PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Lion (2016)

Recenzja filmu "Lion" (2016), reż. Garth DavisLion to historia dramatyczna oparta na autobiograficznej książce Saroo Brierley’a (właściwie Sheru Munshi Khan). Jako pięcioletnie dziecko Saroo towarzyszył bratu w wyprawie na dworzec kolejowy w poszukiwaniu tego co zawsze, jedzenia bądź pracy. Zgubił się. Zgubił się w bardzo niepomyślnych okolicznościach, a wsiadając do przypadkowego pociągu trafił do Kalkuty. Nie sposób zliczyć opresji, z których wydobył się Saroo, a które codziennie łamią życie setkom dzieciaków na ulicach tej indyjskiej metropolii. Ostatecznie trafił do nowej rodziny w Australii. Serce nigdy nie zapomina i gdzieś tam, u podnóża duszy dorosłego już mężczyzny wyrosła przemożna chęć, pragnienie, najważniejszy życiowy priorytet: odnaleźć swoją rodzinę w Indiach.

Jeżeli weźmie się pod uwagę samą skalę porażających statystyk mówiących o 80.000 zaginionych dzieci rocznie w Indiach, historia powrotu głównego bohatera do domu po 25 latach musi zrobić wrażenie. Jednak nie tylko statystyka pełni tu główną rolę, a sama droga i wydarzenia, które powodują, że z uwagą obserwujemy „podróż” małego Saroo.

Przejmujące i jednocześnie angażujące widza wydaje się tu być wszystko. A jednak miałem wciąż nieodparte wrażenie, że twórca przede wszystkim zawierzył historii, cudownym zdjęciom Greiga Frasera i łamiącej serca muzyce Volkera Bertelmanna i Dustina O’Hallorana. Troszkę po macoszemu potraktowane zostało tło wydarzeń, bohaterowie poboczni (jak przybrany brat), koledzy, w końcu przybrana rodzina Saroo (chociaż występ Nicole Kidman należy do zdecydowanie udanych), a co najważniejsze emocje samego głównego bohatera. I chociaż wizualnie Dev Patel pasuje jak ulał do opowieści o powrocie Lwa do macierzy, to już sama jego gra wciąż nie pasuje mi do kilku aktorskich zabiegów. Zawsze ciężko uwierzyć mi w jego złość, krzyk. Smutek i radość jak najbardziej – jak na Bollywood przystało…

Recenzja filmu "Lion" (2016), reż. Garth Davis

Oczywiście można wyjść z założenia, że to co najważniejsze i to co determinowało Saroo możemy sobie wyobrazić. Próba odnalezienia własnej tożsamości, ojczyzny, w końcu rodziny. W takim razie tło powinno zostać tłem tak jak uczynił to reżyser filmu.

Recenzja filmu "Lion" (2016), reż. Garth Davis

Tak, to jest wyciskacz łez, a sugestywnie prowadzony szantaż emocjonalnych spełnia tutaj swoją funkcję doskonale.

Cała bowiem Kalkuta jako miasto jest przerażająca. W odniesieniu do dzieci to prawie jak fabryka zła, która na każdy możliwy sposób chce wykorzystać niewinnych najmłodszych. Także w kwestii wzruszającego do łez przeżycia, film spełnia swoją rolę doskonale – głównie jeżeli chodzi o część pierwszą i sam finał. Gorzej natomiast przedstawia się próba lub jej brak przy pokazaniu Saroo w wieku dorosłym, gdy ten zaczyna szukać, zastanawiać się. Dużo tu bólu wewnętrznego (wierzę w to ogromnie). Jednak przy takim temacie, wypadałoby to bardziej uzewnętrznić.

Ten film zasługuje na wiele ciepłych słów i zdecydowanie nie zasługuje na rozbijanie się o fasady cyników. To niezły film i pokrzepiająca historia. Trochę wiary! Szóstka z plusem.

6/10 - niezły

Czas trwania: 118 min
Gatunek: Dramat
Reżyseria: Garth Davis
Scenariusz: Saroo Brierley (na podstawie powieści), Luke Davies
Obsada: Sunny Pawar, Nicole Kidman, David Wenham, Dev Patel
Zdjęcia: Greig Fraser
Muzyka: Dustin O’Halloran, Volker Bertelmann

  • Dla mnie to też przyzwoity dramat. 6,5/10

  • dla mnie to jeden z najgorszych filmow nominowanych do Oscara ever, w recenzji też mało pozytywów, a ta 6 bardzo wyrozumiała 😛

    a co do statystyki i zagnicięć, to trzeba także uwzględnić ogólną liczbę ludności, przy której te dane pewnie wyglądają porównywalnie do reszty świata, aż ciekaw jestem jak to wygląda rzeczywiście.

    • Ja wiem, że statystyki zawsze trzeba odnieść do większej skali, ale to i tak jest kurewsko smutne. Szczególnie jak się przyjmie odniesienie do 365 dni w roku 🙁