PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Tureckie owoce (1973)

Rzeźbiarz Eric (Rutger Hauer)  trafił ze swoim wyśrubowanym libido idealnie w czas rozbuchanej seksualnej rewolucji. Odważny, pewny siebie, często obcesowy znalazł miłość, chociaż sceny otwierające pokazują go przybitego, pogrążonego w nastroju co najmniej ponurym. Ten moment szybko odchodzi na bok i cofamy się do początku jego znajomości z Olgą.

Paul Verhoeven od zawsze kręcił po swojemu i nigdy nie podążał za modą, ani tym bardziej za masowym odbiorcą. Jego drugi pełnometrażowy film Tureckie owoce to jeden z najprawdziwszych zadziornych poematów o miłości. Miłości trudnej, ale prawdziwej. To nie jest „najpiękniejszy” film o zakochaniu i owocach związku, bo to w ogólnym rozumieniu znaczyłoby również, że obraz jest niezwykle estetyczny i urokliwy. To od początku do końca jest naturalistyczne love story, które oferuje tyle, co prawdziwe życie, a nie tylko to „filmowe”, ze schowanymi pod dywan wszystkimi brudami, które niejeden filmowiec wolałby pominąć. I doceni to każdy, kto w związku już był, a ten kto będzie starał się uciec od takich rzeczy jest hipokrytą. Miłość to najpierw pożądanie i seks, a później wszystkie elementy, które spajają i wypełniają śmierć i życie. O tym są przede wszystkim Tureckie owoce – o orgazmach, ekskrementach, łzach, robakach, chorobie, radości, krwi, wspólnej zgrywie, wylegiwaniu się na golasa przez cały weekend (Verhoeven spotyka na pewnym poziomie Bertolucciego i jego Ostatnie tango w Paryżu). Właśnie przez realizm Verhoevena tak łatwo uwierzyć w prawdziwe uczucia jego bohaterów. Trzeba traktować Owoce jako czasem lekką, a czasem podpaloną tragizmem przygodę miłosną, w której bohaterowie muszą się czegoś nauczyć, najczęściej siebie, odpowiedzialności, pokory, też romantyzmu. Jednak reżyser w jednej ze znamiennych scen, gdy ów romantyzm próbuje dojść do głosu (Eric przygotowuje kolację przy świecach), wszystko ucina i kieruje opowieść na inne tory.

Paul Verhoeven nakręcił brutalny romans, gdzie jedną ze swoich lepszych kreacji stworzył Rutger Hauer, od tego momentu ulubiony aktor reżysera. Hauer jak kocha to aż boli, jak nienawidzi, to tak, że krew tryska. Jest drapieżny, ale potrafi też być zagubiony. Jeżeli kojarzycie go tylko z najlepszego według Was Łowcy androidów, zerknijcie tutaj, a zobaczycie aktora kompletnego, który odwzorował każdą ludzką emocję. Potrafią być również Owoce smutne, spokojne, nawet liryczne. Melodyczna linia z powtarzającym się motywem przypomina, że miłość to też delikatny pocałunek. Ale w głównej mierze przygoda miłosna Erica i Olga jest bardzo kosmata, a wydarzenia przepełnione mocnym erotyzmem, który w połączeniu z czarnym humorem staje się niedługo po filmie wizytówką reżysera. Trzeba przyznać, Verhoeven dużo wie o ulotności, przemijaniu pożądania, namiętności, która potrafi być zabita przez prozę życia. Gorzko. Sam Paul Verhoeven powiedział w jednym z wywiadów, że do końca nie wiedział jak widzowie zareagują na tak bezpruderyjną historię. Obraz okazał się wielkim sukcesem i był nominowany do Oscara w roku 1974 za Najlepszy film zagraniczny. Wygrał François Truffaut i jego Noc amerykańska. Natomiast Paul Verhoeven od czasu premiery swoich Owoców dostał łatkę twórcy bezkompromisowego… 

Do wyszperania na CDA

Czas trwania: 108 min
Gatunek: dramat
Reżyseria: Paul Verhoeven
Scenariusz: Gerard Soeteman, Jan Wolkers
Obsada: Monique van de Ven, Rutger Hauer, Tonny Huurdeman, Wim van den Brink
Muzyka: Rogier van Otterloo
Zdjęcia: Jan de Bont