PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Dzień Niepodległości: Odrodzenie (2016)

Independence Day 2 1Nie przepadam za twórczością Emmericha po 1996 roku. Uważam, że Dzień Niepodległości to ostatni dobry film, który wyszedł spod ręki niemieckiego reżysera. Oczywiście cieszę się, że nieprzerwanie „bawi” go szeroko pojmowana estetyka sci-fi, jednak albo to ja dorosłem ( 😛 ), albo Roland całkowicie zdziecinniał. Najsprawiedliwiej będzie jak usytuuję jego najnowszy Dzień Niepodległości: Odrodzenie gdzieś pośrodku. To wygląda mniej więcej tak, jakby dorosły bawił się zabawkami dla gimnazjalisty. Można, ale do czasu…

Potencjał był ogromny. Dzień Niepodległości z 1996 roku mógł przecież stanowić preludium do całego uniwersum (Emmerich stara się, żeby tak było). Samo wprowadzenie do historii i zarys scenariusza też brzmi nie najgorzej. Po odpartym ataku obcych 20 lat temu, ludzkość dysponuje już pozaziemską technologią, narody się zjednoczyły, a na planecie wyeliminowano całkowicie nasze przyziemne konflikty i nudne wojenki (w ujęciu całego wszechświata). Okazuje się jednak, że obcy zrobili tylko odwrót, by teraz uderzyć ze zdwojoną siłą. Co ja piszę! Przecież Emmerich nie bez kozery ma przydomek Master of Disaster. Obcy owszem wracają, ale z takim statkiem, który przykrywa 1/4 naszej planety.

Recenzja filmu "Dzień Niepodległości: Odrodzenie" (2016), reż. Roland Emmerich

Ten film tylko przez chwilę mógł być fajny. Przez tą jedną chwilę zobaczyłem bowiem w filmie Emmericha, to samo co u Verhovena w jego Żołnierzach Kosmosu. Miałem nadzieję, że pomiędzy młodymi pilotami rozegra się coś na kształt relacji, jakie były pomiędzy wspomnianymi żołnierzami od Verhovena. Jednak te korelacje, personalne zażyłości i spotęgowane animozje powinny stanowić stałe (i jedyne) tło opowieści, a nie być tylko kilkukrotnie wyciągnięte za pysk z retrospekcji. I to przez pierwszy kwadrans. Postaci jest tu bowiem tyle, że ostatecznie los żadnej z nich nie jest ważny.

Recenzja filmu "Dzień Niepodległości: Odrodzenie" (2016), reż. Roland Emmerich

Mogło to być radosne sci-fi z bezpretensjonalną rozwałką obcych. Mógł być ubaw po pachy, jednak de facto całość została zepsuta przez mętną fabułę i… CGI. Roland Emmerich stał się zakładnikiem nowych technologii. W swoim przeświadczeniu musi oczywiście uraczyć widzów ogromną skalą obracanej w perzynę ludzkości. Niestety im kamera jest dalej od centrum wydarzeń, tym jest gorzej. Chociaż tu i tu jest bardzo źle. Gdy obserwujemy gasnący Londyn, to tak naprawdę jest to kolejna animacja stworzona przez gościa od siatek, tekstur i renderingu. Zero duszy. Gdy zaś kamera dociera w sam środek przemówienia pani prezydent, to sztuczność, nachalny blur i przejaskrawione kolory przywodzą na myśl produkcję klasy Z z kanału sci-fi. To jest doprawdy koszmar, bo przez chwilę miałem nawet wrażenie, że Bill Pullman ma jakieś przeskoki w okolicach fryzury (jakby nie było dokładnie wycięte tło w Photoshopie).

Brak tu wspomnianej radości, która w jedynce w głównej mierze wypływała od Willa Smitha. Jego brak musiał być zapewne przytłaczający dla scenarzystów, bo wypełnili Odrodzenie całą resztą bohaterów z części pierwszej. Co z tego, skoro każdy z nich zapada się w CGI. Kurde… Nawet patos został tu kiepsko sprzedany. Całość wypadła średnio, ale co ciekawe jestem nawet zainteresowany kolejną częścią Dnia Niepodległości i akcją osadzoną w głównej mierze poza obszarem naszej planety. Może więc traktować Odrodzenie tylko jako przystanek? Chciałbym.

 Za seans dziękuję sieci kin.

Cinema City

4/10 - uidzie

Czas trwania: 120 min
Gatunek: Sci-Fi
Reżyseria: Roland Emmerich
Scenariusz: Nicolas Wright, James A. Woods, Dean Devlin, Roland Emmerich, James Vanderbilt
Obsada: Liam Hemsworth, Jeff Goldblum, Jessie T. Usher, Bill Pullman, Maika Monroe, William Fichtner
Zdjęcia: Markus Förderer
Muzyka: Harald Kloser, Thomas Wanker

  • Byłem w poniedziałek i próbuję sobie jeszcze ten film poukładać. Nie powiem oglądało się całkiem przyjemnie, choć fakt że CGI trochę film przytłoczyło kosztem fabuły i relacji między postaciami. Fakt też jest taki, że film jest też strasznie powtarzalny i krótki, bo najciekawszy robi się wraz z ostatnią sceną. Więcej niedługo przeskrobię na Rolce 🙂

    • Brakowało mi kogoś charyzmatycznego. Kogoś kto tak jak Will Smith napędzał wszystko. Jeff Goldblum nie spełnił takiej roli według mnie. CGI tutaj to dla mnie porażka. Szczególnie nie cierpię tych wszystkich laserów i przemykania pomiędzy nimi w bitwie powietrznej. Sceny na księżycu nawet spoko. Matka obcych w finale też dala radę. Jednak już na przykład design statków obcych koszmarny. Widz powinien móc je zapamiętać. Powinny być charakterystyczne, a ja do teraz nie wiem jak wyglądały 🙂

      • Jak na moje ten cały motyw z Królową-Matką zerżnięty został z Obcego, a jej bieganina z pierwszego Obcy kontra Predator 😀

        • Rzeczywiście tak jakby trochę była podobna z wyglądu do niej (przynajmniej w tym pancerzu)

  • Dla mnie ostatnim udanym filmem Emmericha był „Anonimus” z 2011 roku, chociaż to było inne kino niż to, do czego Niemiec nas przyzwyczaił. Kiedyś oglądałem jedynkę, ale to było dawno i niewiele pamiętam. Na sequel jak widać nie warto czekać.

    • Nie widziałem „Anonimusa”. Miałem kiedyś podejście do niego, ale tak na 10 minut 🙂 Być może to był zły dzień, ale wydawało mi się, że idzie w strasznie nudnym kierunku 🙂