PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Ip Man 2 (2010)

Recenzja filmu "Yip Man 2" (2010), reż. Wilson YipPo seansie filmu Ip Man (2008) ciężko nie sięgnąć po kolejną część. No, bo jeżeli częstują cię wyśmienitym posiłkiem, zjadasz wszystko i ciągle jesteś głodny, a obok stoi podobnie zastawiony stół, to co robisz? Rzuciłem się zatem mając w pamięci smak pierwszej części.

No i nie wiem z czego to wynikało. Nie wiem z czego wynikał taki brak szacunku twórców do widzów. Wiadomym było, że fabuła z jednej strony musi być w jakimś stopniu podporządkowana faktom z życiorysu mistrza. Z drugiej strony opieranie całego scenariusza na życiu w Hong-Kongu i ćwiczeniu kolejnych uczniów byłoby wbrew zasadom gatunku. Kino kopane, do którego z pewnością chce aspirować każdy z kolejnych tytułów traktujących o martial arts musi mieć walki na śmierć i życie.

O ile w pierwszej części z 2008 roku widz siedział i z rosnącym podnieceniem obserwował kolejne potyczki, aż do finałowej, to tutaj wszystko gdzieś uleciało.

Druga część jest bezpośrednią kontynuacja Ip Mana z 2008 roku. Ten sam reżyser Wilson Yip. Ci sami scenarzyści Chan Tai-Li i Edmond Wong. Zaś w rolę Ip Mana ponownie wcielił się Donnie Yen. Co się zatem stało, że się nie udało? W mig odpowiadam. Przecież wiecie jaka krzywda się dzieje dla filmu, gdy zły charakter jest źle poprowadzony. Otóż pierwsza połowa filmu daje pełną satysfakcję z oglądania. Ip Man otwiera szkołę, w której chciałby kształcić kolejne pokolenia ipków. Nic z tego! Trzeba się wkupić w łaski stowarzyszenia skupiającego wszystkie okoliczne ośrodki. Przewodzi im mistrz Hung Chun-Nam (legenda filmów o sztukach walki, tutaj również choreograf – Sammo Kam-Bo Hung). Wszystkie sceny początkowe, walka Ip Mana z Hungiem na stole i w końcu ogólny zarys sytuacji z tamtego okresu, ulice, scenografia i kostiumy – pierwsza klasa. Niestety został wprowadzony element groteskowy, a w rezultacie komiczny. Do Hong-Kongu przybywa mistrz bokserski Twister (?!) (w tej roli Darren Shahlavi, nieżyjący już aktor, kaskader i ochroniarz holywoodzkich gwiazd). Finałowy pojedynek ma być walką kulturową „dobrej”, starej szkoły chińskich sztuk walk ze złym, brudnym i zepsutym zachodem.

Recenzja filmu "Yip Man 2" (2010), reż. Wilson Yip
Nie przeczę, że Shahlavi miał umiejętności w sztukach walki. Niestety jego angaż jako boksera (chyba był jedynym mistrzem świata w boksie z takim idealnie prościutkim noskiem) to porażka. Do tego dochodzi jego przygotowanie aktorskie. Być może miał odgrywać karykaturalnego przeciwnika z irytującą nadekspresją, gdzie jedyne oznaki wściekłości można było poznać po kolejnych wykrzyknieniach OOOAAH! ARGHHH! Naprawdę, brakowało tylko komiksowego dymka nad nim. No i do tego dochodzi fakt, że nie przepadam za takimi egzotycznymi mezaliansami na ringu.

Recenzja filmu "Yip Man 2" (2010), reż. Wilson Yip
Postać Ip Man’a oczywiście ogląda się wciąż świetnie. Tutaj nic się nie zmieniło. Porusza się z gracją, a choreografia mistrza jest ułożona z najwyższą perfekcją. Niestety całość wypada blado głównie przez drugą część filmu i odpowiedzialnego za to oponenta. Całość odnotowuję jako średnią.

Czas trwania: 108 min
Gatunek: Akcja
Reżyseria: Wilson Yip
Scenariusz: Hiu-Yan Choi, Chan Tai-Li, Edmond Wong
Obsada: Donnie Yen, Sammo Kam-Bo Hung, Darren Shahlavi
Zdjęcia: Hang-Sang Poon
Muzyka: Kenji Kawai

  • Ja tam lubię Darrena Shahlavia. Był w The Package, Marine 3: Homefront i Pound of Flesh, tanim – ale pociesznym i momentami zajebistym – badziewiu akcji. Poza tym takie, jak to ująłeś, egzotyczne mezaliansy na ringu, to przecież klasyka gatunku: Bruce i Chuck w Way of the Dragon, Bruce i Robert Baker w Fist of Fury, Bruce i Robert Wall w Enter the Dragon, Bruce Lee i Kareem Abdul-Jabbar w Game of Death, Jackie Chan i Benny Urquidez w Wheels on Meals itd.

