PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Richard Donner

richard-donner-2Urodzony 24 IV, Richard Donner.

Amerykański reżyser, aktor i producent. Urodził się w Nowym Jorku i tam też umieścił akcję większości swoich filmów. Swoją karierę rozpoczął jak większość, od przygody z telewizją. Twórca reklam, później reżyser wielu seriali. Spod jego ręki wyszły odcinki Strefy Mroku, The Rifleman, Wanted: Dead or Alive, Perry Mason, Sam Benedict. Jego kinowy debiut to komedia kryminalna z 1968 roku pt. Salt and Pepper (wciąż przeze mnie poszukiwana).

To była tylko rozgrzewka. Później rok 1970 i Twinky, chwilowy powrót do telewizji, żeby dokończyć zobowiązania i w końcu bomba. Rok 1976 i jego Omen. Po sukcesie opowieści o demonicznym dziecku został przy produkcjach kierowanych na wielki ekran.

Poniżej cała lista obejrzanych filmów, wraz z subiektywnymi ocenami. Zachęcam do komentowania.

   POZA OCENĄ   

Superman 2 (1980)

Superman 2 (1980). Nie dałem oceny z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że pamiętam z tej części naprawdę mało. Drugi powód to taki, że film z 1980 roku nie jest do końca wersją reżysera. Po pokazaniu materiału producentom, zmieniono reżysera i obraz dokończył Richard Lester (skądinąd dobry reżyser). Donner nie został wymieniony w czołówce, choć nakręcił większość materiału. Wersja Donnera została oficjalnie wydana w roku 2006. Być może warto do niej wrócić. Gene Hackman jako Lex Luthor, Terence Stamp jako generał Zod. Oczywiście w pełnej palecie CMYK bez K, wystąpił Christopher Reeve. Choć komiksowe perypetie Supermana darzę ogromną sympatią, to już ten sam bohater na dużym ekranie w stylistyce znanej z kart komiksów po prostu mi nie pasuje. Wolę jego najnowsze wydanie. Choć swój urok z pewnością miał.

   MIEJSCE 16   

Timeline - Linia czasu (2003)

Timeline – Linia czasu (2003). Jestem całkowicie na nie. Już pomijam fakt, że nigdy nie byłem fanem historii o Jankesie na dworze króla Artura. Nigdy nie kupiłem tego pomysłu. Tutaj założenia są podobne. Współcześni archeolodzy przenoszą się do XIV wieku. Paul Walker, Gerard Butler nie mieli nawet co grać. Jedna wielka dziura w scenariuszu. Przewidywalny, słaby, nudny. Porażka na całej linii. 4/10

   MIEJSCE 15   

Assassins - Zabójcy (1995)

Assassins – Zabójcy (1995). Sylvester Stallone jako zabójca weteran. Chce rzucić ten fach i spokojnie cieszyć się emeryturą. Jak w setce filmów z podobnym wątkiem, wiemy, że nie tak łatwo odejść z takiej pracy. Musi wykonać jedną, ostatnią robotę. W ślad za Sylvestrem rusza drugi, młodszy, sprawniejszy, przystojniejszy. Miguel, czyli Antonio Banderas. Pamiętam dobrą scenę w taksówce i świetną muzykę Marka Mancina. Resztę zatarł już czas :). 5/10

   MIEJSCE 14   

Toy - Zabawka (1982)

Toy – Zabawka (1982). Remake francuskiej komedii z 1976 roku z Pierrem Richardem. W wersji Donnera wystapił Richard Pryor, genialny w tej odsłonie. Pryor występuje w roli dziennikarza, który zatrudnia się jako pomoc domowa u magnata prasowego. Do głównych zadań należy opieka nad rozpieszczonym synem milionera. Chwile chaosu okazują się wielką nauką…dla obu. Osobiście wyżej stawiam wersję Donnera (uwielbiam Pryora). 6/10

   MIEJSCE 13   

Superman (1978)

Superman (1978). Ktoś w końcu musiał się za to zabrać. Nie znam kulis produkcji, ale założę się, że reżyserzy bili się o tą historię. Supermana znają wszyscy, więc do kin też pójdą wszyscy :). Producenci już zacierali ręce. Pisałem już to nieraz. Nie jestem fanem mężczyzn w rajstopach. Oceniam go jako niezły, tylko ze względu na dwóch gigantów w tym filmie, Marlona Brando jako Jor-El’a i Gene’a Hackmana jako Lexa Luthora. No i prze-strój Jor-El’a. Czas pokazał, że filmy o superbohaterach sprzed ery cyfrowej nie przetrwały próby czasu. Owszem, ogląda się je z poczuciem nostalgii, lecz z politowaniem patrzy na nałożonych latających aktorów na tle panoramy miasta. 6/10

