PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Michael Mann

michael-mann-1Urodzony 5 II, Michael Mann

Scenarzysta, producent, reżyser (tak naprawdę to Mann zaliczył chyba każdy możliwy etat w branży filmowej). Urodzony w 1943 roku, jeden z moich ulubionych współczesnych twórców kinowych. Jako jeden z nielicznych obok doskonałych scenariuszy, zawsze dobrze dobranej obsadzie, idealnie współgrającej muzyce, pokazuje widzowi coś bardzo wciągającego. Tak wciągającego, że widz często ucieka tam wzrokiem i chciałby zostać na dłużej. Chodzi o scenerie, pejzaże, miejsca akcji. Nie będę się silił na akademickie wywody, jakie to filmy kręci reżyser. Jeżeli miałbym określić jednym słowem, użyłbym słowa „zajebiste”. Takie właśnie filmy kręci Michael Mann.



  MIEJSCE 10  

The Keep (1983)

The Keep (1983). Niemiecki oddział żołnierzy w rumuńskiej wiosce. Tytułowa twierdza miała być ich przyczółkiem, została jednak cmentarzem. Całkowicie zmarnowany potencjał. Materiał na świetny film. The Keep został okrutnie zmielony przez studio filmowe. Mann wycofał się i nigdy nie wyraził zgody na wydanie edycji zremasterowanej. Jedyna słuszna ekranizacja miała mieć 180 minut. Niestety twórca przegrał walkę z producentami i widzowie nie mieli szansy zobaczyć pełnych trzech godzin materiału. Do zapamiętania kilka ujęć i fantastyczna ścieżka dźwiękowa w wykonaniu Tangerine Dream (nigdy mnie nie zawiedli). Recenzja tutaj. 4/10

   MIEJSCE 9   

Public Enemies - Wrogowie Publiczni (2009)

Public Enemies – Wrogowie Publiczni (2009). Dramat gangsterski z napadami na banki w tle. Świetny Depp w roli Dillingera, wypadł rewelacyjnie. Tak dobrze, że zapomniałem o głośnych nazwiskach na drugim planie. Christian Bale, Channing Tatum, Stephen Dorff, żaden nie był w stanie zagrozić Deppowi. No cóż, fascynacja Manna nowym sposobem kręcenia poszła w złym kierunku (według mnie oczywiście:). Zdjęcia z ręki, cyfrowy obraz. Wszystko wyglądało jak program telewizyjny. Chociaż finałowe sceny mocne. 5/10

   MIEJSCE 8   

Blackhat - Haker (2015)

Blackhat – Haker (2015). Najnowszy obraz wyraźnie podzielił widzów i oddzielił fanów od reszty (być może patrzących bardziej obiektywnie na tytuł). Zaliczając się do tych pierwszych oceniam Hakera jako niezłą opowieść.Wyciągnięty z więzienia Nick musi przelecieć pół świata, by złapać cyber terrorystę. Pomaga mu w tym międzynarodowa ekipa. Kolejna zabawa kamerą cyfrową, w której (po dłuższym czasie) widzę już więcej plusów niż minusów. Zawalił Chris Hemsworth, który za cholerę nie pasował mi do Mannowskiego mężczyzny. Podobał mi się finał, bo zemsta znalazła swoje krwawe ujście. No i cieszyłem się, że reżyser tchnął dusze w postacie drugoplanowe (jak aktor Holt McCallany, który miał zajebistą rundę z terrorystami) 6/10

   MIEJSCE 7   

Collateral - Zakładnik (2004)

Collateral – Zakładnik (2004). Dobra, mocna sensacja. Nominacja za rolę drugoplanową dla Jamiego Foxxa, chociaż Tom Cruise i tak wszystko pozamiatał. Jedna z jego lepszych ról. Świetny scenariusz. Historia taksówkarza, który musi pomóc płatnemu zabójcy przy jego zleceniach. Na pierwszym planie noc – ulubiona pora reżysera, tym razem dopieszczona jak nigdy. 7/10

   MIEJSCE 6   

Manhunter - Łowca (1986)


Manhunter – Łowca (1986). Pierwsze podejście do historii Haniballa Lectera. Niezwykle udane w mojej ocenie. Co ja się będę rozpisywał :). Pozwolę sobie zaprosić do przeczytania recenzji na sąsiednim blogu. Recenzja tutaj. 7/10
 