    Ip Man: The Final Fight z 2013 opowiada chyba o tym samym momencie z życia mistrza, ale tam Ip jest starszy i schorowany. Jak ci się nie podobał Ip Man 2 to sobie możesz obczaić Final Fighta . W rolach głównych masz tam Anthony'ego Wonga (Full Contact i Infernal Affairs) i Erica Tsanga (Infernal Affairs) w roli podobnej do tej, którą miał Sammo w Ip Manie 2.

    Ja tam wolę Ip Mana 2 i Ip Man Final Fighta od Grandmastera Wong Kar-Waia, tam film się chamsko ucina i właściwie jest bardziej o postaci granej przez Zhang Ziyi niż o Ip Manie… Chyba, że to ona miała być tym tytułowym Grandmasterem, co w sumie nawet miałoby sens, bo wygrywa walkę z Ipem.

  • Może doprecyzuję. Wkurza mnie taki niby oficjalny / nieoficjalny mezalians na ringu. Gdzie jest sędzia i gość w rękawicach z ochraniaczem na szczękę i mistrz kung-fu. Zastanawiam się, dlaczego gość nie zdjął rękawic. Nie można do tego porównać zajebistego Game of Death. Tamta walka to był przystanek. Bruce musiał iść dalej i trafił na Abdula. Nie lubię takiego sztucznego ubierania walk w zasady obowiązujące na ringu. Pewnie się czepiam, bo teraz wychodzi na to, że chodzi mi o tą jedną konkretną walkę 🙂 Tak czy siak w ogóle nie pasuje mi to do tego co było w pierwszym Ip Manie.

  • "Wkurza mnie taki niby oficjalny / nieoficjalny mezalians na ringu. Gdzie jest sędzia i gość w rękawicach z ochraniaczem na szczękę i mistrz kung-fu."

    Ale m.in. na tym polega urok takich filmów, jak Bloodsport, Shootfighter: Fight to the Death, American Samurai, czy dylogii (wkrótce trylogii) o Yuri Boyce, że na ringu spotkają się kolesie z innych parafii i się naparzają 🙂

    "Zastanawiam się, dlaczego gość nie zdjął rękawic."

    Dzięki niewyczerpanej krynicy wiedzy, jaką jest Undisputed Waltear Hilla, dowiedziałem się, że rękawice tak naprawdę nie osłabiają siły ciosu boksera, tylko chronią jego dłonie i kostki przed wybiegnięciem albo zwichnięciem, tym samym może dłużej uderzać z pełną siłą. (Tzn. nie wiem czy to prawda, ale w filmie brzmiało przekonująco :))

  • Te wszystkie wymienione tytuły to wciąż dla mnie coś innego :P:P

    "tym samym może dłużej uderzać z pełną siłą." No i cios chyba promieniuje po całej dyni. Ale pizdnięcia z gołej piąchy nic nie przebije 🙂 Ip Man na pewno by boleśniej odczuł takiego strzała 😛

  • Gee

    Porównywać "Ip Mana – Final Fights" z "The Grandmasterem" Kar-Waia, to porównanie taniej i zbyt słodkiej wiśniówki z półwytrawnym, szlachetnym winem. Daniel, to zupełna przepaść 🙂
    Dwójka IpMana jest żenująco słabiutka – Patryk i tak zachowawczo ją ocenił. Ja dałbym 4, i to z dużym '"ale". Trzecia część już gotowa i mam nadzieję, że będzie zdecydowanie lepsza. Premiera 25 grudnia 😉

  • Moje doświadczenia z winami opierają się właśnie na przesłodzonych wiśniówkach i jabolach w lasku za akademikami, więc może Final Fight jest dla mnie bardziej swojski 😀

    Myślałem sobie, czy aby nie powtórzyć kiedyś Grandmastera. Teraz jak już wiem, że jest przeładowany walkami na początku i kończy się jak Hobbity czy Hunger Gejmsy (w sensie tak jakby mieli do-opowiadać historię w kolejnych częściach), to by mi to tak nie przeszkadzało i by mi się bardziej podobał.