PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

The Culpepper Cattle Co. (1972)

Recenzja filmu "The Culpepper Cattle Co." (1972), reż. Dick RichardsMało znany debiut reżyserski znanego reżysera. Mało znany sądząc po liczbach oddanych głosów na IMDB. Nie wspominam o Filmwebie, bo prawdopodobnie w Polsce Bydło Culpeppera widzieli tylko moi sąsiedzi. No, a teraz zobaczyłem i ja.











Coming of Age na Dzikim Zachodzie już w swoim założeniu brzmi dobrze. Jeżeli jednak wyobrażacie sobie obraz dorastania naiwnego młodzieńca przy ciągłym świście kul i w otoczeniu płonących strzech, to muszę Was rozczarować. Debiut reżyserski Dicka Richardsa jest przede wszystkim skromny, szczery i ponadczasowy. Debiut, który wrzuca młodzieńcze marzenia do kosza na śmieci. W tym przypadku Bena (Gary Grimes). Jakie było marzenie dzieciaka dorastającego na amerykańskiej farmie w XIX wieku łatwo odgadnąć. Podejrzewam, że 90% męskiej populacji wieku nastoletniego chciało być wtedy kowbojami, rewolwerowcami etc.

Wszystko zaczyna się od pragnień, a kończy na zderzeniu z rzeczywistością. Dick Richards sprawnie prowadzi opowieść o marzeniach zmieniając jednocześnie nastrój opowieści.

Recenzja filmu "The Culpepper Cattle Co." (1972), reż. Dick Richards
Zaczyna się więc jak Domek na prerii. Przy skocznej melodii na harmonijkę poznajemy głównego bohatera i jego życie, które nie różni się zbytnio od tego, które widzieliśmy w serialu z Michaelem Landonem. To jednak tylko początek, bo realizację marzeń czas rozpocząć. Chłopak, który chce zostać kowbojem musi się szybko usamodzielnić i ruszyć na daleką prerię. Okazja ku temu jest doskonała bowiem ma sposobność dołączyć do ekipy Franka Culpeppera (Billy Green Bush). Frank ma do przejechania ze stadem kilka stanów, więc każda para rąk się przyda, tym bardziej para takich „tanich” rąk. Przecież chłopakowi wystarczy dać schronienie w wozie, a zapłatą ma być zdobyte doświadczenie. Od pierwszych łatwych zadań, przez te trudniejsze towarzyszymy Frankowi, Benowi, rewolwerowcom z ochrony, poganiaczom i bydłu. W tle to co najpiękniejsze na Dzikim Zachodzie, czyli widoki. Operator naprawdę musiałby się starać, by spieprzyć to co natura wystawiła mu przed obiektyw kamery. Wschody i zachody słońca, dostojne bydło na tle odległych wzgórz, jutrzenka przebijająca się przez tumany kurzu. To wszystko wygląda świetnie.

Recenzja filmu "The Culpepper Cattle Co." (1972), reż. Dick Richards
Początek, który mógłby lekko irytować przez swój styl nawiązujący do rubasznych westernowych komedii, szybko przechodzi do właściwej akcji z jedną konkretną zadymą w knajpie i świetnym zakończeniem całej historii. Opowieść Dicka Richards „dojrzewa” w miarę trwania seansu. I właśnie to decyduje o jej wartości. Mamy tu jeszcze motyw katolickiej hipokryzji gdy w finale wielebny prowadzący swoje „owieczki” zmienia zdanie w zależności od tego jak mu pasuje.

Jak można rozumieć finał całej opowieści? To w pełni uniwersalne przesłanie, że nie każdy nadaje się na kowboja. Nie każdy może dobyć broni i z niej wypalić. Do tego trzeba mieć pewne predyspozycje. Chłopak też to w końcu zrozumie, ponieważ cały Dziki Zachód wciąż nie jest takim przyjaznym miejscem.

