PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Nebraska (2013)

Nebraska - 2013
Moja poniższa recenzja ukazała się wcześniej na portalu NoirCafe.pl, link tutaj.

Swoim najnowszym filmem Alexander Payne ponownie dał mi wiele radości. To niebywałe z jaką gracją reżyser porusza się po trudnych tematach. Dosłownie potrafi opowiedzieć o pogrzebie w mimo wszystko zabawny sposób. Tak samo jest w przypadku Nebraski (2013). Doskonała historia o przemijaniu, o tęsknocie; ubarwiona humorem, który odpowiada mi coraz częściej. Humorem trochę w allenowskim stylu, sytuacyjnym, a przede wszystkim niewymuszonym. Podejrzewam, że Nebraska nabiera swojej siły i zbiera pozytywne oceny wprost proporcjonalnie do wieku widza. Ponieważ ja należę do tej starszej widowni, siądę obok tych, którzy wystawią filmowi najwyższe noty.



Historia ojca rodziny, który ma już zdecydowanie bliżej niż dalej do końca swojej drogi. Woody Grant, bo o nim mowa, to typ ojca, który zawsze był, ale trochę obok. To typ ojca, którego dorośli już synowie wspominają tylko z knajpianych posiedzeń, albo z posiedzeń domowych z pilotem w ręku. To typ ojca, któremu dzieci się „przydarzyły”, praca „po prostu była”, a wczoraj „nic specjalnego” się nie wydarzyło. Czy aby na pewno? Szary człowiek, którego nikt tak naprawdę nie starał się nigdy zrozumieć. Bruce Dern w roli zwalistego niedźwiedzia poruszający się z prędkością żółwia robi wrażenie. Reżyser potwierdził, że potrafi wykreować bohaterów posiadających nikłe szanse na to, żeby przebudzić się z letargu (tak jak to było w jego About Shmidt). Woody zdecydowanie żyje już we własnym świecie. Można by go posadzić na fotelu przed najlepszą walką Mike’a Tysona lub przed białą ścianą. Reakcja byłaby taka sama.
nebraska2
W przypadku ludzi starszych, tak jak u naszego Woodiego, jedna cecha charakteru daje o sobie wyraźnie znać. Upór. Jako dążenie do celu, oczywiście jest jak najbardziej pozytywną cechą. W tym przypadku jest to co najmniej niewygodna sytuacja, szczególnie dla najbliższych. Co się stało? Otóż Woodiemu wydaje się, że wygrał milion dolarów. Oczywiście musi jeszcze wybrać interesującą prenumeratę czasopism i praktycznie może odbierać gotówkę. Brakuje jeszcze tylko informacji o prezentacji sprzętu AGD…
nebraska2
Staruszek tak mocno wbił sobie do głowy, że został szczęśliwcem, iż tylko ta myśl wydaje się być jego siłą napędową. Jak przyciężki zombie próbuje dojść z kolorowym kuponem w kieszeni do oddalonego o parę stanów punktu. Zazwyczaj kończy się to tak, że w odległości paru przecznic jest zgarniany przez syna. Ten właśnie odbierając kolejny telefon od matki, wsiada w samochód i krąży po okolicy szukając ojca. Bo tak trzeba. Jaki by nie był, jakich nie pozostawił po sobie wspomnień, wciąż jest ojcem. I przywozi gp zmęczonego do domu, już od progu słysząc niekończące się narzekania małżonki Woodiego. Przecież tatę trzeba już oddać do domu starców, tam mu będzie lepiej. Sytuacja trwałaby w nieskończoność, gdyby nie przełom, impuls, punkt zwrotny. Jednak reżyser nie mówi nam: „O, teraz syn starszego pana zrozumiał, że dla ojca podróż z głupim kuponem reklamowym to ostatnia przygoda”. To się po prostu dzieje. I znowu… bo tak trzeba. Gorzka to i wesoła zarazem opowieść. Gorzkie bowiem są odwiedziny w rodzinnych stronach, spotkanie z braćmi, kuzynami. Czy każdy dogorywający człowiek siedzi na fotelu i czeka na swojego anioła lub diabła? W świecie Alexandra Payna tak to wygląda. W gruncie rzeczy to fajna rodzina. Najjaśniejszym punktem jest matka, niby ciągle marudząca, narzekająca, ale tak naprawdę to ona dodaje paliwa rodzinie. Trzyma to wszystko w ryzach. Podróż po milion to wielka podróż po utraconych latach. Wspomnienia, kilka nieznanych historii. Te kilka dni wystarczają, żeby syn dowiedział się o ojcu więcej niż przez kilkanaście lat. I piękny finał, gdy radość i duma przepełnia głównego bohatera. Oczywiście widz to czuje, bo Woody jak zwykle pokazuje wszystkie emocje w swój specyficzny sposób. I jest właśnie piękne to, co udało się reżyserowi przedstawić. Tak wiele emocji, w tak oszczędny sposób. Nie widzimy krzyku, czujemy go raczej. Nie widzimy smutku, ale wiemy jak długo gościł w sercach bohaterów. I w końcu nie widzimy łez, ale niewiele brakuje żeby się pojawiły… u nas również. Parę zdań o stronie technicznej filmu. Phedon Papamichael to stały współpracownik Payna. Kolejny raz w kinematografii potwierdza się, że długoletnia znajomość na linii reżyser-operator może zaowocować tylko wizualnym dziełem. Czarno-biały obraz był strzałem w dziesiątkę. Celowy zabieg pokazujący, że życie nie składa się tylko z bieli i czerni, z dobrych i złych wyborów. Tak jak w filmie, tak samo w życiu, nasza droga biegnie przez niezliczone ilości odcieni tych dwóch barw. Ujęcia w nocy należą do moich ulubionych. Są takie… ciepłe i jasne.