   MIEJSCE 12   

16 Blocks - 16 przecznic (2006)

16 Blocks – 16 przecznic (2006). To mógł być dobry film. Pomimo że scenariusz zapowiada dynamiczną akcję, a filmie było jednak zbyt wiele przestojów. To najnowszy i podejrzewam, że ostatni film w reżyserskiej karierze Donnera. Nakręcił go w wieku 76 lat, co jest nie lada wyczynem jak na ogarnięcie kina akcji. Kolorytu dodaje Mos Def, ale Willis już wypadł ślamazarnie. Starał się jak mógł, ale w 2006 roku rozpoczął akcję, pt.: „im więcej filmów tym lepiej” i zabieg ów odbił się czkawką, która z małymi wyjątkami trwa do dzisiaj. Szkoda, bo potencjał wyraźnie tkwił w historii. Nowojorski gliniarz ma przetransportować do sądu ważnego świadka. Od celu dzieli ich tytułowe 16 przecznic. To powinien wyreżyserować jakiś dynamiczny Azjata 🙂 Na ulicach powinno lecieć szkło, krew i łuski. Wyszło tylko nieźle. 6/10

   MIEJSCE 11   

Radio Flyer - Marzyciele, czyli potęga wyobrażni (1992)

Radio Flyer – Marzyciele, czyli potęga wyobraźni (1992). Recenzowany w dniu wczorajszym. Obejrzałem go celem uzupełnienia filmografii reżysera. Tak jak pisałem w recenzji, to nie był czas stracony. Powtarzając część notki. 11 letni Mike, 9 letni Bobby, wychowująca ich matka oraz on, zły ojczym. Na pierwszy rzut oka wydaje się to być ckliwa historia, jakich już wiele oglądaliśmy. Nakręcona w 1992 roku przez Richarda Donnera opowieść traktuje przede wszystkim o braterskiej przyjaźni i wielkiej nadziei na lepsze jutro. Niezły film z małym plusem za głos Toma Hanksa. 6/10

   MIEJSCE 10   

Maverick (1994)

Maverick (1994). Donner na dzikim zachodzie, z niezawodnym Melem Gibsonem. Partneruje mu świetna Jodie Foster, która bardzo dobrze odnalazła się w roli karcianego kanciarza. A film? Dziki zachód, poker i dużo zabawy. Gibson, zawadiaka jak zawsze, i cała plejada starych kowbojów. Krążący po blogach fani westernów nie wybaczyliby gdybym któregoś z nich nie wymienił, więc dla bezpieczeństwa nie rzucę żadnym nazwiskiem. A trochę ich tu jest :). Maverick to same pozytywne emocje. Nie szukajmy specjalnego przesłania, tu liczy się czysta rozrywka. 7/10

   MIEJSCE 9   

Conspiracy Theory - Teoria spisku (1997)

Conspiracy Theory – Teoria spisku (1997). I ponownie ulubiony aktor reżysera w roli głównej. Tym razem Gibson gra taksówkarza, Jerrego ze schizofrenią i poważnymi stanami lekowymi. Ma ciągłe wrażenie bycia śledzonym. Widzi ICH wszędzie. Ludzie w garniturach, podejrzane samochody, podsłuchy. Jest owładnięty przekonaniem, że ktoś knuje wielki spisek. W każdej fantazji kryje się jednak ziarnko prawdy. Jerry znalazł się na celowniku tajnych służb. Scenariusz po małych szlifach z powodzeniem mógłby stać się kolejną historią z kart powieści Phillipa K. Dicka. On sam kontra system. Ah, nie mogło zabraknąć tajnej agentki. W tej roli Julia Roberts. Z filmu doskonale pamiętam to szalone spojrzenie Gibsona, świetnie sfotografowany Nowy Jork nocą i klimatyczną muzykę. Do tego dochodziło to uczucie, że nie można zaufać nikomu. Co ciekawe Teoria spisku nie była za często puszczana w tv, stąd moje wrażenie, że nie jest za dobrze u nas znana. A szkoda! :). 7/10

   MIEJSCE 8   

Ladyhawke - Zaklęta w sokola (1985)

