PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Mały Budda (1993)

"Mały Budda" (1993), reż. Bernardo Bertolucci. Recenzja filmu.

Mały Budda absolutnie odstaje tematycznie od reszty filmografii Bertolucciego. Wydaje się nawet, że Bertolucci kończąc tym tytułem swoją trylogię orientalną (po Pod osłoną nieba i Ostatnim cesarzu) chciał osiągnąć w kinie coś więcej. Po seansie miałem bowiem wrażenie, że fabuła była tu tylko tłem. Chodziło przede wszystkim o przedstawienie zachodniemu widzowi kultury i zasad na jakich oparta jest wiara buddyjska.








Cała linia fabularna jest więc pretekstem do pokazania drogi jaką przeszedł Siddhartha (Keanu Reeves) i na jej przykładzie twórca przedstawił założenia filozofii indyjskiej. Wspomnianym tłem jest opowieść o mnichach, którzy szukają reinkarnacji ich zmarłego nauczyciela Lamy Dorje. Trop prowadzi do Seattle, Kathmandu i Indii. Trójka dzieci zdaje się być kolejnym wcieleniem Lamy. I to właśnie w Seattle wraz z małym Jessem Conradem poznajemy historię indyjskich wierzeń, by w finale spotkać się z resztą kandydatów i przejść próbę identyfikacji.

"Mały Budda" (1993), reż. Bernardo Bertolucci. Recenzja filmu.
Nie wiem, czy taki był główny zamysł Bertolucciego, ale film zupełnie odszedł od głównej koncepcji twórczej reżysera. Nie było zatem kolejnej próby wejścia w głąb ludzkiego umysłu. Reżyser z reguły na pierwszy plan wystawia bohatera i jego bolączki. Cała historia Siddharhty jest tak metafizyczna (chociaż przedstawiona z wielkim szacunkiem), że odbiera się to jako mit i legendę. Oczywiście nie ma tutaj żadnego narzucania wiary. Mnisi wcale nie obstają twardo przy swoim. Oni tylko nauczają i tłumaczą. Ojciec Jasona (Chris Isaak) mówi, że nie wierzy w reinkarnację. Mnich odpowiada: „Oczywiście”, po czym tłumaczy, dlaczego on wierzy. Świetna scena.

"Mały Budda" (1993), reż. Bernardo Bertolucci. Recenzja filmu.
Bertolucci razem z operatorem Vittorio Storraro idealnie pokazali założenie filmu, jakoby świat zachodu zapomniał w swoim pędzie do rozwoju technicznego o czymś ważnym. Storraro wykorzystał szereg zabiegów i pokazał Stany Zjednoczone jako kraj zimny, zatopiony w stalowych barwach, zaś Bhutan, Kathmandu opływają feerią barw. Wszystko aż huczy od kolorów. Co ciekawe, czasami następuje zderzenie zimnego koloru z mocnymi barwami (mnisi wchodzący do mieszkania Conradów).

Przez cały seans walczyłem ze sobą, by w miarę obiektywnie odnieść się do występu Keanu Reevesa. Mój stosunek do niego być może przedstawiłem już na łamach bloga. Lubię go bardzo, ale tutaj… Moim zdaniem projekt okazał się zbyt ambitny dla Reevesa. Ciągle modulował głos, by ten brzmiał jak najspokojniej i przez to brzmiał jakby był po jakimś wylewie. Do tego jego wygląd… Rozumiem, że cała postać była wynikiem kompromisu. Amerykański aktor o śniadej cerze władający perfekt angielskim w międzynarodowej produkcji – takie było założenie. Z dwojga złego może i lepiej, że padło na Reevesa… Bertolucci miał w planach angaż Marlona Brando do tej roli, a w 1993 roku Brando to już nie był ten sam Brando.

"Mały Budda" (1993), reż. Bernardo Bertolucci. Recenzja filmu.
Mały Budda to film ważny, choć żałuję, że nie został postawiony większy nacisk na dylemat rodziców „co by było, gdyby Jessy chciał porzucić zachód i pozostać w klasztorze”. No, ale z drugiej strony natura buddyzmu jest ze wszech miar łagodna i takie rozważania byłyby nie na miejscu. Swoją drogą będąc baaardzo daleko od rozważań teologicznych muszę przyznać jedno – gdyby odrzucić wszystkie inne religie i pozostawić tylko buddystów świat rzeczywiście byłby łagodniejszy…
6/10 - niezły

Czas trwania: 141 minGatunek: Dramat
Reżyseria: Bernardo Bertolucci
Scenariusz: Rudy Wurlitzer, Mark Peploe, Bernardo Bertolucci
Obsada: Keanu Reeves, Chris Isaak, Bridget Fonda
Zdjęcia: Vittorio Storaro
Muzyka: Ryuichi Sakamoto

  • K.

    Kocham Bertolucciego i mam podobne odczucia odnośnie tego właśnie filmu. Cieszę się, że ktoś w XXI wieku docenia jeszcze dobre kino 🙂 a co do buddyzmu – to chyba jedyne wyznanie, którego nie da się wypaczyć i stać się jego fanatykiem. I chyba najbliższy jest naturze ludzkiej 🙂

  • Ciesze się, że dotarła tu fanka Bertolucciego. Tym bardziej zapraszam za tydzień w środę na podsumowanie wyzwania i zachęcam do podjęcia z innymi blogami wyzwania oglądania filmów kolejnego reżysera 🙂 Nazwisko będzie podane 17 marca 🙂 Pozdrawiam.

  • PiQ

    Termin wyzwania zaraz mija, a ja mam za sobą 4 filmy. Za późno się zapisałem, ale postaram się obejrzeć jeszcze przynajmniej kilka tych najważniejszych.

    Co do buddyzmu, to podobnie jak z każdą ideologią, jakość i rozsądek poglądów jest odwrotnie proporcjonalny do ilości wyznających je ludzi. W takiej Tajlandii np. buddyjscy ekstremiści są na porządku dziennym 🙂

  • No nie chcę krakać, ale rzeczywiście ciężko będzie ukończyć Tobie całe 🙂 Najważniejszy jest jednak fakt, że jako widz poznałeś chociaż trochę Bertolucciego. No i liczę na Ciebie przy następnym wyzwaniu. Niecały rok i kilkanaście filmów (ja widziałem jeden :). Nazwisko podam za tydzień w czwartek 🙂

  • PiQ

    Na następne piszę się w ciemno 🙂
    Co do Bertolucciego, poznałem wczesny okres jego twórczości (od "Kostuchy" do "Partnera" + "Ostatnie Tango w Paryżu") Do końca wyzwania chcę przynajmniej zobaczyć "Wiek XX" i coś z trylogii orientu.