Nebraska w tym roku została nominowana do Oscara w sześciu kategoriach. I o ile w pięciu z nich nagroda się należy, to co do głównej mam inne zdanie. Owszem film jest rewelacyjny, genialny, prosty i trudny zarazem. Jest piękny w swojej formie. Jest jednocześnie tak mi bliski i stał się tak bardzo osobisty, że niespecjalnie chciałbym się nim dzielić z resztą świata, która pozna go po ewentualnej wygranej w kategorii najlepszy film.
9/10 - rewelacyjny
Czas trwania: 115 min

Gatunek: Dramat
Reżyseria: Alexander Payne
Scenariusz: Bob Nelson
Obsada: Bruce Dern, Will Forte, June Squibb, Bob Odenkirk, Stacy Keach

Zdjęcia: Phedon Papamichael
Muzyka: Mark Orton

  • mi również film bardzo się spodobał- szczególnie finał, w którym tak naprawdę Woodi staje się zwycięzcą.

  • Ufff… zaczynałem się powoli martwić, że coś się przydarzyło.

    Co do filmu to… podczas pierwszego seansu miałem wrażenie, że już znam tą historię przynajmniej na jednym poziomie. Z całym szacunkiem dla Payna wydawało mi się, ze całkowicie zerżnął "Inwazję Barbarzyńców".
    Jednak kiedy przypomniałem sobie fantastyczny francusko-kanadyjski lub kanadyjsko-francuski komedio-dramat, zdałem sobie sprawę z zupełnie innego wymiaru zbliżonej historii. Nebraska skupia się na emocjach i relacjach między bohaterami, podczas gdy Inwazja to bardziej political-statement, a raczej ideology-statement.
    Podchodząc po raz drugi do Nebraski… i już po przypomnieniu sobie Inwazji… zupełnie nie potrafiłem z niej czerpać. Inwazja jest po prostu mocniejsza – sytuacja w niej przedstawiona jest bardziej dramatyczna, może przez ten element Nebraska wydaje się delikatnym szkicem, a Inwazja to wielkoformatowy obraz olejny.

    Ciekaw jestem Pana opinii o Inwazji Barbarzyńców. Zaznaczę od razu, żeby nie zastawiać pułapki poglądów, że dla mnie Inwazja jest jednym z ważniejszych filmów w historii kina. Nie ze względy na wartość artystyczną, nie ze względu na sukces kasowy, nie uważam też, że Inwazję przyjemnie się ogląda. Inwazja Barbarzyńców to świetne podsumowanie świata post-modernistycznego, post-ideologicznego, post-politycznego. To cudowna paralela do wymiany pokoleń i pustki ideologicznej w jakiej znaleźliśmy się w świecie po 1990 roku.

    Inwazja podsumowuje też w ironiczny sposób przeniesienie – przeniesienie ideologicznej wojny z rzeczywistości do świata przedstawionego różnego rodzaju fabuł, przede wszystkim filmowych.

    No ale, żeby nie jechać Żiżkiem… na tym zakończę te zachwyty i ideologiczną gadkę, która w gruncie rzeczy nikogo nie obchodzi.

    Zastanawiałem się jakiś czas o czymś co Pan napisał, a dokładniej nad faktem nie obejrzenia Titanica. Mimo wszystko uważam, że to wielki błąd!

    Titanic odgrywa ogromną rolę w kinematografii pojmowanej zarówno jako sztuka, jak i po prostu gałąź gospodarki. Sukces Titanica jest dowodem wielu tez, między innymi jednej z moich ulubionych – "Ludzie nie są tak głupi jak myślimy, oni są jeszcze głupsi" (T. Lis).

    Titanic ma też cudownie ironiczny wyraz kiedy popatrzeć na kontekst jego powstania, na jego sukces oraz historię w nim przedstawioną. Film zrealizowany dla zarobienia setek milionów dolarów, przedstawia historię mezaliansu… i to jak przedstawia! Dokładnie tak samo jak robiły to radzieckie filmy epoki stalinowskie np. Upadek Berlina (Michail Chiareli). Posługując się bezczelnie prostackimi metodami. Po pierwsze sam mezalians; po drugie przedstawienie honorowego, towarzyskiego i przyjemnego świata "biednych" i zimnego, kalkulującego, lękliwego świata "bogatych; po trzecie napiętnowanie bohaterów młody, zdolny, pracowity, uczciwy Leo, a po drugiej stronie zły, agresywny, małostkowy Narzeczony.
    Cała historia jest też żenującym przykładem "hollywoodzkiego socjalizmu" który wyraża się naiwnymi próbami emocjonalnego kierowania widzem… co ja mówię! To nawet nie kierowanie – to wyraźne rozkazy – teraz masz się czuć tak! Teraz masz myśleć to! A teraz możesz popłakać.
    Oliver Stone, Clooney, Cameron, Moore… hollywoodzcy socjaliści.

