PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Quentin Tarantino

Quentin TarantinoUrodzony 27 III, Quentin Tarantino

Cokolwiek bym napisał tytułem wstępu o Tarantino, to będzie za mało. Człowiek, który wymyślił kino na nowo. Człowiek, o którym napisano niejedną pracę na studiach filmowych. Po jego wejściu na filmową ścieżkę kino zadrżało w fundamentach. Quentin wstrząsnął świadomością widzów i ułożył ją na nowo. Większość ludzi z branży filmowej zazdrościło i próbowało kopiować styl. Teraz się nawet zwykło mówić „trochę jak u Tarantino”.

Pracownik video wypożyczalni, który dzięki swojej pracy chłonął filmy jak gąbka wodę. Tam też kształtował swój gust i pracował nad scenariuszami. Wirtuoz kina i jeden z moich ulubionych (a może ulubiony?) reżyserów. Oprócz oryginalnych, dopracowanych scenariuszy, stworzył na nowo pojęcie dialogu i jego znaczenia w kinie. Rozmowy, które prowadzą bohaterowie jego filmów są zawsze interesujące, intrygujące, czasem pełne napięcia, najczęściej ironiczne. Właśnie te dialogi są jego znakiem rozpoznawczym. Są doskonałe, a słuchanie ich można porównać do oglądania kina akcji. Niejedna wymiana zdań u Tarantino jest niczym seria z karabinu maszynowego w kinie wojennym.

Układając listę miałem nie lada problem. Widziałem wszystkie i wszystkie sobie cenię (no, może Jackie Brown zbyt szybko wyleciał z pamięci, stąd taka różnica w ocenie w stosunku do innych). Ale reszta? Każdy inny, każdy świetny. Być może za tydzień lista ułożyłaby się inaczej. Czasem przecież wolę Django, czasem Wściekłe Psy, w zależności od nastroju. Dzisiaj cała subiektywna lista, wraz z ocenami układa się następująco:

   MIEJSCE 9   

Jackie Brown (1997)

Jackie Brown (1997). Jedną z rzeczy, które uwielbiam u reżysera jest to, że wyciąga niektórych aktorów niczym perły z lamusa. Tak jakby czuł się w obowiązku obsadzać bohaterów z półek z kasetami VHS. Przecież pracował z nimi już wtedy. Oglądał i polecał. W Jackie Brown do życia wskrzesił aktorkę Pam Grier. Gwiazda z lat 70′ i 80′. Bohaterka tzw. „blaxploitation films”. U Tarantino Pam Grier wciela się w tytułową Jackie Brown, stewardessę, która przemyca gotówkę z Meksyku do Los Angeles. Po wpadce i zatrzymaniu przez agentów federalnych podejmuje współpracę na dwa fronty. Oprócz Grier cieszyli oczy: Samuel L. Jackson, Robert Forster, Bridget Fonda, Michael Keaton, Robert De Niro, Michael Bowen, Chris Tucker. Obraz z 1997 roku to zdecydowanie „najspokojniejszy” z dotychczasowej filmografii. Nie ma ostrych cięć, wykręconych postaci i szybkiego oddechu na plecach. Może dlatego, że jest „normalny”, najsłabiej utkwił mi w pamięci? 6/10

   MIEJSCE 8   Grindhouse: Death Proof (2007)
Grindhouse: Death Proof (2007). Mike kaskader, czyli Kurt Russel w roli mrocznego psychopaty, który na celownik bierze młode dziewczyny. Proponując przejażdżkę swoim podrasowanym autem, pędzi w kierunku piekła. Tylko on wychodzi cało z objęć śmierci, rozkoszując się agonią pasażera. Krwawa łaźnia, którą szykuje od lat, zostaje przerwana. I tak Mike zamienia się z łowcy w zwierzynę, a piękne dziewczyny z delikatnych łań we wściekłe wilki. Dobre, ostre jak brzytwa kino z kur..sko mocnym finałem. 6/10

   MIEJSCE 6 i 7 ex æquo   

Kill Bill (2003)
Kill Bill 2 (2004)

