PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Lisa and the Devil (1973)

"Lisa and the Devil" (1973), reż. Mario Bava. Recenzja filmu.
Lisa and the Devil porwał mnie od pierwszych minut. Poznajemy młodą kobietę – Lisę (Elka Sommer znana z wcześniejszego filmu Bavy, Baron Blood z 1972 roku), która podczas zwiedzania gotyckiej katedry Najświętszej Marii Panny w Toledo odłącza się od wycieczki. Chwilę przed tym ogląda razem z przewodnikiem fresk z postacią diabła (malowidło zrobione specjalnie na potrzeby filmu), który swoją facjatą rzuca lubieżne spojrzenie na przechodzących. Roberto Natale (współscenarzysta) wspomina później w wywiadzie, że to właśnie katedralne malowidła (być może podobne do tego, które zostały tutaj wykorzystane) stały się inspiracją dla stworzenia historii o Lisie i diable…



W swoim stylu realizacyjnym, Lisa and the Devil jest bardzo oniryczna. Lisa znajduje antykwariat, spotyka mężczyznę z kukłą, gubi się, człowieka wskazuje jej złą drogę. Ten moment (i przejście przez bramę w kształcie dziurki od klucza) wrzuca Lisę do świata dziwnego i tajemniczego. Spotyka dżentelmena, który zwraca się do niej nazywając Heleną. Ucieka, błąka się po opustoszałych uliczkach. Spotykamy się z nią ponownie wieczorem, gdy z mgły wyłania się luksusowy Packard z szoferem i dwójką podróżnych. Zabierają Lisę i w ciszy kontynuują podróż. Niestety auto szybko ulega awarii. Na szczęście (hmm) dla nich zatrzymują się przed okazałą willą, do której zaprasza ich lokaj gospodarzy – Leandro (Telly Savalas). Mają tam poczekać aż do czasu naprawienia auta. To jest właściwy początek dla uczty, którą przygotowuje sobie diabeł.

"Lisa and the Devil" (1973), reż. Mario Bava. Recenzja filmu.
Bava stworzył dzieło niemal idealne. Największe wrażenie zrobił na mnie szarżujący aktorsko Telly Savalas. Jest charyzmatyczny i pełen luzu w swojej kreacji. Niektóre sceny wyglądają jakby nie były grane według scenariusza, a raczej przez niego improwizowane. Przepiękny klimat uzyskano głównie dzięki muzyce Carlo Saviny, która już na tytułowych planszach daje posmak tego, w jakiej aurze przebiegnie reszta seansu. Zdjęcia są często bardzo ezoteryczne, jak sceny ukazane w retrospekcjach („dzieje grzechu” domowników w kamiennej altanie) lub cała końcowa sekwencja przebudzenia. Scena ta to jak na razie mój absolutny szczyt u Bavy artysty – niedoszłego malarza. Moment, gdy Lisa wstaje z łóżka i przechadza się nago po komnacie urzeka czymś melancholijnym, a zarazem niebezpiecznym. To jest jej przejście ze świata snu do koszmarnej rzeczywistości, a raczej już nierzeczywistej i okrutnej prawdy.


Jest niestety tak, że na tle swoich kolegów i koleżanek aktorek, Savalas bryluje w każdej scenie. Ma się przez to wrażenie, że istnieje duża dysproporcja warsztatu (nigdy nie byłem w stanie docenić Savalasa jako aktora aż do teraz). Z drugiej strony, on (jako postać) mógł przecież jako jedyny czuć się „pewnie”. Stąd być może wynika wspomniany luz u Leandra. Ciekawe jak wypadłaby konfrontacja Savalasa z Anthonym Perkinsem, który był brany pod uwagę do roli?

