PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Les lèvres rouges (1971)

"Dzieci nocy" (1971), reż. Harry Kümel. Recenzja filmu.

Uwielbiam odkrywać takie tytuły i odsuwać słowo „oryginalny” od następnych filmów, które (okazuje się) są właśnie wzorowane na filmach starszych. Te zaś (starsze) nie mają po prostu PR’u, takich wytwórni za plecami, głośnych nazwisk i znikają w odmętach kinematografii. Les lèvres rouges to historia wampiryczna, gdzie słowo „wampir” nie funkcjonuje (pada raptem dwa razy, tylko w domyśle). Ponadto jest to niezwykle sensualna historia pożądania kobiety przez (niech już będzie) kobietę wampira.

Para nowożeńców Valerie (piękna Danielle Ouime) i Stefan (piękny John Karlen) jest w drodze do rodziny pana młodego. Młodzi traktują tą podróż jako poślubną i korzystają z dnia, równie często jak z nocy. Chwilę wytchnienia od cielesnych rozkoszy znajdują w ekskluzywnym hotelu w Belgii nad morzem, rzut kamieniem od Brugii (tej samej, którą zachwycaliście się w filmie In Bruges z 2008 roku). Ponieważ jest już grubo po sezonie, wytworny hotel świeci pustkami. Ach nie! Jest…  Właśnie przyjechała. Elegancka, arystokratyczna, piękna hrabina (Delphine Seyrig) i jej „służka”, partnerka i towarzyszka w jednej osobie (Andrea Rau). A w Brugii nie jest wcale spokojnie tak jak w hotelu… Kolejne odnalezione ciało młodej kobiety i lokalne gazety wykrzykują głośne tytuły „Morderca uderza ponownie!”.

"Dzieci nocy" (1971), reż. Harry Kümel. Recenzja filmu.
Rzadki to przypadek, gdy horror wyłamując się z gatunkowych ram łączy się tak idealnie z lesbijskim romansidłem. Do tego dochodzi interesująca sprawa, ponieważ reżyserowi udało się rozłożyć przewodni temat fabularny na dwa wątki. Z jednej strony wciąż czekamy kiedy hrabina wkroczy na pierwszy plan opowieści, z drugiej strony gdzieś tam na horyzoncie wyrasta tajemnica rodziny Stefana. Dwa interesujące wątki, które absolutnie się nie łączą i biegną swoim torem. W rezultacie jeden zostaje brutalnie przerwany i nigdy nie dowiemy się co dalej. A szkoda…

"Dzieci nocy" (1971), reż. Harry Kümel. Recenzja filmu.
Nie da się oczywiście uciec od przeświadczenia, że najwięcej z Dzieci Nocy zapożyczył Tony Scott do swojego The Hunger (1983). Delphine Seyrig została tam godnie zastąpiona przez Catherine Deneuve, a cała opowieść wciąż nosiła znamiona opowieści o wieczności. To właśnie wieczność, a nie nieśmiertelność jest głównym pomostem łączącym legendę o Draculi z bohaterkami obu filmów. Nie ma żadnego czosnku, latania i innych atrybutów, które wpajano nam przez lata, a które to atrybuty powinny być kojarzone z wampirem. Jest za to piękno, nieskończoność, pożądanie. Wszystko krąży wokół ciągot do sadyzmu, powleczone dużą dozą zmysłowości, z prowokacyjnym szeptem i przenikliwym spojrzeniem hrabiny.


Czuję w kościach, że noc umiera…

To co szwankuje to widoczny brak przygotowania belgijskiego reżysera Harrego Kümela do realizacji scen bardziej gwałtownych. Te zaś czasem wyglądają kuriozalnie, a jeden z finałowych momentów ze Stefanem wręcz wybitnie komicznie. Szkoda, że Kümel nie poradził się przy tej okazji któregoś z kolegów bardziej obeznanych przy wykańczaniu agresywnych momentów.

"Dzieci nocy" (1971), reż. Harry Kümel. Recenzja filmu.
Co tam jednak tych kilka chwil, gdy całość wprost urzeka: wspaniałe miejscówki, hotel prawie jak z filmów Mario Bavy, świetne oświetlenie i na to wszystko wkraczają urodziwe aktorki (trzeba dodać, że nie zawsze przykładnie odziane). Ponadto dochodzi ciekawa muzyka. Trzeba się do niej przyzwyczaić, a raczej do tego, że  często „podpowiada” co się zaraz będzie działo na ekranie. Polecam gorąco, bo to rzeczywiście perła wampirycznej kinematografii.