Kill Bill (2003), Kill Bill 2 (2004). W roli głównej Uma Thurman, która jako muza Tarantino została obsadzona w tym epickim filmie o zemście. Książkowy przykład tzw. „revenge movie”. Thurman jako Beatrix Kiddo, która na wojennej ścieżce szuka odkupienia za grzechy. Dla Beatrix liczy się tylko zemsta, a jej celem jest Bill aka Zaklinacz Węży (David Carradine). Kill Bill to zabawa w wielogatunkowość, to wielki hołd dla kina samurajskiego, dla Bruce’a Lee i jego Gry Śmierci, dla kina klasy B i kina w ogóle. Film jest krwawy, drastyczny i widowiskowy, jest wszystkim co Tarantino zawsze pragnął nakręcić… no, i niezapomniany pussy wagon. Obie części Kill Billa stawiam na równi. Są jedną opowieścią i wspaniałą zabawą w kino. 8/10
   MIEJSCE 5   

The Hateful Eight– Nienawistna Ósemka (2015). Perfekcyjnie zrealizowany western z dużą dozą kryminalnej zagrywki. Poznajemy łowców głów: Marquisa Warrena (Samuel L. Jackson) i Johna “Szubienicę” Rutha (Kurt Russel). Pierwszy wiezie zwłoki do miasta i w myśl zasady “żywy lub martwy” wychodzi ze słusznego założenia, że z martwymi jest mniej problemów. Drugi ciągnie Daisy Domergue (Jennifer Jason Leigh) na szubienicę. Ksywka przecież do czegoś zobowiązuje. Po drodze zabierają jeszcze rzekomego szeryfa in spe, który ma objąć urząd w miasteczku, do którego wszyscy zmierzają. Po drodze zatrzymują się w pewnej pasmanterii.  Krwawy dramat, western i kryminał w jednym. Recenzja tutaj8/10
   MIEJSCE 4   

Inglourious Basterds - Bękarty wojny (2009)

Inglourious Basterds – Bękarty wojny (2009). Scenę otwierającą Bękartów ogląda się jak akcję z rosyjską ruletką w Łowcy Jeleni. Osobiście byłem tak spięty i tak przejęty, że od tamtego czasu żaden film nie zaoferował mi lepszego dialogu rozgrywającego się między „katem”, a „ofiarą”. Christopher Waltz otrzymał za ta rolę Oscara. Przygodę z filmem rozpoczął już w 1979 roku, lecz musiał czekać 30 lat żeby dostać rolę, która wyniesie go ponad przeciętną. A film? Opowiada o „Bękartach”, grupie amerykańskich żołnierzy, przerzuconej za linię wroga. Ich cel jest jeden. Zastraszać, mordować i skalpować nazistów. Jak zwykle u reżysera cała plejada aktorów, najwyższego formatu. 8/10

   MIEJSCE 3   

Django (2012)

Django (2012). I znowu hołd ze strony reżysera. Tym razem spaghetti western pełną gębą. Kolejny Oscar dla Christophera Waltza i wielki sukces całego filmu. Ludzie znowu chcą oglądać westerny!  Sam film jest nawiązaniem do Django w reżyserii Sergia Corbucciego z 1966 roku. Bohaterem jest czarnoskóry niewolnik (Jamie Foxx) wyzwolony przez niemieckiego stomatologa(!) :). Razem przemierzają Stany Zjednoczony by odnaleźć żonę Django. U celu podróży znajduje się farma z jej zarządcą Calvinem Candie (Leonardo Di Caprio). Jak zwykle u Tarantino występuje niezwykła dbałość o wszelkie detale, w tym oczywiście o dialogi. Te najbardziej soczyste mają miejsce między Waltzem, a Di Caprio. Nie zapomnijmy o fantastycznym Samuelu L. Jacksonie. No, i wieeelki rogal na twarzy po ujrzeniu Dona Johnsona. Tak jak wspomniałem na początku. Właśnie za to między innymi uwielbiam Tarantino. On kocha aktorów, szczególnie tych zapomnianych i niedocenianych. 9/10

