PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Manitou (1978)

Manitou - 1978Swego czasu, gdy miałem lat naście pożerałem Mastertona. Wciągające bez reszty krwawe opowieści z domieszką erotycznych opisów, potrafiły zawładnąć umysłem rozwijającego się nastolatka. Czytałem wszystko co wydawnictwo Amber było wtedy w stanie wydać. Dopiero po czasie, gdy umysł dorósł i zorientował się, że pisarz wyrzuca kolejne powieści jak cięte od sztancy, przestałem się nimi interesować. No cóż, kilka zapamiętałem, w tym jedną z najlepszych Grahama, czyli Manitou. Mastertona zawsze ciągnęło w kierunki indiańskich wierzeń, demonów etc. W Manitou mamy całą pisarską esencję brytyjskiego pisarza. Jest główny bohater, najczęściej w wolnym związku, ale przeważnie sam. Jest jakiś nałóg, najczęściej alkohol. No i jest zło, najczęściej przywołany lub po prostu dobijający się do ziemskich wrót indiański demon, w tym przypadku Miskomakus.

Bramą, którą demon odnalazł tym razem, jest ciało kobiety. Zaczyna się więc ciekawie, bo opowieścią noszącą znamiona body horroru. Otóż na karku Karen (Susan Strasberg) wyrosło (i powiększa się) coś w rodzaju guza, jednak o strukturze daleko bardziej rozwiniętej. I być może przypadek zniknąłby w aktach, narośl przekształciłaby się w pełnoprawny płód, a demon w końcu przeszedłby do świata żywych i objął panowanie nad światem, gdyby nie…

Manitou - 1978
Niestety zawsze musi się znaleźć jakaś bratnia dusza poszkodowanej. W tym przypadku jest to wróż, medium i pupilek starszych dam, które szukają kontaktu ze zmarłymi małżonkami. Harry Eskin (Tony Curtis) jest ponadto zakochany w poszkodowanej, więc nie zamierza odpuścić. I tak przez kolejnych ekspertów, aż po indiańskiego szamana – Johna Śpiewająca Skała (Michael Ansara) dochodzimy do finału, który powinien powalać epickim rozmachem, a kończy się i zaczyna na efektach uzyskiwanych podczas montażu weselnych video z lat 90-tych. No cóż, cały film Manitou i tym bardziej wszystkie sceny wypędzania demona (finał rozgrywa się przed dobre 30 minut) zasługują na porządne CGI. Wszystkie astralne projekcje, przywoływanie pomniejszych demonów, to temat na erę komputerów… Chciałoby się napisać, że to był przecież uroczy zabieg. Jednak to wygląda po prostu kiepsko. Tak kiepsko jak finał Kaczora Howarda

W zasadzie najlepiej wypadają sceny ze Śpiewającą Skałą, ale to i tak niestety te, gdy jeszcze nie walczy z indiańskimi duchami. A później? Siada wszystko. Emocje, napięcie i gra aktorska, która w zasadzie ogranicza się do patrzenia w kierunku Miskomakusa, bądź zdziwionymi oczyma na siebie nawzajem. Przypomnijmy sobie film Poltergeist (1982), albo Egzorcysta (1973). To przykłady, gdzie finałowa walka z mrocznymi siłami wygląda jak próba zatrzymania nadciągającej apokalipsy… No cóż. Manitou to był po prostu świetny materiał…

Manitou - 1978
Na reżyserskim fotelu zasiadł William Girdler, dla którego był to ostatni film w karierze. Karierze przerwanej śmiercią. William zginął w wypadku helikoptera w wieku 30 lat (kilka miesięcy przed premierą Manitou) i nie ukrywam, że spoglądając tylko na filmografię już wydaje się być ciekawym twórcą… Filmy zaczął kręcić w wieku 25 lat i kręcił nieprzerwanie aż do ekranizacji powieści Mastertona. Nakręcił tym samym dziewięć pełnometrażowych filmów (!)

Manitou polecam jako ciekawostkę i jedyny film fabularny nakręcony na podstawie powieści Mastertona. To zaiste zakrawa na zagadkę dlaczego Hollywood tak rzadko sięga po jego prozę.

5/10 - średni

Czas trwania: 104 min
Gatunek: Horror
Reżyseria: William Girdler
Scenariusz: Graham Masterton (powieść), William Girdler, Jon Cedar, Thomas Pope
Obsada: Tony Curtis, Susan Strasberg, Michael Ansara
Zdjęcia: Michel Hugo 

Muzyka: Lalo Schifrin

  • William Girdler faktycznie ma ciekawą filmografię. Z tego co się zorientowałem to najwyżej oceniane są jego filmy blaxploitation: "Sheba Baby" z Pam Grier i "Abby", blaxploiterska przeróbka "Egzorcysty". Niestety pominąłem jego twórczość, gdy ostatnio przerabiałem kino tego nurtu.

  • Mnie ciekawi jego "Grizzly" i slasher "Three on a Meathook" o epizodach z życia Eda Geina. Girdler musiał cały czas myśleć o filmach. Ta katastrofa helikoptera w której zginął to była część jego wyprawy dotyczącej szukania lokacji do kolejnego filmu (chociaż premiera poprzedniego jeszcze się nie odbyła) W ch zapracowany reżyser. Szkoda.

