PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Parole Violators (1994)

"Parole Violators" (1994), reż. Patrick G. Donahue. Recenzja filmu.

To nawet nie jest obskura. To wyrwana taśma z odtwarzacza video, przemielona i wsadzona raz jeszcze w magnetowid. W swojej stylistyce przypomina bardzo perłę B-klasowej kinematografii Deadly Prey (1987). Ostrzegam, że w tym momencie nie można traktować oceny jako zwykłego odpowiednika do klasyfikacji filmu jako dobry / średni / niezły / zły. Parole Violators jest świetne na półtora litra wódki na dwóch. Moja ocena,  to „nieeezły” wypowiadane z dużym uśmiechem.

 

 

 

 

Zaczęło się od zwiastuna i już po nim wiedziałem, że muszę to obejrzeć. Niestety, jestem też trochę zawiedziony. Zwiastun to absolutne maksimum plus minus 20 minut, które można z tego filmu wyciągnąć do oglądania. Kaskaderskie patenty i sceny, które z powodzeniem mogłyby być kopiowane do blockbusterów (z należytym wkładem finansowym) wypełniają te niespełna pół godziny seansu. Reszta? Reszta jest świetna po wspomnianej wódce..

"Parole Violators" (1994), reż. Patrick G. Donahue. Recenzja filmu.
Główny bohater, Miles Long (Sean P. Donahue – brat reżysera) to hardcorowa wersja Louisa ‚Lou’ Blooma z Wolnego Strzelca (2014), który porusza się po jasnej stronie mocy. Nagrywa, piętnuje i upublicznia materiały z włamań, wymuszeń, rozbojów. Nie jest jednak ot takim sobie gościem z kamerą. Gdy trzeba to skopie dotkliwie, a nazajutrz wróci poprawić. Cały scenariusz krąży wokół postaci gangstera (jako żywo wyciągnięty z Chłopaków z sąsiedztwa (1991) Johna Singletona). Wyszedł na wolność i na dzień dobry przywitał go Miles, który nie wierzy w jego resocjalizację. Nie jest to po myśli zbira i jako widzowie szybko się przekonujemy, że Miles miał rację.

"Parole Violators" (1994), reż. Patrick G. Donahue. Recenzja filmu.
Ach, czegóż tu nie ma. Sean P. Donahue jest przede wszystkim kaskaderem i ten film to popis jego umiejętności. Żadnych efektów, wszystko bez cięć. Nasz bohater szczególnie upodobał sobie auta. Spada na dachy, przelatuje przez jadące samochody, wypada przez szyby itd. Dostaje strzał ze strzelby w klatę i kolano będąc na budynku? Nie ma to tamto. Leci w dół, ładuje spluwę i wykańcza kolejnych typów.

"Parole Violators" (1994), reż. Patrick G. Donahue. Recenzja filmu.

Całość jest strasznie amatorska, jeżeli chodzi o grę aktorską (jakby inne elementy były profesjonalne :). Nie mam pretensji do odtwórcy roli głównej. Widać, że Donahue wypowiadane z patosem formułki w miarę opanował. Jednak drugi plan, a w szczególności partnerka naszego bohatera, woła o pomstę do nieba. Córka w śpiączce? Co tam, lecimy na rozpierdol. Naprawdę, mało brakowało, by spojrzała w kamerę.

I trzeba napisać, że wszystko rozgrywa się jakby na innej planecie. Świat kręci się dalej i nikt nie zwraca uwagi na gangsterską apokalipsę! 🙂 Jednak… bawiłem się dobrze. No, bo jak można nie cieszyć japy, gdy gangster przetrzymuje dzieciaka jako zakładnika na zabawkowym pontonie na środku domowego basenu grożąc, że przekłuje ponton bosakiem. Żeby dać prawidłowy obraz produkcji – to nie są jaja. Twórcy zrealizowali swój film jako pełnokrwistego akcyjniaka, tyle że… kuriozum scen sięga zenitu od pierwszej akcji. Ta ocena niezła jest tak samo niezła jak wspomnianego już Deadly Prey (1987). Ten sam sort. Polecam!

6/10 - niezły

Czas trwania: 90 min
Gatunek: Akcja
Reżyseria: Patrick G. Donahue
Scenariusz: Patrick G. Donahue
Obsada: Sean P. Donahue
Zdjęcia: Mike Pierce
Muzyka: Lawrence Arden Buck

  • Simply

    Bardzo dobry film. Ale ,, Rough Cut'' tej samej ekipy dużo lepszy, bo jest John Lynch … i przechodzi samego siebie ( a jest kogo ! )
    O takiej kaskaderce, w dzisiejszym kinie już można tylko pomarzyć.
    PS. W sumie po co o takich filmach w ogóle piszesz ( swoją drogą tak rzadko, że chyba czegoś takiego konkretnie nie cierpisz )? zero zainteresowania gawiedzi na fanpejdżu, trzeba się wódką tłumaczyć, nie ma jak tego za bardzo ocenić…
    Chciej więcej Deadpoola :D)))