   MIEJSCE 2   

Pulp Fiction (1994)

Pulp Fiction (1994). Pierwsze co się kojarzy z Tarantino to Pulp Fiction. Trochę kino noir, trochę czarna komedia. Film o gangsterach, miłościach, żądzach. Wszystko przy świetnej muzyce, z genialnymi zdjęciami Andrzeja Sekuły. Pulp Fiction się cytuje, kopiuje, nawiązuje do niego. Jest kamieniem milowym w kinie, choć dla niektórych dziełem niestrawnym. Ta wymykająca się z chronologicznych ram opowieść o typkach spod ciemnej gwiazdy, narkotykach i tajemniczej walizce była arcyważnym filmem dla wielu w branży. Najważniejszym jednak chyba dla Travolty. Aktor, który lata świetności miał już dawno za sobą, u Tarantino powstał niczym feniks z popiołów. I znowu tańczył! 10/10

   MIEJSCE 1   

Reservoir Dogs - Wściekłe psy (1992)

Reservoir Dogs – Wściekłe psy (1992). O ile Pulp Fiction był bombą, to Wściekłe Psy były zapalnikiem. Były spadającą zapałką na rozlaną benzynę. Były wycelowaną bronią w głowę. Były młotkiem, który z impetem leciał w gwóźdź. Dlatego dla mnie właśnie był to film ważniejszy i lepszy od innych. Tutaj reżyser pokazał „akcję” bez „akcji”. Historia napadu, którego nigdy nie zobaczyliśmy. Historia policyjnej wtyczki, domniemań, braku zaufania, drastycznej przemocy. Kino jest dla mnie tym lepsze, im więcej musimy się z niego domyślać. Tutaj wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. 10/10

Nie mam nic do dodania :). Zgrzeszyłem pisząc w paru zdaniach o każdym tytule. Każdy przecież wymaga minimum 500 słów. Jego filmy są wielowarstwowe, a poszczególne wątki nadają się na rozwinięcie do osobnych opowieści. Na filmy Tarantino się czeka. Oprócz tego, że reżyser ma wielkie szczęście do producentów, aktorów, ma talent. Jeden z największych. Oby kręcił jak najdłużej. Jestem ciekawy czy komuś lista układa się podobnie.

  • W moim prywatnym rankingu Grindhouse jest wyżej niż Kill Bill 🙂 Uwielbiam ten chory klimat. I narobiłeś mi ochoty na ponowne obejrzenie Wściekłych Psów – wstydź się :/

  • W planach na weekend mam podobny ranking dotyczący QT, różni się nieco od Twojego 😛
    a "Cztery pokoje"?:)

  • Tarantino był tam autorem jednego segmentu. Przypadło mu niespełna 20 minut fabuły. Oczywiście świetnej, ale to tylko nowela.

  • Simpladero

    Co do pierwszego miejsca – piona ! Film, który mogę oglądac codziennie. In Mr. Blond We Trust.
    Drugie u mnie podobnie. Wielki i niezapomniany jest wątek Willisa, ale cała sekwencja z Travoltą i Umą , to już czysty geniusz.
    3 – ,, Jackie Brown''. Gośc mnie zaskoczył kompletnie . Takiej subtelności się po nim nie spodziewałem – relacja Forster-Pam Grier wygrana na samych półtonach i wyciszeniach, tu żadne ,,i'' nie straszy kropką.
    4 – ,,Bękarty'' – strasznie długo pisał ten scenariusz, ale to się okazało prawdziwym comebackiem do wielkiej formy. Masa patentów, oryginalnie skonstruowana całośc.
    5 – ,, Kill Bill 2 '' – zajebiście i zaskakująco zmajstrowana story, twisty jak trza i najlepsza walka w całym KB,
    6 – ,, Death Proof'' – szlachetna prostota tego filmu jest nie do odparcia
    7 – ,, Kill Bill 1 '' – My Name is Buck I'm Here To Fuck :D:D
    8 – ,, Django '' – jest OK, ale liczyłem na więcej

  • Wiem, ze tylko segmentu 😉 Mnie osobiście film nie porwal, ale epizod QT całkiem dobry 😉