Ladyhawke – Zaklęta w sokola (1985). Ah, jakie piękna baśń. Rutger Hauer szedł wtedy jak burza. Wcześniej Blade Runner, Autostopowicz rok później. To był zdecydowanie jego czas. No i co za partnerka. Sama Michelle Pfeiffer. Donner tym razem opowiedział nam świetne love story po trosze w scenerii fantasty. On jako człowiek za dnia, wilk w nocy. Ona lata jako sokół, skąpany w promieniach słońca, zaś przy świetle księżyca prezentuje swoje kobiece wdzięki. Do takiego stanu rzeczy doprowadziła ich klątwa. To właśnie przez nią, tak zabójczo w sobie zakochani, nie mogą się spotkać jako ludzie. Zrzucić klątwę spróbuje im pomóc drobny złodziejaszek Gaston (Matthew Broderick). Wszystko w tym filmie pasowało. No, może przydałby się większy budżet, bo scenariusz zasługiwał na bardziej epickie widowisko. Za kamerą, mistrz obiektywu, Vittorio Storaro. 7/10

   MIEJSCE 7   

Lethal Weapon 3 - Zabójcza broń 3 (1992)
 
Lethal Weapon 3 – Zabójcza broń 3 (1992). Trzecia odsłona filmu o Martinie i Rogerze, dwóch policjantach. Tym razem wskutek totalnego bałaganu, którego są sprawcami w scenach otwierających, zostają zdegradowani. Zaczynają od początku, patrolując ulice. Ponieważ są jak zwykle niesłychanie wścibscy (przynajmniej jeden z nich :), szybko ładują się w kolejna wielką sprawę. Dla mnie najsłabsza część z cyklu. Nie podoba mi się wciśnięty do filmu Joe Pesci (bardziej pasował w drugiej i czwartej, ostatniej części). Pomimo wielkiej sympatii do niego (no wybaczcie, ale to przecież Tommy DeVito), tutaj jako Leo Getz po prostu mi nie pasował. Spełnia rolę tych śmiesznych zwierzątek-dodatków do filmów animowanych. Plus za to, że Martin w końcu poznaje kobietę :). I kolejny plus za to, że tą kobietą jest Rene Russo. Część najsłabsza, jednak wciąż dobra. 7/10

   MIEJSCE 6   

Twinky (1970)

Twinky (1970). Temat dla kina znany, jednak w zaprezentowanej przez Richarda Donnera formie urzeka swoim ciepłem. Ona, 16-letnia tytułowa Twinky, czerpie życie pełnymi garściami, zakochana w głośnej muzyce i w nim, 40-letnim mężczyźnie o imieniu Scott. Czy to jest miłość, czy wciąż jeszcze zauroczenie? W rolach głównych Susan George i Charles Bronson. Świetny film. Naiwni ludzie w zderzeniu z prozążycia. Wszystko przyozdobione komediową nutką. Recenzja tutaj 7/10

   MIEJSCE 5   

Lethal Weapon 4 - Zabójcza broń 4 (1998)

Lethal Weapon 4 – Zabójcza broń 4 (1998). Ostatnia część serii. Tym razem Martin i Roger kontra azjatyccy handlarze żywym towarem. Jako dodatek ponownie Joe Pesci i Rene Russo. No i mała bomba na zakończenie serii. Świetny Jet Li ze świetną scenę w mieszkaniu na schodach. Doskonały w swoich ultra szybkich ruchach. On nie potrzebuje mocy od scenarzystów z Marvela, on jest mocą. Zdjęcia Andrzeja Bartkowiaka, muzyka Erica Claptona, cóż więcej chcieć? Siadać i oglądać. 8/10

   MIEJSCE 4   

Goonies (1985)

Goonies (1985). Klasyka i kult. To mógłby reżyserować Spielberg. Steven wziął się w tym przypadku za produkcję, scenariusz wysmażył Chris Columbus i wyszła genialna opowieść o dziecięcej przygodzie, przyjaźni i… piratach. Corey Feldman i Sean Astin to były gwiazdy środka lat 80-tych. Razem z resztą świetnie dobranej dziecięcej obsady, zarażają optymizmem i humorem. Bardzo dobre kino i z pełną odpowiedzialnością napiszę, ponadczasowe. Każdy chciał stanąć u ich boku. Biegać w tunelach, mieć gadgety jak Data, znaleźć skarb piratów. Kocham ten film. 9/10

   MIEJSCE 3   

Omen (1976)

Omen (1976). Posępne, tajemnicze kino. Horror z dzieckiem w roli głównej. Gregory Peck w roli ambasadora Roberta Thorna. Żona Roberta, Katherine rodzi martwe dziecko. Namówiony przez księdza ambasador adoptuje urodzonego w tym samym szpitalu, tej samej nocy chłopca. Zamknięty w ciele dziecka szatan, planuje przewrót na ziemi. Pierwsze lata mijają spokojnie, z czasem dochodzi do kolejnych, tajemniczych wypadków. Genialny przewodni motyw muzyczny autorstwa Jerrego Goldmistha – Ave Satani, robi po dziś dzień wrażenie. Oglądałem go lata temu, a pamiętam doskonale. Egzorcysta, Dziecko Rosmery, Omen, wielka trójca. 9/10