  • Simply

    … Richard Lynch 😀

  • "Rough cut" z tego samego roku 🙂 Może w długi weekend dwa pyknęli? 🙂 A jeden z czytelników polecił mi jeszcze "Kill Squad" (1982). Też od Donahue. Tłumaczyłem się wódką, żeby widzowie mogli ogarnąć niektóre zagrywki. Bójka nad basenem to jest jakaś masakra. Trochę jak "Sabotage" Beastie Boysów (ale tam to były jajca a nie walka o życie :). Ta laska od głównego bohatera to już w ogóle padaczka. Jak łaziła ze spluwą (a niby policjantka) to trzymała pistolet tak jak początkujący użytkownik samochodu swoją kierownice 🙂 No ale dobra, to jest i tak WSZYSTKO nie ważne. Te wszystkie kaskaderskie sceny zrekompensowały mnóstwo rzeczy. Jest scena gdy gość spada na dach samochodu, i wiesz, że wgniata go swoim ciężarem. Naprawdę niezły typ. Zresztą wkleiłem teraz na fanpejdż jego demówkę. Miód.

    A z takimi filmami i facebookiem to jest tak, że uznaję iż musi być równowaga. Nawet jeżeli chociaż jedna osoba się zainteresuje (a w tym przypadku musiałem nawet podać namiary na film) to cieszę się niezmiernie, że ktoś to zobaczy.

    PS Deadpool jest ok 😛

  • Simply

    ,,Kill Squad'' też jest nieżle posrany, ale to już 100% kino kung fu , nie acyjniak ,z elementami'. Ale warto, bo można momentami paść na zawał . Tu nie ma co wybrzydzać, że padaka czy nie padaka, to jest kino totalne, gdzie te wszystkie elementy pracują na morderczą całość 😀 Ale ,,Deadly Prey'' jest jednak bardziej odjechany. Może się zdążył opatrzyć, ale jakbyś tak zapodał po raz pierwszy jedno i drugie tuż po sobie, to…
    O jakiej Ty równowadze pieprzysz, Patryk ? Równowaga, to będzie jak się zaczniesz tłumaczyć nie z takich pięknych shitów , jak to, tylko z nowego mainstreamu, blocbusterów obejrzanych w ostatni piątek, etc . Albo jak NIC nie napiszesz o Deadpoolu , czy o najnowszym SW , wcale się nie tłumacząc, dlaczego 😛
    Ja rozumiem, że cieszysz się z ,tej jednej', przysłowiowej osoby w tym wypadku, z kolei nie rozumiem, z czego można się cieszyć pisząc o czymś, co każdy widział i większość zrecenzowała, lub zaraz to zrobi ?

  • O swojej równowadze piszę. Że lubię i takie filmy i takie filmy oglądać. Ja wiem, że ukierunkowując blog na jeden typ kina byłby większy porządek (a już na pewno na fanpejdżu). No bo wtedy skupiliby się ludzie, którzy oglądają tylko takie coś i wiem, że cokolwiek nie wrzucę będzie fajne. A ja wolę taki mały rozpierdol. A dlaczego mam się nie cieszyć, że recenzuje coś co inni recenzują? Chcę to zrobić lepiej 🙂 No i lubię chodzić do kina. Chciałbym zobaczyć na przykład "Bone Tomahawk" na dużym ekranie, ale przecież żaden dystrybutor takich rzeczy nie kupuje.

  • Simply

    Też lubię chodzić do kina, ale bardzo rzadko dają coś dla mnie , coraz rzadziej.I dla tego prawie wcale nie chodzę.
    To nie jest, tak, jak napisałeś ; trzymając się np. określonego typu kina i mając czytelników z podobnego kręgu, tym bardziej musisz się postarać, żeby czymś zaskoczyć, bo tacy już masę rzeczy widzieli.
    Chyba, ze Ci tylko na lajkach zależy, to co innego, bo taki przeciętny fejsiarz polubi przede wszystkim to, co zna.
    A btw twego ,, lepiej'' ; z której swojej recki z ostatniego pół roku jesteś najbardziej zadowolony ?

  • Ze "Zjawy"

  • A oglądałeś "Horseman'a", którego polecałem?

  • Simply

    Nie oglądałem, o tym jeszcze vindom pisał sto lat temu, pamiętam . Też chwalił i sobie odnotowałem, ale jakoś wyleciało z wokandy. Przyjdzie i na niego czas.
    Ja się ostatnio trochę zraziłem do takiego kina po belgijskim kryminale,, Remedium'' , które poza niesamowitym pomysłem na zboka naładowane jest sążnistym stekiem głupot, niedoróbek i kretynizmów : co przy hiper-ponurym, skandynawsko-kieślowskim stylu i atmosferze, robi doprawdy żałosne wrażenie. Musi mi przejść 🙂

  • Simply

    A puki co (sayo)nara , siadam do Vinyla S01E02