PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Scum (1979)

Recenzja filmu "Scum" (1979), reż. Alan ClarkeDo zakładu poprawczego trafiają kolejni z tych, którzy za nic mają sobie zasady, wartości, przepisy. Ale nie zawsze. To również masa dzieciaków, która popełniła błąd. Jeden, jedyny, być może ostatni. Może byli akurat w złym miejscu, w złym czasie. Może dali się namówić, a może nic nie zrobili, a nie chcą sypać i poddali się wyrokowi. Poznajmy nową trójkę, w tym Carlina (Ray Winstone), małą „legendę”, o której twórca za wiele jeszcze nie mówi. Wiemy już, że strażnicy patrzą na niego inaczej niż na pozostałych. Trochę z dystansem. Niemniej dociskają go od wejścia przy każdej okazji. Carlin nie podskakuje, bo wie, że nie powinien dać się ponieść emocjom.

Tak zaczyna się Scum, historia hołoty, ścierwa, kanalii. U Alana Clarka „Scum” jako słowo ma  znaczenie szczególne. To określenie skierowane w kierunku osadzonych, wyplute przez syczący wściekle system. Alan Clarke powziął znane dla swojego stylu surowe i proste środki, by raz jeszcze opowiedzieć (w odniesieniu do światowej kinematografii, która sięga po temat dość często) o brutalnym środowisku w zakładzie poprawczym.

Recenzja filmu "Scum" (1979), reż. Alan Clarke

Dość szybko przekonujemy się, że młodzież nie znajdzie tu ani wsparcia, ani dobrego słowa, ani zachęty do edukacji, pracy nad sobą, czegokolwiek. To przechowalnia. Jako szczera i smutna prawda o angielskim systemie resocjalizacji pokazuje, że wszystko wygląda jak ta lala z zewnątrz, a od wewnątrz coś go zżera. To „coś” to po prostu znieczulica i spychanie problemu pod ścianę, do zamkniętego pokoju. Alan Clark nie jest ani pierwszym, ani ostatnim filmowym twórcą, który potwierdza, że resocjalizacja w zakładzie poprawczym to mit. Kończy się zawsze tak samo. Dzieciak musi sam stawić czoła przeciwnościom losu, bo na system nie ma co liczyć. Tym samym, najsłabsi, którym wypada podać rękę, wskazać kierunek odpadną, albo zawisną na sznurze z prześcieradła, targani młodocianą falą nieokiełznanego gniewu i przemocy. Ta zaś (przemoc) rozgrywa się, bo jest przyzwolenie, brak odpowiedniego programu i osób – autorytetów, a nie klawiszy, którzy raz po raz chcą wyładować swoje frustracje na słabszym.

I jakoś zawsze osoby reprezentujące system zapominają, że kipiący gniew potrafi w końcu przewrócić garniec z gotującym się żalem do świata, rodziców, policji, ulicy, biedy. Nawet jeżeli wybuch to jak u Clarka często krzyk, wrzask, czasem rękoczyny, obite mordy, to naprawdę niewiele brakuje do poważniejszej eskalacji.

Scum to bardzo ważny film dla Raya Winstone’a. Wprawdzie nie był to jego debiut, bo przecież zaliczył już kilka ról w produkcjach telewizyjnych, ale to właśnie reżyser Alan Clarke obsadzając Winstone’a w roli Carlina naświetlił najważniejszą cechę w późniejszym emploi angielskiego aktora – zaciętą facjatę i charyzmę, którą potrafi przyćmić całą obsadę. Winstone miał 22 lata, kiedy patrzył spode łba na starych zgorzkniałych klawiszy. Ciary.

Mocny, brutalny, twardy, a jednocześnie wybitnie oszczędny w środkach wyrazu.

8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 98 min
Gatunek: Dramat
Reżyseria: Alan Clarke
Scenariusz: Roy Minton
Obsada: Ray Winstone, Mick Ford, Julian Firth
Zdjęcia: Phil Meheux