PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Autopsja Jane Doe (2016)

Recenzja filmu Autopsja Jane Doe (2016), reż. André Øvredal André Øvredal wbił się swego czasu w kino rozrywkowe niczym harpun w wieloryba. Po swoim Troll Hunter stał się dla mnie reżyserem, dla którego wysupłałem ogromny kredyt zaufania. Niepotrzebnie się martwiłem, ponieważ zimny chów Øvredala w mroźnej Norwegii opłacił się aż nadto. Reżyser nie pozwolił zrobić sobie papki z mózgu i hollywoodzkie macki, chociaż go dosięgnęły, to bynajmniej nie zepsuły. Wyśmienita Autopsja Jane Doe (to termin używany w czasie oględzin niezidentyfikowanych kobiet) zaskakuje świeżością w gatunku i schemacie, w którym wszystko zostało już przecież powiedziane!

Ojciec koroner (Brian Cox) i syn (Emile Hirsch – ten sam, który w Into the Wild zeżarł złe rośliny i umarł), który ma zostać koronerem prowadzą biuro koronera. To trzykrotne powtórzenie nie obyło się bez męki dla mojej korekty, ale jest tu użyte z premedytacją. Cała akcja bowiem będzie się w filmie rozgrywać wokół autopsji denatki przywiezionej z miejsca zbrodni. Piękny umarlak, nekrofilskie marzenie o delikatnych rysach, wciąż gładkiej skórze i pełnych piersiach ma zaraz zostać pocięta. Czasu jest mało, a szeryf obawia się spotkania z mediami. Innymi słowy trzeba się uwinąć i rozwikłać przyczynę śmierci do rana. W miarę „zagłębiania” się w temat, w zakładzie zaczyna się dziać coraz więcej dziwnych rzeczy o wymiarze nadnaturalnym.

 

André Øvredal wyraźnie dryfuje w kierunku mocnego horroru, jednak nie zapomina czego nauczył się przy okazji Troll Hunter. Najciekawsze są bowiem niewiadome, wysuwane tezy i podejrzenia. Tak jak z bohaterami poprzedniego filmu odkrywaliśmy wielkie ślady czegoś nienazwanego, strasznego i co najważniejsze traktowanego bardzo serio, tutaj z minuty na minutę poznajemy coraz więcej szczegółów z życia denatki, a raczej z chwili jej zgonu.

Recenzja filmu Autopsja Jane Doe (2016), reż. André Øvredal

Pisząc o Autopsji Jane Doe trzeba być delikatnym jeżeli chodzi opisanie fabuły. Najciekawszy bowiem jest koncept, przyczyna całego zajścia. Przyczyna ta również zachęca do dalszej dyskusji, już po napisach końcowych. O ile wiemy jak potoczyły się lub raczej jak skończyły się losy Jane, to ciekawy aspekt rozwija się przy zadaniu pytania: „Czy zabójstwo Jane było aktem słusznym, a kolejne wypadki to jego pokłosie i w rezultacie zemsta?”, czy raczej: „Czy zabicie Jane, być może niewinnej, było przyczynkiem do narodzin zła?”.

Recenzja filmu Autopsja Jane Doe (2016), reż. André Øvredal

W samej realizacji recenzowanego tytułu udało się niemal wszystko. Wydaje się również, że film spodoba się bardziej widzom, którzy z horrorami są za pan brat. Dlaczego? Ponieważ Øvredal zręcznie lawiruje pomiędzy znanymi patentami (które aż proszę się, by w tani sposób je wykorzystać). Ja również czekałem w napięciu, aż Jane poruszy choćby powiekami, byłem skupiony jak fanatyk wędkarstwa, gdy obraz z kamery video pokazywał leżące ciało. Øvredal jest sprytniejszy niż widz. Sam proces pracy koronera nie wzbudzał we mnie żadnej odrazy. Wszystko jest pokazane i doskonale naświetlone, ponieważ my również jesteśmy w tym momencie po trosze pracownikami biura. Øvredal pozwala nam zajrzeć wszędzie… pod płuco, skórę, mózg, serce. Rozcinamy, wyciągamy, przewracamy. Twórca wychodzi z założenia, że najlepiej gdy razem z bohaterami filmowymi zauważymy coś szczególnego na ciele Jane.

Niestety nie podobał mi się jeden motyw, który popsuł mi trochę odbiór, czyli w oględnym skrócie „wychodzące z szafy” rewelacje scenarzysty. Natomiast „popychanie” widza w kierunku pytań i odpowiedzi jednocześnie (policjant do szeryfa: „To wygląda, jakby chcieli się stąd… wydostać”) po kilku dniach od seansu uznaję jako sympatyczne naleciałości z Hollywood.

Za seans dziękuję sieci kin.

8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 86 min
Gatunek: Horror
Reżyseria: André Øvredal
Scenariusz: Ian B. Goldberg, Richard Naing
Obsada: Emile Hirsch, Brian Cox, Ophelia Lovibond, Olwen Catherine Kelly
Zdjęcia: Roman Osin
Muzyka: Danny Bensi, Saunder Jurriaans

  • Jak dla mnie: to jeden z najsłabszych filmów, jakie w życiu widziałam. Zwłaszcza, jeśli to ma być horror, czyli wzbudzić we mnie jakieś „straszne” emocje, przestraszyć, nie wiem, co jeszcze. Chwała Bogu nie wydałam ani złotówki na bilet do kina, bo żałowałabym tego srodze.

    • Horror to też zagadka, pytania, niewiadoma, coś mistycznego, rytualnego. Tu było wszystko.

      • Wg Ciebie. Mnie on w ogóle nie przypadł do gustu. Nie dałabym nawet 1 pkt na 10.

        • No to zdecydowanie oczekujemy czegoś innego od filmowego obrazu 🙂

  • daWINci

    Moja dziewczyna lubi horrory, więc pewnie na to pójdziemy. Jak obejrzę to się wypowiem.

    • Jeżeli lubi horrory i jest zaznajomiona z gatunkiem, spodoba się jej.