"Lisa and the Devil" (1973), reż. Mario Bava. Recenzja filmu.
Film, jako gotycki horror, kryje w treści bardzo wiele soczystych elementów. Mamy tutaj ghost-story (zbłąkana dusza włóczy się w cielesnej powłoce po terenie wokół posiadłości). Jest rodzinna tajemnica z morderstwem w tle. Dochodzi również historia nieszczęśliwiej, bo brutalnie przerwanej miłości, a idąc dalej możemy natknąć się nawet na pierwiastek nekrofilski. To horror, więc za obrazem grozy powinna chwilę później wybiec śmierć. Ta zaś sportretowana jest gwałtownie, z kilkoma naprawdę mocnymi kadrami. Jednak nie na tyle mocnymi, by współcześni widzowie mogli poczuć absmak. Jest za to scena miłosna, pokazana ze smakiem i z godnym pochwały szacunkiem Bavy dla cielesności. Dograna została natomiast scena rozbudowana wspomnianego miłosnego aktu (raczej nie do odnalezienia poza dodatkami do oficjalnych wydań) na rynek japoński. Lubieżna i przede wszystkim perwersyjna.

"Lisa and the Devil" (1973), reż. Mario Bava. Recenzja filmu.
Nad tym wszystkim czuwa bacznie diabeł i z pewnością nie pozwoli nikomu uciec. Zabawne jest to, że cała jego postać została przedstawiona jako obserwator. Jako ten, który rozdaje karty w swojej własnej grze (plansza tytułowa to właśnie ukazane ręce w białych rękawiczkach i rozdzielane karty z talii do gry). Tak naprawdę nie musi nawet za dużo robić. Ludzie przecież sami potrafią doprowadzić się do szaleństwa. Lisa and the Devil to fantastyczny obraz namalowany na filmowej taśmie. Czuć tutaj miłość Bavy do X muzy. Miłość do obrazu i głębokich, niejednoznacznie ukazanych historii.
Polecam gorąco.

PS Jeżeli już się zdecydujecie, to tylko na Lisa and the Devil (1973) i proponuję włoską ścieżkę językową.
9/10 - rewelacyjny

Czas trwania: 95 min
Gatunek: Horror
Reżyseria: Mario Bava
Scenariusz: Mario Bava, Alfredo Leone, Giorgio Maulini, Romano Migliorini, Roberto Natale, Francesca Rusishka
Obsada: Elke Sommer, Telly Savalas, Sylva Koscina, Alessio Orano
Zdjęcia: Cecilio Paniagua
Muzyka: Carlo Savina

  • Rewelacyjne dzieło Bavy. Mistrz w wielkiej formie. Szkoda tylko, że sam film jest trochę zapomniany.

  • Nasza w tym rola Fantasmo żeby przybliżać takie dzieła! (a teraz zabieram się powoli za "Blood and Black Lace")

  • PiQ

    Zachęcony recenzją dziś obejrzałem. Moje pierwsze spotkanie z Bavą i w ogóle z giallo (o ile to było giallo, bo mam wrażenie, że nie do końca?). Na plus na pewno scenografia, kolorystyka i świetna czołówka. Wybornie ten obraz wygląda. Sam scenariusz wydaje się słaby, ale dzięki temu że film został wyreżyserowany niczym gotycki koszmar senny, wszedł mi w miarę bezboleśnie. Ciekawe, oniryczne doświadczenie. Największy problem mam z aktorstwem. Uważam,że dysproporcja Savalas – reszta była ogromna. Szczególnie aktor grający Maximiliana to tragedia.
    Dzięki za rekomendację! Pewnie z czasem zgłębię tego twórcę i gatunek (chociaż za takiego Argento zabieram się już kilka lat).

  • Z pewnością nosi znamiona giallo 🙂 Ja chociaż widziałem kilkanaście tytułów nawiązujących do tego nurtu, to (za przeproszeniem) ch widziałem 🙂 W giallo trzeba się rozsmakować. Jeżeli po paru tytułach nie chwyci, to chyba trzeba odpuścić. Dzięki koledze Fantasma z komentarza powyżej zabrałem się swego czasu za pierwsze datowane giallo (właśnie Mario Bavy):

    Dziewczyna, która wiedziała za dużo

    Na jego blogu znajdziesz tylko giallo, ale co wybierać to już nie pomogę. Fantasma jest raczej bezkrytyczny wobec większości, więc czasem wybór jest utrudniony 😛