  • Taaaak, "Wściekłe psy"… "Stuck in the middle with you". Scena geniusz. Też miałam pisać o Tarantino, stanęło jednak na muzyce filmowej:). "Kill Billa" uwielbiam, jak dorosnę, chcę być Umą T. A "Bękarty…" oglądałam z 4 razy. Gorlami!!!!! ;)))))

  • Nieeeeeeeeeeeee. (W tym momencie wchodzi James Earl Jones – No na końcu Revange of the Shit)

    Własnie tego się obawiałem… nie czepiam się kolejności i krótkich notek do żadnego z powyższych filmów z jednym wyjątkiem. – Jackie Brown!

    Kiedy dobrze się zastanowić i przypatrzeć filmom QT wszystkie można określić słowem – fajne. Choć bardziej tutaj pasuje FUN. Wszystko co robi QT is for FUN, so his movies are FUN. Wszystkie też nawiązują do określonego rodzaju tanich filmów klasy B z okresu lat 60-80. Blacksploitation, road movie, kung-fu movie, war-drama, czy też to czym zasłynął najbardziej – kino gangsterskie. Wszystkie zrobione są rzemieślniczo, wszystkie mają na celu zaspokoić oczekiwania.

    Jednak w tym zestawie jest jeden wyjątek!

    To właśnie Jackie Brown, najbardziej dojrzały i w mojej ocenie najlepszy film QT w dziejach. Nie ma tu wielu śmiertelnie ostrych dialogów, nie ma przesadnego dramatyzmu, przemoc ograniczona jest do kompletnego minimum, postacie wydają się bardziej prawdziwe, nie są w żadnym stopniu wyolbrzymione.

    Akacja rozwija się powoli. Każdy element jest odpowiednio podbudowywany. Tempo nigdy nie zostaje zaburzone, proporcje są zachowane…. pierwszy (nieco przedłużony) akt pozwala nam wniknąć w sytuację, drugi wprowadza podstęp, trzeci rozwiązanie wszystkich wątków.
    Dialogi mają niewiele chwytliwych one-linerów, nie są ostre. Mają w w sobie jakieś poczucie realności. Kocham scenę w której Jackie, a w zasadzie Pam Grier mówi o sobie, o swoim "tłustym dupsku" o szansach i możliwościach.
    Postacie – nie ma tu żadnych archetypów, wydaje się, że mamy do czynienia z normalnymi ludźmi. A z kim tak naprawdę? Z drobnym oszustem-gangsterem, starszą panią, starszym panem i garścią świetnych pobocznych ról.
    Przemoc – to chyba element, którego brak jest najbardziej odczuwalny, choć bardziej podświadomie. W filmie przemoc jest w zasadzie nieobecna. Dochodzi do dokładnie trzech-czterech krótkich jej wybuchów, wszystkie są jednak stonowane i potraktowane z wielkim smakiem…
    Muzyka – jak zwykle nie zawodzi. Jest w niej nawet coś więcej to już nie mash-up świetnie łączonych stylów, to genialnie dopasowana muzyka pokolenia, która nie tylko wprowadza określony nastrój, ale pozwala pohamować emocje i rozpłynąć się w wolnej narracji.

    To wszystko i wiele więcej pozwala powiedzieć o Jackie Brown is not FUN, Jackie Brown is just a GOOD movie.

    Jackie uwielbiam jeszcze przez to, że ludzie nie dostrzegają QT w tej produkcji. Podobają mi się reakcję osób, które przed seansem gotowe są na kolejne Pulp Fiction albo Kill Billa… a potem mają ten zmieszany, skonsternowany wyraz twarzy… nie dostali tego czego oczekiwali, ale nie są w stanie psioczyć bo widzieli bardzo dobry film. Jackie Brown to film który bardzo chce się nienawidzić, ale przez jego wartość, która broni się sama, nie można tego zrobić.

    Warto jeszcze wspomnieć o dwóch scenariuszach QT: Od zmierzchu do świtu i Prawdziwy Romans.

