PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Ostatni Cesarz (1987)

"Ostatni Cesarz" (1987), reż. Bernardo Bertolucci. Recenzja filmu.

W filmografii Bertolucciego można odnaleźć dwa wielkie historyczne freski: Wiek XX (1976) i Ostatniego Cesarza. Jednak kręcąc Wiek XX Bertolucci miał „zaledwie” 36 lat i jego perspektywa postrzegania świata była zgoła inna, niż w wieku 47 lat przy okazji kręcenia Ostatniego Cesarza. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że historia Aisin Gioro Puyiego zrealizowana na podstawie jego własnej autobiografii jest między innymi pretekstem do rozliczenia się z grzechami komunistów. Przez to właśnie wydaje mi się, że recenzowany tytuł nosi znamiona poszukiwań przez artystę własnej tożsamości. Bernardo, jak wiadomo, zawsze jawnie opowiadał się po stronie lewicy. Jednak nawet ze swoimi przekonaniami nie mógł być ślepy na różne oblicza systemu, w tym i to, które doprowadziło do upadku mitu o ostatnim cesarzu.

Wywodzący się z mandżurskiej dynastii Qing, po śmierci cesarzowej Cixi, Puyi został intronizowany w wieku dwóch lat. Już w wieku 6 lat jego rodzina (w tym automatycznie również Puyi) zrzekła się władzy w zamian za dobre traktowanie po „rewolucji Xinhai” w Chinach. Historia jego życia to ciągła wędrówka pomiędzy obozem chińskim a japońskim. Na historycznej mapie świata był tylko marionetką w domku zbudowanym z kart. Bardzo pięknym, jednak niezwykle kruchym.

"Ostatni Cesarz" (1987), reż. Bernardo Bertolucci. Recenzja filmu.
Z jednej strony chciałbym krzyknąć arcydzieło. Nie mogę tego zrobić, ponieważ według mnie Bertolucci niepotrzebnie zdecydował się na opowiedzenie historii Puyiego wykorzystując do tego przesłuchanie w chińskim obozie reedukacyjnym. Przez to mamy zapis retrospekcji, a nie historię, w którą mógłbym do końca wsiąknąć. Innymi słowy… ja nie znałem losów Ostatniego Cesarza i wolałbym je poznać w miarę upływającej historii. Nie zawsze tak jest w przypadku filmowych seansów. Retrospekcje w większości przypadków dobrze spełniają swoją rolę. Tutaj wolałbym opowieść w klasycznym stylu.
Odrzucając na bok ten mały szczegół muszę przyznać, że niesamowite wrażenie robi tutaj wiele rzeczy. Zdjęcia Vittorio Storraro to po prostu majstersztyk. Zakazane miasto, okolice, późniejsze czasy z życia cesarza to wdzięczny temat dla operatora. Feeria barw w dziecięcych latach. Przepych i cesarski dwór to prawie obrazki z baśni. Tym bardziej uderza kontrast po otwarciu wrót miasta…

"Ostatni Cesarz" (1987), reż. Bernardo Bertolucci. Recenzja filmu.
Autor muzyki Ryūichi Sakamoto nie został wybrany przypadkowo. Japoński muzyk doskonale przecież „czuje” azjatycką kulturę i stworzył przepiękną ścieżkę dźwiękową, która przypomina skądinąd w swoim stylu jego kompozycje do Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence (1983).

Nie sposób wręcz nachwalić ogromnego wkładu scenografów i kostiumografów. To właśnie dzięki nim Ostatni Cesarz zyskał na rozmachu i stał się epicką opowieścią o życiu za murami Zakazanego Miasta.

"Ostatni Cesarz" (1987), reż. Bernardo Bertolucci. Recenzja filmu.
Bertolucci nie musiał udowadniać, że jest wielkim reżyserem. Zrobił to już nie raz. Jednak teraz, po raz pierwszy pokazał, że nawet kręcąc latami skromne filmy o wyalienowanych jednostkach, może z powodzeniem stworzyć dzieło monumentalne. Bogate zarówno w formie, jak i treści. To nie jest bowiem wydmuszka. Czuć tutaj samotność władcy i z biegiem czasu ogarnia nas (widzów) smutek. Bertolucci, jako twórca, doskonale pokazał izolację człowieka, najwyższego monarchy w państwie, które wydaje się być w pewnym momencie… fikcją (próba odtworzenia „dworu” pod japońskim pręgierzem to jak obrazki z innej planety).

"Ostatni Cesarz" (1987), reż. Bernardo Bertolucci. Recenzja filmu.


Ostatni Cesarz triumfował w 1987 roku. Dziewięć Oscarów było uhonorowaniem wielkiej pracy jaką włożyli twórcy w przeniesienie na ekran życiorysu Aisina Gioro Puyiego. Wypada poznać tę historię i obejrzeć film. Polecam.


Film obejrzałem w ramach wyzwania „Oglądamy filmy wyreżyserowane przez Bernardo Bertolucciego”.

Oglądamy filmy wyreżyserowane przez Bernardo Bertolucciego
7/10 - dobry
 

Czas trwania:163 min
Gatunek: Dramat, Historyczny
Reżyseria: Bernardo Bertolucci
Scenariusz: Mark Peploe, Bernardo Bertolucci, Enzo Ungari, Henry Pu-yi
Obsada: John Lone, Joan Chen, Peter O’Toole
Zdjęcia: Vittorio Storaro
Muzyka: David Byrne, Ryuichi Sakamoto, Cong Su

  • Pierwszy raz widziałam go parę lat temu, a po dziś dzień nie mogę wyjść z podziwu zarówno dla wielkiego reżysera jakim jest bez wątpienia Bertolucci. Jak i dla samego mistrzowsko przedstawionego wcielającego się w rolę Cesarza, Jona Lone 🙂 Muzyka sprawia, że przenosimy do tamtych czasów, przenikamy ich zwyczaje, tradycję oraz kulturę.

  • Film widziałem już dość dawno, ale pamiętam z niego sporo. Dobrze, że zrównoważył trochę ten zachwyt rewolucją z "XX wieku", bo pokazał, że nie jest ideologiem ale przede wszystkim interesują go ludzie uwikłani w historię. W zasadzie szkoda, że nie miał więcej takich monumentalnych dzieł, bo skutecznie unikał w nich patosu a na pewno byłoby więcej takich historii do opowiedzenia.

  • To prawda. Po "Ostatnim Cesarzu" pokazał, że nawet jeżeli jesteś wierny jakimś przekonaniom to trzeba mieć trochę pokory. Tam jest też jawna scena gdy Bertolucci piętnuje jawną indoktrynacje. Gdy nowi młodzi członkowie partii machają flagami i są agresywni w stosunku do wszystkich myślących inaczej, cesarz mówi ze smutkiem "Jacy oni są wszyscy młodzi". Tak jakby nawiązywał do siebie samego kiedy był młody i ślepy.

  • Bertolucci to rzeczywiście wielki reżyser. Nawet jeżeli część jego filmów jest słabsza to tak naprawdę nigdy nie dał ciała na filmowym polu. No i przede wszystkim są to tytuły "o czymś". Zaangażowane, mądre i ponadczasowe. Można niektóre mniej lubić, ale docenić można przy odpowiednim świetle każdy.

  • Antek Kolwanski

    Przepiekny film