<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: The Beach Bum	</title>
	<atom:link href="https://www.ponapisach.pl/2019/08/the-beach-bum.html/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.ponapisach.pl/2019/08/the-beach-bum.html</link>
	<description>komiks - książka - kino</description>
	<lastBuildDate>Wed, 13 May 2020 07:23:03 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: 17 najlepszych filmów 2019 roku - Po napisach &#124; z pasją o filmach		</title>
		<link>https://www.ponapisach.pl/2019/08/the-beach-bum.html#comment-9777</link>

		<dc:creator><![CDATA[17 najlepszych filmów 2019 roku - Po napisach &#124; z pasją o filmach]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 13 May 2020 07:23:03 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://www.ponapisach.pl/?p=18810#comment-9777</guid>

					<description><![CDATA[[&#8230;] Gdy patrzyłem na głównego bohatera filmu The Beach Bum Moondoga, robiło mi się lżej. Autentycznie. Traktuję ten film i postać głównego bohatera jak widokówkę z rajską plażą, którą trzyma się na biurku w miejscu pracy i w chwilach zwątpienia wlepia się w nią wzrok. Kiedy dociskają Was targety, rajska plaża na widokówce jest ucieczką na chwilę, momentem na złapanie oddechu. Wiem, że takich Moondogów jest pewnie wielu, bo najszybciej można go scharakteryzować jak tego menela, który jest w każdym mieście, który do każdego się dosiądzie, jest zabawny, niegroźny i znany ze swojej ksywki. Ma gdzieś odpowiedzialność, rachunki, listę zakupów, obowiązki. Moondog jest o tyle bohaterem oryginalnym i nietuzinkowym, że jest przy okazji van Goghiem słowa. Zazdroszczę, ale nie pożądam takiego życia. Wystarczy mi, że je oglądam. Najnowszy film Harmony’ego Korine’a to filozofia podejścia do życia na ciągłej bombie, kiedy zacierają się pewne granice świadomości, ale wciąż funkcjonujesz i tworzysz. Moondog ma to szczęście, że świat sprzysiągł się, żeby go uszczęśliwić. Tak sam twierdzi. Napędza go zabawa i dobry humor, a ten ma cały czas. Jasne, że docierają do niego mroki prozy życia, ale nie traci dystansu. Inaczej oczywiście nie potrafi, stwierdzą rezolutnie twardo stąpający po ziemi widzowie. Jest narkomanem i alkoholikiem, zawtórują drudzy. To prawda, ale o tym w filmie nie ma potrzeby mówić, gdy w powietrzu unosi się tyle miłości, płuca nie nadążają przyswajać kolejnych wytrawnych odmian zielska, a nozdrza jeszcze nie ostygły od usypanej ścieżki sprzed kilku minut. Harmony Korine pokazuje te wszystkie ujemne strony, ale nie rozprawia o nich za długo, bo optymistyczna natura Moondoga, pozytywy bijące z uśmiechniętej twarzy rozbijają każde troski. (recenzja tutaj) [&#8230;]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>[&#8230;] Gdy patrzyłem na głównego bohatera filmu The Beach Bum Moondoga, robiło mi się lżej. Autentycznie. Traktuję ten film i postać głównego bohatera jak widokówkę z rajską plażą, którą trzyma się na biurku w miejscu pracy i w chwilach zwątpienia wlepia się w nią wzrok. Kiedy dociskają Was targety, rajska plaża na widokówce jest ucieczką na chwilę, momentem na złapanie oddechu. Wiem, że takich Moondogów jest pewnie wielu, bo najszybciej można go scharakteryzować jak tego menela, który jest w każdym mieście, który do każdego się dosiądzie, jest zabawny, niegroźny i znany ze swojej ksywki. Ma gdzieś odpowiedzialność, rachunki, listę zakupów, obowiązki. Moondog jest o tyle bohaterem oryginalnym i nietuzinkowym, że jest przy okazji van Goghiem słowa. Zazdroszczę, ale nie pożądam takiego życia. Wystarczy mi, że je oglądam. Najnowszy film Harmony’ego Korine’a to filozofia podejścia do życia na ciągłej bombie, kiedy zacierają się pewne granice świadomości, ale wciąż funkcjonujesz i tworzysz. Moondog ma to szczęście, że świat sprzysiągł się, żeby go uszczęśliwić. Tak sam twierdzi. Napędza go zabawa i dobry humor, a ten ma cały czas. Jasne, że docierają do niego mroki prozy życia, ale nie traci dystansu. Inaczej oczywiście nie potrafi, stwierdzą rezolutnie twardo stąpający po ziemi widzowie. Jest narkomanem i alkoholikiem, zawtórują drudzy. To prawda, ale o tym w filmie nie ma potrzeby mówić, gdy w powietrzu unosi się tyle miłości, płuca nie nadążają przyswajać kolejnych wytrawnych odmian zielska, a nozdrza jeszcze nie ostygły od usypanej ścieżki sprzed kilku minut. Harmony Korine pokazuje te wszystkie ujemne strony, ale nie rozprawia o nich za długo, bo optymistyczna natura Moondoga, pozytywy bijące z uśmiechniętej twarzy rozbijają każde troski. (recenzja tutaj) [&#8230;]</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
