PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Sztuka kochania (2016)

Recenzja filmu "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" (2016), reż. Maria SadowskaSztuka kochania, czyli sprzedana w 7 milionach egzemplarzy książka o miłości była ewenementem. Ewenementem było również wydanie jej w czasach głębokiej komuny i już to zasługuje na filmową opowieść. Niestety według mnie reżyserka filmu Maria Sadowska nie ugryzła dostatecznie głęboko „miłości” zahaczając jedynie o ten najbardziej nośny filmowy temat. W tym przypadku znaczący, bo będący przyczynkiem do wszystkiego. Chociaż film rzeczywiście jest niezły i cały sztab realizacyjny stanął na wysokości zadania, to nie sposób odnieść wrażenie, że Sztuka kochania na ekranie jest tylko próbą odhaczenia kolejnych epizodów z życia pani doktor. Szkoda, bo potencjał był ogromny. Mogę czuć się rozżalony tym bardziej, że prawdziwy żar opowieści był przez chwilę pokazany!

Cały scenariusz na szczęście dryfuje wokół najważniejszego aspektu, czyli prób wydania książki. Sztuka kochania nie pojawia się jednak od samego początku, a wykwita w umyśle Wisłockiej w trakcie prowadzonych przez nią badań, w czasie gdy poznaje dopiero ludzką naturę, jej pragnienia, by ostatecznie radzić, pomagać i asystować kobietom we wkraczaniu na niezbadane dotąd przez nie obszary. To bardzo ważny aspekt i po prawdzie książka to jedno, ale wpływ „poczynań” pani Michaliny na rozbudzenie świadomości u tysięcy pacjentek to drugie. Akt seksualny był przez nią wyniesiony na poziom spektakularny, gdyż został uwolniony z więzów, stał się frywolny, acz dojrzały, pełny i co najważniejsze pożądany przez obie strony. Jej wkład w rozwój seksuologii jest nie do podważenia. Film w tym wymiarze nie zawiódł. Wiemy po nim jak ważna była postać Michaliny Wisłockiej, wiemy również jak ważna dla Polaków była (i jest) Sztuka Kochania. Wiemy niestety za mało (a co gorsze, za mało czujemy) o prawdziwej miłości Wisłockiej, o preludiom, o wybuchu namiętności, która mogła być przyczynkiem wszystkiego. Doskonały wręcz epizod z Erykiem Lubosem (to on jest tutaj dla mnie prawdziwą gwiazdą) powinien być rozciągnięty na dłuższy okres w scenariuszu. Tam tkwiła prawdziwa siła, geneza i wspomniany na początku recenzji żar.

Recenzja filmu "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" (2016), reż. Maria Sadowska
Cały więc problem tkwi w tym, że scenarzysta podług decyzji producenckich pędzi na złamanie karku przez kolejne daty, wydarzenia miast skupić się na najważniejszym, czyli esencji. Widać to najbardziej na przykładzie całego fragmentu w trakcie wojny i tuż po. Na słowa działacza partyjnego: „Podobno żyła pani w trójkącie”, Wisłocka odpowiada: „A kogo to interesuje?”. No właśnie…
Recenzja filmu "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" (2016), reż. Maria Sadowska
I nie umniejszam tutaj roli aktorów pojawiających się w epizodach służących tylko i wyłącznie w celu wypełnienia czasu. Doskonale się przecież spisali wszyscy. Zaczynając od odtwórczyni głównej roli, apetycznej Magdaleny Boczarskiej, przez postaci drugoplanowe, na planie trzecim kończąc (dyrektor i pensjonariusze sanatorium we fragmentach z lat 50., żony prominentów etc.) Właśnie przez tą dokumentalną wręcz próbę przekazania losów bohaterki dostaliśmy film tylko niezły. Na to wszystko doszedł jeszcze ten bardzo czysty, telewizyjny obraz. Za mało było tu magii kina…

PS W filmie pojawiło się sympatyczne nawiązanie do filmu Bogowie. To prawie jak uniwersum polskich filmowych biografii!

Za seans dziękuję sieci kin

.

6/10 - niezły

Czas trwania: 117 min
Gatunek: Biograficzny
Reżyseria: Maria Sadowska
Scenariusz: Krzysztof Rak
Obsada: Magdalena Boczarska, Eryk Lubos, Justyna Wasilewska, Piotr Adamczyk, Borys Szyc
Zdjęcia: Michał Sobociński
Muzyka: Radzimir Dębski

  • Klara Duma

    to prawda, że Eryk Lubos jest dużym zaskoczeniem, bo co tu kryć w roli amanta z zasady go nie obsadzają 😉 trzeba przyznać, że razem z Boczarską stworzyli dobry duet. było i zabawnie i autentycznie

    • Eryk Lubos ma ogromne pokłady talentu. Zgadza się, że do wizerunku amanta według filmowych ram nie pasuje, ale jego szorstka, chropowata i trochę łobuzerska fizjonomia może sprawdzić się jako magnes dla kobiecych postaci. W tym przypadku sprawdziła się doskonale.

  • Iga

    zgadzam się, że Lubos świetnie zagrał 🙂 i czuć tę chemię między nim a Boczarską. Poza tym film jak najbardziej godny polecenia 🙂 super scenariusz, charakteryzacja i gra aktorska

    • No mi się właśnie wydaje, że film dużo więcej by zyskał gdyby w scenariuszu odpuścili epizod sprzed wojny. Dramatyczne losy bohaterki (rozłąka z dziećmi) mogła być tylko wspomniana. Wyobraźnia widzów naprawdę by sobie poradziła. Dla mnie najlepsze fragmenty to własnie z Lubosem. Wolałbym, żeby ta miłość trwała dłużej. Więcej spojrzeń, spacerów, przyczynków do powstania książki. Później wspomnienia i przelane doświadczenia na papier. czyli do książki, oczywiście wszystko poparte doświadczeniem Wisłockiej jako lekarza. Ale tu też nie trzeba by za dużo wyjaśniać, bo sam fakt, że Wisłocka była lekarzem, powinien widzowi wystarczyć. Doceniam w filmie wiele rzeczy, ale wyścig po kolejnych fragmentach życiorysu był według mnie niepotrzebny