   MIEJSCE 5   

The Insider - Informator (1999)

The Insider – Informator (1999). Michael Mann vs korporacje. Wielki przegrany w drodze po Oscary. Siedem nominacji, zero statuetek. Akademia powinna uhonorować przede wszystkim Russela Crowe’a za główną rolę. No cóż, przegrał z Kevinem Spaceyem. W filmie Crowe wraz z Pacino występują w nierównej walce z gigantem przemysłu tytoniowego. Szantaże, strach, głuche telefony i permanentna inwigilacja. Świetny film. 7/10

   MIEJSCE 4   

Thief - Złodziej (1981)

Thief – Złodziej (1981). Jestem świeżo po seanse. Jak ja się cieszę, że debiut kinowy Manna był tak udany. Twarde, męskie kino ze świetnym Jamesem Caanem w roli głównej. Tangerine Dream jako tło muzyczne. Złodziej skuszony większymi pieniędzmi szykuje się do kolejnego sejfu. Film pokazał jaki typ bohatera będzie funkcjonować w obrazach Manna. Samotnik, jeżeli będzie mu towarzyszył przyjaciel, to na śmierć i życie. Kobiety? Zawsze na marginesie. Trochę jak u Pasikowskiego :). Recenzja tutaj8/10

   MIEJSCE 3   

The Last of the Mohicans - Ostatni Mohikanin (1992)

The Last of the Mohicans – Ostatni Mohikanin (1992). Udana ucieczka reżysera od wielkich metropolii, huku wystrzałów broni, pisku opon. Choć biorąc pod uwagę całą jego filmografię, to trup ściele się najgęściej właśnie tutaj. XVIII-wieczna Ameryka i wojna pomiędzy Anglią i Francją. Biały Indianin, Daniel Day-Lewis wychowany przez plemię Mohikanów. W tle historia miłosna i dużo łez :). Ostatni Mohikanin to jednocześnie jedna z lepszych ścieżek dźwiękowych w historii kinematografii. 8/10

   MIEJSCE 2   

Miami Vice (2006)

Miami Vice (2006). Cóż ja mogę powiedzieć. Jako fanboy serii Miami Vice i pary głównych bohaterów, z wypiekami na twarzy wyczekiwałem odświeżonej wersji przygód Crocketta i Tubbsa. Nie zawiodłem się. Film napakowany akcją, mistrzowskimi zdjęciami, genialnym montażem. Farrell wypadł zajebiście. I te sceny z motorówkami, na autostradzie, na Kubie… uwielbiam ten film. Wszystko tam pasuje. No, może ostatnia akcja zbyt chaotyczna i niepotrzebnie nakręcona przy użyciu ręcznych cyfrówek (co niestety miało miejsce w całym Public Enemies, 3 lata później). Ale… wybaczam. Ścieżka dźwiękowa? Słucham do teraz. 9/10

   MIEJSCE 1   

Heat - Gorączka (1995)

Heat – Gorączka (1995). Wzór dla kina akcji. Mistrzostwo w każdej sekundzie. Oglądałem kilka razy, pojedyncze sceny kilkanaście. Nic się nie zestarzał, a akcja na ulicach Los Angeles wciąż niedościgniona, jeżeli chodzi sceny strzelaniny. Dalekie ujęcia, na pierwszym planie De Niro, 200 metrów dalej Val Kilmer, a wszystko tak blisko widza. Majstersztyk. Oprócz czystej akcji, to wielki film o przyjaźni, stracie, honorze, zaufaniu. Wielkie kreacje aktorskie. De Niro i Al Pacino, złodziej i policjant w rozmowie w nocnej restauracji to prze-scena. Takich smaczków jest wiele. Cały film to jeden wielki geniusz. Jeżeli ktoś będzie chciał mi wyjaśniać dlaczego film jest średni, to urywam rozmowę i wychodzę. W ogóle mnie to nie interesuje. Dla mnie Gorączka jest w swoim gatunku najlepsza. Wszystko jest dopieszczone. Casting przeprowadzony perfekcyjnie. Każdy w swojej roli ma świetne sceny. Val Kilmer podjeżdżający do domu. Ashley Judd dająca delikatny znak, żeby odjechał. Tom Sizemore z wielką torbą pieniędzy zasłaniający się cywilem. Diane Venora znajdująca ciało córki w wannie. Amy Brenneman, która na próżno wyczekuje McCauleya. Nawet Danny Trejo wypadł świetnie :). Muzyka? Brian Eno, Lisa Gerard, Eric Clapton, Moby. Chyba nie muszę nic dodawać. Tylko nabrałem ochoty żeby to jeszcze raz obejrzeć :). 10/10. Koniec.