    Proszę nie zrozumieć mnie źle, nie neguje socjalizmu. Neguje beznadziejne prostactwo, którym posługują się wyżej wymienieni panowie. Prostactwo które nie tylko wydaje się żenującą próbą propagandowej gadki, ale staje się czymś obraźliwym dla każdego przeciętnie inteligentnego człowieka.

    Cholera zapędziłem się….

    No to wszystkie podsumowuje moje emocje związane z Nebraską. Tak. To świetny film. Podobnie jak Spadkobiercy łączy w sobie dwa, wydawało by się sprzeczne elementy – cynizm i pokrzepienie serc. Jednak w tej emocjonalnej historii brak mi podsumowania, jakiegoś elementu oczyszczenia dla widza, który z seansu wychodzi "rozerwany", ale raczej nic poza tym.

    Oczywiście ten zarzut to tylko brak posypki na bardzo smacznym, lukrowanym ciastku.

  • Nie jestem fanem Payna. Choć jego "Spadkobiercom" nie można było odmówić pewnych wartości, to jednak dla mnie było zdecydowanie za mało. Za mało nawet na nominację, przeszedłem obok tych zachwytów nie do końca je rozumiejąc. Podobnie mam w tym roku chociażby z "American Hustle".

    Tymczasem do Nebraski podchodziłem z dystansem, tak naprawdę na tyle mnie nie interesowała, że do niedawna nawet nie wiedzialem jeszcze o czym jest. Być może ten brak zainteresowania sprawił jednak, że obejrzałem ją z neutralnym podejściem. I podobało mi się, bardzo. Co prawda Payne korzysta z podobnych chwytów co w przypadku Spadkobierców, nawet fabuła porusza podobne kwestie – relacje rodzinne i szczególnie ojciec-dziecko, choć Nebraska idzie o krok dalej, rozprawia się z przeszłością, a przy tym jest delikatniejsza, bardziej stonowana, niepozbawiona znakomitego klimatu. Ogląda się to z zaangażowaniem.

  • 1. Nic się nie stało. Pomór w pracy i wyjątkowy czas dla reklamy zaowocował całkowitym brakiem czasu (myślałem że mniej czasu już mieć nie można, a jednak!)
    2. No tak to już jest że filmy dzielę na takie które chcę obejrzeć. Obejrzę bo muszę, bo czekam, bo lubię reżysera, aktora. Kolejka jest długa, w niej między innymi "Inwazja….". I nie biorę pod uwagę zachwytów, i opinii zgoła innych. Obejrzę i już. No i są filmy jak "Titanic", które być może powinienem, chcąc nazywać się kinomanem. Jednak ponieważ jestem uparty jak osioł, lub przynajmniej jak Woody Grant, nie obejrzę. Dla mnie Cameron był interesujący do 1994 roku włącznie. Nikt mnie nie przekona i nie namówi na niektóre tytuły. A im bardziej ktoś do czegokolwiek próbuję, skorupa twardnieje 🙂
    3. Po seansie rozerwany nie byłem. Pokrzepiony jak najbardziej. Oczyszczony i z lepszym porankiem dnia następnego był na pewno syn Woodiego. To jego spojrzenie na prowadzącego półciężarówkę ojca… Warto było się pomęczyć i zobaczyć że starszy człowiek coś jeszcze czuje.

  • Dokładnie "z zaangażowaniem". Payne stworzył taką atmosferę, że miejscami chciało się stanąć obok i pomóc. No przecież gdyby Grant Jr. nie przypieprzył w knajpie Edowi, sam bym wyskoczył zza baru z rykiem "K…A MAĆ!"

  • To jeden z bardziej pokrzepiających finałów ostatnimi czasy w filmach. Niby za dużo się na twarzy seniora rodu nie zmieniło. A jednak. Prowadził tą swoją półciężarówkę, i przejeżdżając przez rodzinne miasteczko rozprawił się z całą przeszłością. Nie ważny już był ten milion. Chodziło właśnie o to by pokazać że nie jest się frajerem, tym bardziej że koniec zbliżał się wielkimi krokami. I właśnie dumnego Woodiego, jadącego w lśniącym trucku zapamięta ulica na której się wychował. Taki obraz zabiorą do grobu. Bo "poza" jest wszystkim.

  • Lubię to 🙂

  • Mnie film zauroczył, ma głębię, której brakowało mi w tegorocznych oscarach. Piękne zdjęcia, genialnie dialogi, świetny finał – nie doczepię się nigdzie 🙂

  • Anonimowy

    Nebraska (2013) Oryginał

    http://efilmy-online.pl/2014/03/09/nebraska-2013-oryginal/

    Zapraszam za darmo bez smsow czy innych oplat