8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 100 min
Gatunek: Horror
Reżyseria: Harry Kümel
Scenariusz: Pierre Drouot, Harry Kümel, Jean Ferry, Manfred R. Köhler
Obsada: Delphine Seyrig, John Karlen, Danielle Ouime, Andrea Rau
Zdjęcia: Eduard van der Enden
Muzyka: François de Roubaix

  • K.

    Jako koneserka wysmakowanego kina queer muszę obejrzeć ten film 🙂 aż się dziwię, że wcześniej o nim nie słyszałam 🙂

  • Ania Grodzka

    Ja też, jako koneserka takiego kina muszę to obejrzeć i to też koniecznie. Też się sobie dziwie , jak ja mogłam o tym wcześniej nie słyszeć.
    Świetny blog, ale jednak nie bardzo, bo strasznie mało LGBT cinema.
    Pozdrawiam

  • Robert Biedroń

    Aniu, nie widziałem, że odwiedzasz tę stronę. Również ją bardzo lubię, chociaż jednak nie.

  • Simply

    ,,..Rzadki to przypadek, gdy horror wyłamując się z gatunkowych ram łączy się tak idealnie z lesbijskim romansidłem…''

    Film świetny, wszystko pięknie ładnie, ale takich kocopołów nie wypisuj, tym bardziej, że już była kiedyś mowa o tym . Takie połączenie to jest kolebka literatury wampirycznej – ,,Carmilla''' Sheridana LeFanu ;powieść powstała 25 lat przed ,,Draculą'' Stokera!
    Ekranizacji , czy inspirowanych tym filmów trochę było, poza tym sam motyw często eksploatowało kino hiszpańskie w latach gł. 70' ( Franco, Larraz ).
    A ,, Hunger'' Tony 'ego Scotta to adaptacja książki Whitleya Streibera , więc raczej da się ,, uciec od przeświadczenia,że najwięcej zapożyczył z ,, Dzieci Nocy'' .

  • Ania Grodzka

    Robejrt , ty ekskremencie nie odzywaj się do mnie. Jestem pogniewana, a o co czyli o kogo to ty dobrze wiesz.

  • Przepraszam. Spóźniłem się na ten wykład panie profesorze 🙂 W trakcie oglądania "Dzieci nocy" ciągle miałem przed oczyma "The Hunger", więc pewnie stąd moje przeświadczenie. No i nie jest powiedziane, że Streiber nie zapożyczył do "Dzieci nocy"! (tylko spokojnie! :).

  • What the fuck.

  • Elton John

    Robercie i Aniu proszę o spokój – gdy ja walczyłem o prawa mniejszości, Wy zajadaliście się czekoladą z importu.
    Blog ciekawy, czytam.

  • Jarosław Iwaszkiewicz

    Wstyd.

  • Maria Konopnicka

    Jarku… Zostaw ich.

  • Andrzej Człekun

    Myślę, że każda rozmowa, nawet błaha i nie na temat, powinna być mimo wszystko uprzejma. Dla tego dobrze by było, gdyby gospodarz bloga, nie wahał się upomnieć takich zaczepnych, gruboskórnych homofobów ( ? ), jak użytkownik Garret Reza, którzy oprócz obcojęzycznych wulgaryzmów nie maja nic a nic do powiedzenia, a mimo to wtrącają się do cudzej wymiany zdań . Nie ważne, że trywialnej , chodzi o to , ze niektórzy nigdy nie przepuszczą okazji naplucia na odmienność, bo jak nie, to się pochorują !
    Tak w internecie to najbezpieczniej, kolego Garret Reza. Bez konsekwencji, można rzucać grubymi mięsem na bezbronnych, i delikatniejszych od siebie, podważać ich prawo do swobodnej rozmowy we własnym gronie. Mdli mnie od tego. Przepraszam, ale trochę się zdenerwowałem.

  • George Michael przed incydentem w 1998 roku

    Każdy taki atak jest tak naprawdę formą obrony. Może już czas na jakieś ujawnienie się? Ja też zamierzam tak zrobić. Tylko jeszcze skoczę do toalety.