PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Życzenie Śmierci (1974)

Death Wish - Życzenie Śmierci - 1974

Zmarły w styczniu zeszłego roku reżyser Michael Winner zostawił po sobie ponad 50 filmów. Lepszych i gorszych, w większości mi nieznanych. Do twórców znakomitych powinien jednak bez dwóch zdań zostać zaliczony. To właśnie Death Wish jest jego przepustką. Utrzymany w konwencji revenge movie, film brutalny, mocny, ze świetnym finałem. Obraz z 1974 roku, to, nie boję się użyć tego stwierdzenia, po trosze hero-movie. Poczucie sprawiedliwości jest u postaci granej przez Bronsona inne niż np. u Batmana Tima Burtona. Efekt jest taki sam, przestępczość maleje :).

Michael Winner opowiada w swoim filmie o zemście. Jednak nie zemście wymierzonej w konkretne osoby. Opowiada o zemście na systemie. Jednak w pewnym momencie zemsta przeradza się w misje szerzenia porządku w metropolii zamieszkanej przez „Mściciela”.

Jak narodził się okrzyknięty przez media i społeczeństwo „Mściciel”? Na początku był po prostu Paulem. Architektem z wyższej klasy społecznej. Wakacje z żoną na Hawajach. Córka i porządny zięć. Mieszkanie w apartamencie. Poukładane dzień i noc. Wszystko na swoim miejscu. Jednak jak to mówi później jeden z policjantów:

In the city, that’s the way it is.

 

Śmierć najbliższej osoby wywraca świat Paula do góry nogami. Żona i córka stają się ofiarami bestialskiego napadu. Trzech zwyrodnialców wykorzystując podstęp, wpada do mieszkania i w amoku, urządzają sobie „freak show”. Do akcji wchodzą pięści, kopniaki, krzyk, spray. Są niczym bandyci z Mad Maxa, bez zasad i znaku stopu. Chcą po prostu obrabować ofiarę i dobrze się przy tym zabawić. Scena rozboju jest nakręcona wyjątkowo surowo. Przez tą naturalność jest właśnie tak prawdziwa. Aż chce się podejść do drzwi by upewnić się, że dobrze je zamknęliśmy…

Death Wish - Życzenie Śmierci - 1974
Śmierć żony i stan psychiczny w jaki została wrzucona córka przez owe wydarzenia, całkowicie zmieniają naszego bohatera. Zmiany pokazane w filmie nie są gwałtowne. Pokazana jest fascynacja Paula, dzikim zachodem i wymierzaniem sprawiedliwości w tamtych czasach (wizyta w westernowym miasteczku i aktorska inscenizacja strzelaniny). Widzimy spojrzenie Paula w kierunku słaniającego się kowboja. Delikatny uśmiech, gdy ten wyciąga broń i szybko likwiduje kolejnych oprawców. Przecież on też tak może. Wprawdzie służąc dla kraju w Korei prezentował wtedy zgoła inne podejście do wojny. Był pacyfistą, miał nawet przez to problemy. Reżyser słusznie pokazuje jak drastyczne wydarzenia potrafią zmienić człowieka. Nikt nie zna swoich reakcji, a mówienie „nie, nigdy bym tego nie zrobił”, ma się nijak do sytuacji, w której przyjdzie nam się znaleźć. Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia. Aktualnie, gdy nie ma żony, a córka jest pod stałą opieką specjalistów, czasu ma dużo. Dopiero teraz widzi jak bardzo jego miasto potrzebuje pomocy. Z podarowaną przez przyjaciela bronią spaceruje nocami po mieście. Nie są to jednak spacery głównymi ulicami. Normalnie nie odwiedzał miejsc, które teraz budzą w nim ciekawość. Szuka celu, i znajduje go bardzo szybko. Będąc weteranem i posiadając odpowiednie wyszkolenie uśmierca pierwszą ofiarę. Przychodzi mu to nad wyraz łatwo. Reżyser pokazał, że zbrodnia nie jest jednak obojętna dla jego bohatera. „Odchorowuje” ją jednak w miarę szybko, czując rosnące podniecenie przed następną. I w ten sposób biegnie w dół równią pochyłą. Nie rezygnuje z pracy, z dotychczasowego trybu życia, jest trochę jak mr. Hyde. Z zegarkiem w ręku wyczekuje nastania ciemności i czasu, gdy znowu może być mścicielem. Uwielbiany przez ludzi, jest problemem dla władz miasta, które słusznie boją się naśladowców.