Heat - Gorączka (1995)
Jak widać na powyższej wyliczance, Mann nie jest przywiązany do jednego aktora. Za to do głównych cech postaci, owszem. W zestawieniu wzięły udział tylko filmy kinowe, chociaż Mann zaczynał jako twórca telewizyjny. Najbardziej jestem ciekawy L.A. Takedown, który to jest historią twardego oficera policji, Vincenta Hanny(!). Do zamknięcia filmografii brakuje mi opowieści o Muhammadzie Alim. Najwyższy czas to obejrzeć. Na rok 2015 planowana jest zaś premiera cyber-thrillera, pod tytułem Cyber :):). Tym razem Michael Mann da szansę Chrisowi Hemsworthowi. Film będzie opowiadał historię amerykańskich i chińskich służb zjednoczonych w walce z cyber-przestępcami. No zobaczymy.

Chris Hemsworth - Cyber - 2015
U was miejsca układają się podobnie?

UPDATE: No i ostatecznie najnowszy film dostał tytuł Blackhat a nie Cyber. Co ciekawe nie przypominam sobie tej sceny (w lutym 2014 to był jedyny dostępny fotos z planu). A u Was zmieniło się coś na liście reżysera?

  • Jejku, jak zobaczyłam tytuł notki to coś mi w głowie zakołatało ale idąc od miejsca 10, żadnego filmu nie widziałam a kilka zaczęłam – nie moje gatunki po prostu. No ale, w końcu, JEST. "Ostatni Mohikanin", mój ulubiony film od którego zaczęła się moja dozgonna miłość do Daniela Day-Lewisa i zespołu Clannad. Uwielbiam ten film i widziałam go już milion razy!

  • Hehe, zdaje się że pomyliłeś Charlize Theron z Ashley Judd 😉
    Ja też "Gorączkę" stawiam na pierwszym miejscu, tuż za nią "Ostatni Mohikanin" i "Łowca". Poza podium "Zakładnik" choć to też bardzo dobry film. Niestety "Informator" mnie rozczarował, to już wolę "Wrogów publicznych", bo tematyka gangsterska bardziej mi odpowiada niż jakieś biografie. Nigdy nie byłem fanem serialu "Miami Vice", więc i wersja kinowa mnie nie zachwyciła, ale to mimo wszystko solidne, fajnie nakręcone kino sensacyjne.
    Nie widziałem "Złodzieja", "The Keep" i "Alego", ale to co widziałem wystarczy mi, by zaliczyć Michaela Manna do ulubionych reżyserów.

  • :):):) rzeczywiście, poprawione

  • z tytułów przeze mnie obejrzanych uszeregowałabym podobnie, jedynie 'Ostatni Mohikanin' i 'Informator' by się kłóciły o podium (ja lubię takie teorie spiskowe, walkę Dawida z Goliatem). 'Wrogowie publiczni' jacyś nijacy, zupełnie nie został mi ten film w pamięci, 'Collateral' przyzwoity. nie widziałam jeszcze ani 'Heat' ani 'Miami Vice' ani 'Złodzieja'

  • Simply

    No to 100 lat panie Mannie. Do jego zasług można by jeszcze dopisac odkrycie paru klawych aktorów charakterystycznych, jak Dennis Farina, Wes Studi, Tom Noonan, czy William Petersen.
    Wprawdzie te bigbudżetowe produkcje Manna mogą robic za lekcje poglądową dla holiłódzkich geszefciarzy jak porządny mainstream ma wyglądac, ale ja jednak największą słabośc mam do tych bardziej kameralnych, surowszych obrazów z 80-tych . Najchętniej lubię wracac do ,, Łowcy'' i ,, Złodzieja''. Ten pierwszy u mnie rządzi filmografią MM.
    @ Izabela D
    Co Clannad ma wspólnego z ,, Ostatnim Mohikaninem'' ?