   MIEJSCE 2   

Lethal Weapon 2 - Zabójcza broń 2 (1989)

Lethal Weapon 2 – Zabójcza broń 2 (1989). Po TAKIM sukcesie w 1987 roku, odliczanie do kolejnej nastąpiło tuż po premierze pierwszej części. Martin i Roger mają pilnować księgowego mafii. W tej roli Joe Pesci. W drugiej części nie był na szczęście taką rubaszną maskotką jak w następnej. Jak zawsze nieobliczalny Martin i bardziej stonowany Roger. Pesci, czyli filmowy Leo Getz sprzedaje informację o zakrojonym na szeroką skalę procederze handlu narkotykami z placówką dyplomatyczną w tle. Trop prowadzi do ambasady RPA. A tam? Piękna Patsy Kensit i dyplomata Arjen Rudd, będący w kręgu głównych podejrzanych. Wydaje mu się, że chroniący go immunitet jest doskonałym zabezpieczeniem dla interesów. Chyba jeszcze nie poznał Martina Riggsa :). 9/10

   MIEJSCE 1   

Lethal Weapon - Zabójcza broń (1987)

Lethal Weapon – Zabójcza broń (1987). Film doskonały. Kinematografia widziała setki twardych policjantów, kolejne tyle szalonych. Jednak miks obu zdarza się bardzo rzadko. I to w takim wydaniu. Uwielbiam ten film. Widziałem go wiele razy. Pojedyncze sceny kilkanaście, np.: moment spotkania Martina i Rogera na komisariacie „On ma broń !” :); finał, gdy Mel Gibson biegnie boso przez całe miasto goniąc jak wściekły pies Garego Buseya; scena negocjacji z samobójcą w wykonaniu Gibsona i późniejsza rozmowa w kawiarence. Prze-sceny. Kino potrzebowało takiego policjanta. A Danny Glover? Jest doskonały, gdy próbuje niczym relanium uspokoić swojego partnera. Jest jak kaftan bezpieczeństwa dla nieco odchylonego od normy Martina. Uwielbiam ten film. Wiem, powtarzam się :). 10/10

 
Do wciąż nieobejrzanych zaliczam te wypisane poniżej. Mam nadzieję, że wpadnie mi w ręce Inside Moves. Fajny scenariusz i John Savage w roli głównej. Może być ciekawie.

Salt and Pepper – Sól i Pieprz (1968), Inside Moves (1980), Scrooged – Wigilijny show (1988)

Richard Donner - nie obejrzane
Jak widać na całej powyższej liście Richard Donner jest twórcą wszechstronnym. Nie boi się różnych gatunków. Ba! Szuka i bawi się kinem odnajdując się doskonale w każdej opowieści. Bo tak naprawdę, Donner przede wszystkim doskonale opowiada. I czy to jest film o nastolatkach, demonicznym dziecku, twardym gliniarzu czy superbohaterze, zawsze dostajemy zajebistą rozrywkę. I choć jego ostatnie filmy odbiegają poziomem od reszty (o potknięciu z 2003 roku staram się zapomnieć), to wciąż mam nadzieję, że Donner pokaże kolejny kawał solidnego kina. Chociaż… już nie musi. Wielu chciałaby mieć choć procent tak dobrych tytułów. Czy lista układa Wam się podobnie? 🙂
  • Nieźle napisane 🙂 No "Omen" to klasyka, tak samo "Superman" – warto wspomnieć, że jego firma producencka brała udział w produkcji (masło maślane) serii filmów X-Men. Ale widać, że szuka i zazwyczaj znajduje. Mam tylko zupełnie inne zdanie o "The Goonies" niż większość ludzi. Nie jarałem się tym filmem jak byłem dzieckiem, bo nigdy nie trafiła do mnie kopia na kasecie. Ale obejrzałem jakiś czas temu i nie wiem jak ten film może się bronić, skoro te dzieciaki cały czas drą ryjki i non stop są narażone na śmiertelne niebezpieczeństwo. Przesadzony o wiele bardziej niż "Indiana Jones" Spielberga, więc może lepiej, gdyby to on zrobił "Goonies;ów"? Hehe 🙂

  • Nie drą ryjków !!! 🙂 Krzyczą z emocji, przerażenia ! 🙂 Możliwe że tak oceniasz bo nie widziałeś właśnie tego na VHS. Ale spokojnie 🙂 Znam parę osób którym się nie podobał i uważają całość za rzecz co najmniej infantylną. Dla mnie wciąż 9/10.