  • Simply

    Girdler, to przede wszystkim autor dwóch bardzo udanych filmów z podgatunku ,animal attack' – ,,Grizzly'' 76' i ,, Day of the Animals'' 77' , obydwa z Christopherem George'em ( niedżwiedzica , która pojawia się w tym drugim , to matka legendarnego Barta – najsłynniejszego ,aktora' pośród miśków ).

  • "Manitou polecam jako ciekawostkę i jedyny film fabularny nakręcony na podstawie powieści Mastertona."

    Trzy jego opowiadania były zaadaptowane w telewizyjnej horror antologii, The Hunger, która miała chyba tak jakby trochę, ale nie do końca, się kojarzyć z filmem z 1983 – pierwszy odcinek był wyreżyserowany przez Tony'ego Scotta, a w drugim sezonie David Bowie pełnił funkcję prowadzącego/strażnika krypty.

    https://youtu.be/11YKbpQTQUs
    https://youtu.be/60QAYrYjVHY

    Opowiadania Mastertona, które zaadaptowali to: The Secret Shih-Tan (w reż. Russella Mulcahy'a, tego od Ricochet i Highlandera), Bridal Suite i Anais.

  • Tak, nawet to widziałem. Nie wspominałem o telewizji ale dziękuje za uzupełnienie. A tak swoją drogą, to może Masterton chce jakieś w ch wielkie pieniądze za prawa do swoich powieści, dlatego nikt nie sięga po nie.

  • Chyba często jest tak, że swoi adaptują swoich – Amerykanie robią filmy z amerykańskich książek, Brytyjczycy z brytyjskich itd. Coś musi już być naprawdę wielkim sukcesem, żeby się Hollywood zainteresowało. No i dużo seksu w jego książkach na pewno nie działa na jego korzyść, zwłaszcza w Hollywood.

  • Simply

    Masterton wcale nie jest taką mega-gwiazdą na rynku horroru , jakby się mogło z naszej perspektywy wydawać. Z nim jest podobnie, jak z Williamem Whartonem – obydwaj odnieśli światowe sukcesy debiutami – Masterton ,, Manitou'' ,a Wharton ,,Ptaśkiem'' – i Hollywood odpalił im na moment zielone światło ( ,, Birdy'' był hitem , to Wharton dochrapał się jeszcze ekranizacji dwóch następnych książek w kolejności )
    W Polsce ich zaczęto wydawać pod koniec 80' i od razu zdobyli oszałamiającą popularność , choć na rynku światowym specjalnie się nie liczyli ; u nas wydano chyba wszystko , co napisali ; jeszcze Jonathana Carrolla można by tu dopisać, który o ile wiem nigdy nie był ekranizowany , na Zachodzie furory nie zrobił ( w ogóle jest słabo znany, nie licząc może ,, Krainy Chichów'') a w Polsce od pierwszej wydanej książki zyskał rangę pisarza kultowego, jak mało który w latach 90'.
    Wracając do ekranizowania angielskich horrorów przez Amerykanów – Robert Clouse zrobił film wg. ,, Szczurów'' Jamesa Herberta . Clive'a Barkera nie liczę , bo po sukcesie ,, Hellraisera'' przeniósł się do USA.

  • Masz rację Simply. Też mi się wydaje, że Masterton był po prostu popularny, bo Amber rzuciło na rynek wszystko co było, a jako, że u nas było w ogóle mało i zaczynał się chyba boom, więc niektórzy czytelnicy (jak ja 🙂 łykali wszystko jak leci. Później to robiło się trochę nudne. Jego kolejne Dżiny, Indiańscy szamani itd było powielaniem schematów. Ale…. miło wspominam ten okres 🙂

  • Simply

    Też mile wspominam , zresztą nie takich orłów u nas masowo wypuszczali… Guy N. Smith to był dopiero mistrz ! Albo Shaun Huston – ,, Renegatów'' do końca życia nie zapomnę , stoją dumnie w biblioteczce. Ale Barker skasował wszystkich .

  • Taak Guy N. Smith i cykl "Kraby" 🙂 Wydaje mi się, że na jakieś tam większe zainteresowanie wpływały fajne, kolorowe i często poruszające wyobraźnie okładki tych horrorów.

  • Simply

    Moja znajoma tłumaczyła którąś część ,, Krabów'' . Nieżle ją wycyckali – dostała dwa , trzy rozdziały do przetłumaczenia na próbę , po czym jej podziękowali. W tym samym czasie paru innych jeleni tłumaczyło ,, na próbę'' kolejne. I tak wydawnictwo miało pięknie zmontowaną całość za damski chuj 😀 Inną typową praktyką było publikowanie 400-stronicowych książek w dwóch tomach, żeby więcej kapuchy wyciągnąć – kilka Mastertonów tak wydano ( ,, Wizerunek Zła'' , z tego, co miałem ) Mój ukochany zbiór opowiadań Clive'a Barkera ,, Księgi Krwi'' wychodził w sześciu tomikach na przestrzeni czterech lat!
    Dziki Zachód 😀