  • Gorączka rewelacyjna, chociaż ja miałbym problem z pierwszym miejscem. Ostatni Mohikanin chyba byłby na pierwszym. Z drugiej strony trudno porównywać obie produkcje. Ostatecznie ex eaquo oba na pierwszym miejscu. No i oczywiście Manhunter zaraz na drugim. Z resztą zgadzam się jak najbardziej, z tym że nie oglądałem jeszcze Złodzieja.

  • Przeżył bym bez poczucia straty nie ogladajac żadnego z tych filmów. Nie odkryły niczego nowego, nie zaskoczyły w zasadzie tylko jeden na dłużej wbil mi sie w pamięć.
    To właśnie dzięki Public Enemies zrozumiałem dlaczego Quentin Tarantino nalega na krecenie filmów na taśmie i dlaczego nadal używa archaicznych formatów owej. Być moze PE było dobrym filmem. Być moze jak piszesz Deep zgarnął wszystkie sceny… niestety nie obejrzalem tego filmu do konca bo sprawial mi koszmarny bol. Nadal zachodze w głowę jak cos tak paskudnego mozna bylo wypuscic?!
    Kino to iluzja, kto wpadl na pomysl zeby zgwalcic te iluzje i nakrecic film o poczatku wieku w tak wysokiej ostrosci i do tego z taka ekspozycja. Zamiast czuc sie przyjemnie oszukanym, mialem wrazenie ze ogladam bardzo glupi material z cnn. Nawet w badziewnych serialach dla tv opetatorzy decyduja sie na filtry… Film bylby wiele wiele lepszy gdyby nakrecic go na kamrlerze VHS nawret tej pierwszej generacji bez wyciszenia paskudnych szumow.

  • Pozostaje mi tylko żałować że je widziałeś.

  • "Gorączka" to jest taki film, że oczyma wyobraźni widzę jak Mann wstaje po oficjalnej premierze, odwraca się do publiczności i mówi reszcie branży filmowej : 'Tak się k***a kręci filmy akcji" 🙂

  • Trochę ma. Może nie za dużo, ale ma 🙂 "I will find You" do tego filmu, jest właśnie w wykonaniu zespołu Clannad.

  • Mam podobne odczucia. Jednak odnoszę wrażenie że Heat jest trochę nie doceniony, a na dobrą sprawę ten film dopracowany jest do perfekcji. Aktorzy, zdjęcia, muzyka, widać w tym wszystkim rękę mistrza, prawdziwego artysty, który tworzy dzieło niczym Michał Anioł.

  • Miami Vice – film mojego życia. Przeszłam od niechęci do tego filmu i rozczarowania, poprzez obojetność az po wielką miłość. Na początku wcale mi się nie podobał, ale wciąż ciagneło mnie, by ogladać go ponownie i ponownie. Po chyba 10 seansie wiedziałam, że to najlepszy film, jaki kiedykolwiek widziałam. Z reguly nie lubię oglądać tych samych filmow po kilka razy – nawet tych naprawdę świetnych, a ten moge oglądać kilka razy pod rząd. Jest hipnotyzujący.

  • Chyba najbardziej lubię "Zakładnika". Jesteś pierwszą osobą, która poleca "Miami Vice" ;p Pamiętam, jak kiedyś Artur Pietras dał 3/10 i na tym się skończyła moja relacja z tym tytułem.

    "Gorączka" miała za dużo wątków pobocznych.

  • Nie znam. Jestem ciekawy ile jeszcze przez niego filmów nie obejrzałeś :).

    Możliwe że przez mój fanatyzm nie widzę wad … albo ich nie ma? 🙂

    "Gorączka" miała za dużo wątków pobocznych. To jedyny racjonalny argument który tu można wysunąć. O ile oczywiście komuś przeszkadzają wątki poboczne. Jeżeli ktoś uwielbia każdą postać i czeka na wątek z nią związany, to … bomba! 🙂

  • No to jak będzie "Miami Vice 10th anniversary – directors cut edition", za 2 lata, to idziemy do kina 🙂

  • O tak, bardzo chciałabym zobaczyć ten film w kinie! 🙂

  • "Kinomaniaka" nie znasz?;o Co z ciebie za kinomaniak?

    I pytanie powinno brzmieć: ile filmów dzięki niemu obejrzałem?

