PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Lady, stay dead (1981)

„Ozploitation nie bierze jeńców”, tak wypadałoby napisać po zobaczeniu chociaż kilku sztandarowych tytułów nakręconych na antypodach na przełomie lat 70. i 80. Znalazłoby się też kilka filmów mających aspiracje do bycia czymś innym. Tak jest z Lady, stay dead, jednak w tym przypadku nie wyszło to tytułowi do końca na dobre. Obraz Terry’ego Bourka jest czymś stojącym w niezgrabnym rozkroku pomiędzy australijską eksploatacją, a pocałunkiem z amerykańskim kinem sensacyjnym z lat 80. Zaczyna się nader intrygująco, bo widz dość szybko wychodzi z założenia, że przyjdzie mu obcować z „shockerem” wykonanym na podobiznę tych z lat 70.

Gordon Mason (Chard Hayward) paradujący w skąpej bieliźnie po swojej kawalerce jest od pierwszej zwrotki jasno „określony” przez twórców. To stalker, a zaraz po tym seksualny maniak, wkrótce psychopata i morderca. Ma obsesję na punkcie młodej piosenkarki i aktorki, u której (o zgrozo!) pracuje jako ogrodnik. Gwiazdka ma jeszcze niepoukładane w głowie i traktuje pracowników w sposób obcesowy. Jednak to pewnie Gordon by przeżył i przeżywał z pewnością nie raz i nie dwa. Gorzej, że Marie (Deborah Coulls) upokarza ogrodnika, gdy ten w końcu wymamrotał swoje zdawkowe wyznanie miłosne.

W zasadzie dosyć intrygujące są tu tylko pierwsze seksualne fantazje – projekcje, które Gordon przywołuje w chwilach uniesienia. Sporo odważnej golizny w stylu „bondage” jest dość obiecujące, jednak na obietnicach się kończy. Twórcy nie mają więcej odwagi niż tylko odwołać się do lubieżnej „reklamy” czegoś, co ostatecznie na ekranie nie następuje. Opowieść o rzeźniku (do morderstw oczywiście dochodzi, ale i te są raczej pokazane oszczędnie) zamienia się w długo trwający home invasion, by ostatecznie w finale uderzyć w kino sensacyjne rodem ze wspomnianej zamerykanizowanej sensacji. Jest strzelanina, koktajl Mołotowa i dużo fragmentów podporządkowanych b-klasowej akcji. Wszystko mogłoby skończyć się dużo szybciej, gdyby bohaterowie zachowywali minimum racjonalizmu.

Brakuje tu rzeczywiście mocniejszego uderzenia i boli trochę nieporadność samego antagonisty. A jakże! W swoich obłąkanych zwidach Gordon bardziej przypomina bohatera z serii Porky’s niż seryjnego mordercę. A jednak, gdzieś tam podskórnie wyczuwam pewną twórczą ironię. To ta piosenka w tle, popowy love-song, który cholernie nie pasuje do wydarzeń i stawia Lady, stay dead w trochę innym świetle. Być może Terry Bourke chciał być trochę autoironiczny. Nawet jeżeli zrobił to nieświadomie, to miejscami seans wygląda na niezłą retro zgrywę (dzisiaj). Osobliwa rzecz.

6/10 - niezły

Czas trwania: 92 min
Gatunek: thriller, ozploitation
Reżyseria: Terry Bourke
Scenariusz: Terry Bourke
Obsada: Chard Hayward, Roger Ward
Zdjęcia: Ray Henman
Muzyka: Bob Young