PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Lady Cocoa (1975)

Kino akcji, komedie, horrory. Nurt blaxploitation gościł wszędzie. Lady Cocoa jest dość szczególnym przypadkiem, bo rasowy blaxploit został tutaj ożeniony z thrillerem (z dużą dawką naturalnego, niewymuszonego humoru). Związek gatunkowy został skonsumowany, a jego owoc smakuje wybornie.

Nakręcony w cztery tygodnie, przy skomlącym o więcej budżecie (250.000 dolarów) jest jednym z ciekawszych w swoim gatunku. Cocoa to imię pewnej niegrzecznej dziewczyny osadzonej w zakładzie karnym w stanie Nevada. Ma sporo za uszami, więc postanowiła zeznawać przeciwko pewnemu mafiozie – Eddiemu (James A. Watson Jr.), swojemu byłemu życiowemu partnerowi. Spod więzienia odbiera ją doświadczony, wiekowy już policjant Ramsey (Alex Dreier) i spięty, niepewny swojej roli w tym wszystkim (został zgarnięty na szybko, bo ma doświadczenie w pracy w gettach) Doug (Gene Washington). Został im tylko jeden przystanek w drodze do sądu na poranne przesłuchanie – nocleg w hotelu – kasynie King’s Castle Casino. Nie muszę wspominać, że w ślad za nimi rusza dwójka wynajętych killerów.

Recenzja filmu "Lady Cocoa" (1975), reż. Matt Cimber

Radość z oglądania czerpie się w każdej minucie obcowania z tytułem, głównie za sprawą odtwórczyni roli głównej – Loli Falany. Lola gra pyskatą, irytującą, pewną siebie dziewuchę, która tutaj w każdej scenie jest jak królowa parkietu. Można się w niej zakochać od pierwszej sceny. Wariatka, kocur (przede wszystkim aktorski, z charyzmą, której starczyłoby na kilka tytułów) spadający zawsze na cztery łapy, uzbrojona w mocne pazury, którymi wydłubie ci oczy, jeśli nie spełnisz jej zachcianek. Pomijając warstwę techniczną (na którą trzeba przymknąć oko, bo problemy z kasą wyłażą w wielu scenach, w tym również w samym obrazie), ten film opływa w doskonałości. Świetne dialogi, interesujący scenariusz z niezłymi zwrotami akcji. Kiepsko tu z dźwiękiem, montażem i miejscami pracą kamery. Chociaż pozostając chwilę przy zdjęciach, to muszę przyznać, że etatowy operator w filmach XXX Ken Gibb miał kilka przebłysków.

Recenzja filmu "Lady Cocoa" (1975), reż. Matt Cimber

Koneserzy blaxploitation odnajdą tu wiele dobra, w tym tego przyprószonego niezłą zgrywą, jak wszystkie fragmenty z parą wynajętych zabójców (czarnoskóry dryblas i rozmemłany makaroniarz). I zaprawdę banan nie schodził mi z twarzy za każdym razem, gdy killer karcił wzrokiem nerwowego Geppetto, gdy ten wykazywał się choćby jednym niepewnym ruchem – skazą na eleganckim i spokojnym zachowaniu (które przecież przystoi zakontraktowanym mordercom). Wciągający, intrygujący, z mocarną rolą pełnej seksapilu Falaną (aktorka – zawodowa piosenkarka ma oczywiście swój tytułowy numer). Oglądajcie, bo to pełen werwy low budget, a gdy trzeba napięcia i dowcipu: blaxploit.

Czas trwania: 87 min
Gatunek: kryminał, blaxploitation
Reżyseria: Matt Cimber
Scenariusz: Mikel Angel
Obsada: Lola Falana, Alex Dreier, Gene Washington, James A. Watson Jr.
Zdjęcia: Ken Gibb
Muzyka: Luchi De Jesus