  • hehe 🙂 bez przesady :):) nie nie znałem, nie znam. Jednym videoblogiem w którym polecali mi filmy były "Perły z Lamusa" z Kałużyńskim i Raczkiem 🙂

    A tak? Zawsze sam polecałem sobie filmy, szperając, szukając. I zawsze wiedziałem dużo, za dużo o danym tytule przed seansem 🙂

    Teraz siedząc w filmowej blogosferze od paru miesięcy, dopiero doceniłem blogowych recenzentów, których owszem czytam, komentuję, sam próbując coś polecić.

  • A swoją drogą to jak chcę obejrzeć film, to nikt mnie od tego nie odwiedzie, nie wiadomo jaką recenzją. Nieźle bym się wkurwił gdyby zrobił to jakiś Pietras, a po 10 latach obejrzałbym to, i okazałoby się że to świetny film. Uwielbiam reżysera, wiem jaka będzie muzyka, znam aktorów, czytam i wiem przy jakich filmach pracował scenarzysta i ktoś próbuje mi powiedzieć że film jest chujowy? Nie ma takiej opcji, zawsze muszę się sam przekonać 🙂

  • Film to tak zlozone zagadnienie ze zdanie jednostki o nik nie ma kompletnie zadnego znaczenia. Jezeli o polecanie filmow chodzi to w/g mnie przynajmniej… nie tyle poleca sie ludziom dany film co pewne filmy polecic mozna pewnych ludziom. Nie znajac czyjegos smaku wrazliwosci, poczucia estetycznego… polecanie filmow jest jak ruletka.

    Nie znajac blisko osoby ktorej sie cos poleca mozna zaproponowac wylacznie cos co "lubia wszyscy"… innymi slowy spisac najlepiej zarabiajace filmy najbogatszych wytworni z lat x do x. Bo one podobaly sie wszystkim, vide Grawitacja, Titanic, Avatar.

    Dla przykladu jednym z najlepszych filmow jaki widzialem w tym roku to Excision, zaraz za nim Maniac.To jednal moj gust, na tyle specyficzny ze polecic ten film moge jednej czy dwom osobom.
    Nikt inny przez brak znajomosci tematu, brak wiedzy o tym gatunku, o tworcach… nawet ni spojrzy na te szkarady i nie bedzie w stanie ich docenic.

    Byc moze to odosobnione podejscie…

    Nie jest tez tak ze nie czytam profesjonalnych recenzji… robie to czesciej niz powinienem ale nie szukam tam czyjegos zdania czy oceny calosci raczej malych fragmentow ktore pozwola zrozumiec mi te aspekty ktorych sam jie dostrzeglem. Czasem pozwalam sobie tez na polemiki jezeli cos mnie w danym tekscie drazni, za co obydwu Panow powyzej przepraszam i prosze o zrozumienie.

    To oczywiscie tylko naiwna idea… ale jako kinoman kazdy powinien dazyc do posiadniecia jak najwiekszej wiedzy o filmie. Czasem moze to zniszczyc dany obraz…. czasem moze go znacznie uprosci… jednak dzieki temu wyostrzona percepcja pozwoli dostrzec piekno, ktore czasem w pelno metrazowym filmie wyrazone zostanie tylko w jednej scenie.

    A wydaje aie tez slusznym wspomniec zdanie Shopenhauera o autorytetach… kazdy kto z danej dziedziny uczynil sobie zawod, kocha nie swoje zajecie a dochod ktore mu pno przynosi.

  • God damn… zobowiązują wie wiecej nie pisac z komorki.

  • heh, problem jest bardziej złożony 🙂 Titanica nie widziałem, nie mam zamiaru oglądać filmu o łódce która tonie. Grawitacji nie widziałem, a na Avatarze byłem nawet w kinie i kompletnie mi się nie podobał (oprócz 3d które było fajne).

    Dobrze że napisałeś co w tym roku było wg. Ciebie najlepsze. Już myślałem że piszesz tak żeby pisać 🙂 joke, obu nie widziałem. Obiecuję obejrzeć, treść interesująca.

  • Simply

    Jak ,,Maniac'' , to tylko oryginał z 1980 . Ten nowy nie jest aż taki tragiczny, jak wielu ortodoksów głosi. Ma parę na prawdę dobrych scen i jeden z najlepszych soundtracków popełnionych w ostatnich latach, ale pomysł z Frodem upierdala ten film bezlitośnie.
    Ale taka już przypadłośc fana oryginalnej wersji – kto raz zobaczył Joe Spinella , Froda nie przełknie.