  • Jeszcze żeby wszystko było jasne – nie psiocze na pozostałe filmy, Jackie nie przesłania mi ich wartości.

    QT to po prostu fantastyczna wyżerka w dobrej restauracji… a Jackie to doskonały deser z truflami.

  • Może powinienem obejrzeć wszystkie przed wystawieniem ocen? niemożliwe 🙂 Według mnie za scenariusz Jackie Brown mógł się zabrać jeden z Hollywoodzkich rzemieślników, i też by wyszło nieźle. Dobrze skręcona, opowieść. Zaczynająca się w punkcie A, mająca przystanek w punkcie B i finał w C. Wszystko dopasowane, jak od najlepszego krawca. Po prostu. Choć to wciąż niezły film 🙂

    Prawdziwy Romans wg. scenariusza Tarantino jest w moim TOP20 amerykańskiej kinematografii

    Jak już tak wspominamy, to wspomnijmy scenariusz do urodzonych Morderców, też w moim TOP20.

  • No właśnie 🙂 Zawsze się opowiada co zamawiałeś z dania głównego 🙂 Deser po prostu był 🙂

  • Na pierwszym miejscu postawiłbym raczej "Pulp Fiction". Widziałem go wielokrotnie, co mówi samo za siebie. Na drugim miejscu "Bękarty", bo po obejrzeniu "Kill Billa" i "Death Proof" wydawało mi się że QT zaczyna tracić formę, więc niczego szczególnego po "Bękartach" się nie spodziewałem, a tu proszę – genialny film z masą świetnych pomysłów. Miejsce trzecie dla "Django". Wiele oczekiwałem, ale film spełnił te oczekiwania.
    Tuż za podium: "Jackie Brown", dawno sobie tego nie przypominałem, ale pamiętam że pozytywnie zaskoczył.
    "Wściekłe psy" znajdują się u mnie dopiero na piątym miejscu, moim zdaniem jest to film zaledwie dobry, ale jak na debiut – rewelacyjny.
    No i jak zapewne się domyślasz najsłabiej oceniam dylogię "Kill Bill" i "Death Proof". No i nowelkę z "Czterech pokoi".
    Widziałem jeszcze odcinek "Ostrego dyżuru", wyreżyserowany przez Quentina. To chyba jego jedyna praca według cudzego scenariusza. Ale z tego co pamiętam była w nim kobieta z odciętym uchem, więc trochę było czuć styl reżysera 😉

  • Właśnie jestem ciekaw – gdybyś klasyfikował też filmy, do których napisał scenariusz (True Romance, Natural Born Killers, From Dusk till Dawn, no i powiedzmy, że Four Rooms też), to jaka byłaby wtedy kolejność na twojej liście.

  • Dobre pytanie 🙂 Zupełnie inna. Ja jestem fanem "True Romance", znam go na pamięć. podobnie jak "Natural Born Killers". Pamiętam jak Mordercy.. byli u mnie w kinie od 21lat!!. Poszedłem tam jako wciąż niepełnoletni widz :). Jakoś wszedłem. Pamiętam cały seans, i pamiętam towarzyszący projekcji słodki zapach unoszący się w powietrzu. Nie wiem czy kiniarz zadbał o doznania 4D :), ale pamiętam to do dziś. Roznosząca się woń i sceny po kwasie na pustyni strasznie mnie poturbowały 🙂

    A kolejność ?
    1. True Romance
    2. Wściekłe Psy
    3. Pulp Fiction / Natural Born Killers

  • Spoko, ja też lubię True Romance (nie wiem czy dałbym go na pierwszym miejscu, ale na pewno też byłby wysoko). Film jest nie tylko fajny z powodu scenariusza, ale Tony Scott też daje radę (wg mnie jeden z najbardziej niedocenionych reżyserów). Kiedyś zauważyłem, że dość powszechna jest opinia, że estetyka Scotta i Tarantino się ze sobą kłóci i przez to ten film jest niby coś nie teges, ale ja się z tym kompletnie nie zgadzam.

  • Film jest zajebisty i kropka. Każda scena przemyślana, każdy dialog dopracowany. Nic się nie kłóci.