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Świetny wpis. Donnera cenię, przede wszystkim za serie Zabójczej Broni, lubię cała serię. Pierwszą część postawiłbym na pierwszym miejscu. Pozostałe trzy na drugim 🙂 Co do Supermana, mam ogromny sentyment od pierwszej części. Reeve, jakby stworzony do tej jednej roli. Rozmarzyłem się, jakby grał w Man of Steel. Omen – nie oglądam współczesnych horrorów, bo nie potrafią straszyć, a ten film pomimo sędziwego wieku ma swoją moc i klimat grozy.

  • Ja bym na pierwszym miejscu postawił jednak drugą część "Zabójczej broni", moim zdaniem minimalnie przewyższa jedynkę. Zawiera więcej świetnych tekstów, więcej genialnych scen, a na dokładkę rewelacyjna rola Joe Pesciego. No i czarny charakter jest bardziej wyrazisty niż w pierwowzorze.
    Następnie, "Omen" – zrobił na mnie ogromne wrażenie, bardzo lubię także "Zaklętą w sokoła", w kategorii 'baśń filmowa' nie ma sobie równych. U mnie w czołówce znalazłby się również "Maverick", bardzo sympatyczne kino pełne zaskakujących momentów.
    "16 przecznic" i "Superman" – do jednokrotnego obejrzenia, "Linia czasu" – porażka totalna, z tym się zgadzam. Podzielam opinię odnośnie "Zabójców" – zdecydowanie przeciętniak.
    Nie zgadzam się co do "Goonies" i "Teorii spisku" – ja się na tych filmach nudziłem.
    Do nadrobienia – przede wszystkim "Twinky".
    PS. Kinowym debiutem Donnera jest dramat lotniczy "X-15" (1961) z Charlesem Bronsonem. Nie widziałem, domyślam się że pewnie niezbyt udany, skoro przez kolejne lata szlifował warsztat w telewizji, a kolejny film zrobił dopiero po siedmiu latach.

  • X-15 rzeczywiście mi umknął jako nieobejrzany (zagubił się wśród jego wielu telewizyjnych produkcji).

    Ciekawa sprawa z "Goonies". Do czasu publikacji postu sądziłem że wszyscy (w tym i ja) uwielbiają ten film 🙂

    Twinky musisz obejrzeć 🙂

  • Oni się wydzierają od samego początku filmu 🙂 Miałem ochotę udusić "grubaska" 🙂

  • @Mariusz
    Donner reżyserował seriale telewizyjne w tym samym czasie, w którym kręcił filmy – tak było do czasu Omena. To normalna praktyka wśród reżyserów rzemieślników, tak samo było z Friedkinem, Frankenheimerem, Spielbergiem, a nawet taki auteur jak Cronenberg miał swoje telewizyjne epizody. To że kręcili telewizje w tym samym czasie kiedy robili swoje wczesne filmy nie znaczy, że te wczesne filmy są złe. Po prostu tak zarabiali na życie i uczyli się fachu. To dzięki takiej szkole mieli długie kariery i bogate i różnorodne filmografie: Donner dobijając sześćdziesiątki nakręcił Zabójcze bronie, Frankenheimer, przy siedemdziesiątce, Ronina, a Friedkin, mając 75 lat, Killer Joe. Teraz jest tak, że pojawia się znikąd jakiś modnie ubrany gówniarz, robi debiut, wszyscy się zachwycają, a potem kręci trzy flopy i tyle o nim słyszymy.

    Co do listy…

    Ja bym Supermana 2 liczył – jest lepszy od jedynki.

    Lethal Weapon 3 > Lethal Weapon 4 – i to zdecydowanie, pomimo udziału Jeta.

    Goonies są spoko – nie słuchaj hejterów 🙂

  • Donner ostatnio skupia się głównie na produkcji filmów o X-Menach (wspierany przez żonę) i wygląda na to, że już przeszedł na emeryturę. Tak, to wszechstronny reżyser, kojarzony głównie z kinem akcji (seria Zabójcza broń do destylat wszystkiego co najlepsze z lat 80.) Też mi się strasznie podobały Goonies, Wigilijny show też był w porządku, tak jak Zaklęta w sokoła i Teoria spisku. Chętnie obejrzałbym więcej filmów od tego człowieka.

    • Dzięki za komentarz Radek. Tak w ogóle to powinienem „doobejrzeć” te wszystkie nieobejrzane brakujące filmy w zestawieniach reżyserów.