  • No i odwołując się do tematu pierwotnego.

    Mann w Public Enemies zaryzykował, ale postawił wszystko na kompletnie złego konia.
    Frodo w Maniacu było tego samego rodzaju ryzykiem. Jednak ryzykiem które w moim odczuciu bardzo się opłaciło.

    Oczywiście należy oddać honor oryginałowi. Projekt wymarzony i zrealizowany dzięki poświęceniu i zaangażowaniu Joe'go. Zdjęcia robione w konspiracji albo na dziko, bez pozwoleń i odpowiednich przygotowań… Obsadzenie ról gwiazdkami prono… Zresztą większa część budżetu pochodząca z przemysłu porno.. Cała ta otoczka związana z ostatecznym wypuszczeniem.
    W produkcji wręcz czuć hustle-styl tamtych czasów.
    Jednak jedna rzecz bardzo mi tam nie pasowała – bardzo nie pasował mi niestety sam Joe. Rozumiem zaangażowanie, rozumiem chęć stworzenia, ale Joe nie jest szczególnie przyjaźnie wyglądającym jegomościem. Przez to film pomimo dużych starań nie złapał drugiego dna, które w remaku nadał "Frodo". Słodki dziecinny wygląd, zagubienie… dodają tak wiele. Dzięki temu można zaoszczędzić pracy nad "poprawianiem" wizerunku prostymi, łatwymi do przewidzenia zabiegami scenarzysty… "Frodo" wniósł do filmu kredyt swojej dziecinności.
    Dla ludzi przyzwyczajonych do obrazu "Froda" właśnie taka obsada jest zadziwiająca, ciekawa, powoduje, że zaczynają zadawać sobie pytania. To oczywiście żadne odkrycie ameryki, ale naprawdę miły zabieg.

    Do tego należy dodać świetną realizację, film nie śmierdzi toną dolarów, ale widać że twórcy dostali wszystko to czego chcieli. Jakoś produkcji ma jednak wielkie znaczenie szczególnie w filmie który ogląda się z "pierwszej osoby". Reżyser i operator muszą przekonać że to prawdziwy świat, że to nie idiotyczna scena ze FPS i w dużej mierze im się to udało.

    Nadal jednak szanuje oryginał i nie zamierzam go w żaden sposób dezawuować.

    Kończąc odwołaniem do jednego z poprzednich tematów – jeżeli robić remake to robić właśnie tak – zmieniać, podkreślać, igrać z oryginałem. Trzeba dać powód do zrobienia czegoś, powód do istnienia danego filmu.
    Jeżeli jedynym powodem ma być zachowanie praw do postaci – The Amazing Spide-Man, albo zagarnięcie paru dolarów – Robo-Cop…. ech. Niech sobie to wszystkie wsadzą.

    Panie Patryku – to filmy dla ludzi o "szczególnym" smaku, guście i dystansie do rzeczywistości. Dla każdego "normalnego" człowieka zalecam przed obejrzeniem kontakt z psychologiem, farmaceutą lub też sprzedawcą w monopolowym – czasem bez asortymenty którejś z tych branż ciężko będzie przebrnąć.
    To dwa filmy po których człowiek chce wziąć prysznic.
    Na okładkach powinien znajdować się disclimer.

    "I warned you not to go out tonight"

  • To się bardzo dobrze składa 🙂 Tydzień temu skończyli mi remont łazienki i mam nowy prysznic.

