle znakomicie. Pokazując jego wyższość nad innymi reżyserami, wystarczy dać za przykład scenę, w której Belfort wchodzi do nowego miejsca pracy. Gdy rzuca jedno krótkie spojrzenie na całe pomieszczenie. To pomieszczenie ŻYJE jak u żadnego innego reżysera nie byłoby w stanie. Z kilku sekund jesteśmy w stanie wyciągnąć kilkanaście rzeczy, niby nieważnych, jednak cieszących oko. Tak wypełnić kadr potrafi tylko reżyser formatu Martina Scorsese.

Oczywiście polecam. Jako nieco wulgarną, szowinistyczną, narkotyczną podróż. Od zapachu pieniędzy, przez przepych i dławienie się banknotami, po upadek i, co ciekawe, niezgorszą teraźniejszość. Bez kawioru, jednak wciąż ze smaczną szynką 🙂

8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 179 min
Gatunek: Biograficzny, Komedia kryminalna
Reżyseria: Martin Scorsese
Scenariusz: Terence Winter
Obsada: Leonardo DiCaprio, Jonah Hill, Margot Robbie, Matthew McConaughey, Kyle Chandler
Zdjęcia:
Rodrigo Prieto
Muzyka: Howard Shore

  • Dla mnie rewelacja. Scorsese kolejny raz udowodnił że jest prawdziwym artystą. DiCaprio i Hill także pokazali na co ich stać. Aż dziwne, że film ten nie dostał oscara.

  • Simply

    … hipokrytą .

  • Dzięki SImply. Zrzucam wszystko na korektę 🙂 Jak przyjdzie do domu dostanie na d.

  • Mój brat strasznie ten film zachwalał, ale ja po przeczytaniu do połowy książki (tak nudna, że nie udało mi się przebrnąć do końca) jakoś nie mogę się zmusić, żeby sięgnąć po film, nawet po przeczytaniu entuzjastycznych recenzji. Może kiedyś, jak wybitnie mi się będzie nudzić;)

  • Film dla mnie świetny, pewnie za sprawą DiCaprio, którego bardzo cenię jako aktora. Przyznam, że się nie spodziewałam takiego kina.

  • Ja się w sumie spodziewałem właśnie takiego kina 🙂 DiCaprio jest świetny, wiadomo, chociaż więcej tu było pajacowania niż grania.

  • Co by nie pisać o "Wilku…" to na pewno nie nudzi. Jako swoisty zbiór scenek-gagów, szybko przenosi nas przez te 3 godziny.

  • moim zdaniem do sukcesu Belforta przyczyniła się jeszcze jedna rzecz – jego brak skrupułów i poczucia winy. ja nie potrafiłabym tak oszukiwać ludzi.

    jeśli chodzi o samo przesłanie – wnioskuję, że odczytałeś je jako opowieść o upadku człowieka. dla mnie kwestia jest trochę bardziej złożona.

    po pierwsze uważam, że Belfort wcale źle nie skończył (SPOILER!) – najpierw luksusowe więzienie, a później jako prowadzący kurs znów wciska naiwnym ludziom kit. z jego biografii wiemy, że później wydaje książkę, za prawo do filmu też pewnie zgarnął kupę kasy. wiadomo, że ma ogromne długi, ale nie sądzę, żeby żyło mu się źle. mój morał był taki – większość z nas to masa nijakich frajerów, którzy postępują według reguł, a takie cwaniaki bez skrupułów zawsze wyjdą na prostą.

    po drugie – ten przesyt imprezami, alkoholem i narkotykami też miał swój cel. pokazywał bowiem nie losy samego Belforta, ale całe jego otoczenie, środowisko maklerów dysponujących niewyobrażalną ilością pieniędzy. odczytuję ten zabieg, jako próbę stworzenia bohatera zbiorowego, a tym samym opisanie szerszego zjawiska – pokazanie, na czym oparta jest współczesna gospodarka i mechanizmy ekonomiczne, które doprowadziły do kryzysu w 2008 roku

    pozdrawiam!

  • Ja też uważam że Belfort nie skończył źle. Tak jak napisałem teraźniejszość dla niego jest niezgorsza 🙂 Te wyjazdy, coaching, książka, no i świat po filmie. Prawdopodobnie żyje jak pączek w maśle. Jeżeli chodzi o nas frajerów. Nie mogę się pozwolić zaliczyć do takich. Siana może nie koszę jak Belfort, ale źle nie jest 🙂 Żona i dzieciaki też niczego sobie :). Jasne, jako zdrowy na umyśle facet, zazdroszczę mu wielu rzeczy w życiorysie. Nigdy nie będę mieć jachtu, a co gorsza helikopteru !!! A on sam? Miał wiele, wiele szczęścia. Już same miksy z dragów które robił mogły mu zatrzymać serducho. No ale jakoś się udało :).