  • Też bardzo lubię "True Romance" Super film.

  • Czyli lista układa się bardzo podobnie. Tak naprawdę to każdy jest dopracowany, dopięty, przygotowany idealnie pod widza. Tarantino wydaje się być zajebistym perfekcjonistą, dodatkowo bardzo świadomym tego co chce uzyskać na ekranie. Podejrzewam że najwięcej czasu spędza razem z montażystą, dopieszczając całość dla nas, widzów.

  • Z tym "Ostrym Dyżurem" to fajna ciekawostka 🙂 Teraz zerknąłem że nakręcił jeszcze dwa odcinki CSI. Z reżyserami gościnnymi jest o tyle ciekawa sprawa, że tak jak mówisz, przemycają swój styl na plan serialu. (Pewnie co niektórzy aktorzy jak usłyszeli że następny odcinek będzie kręcić QT nieźle się podjarali )

  • QT reżyserował finałowy odcinek 5 sezonu CSI. Właściwie to dwa odcinki pod nazwą Grave Danger.

    Niestety jeżeli chodzi sam serial to był już okres w którym z ciekawego pomysłu, który miał na celu połączenie idei Myth Busters z Cop Drama zrobiło się typowe Cop Drama bez ciekawych elementów dowodzenia dziwnych i niewyjaśnionych faktów. Ale odcinek Tarantino był inny, przede wszystkim znów "sprawa" pojawiła się jako główny wątek – a nie tylko poboczny w ramach cop-drama… a realizacja – zbliżenia, szybkie cięcia i skupienia na szczegółach pozwoliły poczuć stare CSI.

    O ile dobrze pamiętam pierwsze dwa sezony powstały w oparciu o rzeczywiste akta sprawy i ciekawe wątki kryminalistyczne związane z konkretnymi przypadkami.

    Grave Danger co prawda nie oglądałem już od dłuższego czasu, ale pamiętam doskonale styl Tarantino i był to styl mocno "odjechany" prawdopodobnie podczas pracy nad Kill Billem pozwolił sobie na umieszczenie elementów z tej historii i narracji w odcinku.

    Z ciekawostek warto też wspomnieć, że ten podwójny odcinek miał oglądalność większą o 5 mln niż cała reszta serii, a sezon 5 jest jak do tej pory najlepiej sprzedającą się z serii na VHS/DVD

    Nie mam pojęcia jak wyszło z ER…

  • ooo to mnie zaciekawiłeś. Generalnie nie przepadam za CSI (tak naprawdę to można powiedzieć że liznąłem temat końcem języka :). Poruszyłeś jednak kubeczki smakowe i domagają się więcej 🙂

  • Brakuje mi też wspomnienia o chyba najważniejszym elemencie pracy Tarantino.

    Taśma 35 mm!

    Świat się skończy kiedy QT zrealizuje film w technologii cyfrowej….

    Jest nawet świetny cytat:
    “The magic of movies is connected to 35mm, because when you shoot a movie on film, you’re not recording movement: you’re just taking a series of still pictures, there’s no movement in movies at all. When these pictures are shown at 24 fps (frames per second) through a lightbulb, they give you the illusion of movement: you are all watching an illusion, and this illusion is connected to the magic of movies.”

    Pewnie wiele osób tego nie dostrzega, tym bardziej dziś kiedy to internet jest głównym źródłem filmów/seriali/oglądania czegokolwiek – takich elementów tutaj się raczej nie dostrzega. Jednak każdy fan video i filmów wie czym różni się 24, 30 i 36 klatek na sekundę… Każdy kto wychował się na tego rodzaju projekcjach podczas seansu nowinek takich jak 48 klatek na sekundę będzie czuł się źle. Ruch będzie wydawał się nienaturalny i sztucznie przyśpieszony… oglądając nowego hobbita miałem wrażenie, ze oglądam video 😐 w KINIE!