Death Wish - Życzenie Śmierci - 1974
Także moje porównanie co do superbohatera (jednak bez nadprzyrodzonych mocy), wydaje się słuszne. Działa pod osłoną nocy. Ubrany na czarno. Uzbrojony w pistolet typu Colt Police Positive Nickel – .38, wykańcza kolejnych rzezimieszków, a jest ich pełno na ulicach Nowego Jorku. Menty, złodzieje, mordercy, gwałciciele, do wyboru, do koloru. Znamienne są sceny, gdy Paul czuje się w pewnym momencie odpowiedzialny za porządek w mieście, gdy podczas jednego z bankietów wychodzi na altanę i rzuca długie spojrzenie na gęstą, skąpaną w zachodzącym słońcu metropolię. Czuje się jak szeryf, i jako szeryf jest postrzegany i opisywany w gazetach. Tak jak już wspomniałem, nie mści się na konkretnych osobach. Te już dawno przepadły w statystykach. Być może już dawno nie żyją. Tu chodzi o to, by zemścić się na złu, które spowija swoimi mackami drapacze chmur, ciemne ulice, miejskie zakamarki.

Death Wish - Życzenie Śmierci - 1974
Finałowa scena tylko zaostrza apetyt widza i mściciela. Ze złowieszczym uśmiechem na twarzy, Paul celuje z dłoni, która układa się w kształt rewolweru. Wiadomo, że spotkamy go jeszcze nie raz. Niech drżą ci wszyscy, którzy spotkają go na swojej drodze.

Co ciekawe, teraz, gdy odświeżyłem Death Wish, wydał mi się jeszcze lepszy niż wtedy, gdy widziałem go po raz pierwszy. Po parunastu latach od pierwszej projekcji nabrał nowego wymiaru. Postać stała się „pełniejsza”, motywy działania bardziej zrozumiałe. Druga ciekawostka to to, że zupełnie wyleciała mi z głowy muzyka. Przecież to Herbie Hancock, legenda jazzu. W Życzeniu Śmierci jest każdy dźwięk, z którym kojarzymy kompozytora. Jest fortepian, saksofon, keyboard. Wszystko ponure, gęste. Sceny, gdy Paul idzie nowojorskim nadbrzeżem, wystawiając się na „celownik” przestępców są oprawione przez Hancocka dźwiękami dzikiego fortepianu przy akompaniamencie saksofonu. Świetne połączenie potęgujące niespokojną noc.

Death Wish - Życzenie Śmierci - 1974
Sceny pojedynków wyglądają jak te klasyczne, umiejscowione w miasteczkach na dzikim zachodzie. Strzał z biodra, trup. Strzał w uciekającą sylwetkę, trup. Tu rzadko zdarza się ranny. Kula, która trafia, zabija. Taki jest mściciel, i taki jest film. Bezkompromisowo pokazuje jednego z nas, zwykłego obywatela, który podjął wyzwanie i pluje w twarz wszystkim łajdactwom tego świata.

Polecam.

Vigilante, city style — Judge, Jury, and Executioner

9/10 - rewelacyjny

Czas trwania: 93 min
Gatunek: Sensacyjny
Reżyseria: Michael Winner
Scenariusz: Wendell Mayes
Obsada: Charles Bronson, Hope Lange, Jeff Goldblum (jako Freak #1 🙂

Zdjęcia: Arthur J. Ornitz
Muzyka: Herbie Hancock

  • Och, "Życzenie śmierci" byłoby super (nawet jeśli, co tu kryć, nie jestem specjalnie targetem)… gdyby nie natrzaskali później jeszcze tylu części. Z tego się zrobił nieomal Gang Olsena albo Akademia Policyjna. :/ Ciągnęło się i ciągnęło. 🙁

  • wcale nie było ich tak dużo bodajże 5 części i nie pamiętam by była wśród nich jakaś całkiem nieoglądalna swoją drogą bohater wygląda jak starsza wersja punishera z tym że bez znaku i kamizelek kuloodpornych 😉

  • Masz rację. Chyba właśnie do Punishera jest mu najbliżej. Stracił bliskich, mści się na systemie, małomówny, szorstki. Jak nic postać Paula Kersey'a powinna zostać wykupiona z filmu do komiksu 🙂

  • Moim zdaniem pierwsze trzy części (reżyserowane przez Winnera) są niezłe, da się je bez bólu oglądać, ale czwarta i piąta to już słabizna. Bez dwóch zdań jedynka zdecydowanie najlepsza, genialne było w niej właśnie to, że Paul Kersey nie mścił się na konkretnych osobach, bo nie wiedział kto dokonał bestialskiego napadu na jego dom (dlatego Jeff Goldblum nadal żyje :-D).

  • Podobało mi się "Życzenie śmierci", aż się dziwię, że stanąłem na pierwszej części.