    Bohater zbiorowy? Ciekawe spostrzeżenie.

  • może zabrakło cudzysłowu we fragmencie o frajerach – ja też jestem zadowolona ze swojego życia, jednak patrząc z punktu widzenia elit finansowych i innych tego typu przekręciarzy to zwykły, uczciwie pracujący, żyjący normalnie człowiek, może tak być postrzegany 🙂

  • Zaciekawiła mnie ta dyskusja o kwestiach ekonomiczno-społecznych.

    Troszkę irytuje mnie podnoszona przez wielu kwestia – że z takim rozpasaniem bankowych elit jeszcze nie mieliśmy do czynienia, że Wilk przedstawia paskudny ryj giełdowych oszustów i to jacy są naprawdę, jak wzbogacili się na ostatnim i poprzednim kryzysie…

    Prawda jest taka, że sytuacja powtarza się od zarania dziejów. Zawsze byli lepsi i gorsi, kiedyś wiązało się to z władzą duchowną, królewską, arystokratyczną, potem z władzą polityczną, a od kilku wieków to pieniądze są wyznacznikiem. Ilość "panujących" nie zmienia się znaczenie na przestrzeni lat, zawsze to niewielki ułamek całego społeczeństwa…

    Tak naprawdę Belfort nie należał do tego świata. Nigdy. Nawet w chwili gdy zarabiał milion dolarów tygodniowo… zawsze był tym gorszym w "dobrym" towarzystwie. Ostatecznie jako ten gorszy został skazany i pozbawiony majątku… za "oszustwa".

    Za "oszustwa", które w GE Capital, Lehman Bros. czy Maryl zostały bailout-owane w 08 i 09 roku… by w 2010 roku przyznać każdemu z członków zarządu kilkumiesięczne dochody firmy Belforta…

    Winą Belforta nie było oszukiwanie ludzi, winą Belforta było to, że oszukiwał ich w sposób mało wysublimowany, bez poszanowania dla reguł obowiązujących w "wyższych sferach".

    Kiedy pomyśleć o tym w ten sposób… postać grana przez Di Caprio staje się bardziej tragiczna… co więcej jest to zasugerowane w filmie, w rozmowach z detektywem.

    Żałuje, że nie ma odniesienia do ostatniej sceny w filmie… ujęcia publiczności… i tak oto my biedne, naiwne żuczki, patrzymy na inne biedne naiwne żuczki… no i tylko tyle możemy zrobić, patrzeć i podziwiać jak panuje klasa panów.

    Co do samego Di Caprio – kocham faceta, naprawdę. Jednak niezależni od granej przez siebie roli to zawsze będzie Leo, to nigdy nie będzie postać, którą rzekomo ma grać. Szkoda też, że jego zasiąg emocji ogranicza się do krzyku… że też nie nauczył się niczego od Daniela Day-Lewisa na planie gangów… on dobrze o tym wie, że wściekłość, furie czy nawet szaleństwo można zagrać "szeptem"…

    Szkoda, że tylko 8 😛

  • Chyba chciałbyś trochę z Belforta zrobić bidulkę w stylu DiCaprio z Gatsbiego. Czyli niewykształcony, nieobyty, ukryty za zasłoną utkaną z Franklinów.

    Ja odebrałem Belforta jako stuprocentowego obywatela tego świata. Może na początku był trochę niepewny, jednak szybko nasiąkł klimatem.

    Być może chodzi Tobie o to że różnił się wewnętrzną postawą. Że miał więcej w sobie więcej luzaka niż poruszający się według schematu maklerzy. Tak, wniósł dużo szaleństwa na Wall Street. Drogę ku temu otworzyły mu narkotyki. Różnił się na pewno od Gordona Gekko, który wyszedłby z imprezy Belforta, uznając że to strata czasu. Jeżeli chodzi o to że Belfort nie pasował w tym sensie, to się zgodzę 🙂

    A ocena? No wiesz, zawsze musi być jakaś skala porównania. Jeżeli "Chłopców z Ferajny" oceniam na 10, to "Wilk…" musi dostać 8 🙂 To wciąż bardzo dobry film.

  • Pingback: Stander (2003) - Po napisach | z pasją o filmach()