  • http://youtu.be/Y1p3dTmeS1Y mały fragmencik odcinka

  • Nie widziałem nowego Hobbita, słyszałem jednak że był to bardzo "ryzykowny" zabieg. Trochę obdzierający X muzę ze szlachetności, na jaką w pełni zasługuje. Filmy muszą być trochę nieostre, trochę jak ułuda. Ostry obraz mam za oknem. Ostry obraz mamy w teledyskach disco-polo i domowych video które ludzie nadsyłali do "Śmiechu Warte" Tadeusza Drozdy.

    Owszem, nowatorstwo jest potrzebne. To właśnie nowe technologie przekraczały Rubikon i budziły nowe talenty. Być może jest w nowym sposobie kręcenia sytuacja jak w każdej nowości. Nie chcemy, bronimy się, w końcu przyjmujemy i nawet nam się podoba? Poczekamy, zobaczymy.

  • Simpladero

    Nie, u niego akurat montażowo, to się niewiele dzieje ciekawego. Montaż raczej transparentny, podporządkowany całości. Z małymi wyjątkami.
    Myślę, że większośc materiału jest już sklejana w trakcie filmowania.

  • Ja myślę, że to głównie dzięki Quentinowi George Clooney rozpoczął swoją karierę filmową. Poznali się na planie "Ostrego dyżuru", a potem Clooney trafił na plan "Od zmierzchu do świtu".

  • No to się musiał Jerzy spiąć na planie i zauroczyć Quentina 🙂

  • Tylko dziwne, że już później nie współpracowali. Czyżby jakaś kłótnia?

  • Do dziś pamiętam, jak pierwszy raz oglądałam "Kill Billa" vol.1. Jako wczesna nastolatka połowy fabuły nie rozumiałam, ale i tak wlepiałam oczy w ekran, jak zahipnotyzowana 😉 A gwizdana melodyjka przez długi czas nie wypadała mi z głowy.
    U mnie bezapelacyjnie miejsce 1 mają "Bękarty wojny" – jeden z dwóch filmów jakie w ogóle do tej pory oceniłam 10/10. Widziałam już 6 czy 7 razy, a za każdym oglądaniem uwielbiam bardziej.
    🙂

  • u mnie zdecydowanie w pierwszej trójce Kill Bill, Bękarty i Djando 😀

  • No dobra, ale najważniejsze jest to, że ten segment składa się z obrzydliwie długich ujęć i świetnych dialogów. Zobaczcie, ile można zmieścić w tak krótkim czasie – no i końcówka genialna – paluszek – ciach – narazie – muzyczka 🙂

  • A ja napiszę trochę inaczej, czyli najlepsze sceny, jakie z jego filmów się wywodzą:
    "Django" – wyjście z baru (majstersztyk!)
    "Kill Bill" – trumna
    "Pulp Fiction" – scena w aucie z trupem na tylnim siedzeniu
    "Bękarty wojny" – pierwsza scena

    Jego filmy mają dialogi, sceny, bohaterów, aktorów itd, ale jak dla mnie, jako całość, nie wzbudzają takiego zachwytu, jak u innych. Tyle w temacie 😉

  • Anonimowy

    JB to najlepszy jego film

  • A mi strasznie ciezko jest klasyfikowac filmy QT. Jackie i Death Proof bylyby na drugim miejscu a cala reszta na pierwszym. To chyba jedyna lista jaka bylabym w stanie stworzyc. Kazdy jest inny i kazdy jest swietny, choc rzeczywiscie Jackie moze i byla najslabsza ale i tak uwielbiam. Najbardziej lubie w tym filmie De Niro i oczywiscie Jacksona.

  • Co do "Jackie Brown", to jak widać w komentarzach powyżej zdania są wyraźne podzielone. Pewnie gdybym obejrzał film teraz, to odnalazł bym coś nowego i przestawił na wyższe miejsce. Niemniej pozostaje nam czekać na najnowszego Quentina, który z pewnością namiesza na liście.

  • http://radzimir.blox.pl/2016/03/Quentin-Tarantino-2703.html – 100 lat. I co ja mogę powiedzieć nowego o Quentinie, poza tym, że jest mistrzem?

  • Pingback: Brutalny glina (1989) - Po napisach | z pasją o filmach()