  • Jak przez mgłę pamiętam kolejne części. W 2012 roku potwierdzono informację że remake nakręci Joe Carnahan (reżyser od nowej wersji drużyny A).

  • To raczej nie wróży niczego dobrego. Kinowa wersja "Drużyny A" to jeden z najgorszych filmów, jakie ostatnio widziałem. Przeładowane efektami i sucharami widowisko, w którym Liam Neeson i Bradley Cooper zaliczyli najgorszy występ w karierze. A motyw z latającym czołgiem – bez komentarza. Nigdy nie byłem fanem serialu, ale przy takim remake'u wypada znakomicie.

  • "Życzenie śmierci" pomijając porywającą fabułę i genialnie stworzony portret psychologiczny głównego bohatera to również bardzo dobry popis aktorski Charlesa Bronsona. Fajne jest to, że film pomimo upływu czasu nie zestarzał się.

  • Wiesz co … Ja nawet tego czołgu nie pamiętam 🙂 Nawet nie pamiętałem Neesona w tym filmie. To musiała być straszna padaczka

  • Nic a nic się nie zestarzał. Tak jak napisałem i to podtrzymuje, byłem zaskoczony tą brutalną sceną na początku. Mija 40 lat a "Życzenie Śmierci" cały czas daje radę.

  • A jak dla mnie Joe Carnahan rządzi – podobała mi się The A-Team, The Grey to arcydzieło, a NARC i Smokin' Aces są a must-see. Jak zrobi remake z Neesonem w roli Kersey'a, to film prawie na 100% trafi do mojej DVD kolekcji.

    Dobry jest ten motyw z Goldblumem w Death Wish'u, to chyba jego pierwsza rola. Warto jeszcze obczaić The Sentinel – satanistyczny horror Winnera z 1977 r. – tam też Goldblum ma maciupką rolę, i Christopher Walken też zaliczył drugoplanowy występ w którym prawie nic nie mówi. Poza tym w filmie jest świetna scena, w której główna bohaterka dźga nożem swojego zombie-tatę 🙂

  • Grey było dobry. Z A-Team tak jak napisałem nie pamiętam NIC. Zaś wracając do tej trójcy (w tym Goldblum), która robi nalot na mieszkanie, to mi to wygląda na zajebisty spontan na planie filmowym 🙂 "Wpadacie, robicie syf. AKCJA! " :). Dobrze i naturalnie to wyszło.

  • Simpladero

    Tak, ,, Sentinel'' to niezły i momentami równo popaprany flick, z całą plejadą cameos ( jeszcze Ava Gardner i Eli Wallach, z tego co pamiętam ) A w finale mamy prawdziwe pierdolnięcie a la Tod Browning .
    Najlepsza scena robienia gnoju na chacie była w dwójce ,, Death Wisha'' , gdzie paru zjebów gwałci i katuje gosposię Kerseya : !00% sleazy.

  • Simpladero

    No i koniecznie wypada wspomniec o efekcie pierwszego spotkania Winnera z Bronsonem – westernie ,, Chato's Land'' z 72'. Jedna z najlepszych pozycji w gatunku z lat 70-tych, konkretna rozgrzewka przed ,, Death Wishem'' , downward spiral of hate & violence.

  • Ale chyba najlepszą ekipę do robienia syfu to miał Skalski w swoim Mieście Prywatnym. Na czele z Lindą, w długich włosach, z dresem z kreszu 🙂

  • Simpladero

    Z prezencji, to może. Ale to strasznie drętwy film to ,, Miasto Prywatne'' . Zmarnowany temat.

  • "Tak, ,, Sentinel'' to niezły i momentami równo popaprany flick, z całą plejadą cameos ( jeszcze Ava Gardner i Eli Wallach, z tego co pamiętam )"

    Tam jeszcze jest Beverly D'Angelo (żona Clarka Griswolda) jako niema, demoniczna lesbijka, która lubi masturbować się przy innych 🙂

    Jeśli chodzi o imponujące wjazdy na chatę, które przekreślają sielskie życie rodzinne, to w Martyrs był całkiem fajny. Ale potem (reż.) Pascal Laugier robi shyamalanowski zwrot akcji, który kompletnie psuje ten film.

  • Simpladero

    Tak, Bev D'Angelo. Fajna sucz 🙂

    Jak już o Francuzach i gnoju na chacie mowa, to nic nie przebije ,, Inside''.i Beatrice
    Dalle. Królowa !
    A Martyrs jak nie widziałem, tak nie widziałem.

  • Pingback: Ms .45 (1981) - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Ms .45 (1981) - Po napisach | z pasją o filmach()