  • Simply

    @ Radosław
    Ja bym nie wartościował tych bohaterów. Każdy z nich, to inny topos ; Maniak Spinella, to jest potwór, Zły Smok z bajki o Złym Smoku. Taki nie potrzebuje się uwiarygodniac ,, drugimi dnami'' , potwornośc jego fizis uprawomocnia potwornośc czynów, i na odwrót. To jest metafizyczne , nikogo nie interesuje, dlaczego Smok jest zły i czy kiedyś był inny.
    Maniak Froda, to nieodrodne dziecko Normana Batesa, jego krucha , nikczemna postura i wystrachane spojrzenie usypiają czujnośc i maskują intencje i czyny . Bardzo to sensownie w filmie uszeregowano na początku – najpierw śledzimy sam czyn z punktu widzenia sprawcy i już po wszystkim dopiero widzimy samego sprawcę : sz'kurwa , Frodo ! 😀
    I tu faktycznie , od razu zżera nas ciekawośc, co to za koleś, co mu jest, dlaczego mu do tego stopnia odpierdoliło ? Skoro nie miało prawa, taki pokemon nie jest od tego – i robi się interesująco, automatycznie chcemy poznac go bliżej, a wyżej wspomniana dychotomia tylko nakręca ciekawośc.
    Nie, że któraś koncepcja ma byc lepsza, czy gorsza. Khalfoun, Frodo i Aja podjęli ryzyko o którym wspominasz, ale podeszli do tego zbyt asekurancko i moim zdaniem polegli. Ten patent z subiektywnym PV non stop raz, że męczy od pewnego momentu i to ostro, dwa – sprawia wrażenie , jakby się z tego Froda usprawiedliwiali minimalizując jego udział , a trzy – nie daje mu szansy na pełnokrwistą kreację ( nie licząc wspomnianej otwierającej sekwencji , gdzie
    było to par excellence uzasadnione i zażarło pięknie 🙂
    Powinni byli imo rzucic się na głęboką wodę i zrobic z Frodem film a la ,,,Taksówkarz'' , gdzie mógłby na prawdę zagrac, a nie tylko robic miny do lustra – dla Elijaha Wooda byłoby to życiowe wyzwanie ; albo poległby na całej linii, albo okrył się chwałą, jak Perkins.
    Ps. Film bardzo efektowny wizualnie + porządny gore.

  • W zasadzie lista wygląda podobnie, z drobnymi fluktuacjami. Jednak kompletnie nie rozumiem zachwytu gniotem, jedną wielką kliszą. Czytałem i jeszcze parokrotnie przeczytałem. No cóż, nie zgadzam się ;]
    U Manna lubiłem to, że to on otwierał drzwi w kinie sensacyjnym. Wielkim łubudubu był Manhunter, czy Miami Vice gdzie sam twórca nie mógł przeskoczyć samego siebie, ale to zrobił.
    Moim zdaniem jednak to co robi najlepiej to seriale.

  • Ale chodzi Tobie generalnie o filmy Manna jako klisza? No nie mogę tym razem ja się zgodzić 🙂 (chociaż widzę że podzielasz zdanie jednego z komentatorów powyżej :). Mann wypracował swój styl. W każdym filmie przemyca kilka charakterystycznych dla siebie składowych i to się ceni u twórcy. Scenariuszy też nie ma z dupy, akcja prowadzi w zwięzły sposób do finału. Dla mnie reżyser jest jednym z pewniaków, tych, którzy nie idą na łatwiznę szukając na siłę nowych gatunków. Jeżeli Mann nakręci komedię romantyczną, to koniec 🙂

  • Nie, konkretnie ten Heat. Rozumiem co Cię urzekło w tym filmie, bo klarownie o tym napisałeś. Nie kupiłem tego obrazu ani kiedy była jego premiera ani teraz. W zasadzie w moim odczuciu ten film mocno odchyla się w jego twórczości (imo na niekorzyść).

    Inspirował się innymi, i to widać, ale na tyle oryginalnie opowiada historię, że nikt mu tego nie odbierze. Co najwyżej skopiuje ;] No nie mógłbym powiedzieć, że nie szuka, ale fakt nie idzie na łatwiznę.

  • Wszystko tylko nie "Miami Vice" – jak ja nie trawię tej produkcji! 😀 Mann stworzył jedną słabą produkcję i to bezsprzecznie właśnie ta 😀 Nic mnie tam nie przekonuje – oczywiście prócz strony wizualnej, która, jak to zawsze u Manna, jest wyborna.

  • Zdążyłem zauważyć, że jesteś przeciwnikiem "Miami Vice" 🙂 (gdzieś się natknąłem na komentarz). Ja jestem fanem i ścieżki dźwiękowej i obrazu i całej historii nowych policjantów.. 🙂

  • Czytałem, że ma powstać nowa, kinowa wersja. Nie widzę tego, ale szansę dam 😉

  • Pingback: Drug War (2012) - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Marsylski Łącznik (2014) - Po napisach | z pasją o filmach()