Recenzja filmu "The Culpepper Cattle Co." (1972), reż. Dick Richards
W Bydle Culpeppera można dojrzeć ciekawe nazwiska w obsadzie. Chociażby Bo Hopkins, czy Geoffrey Lewis z tymi swoimi szklistymi oczyma. Lewis zresztą gościł już na blogu w filmie Mściciel (1973), a w Bydle… jest tak samo narwany. Cała ekipa Culpeppera pomimo tego, że to banda sukinsynów, ostatecznie daje się poznać jako honorowy team, który potrafi dać łupnia tym, którzy zasłużyli. Bydło Culpeppera to piękne kino drogi, opowieść o szacunku, odwadze i dorastaniu. Polecam.

8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 92 min
Gatunek: Western
Reżyseria: Dick Richards
Scenariusz: Dick Richards, Eric Bercovici, Gregory Prentiss
Obsada: Gary Grimes, Billy Green Bush, Luke Askew, Bo Hopkins, Geoffrey Lewis
Zdjęcia: Lawrence Edward Williams, Ralph Woolsey
Muzyka: Jerry Goldsmith, Tom Scott

  • Coming of Age na Dzikim Zachodzie – tu kojarzy mi się przede wszystkim "The Cowboys" Marka Rydella, też z 1972, w którym młodzi chłopcy dorastali pod okiem Johna Wayne'a. Bardzo udany, może nawet lepszy (dawno oglądałem) jest film "Synowie szeryfa" (1973) McLaglena, też z Waynem.
    "Bydła Culpeppera" nie oglądałem, postaram się uzupełnić ten brak.

  • Dla mnie to tytuł, o którym słyszę pierwszy raz w życiu, ale też nie jestem specjalistą od tego rodzaju kina. Warto sobie odnotować

  • Simply

    Ja bym raczej wolne tłumaczenie tytułu widział, jako ,, Kowboje Culpeppera'' – ,, Culpepper Cattle Company'' : tu jest położony akcent na ekipę , co się tym bydłem zajmuje.

  • Ja bym tytuł inaczej tłumaczył "Culpepper Cattle Company" to nazwa przedsiębiorstwa (tak jak the Ford Motor Co. i inne), gdzie najważniejsze jest trzepanie kasy (w tym przypadku dla Franka – właściciela). "Bydło Culpeppera" w takim razie mi pasuje, bo może oznaczyć właśnie pewnego rodzaju biznes. Dla niego od początku najważniejsze było to bydło. SPOILER. W finale myślałem, że cofnie się z resztą pomóc chłopakowi, ale nie… Ile można się bawić w kowboi. Najważniejsze są te krowy i dobicie targu.

  • Simply

    Może i racja. To też w tym filmie było mocno podkreślone , że dziki etos pogranicza się kończy – a zaczęła twarda orka . Co bardzo istotne – cala ekipa została wcześniej bardzo silnie upokorzona , przez właściciela terenów, przez które jechali. Culpepper wziął na klatę ; dla niego może nawet nie było to upokorzeniem a ulgą, ze tylko na tym się skończyło i bez większego uszczerbku ( poza opłatą, z którą się i tak pewnie liczył ) można jechać dalej .
    Co innego Lewis i jego zuchy – dla nich to był straszliwy obciach, ich zakapiorski etos został haniebnie zdeptany . I dla tego dali się młodemu namówić na akcję , bo przecież całą sytuację z tymi sekciarzami mieli w głębokiej dupie , im nie chodziło o żadną sprawiedliwość : musieli lokalsom wpierdolić , żeby pokazac , who's the men i przywrócić szacunek do samych siebie, choćby za najwyższą cenę .
    I oni i praktyczny Culpepper zachowali się zgodnie z własnym etosem ,a młody wyszedł na ostatniego frajera ( finałową strzelaninę , za którą tak agitował chyba w krzakach albo pod wozem przesiedział, niczym kapitan von Strantsky ) nie został ani cowboyem, ani .rude boyem ., za to decyzją guru sekty – odbierającą sens bohaterskiej śmierci Askew'a & co – został namaszczony na idiotę . Tyle z całej imprezy wyciągnął. Gorzki to i absurdalny finał .

  • Simply

    ,, The Culpepper Catle Co'' jest przede wszystkim gorzko-polemicznym dyskursem z hawksowskim idealizmem, ustalającym westernowy topos ; mistrz-uczeń w ,,Red River'' . To co Hawks wyniósł na piedestał, tu został bezlitośnie sprowadzone na ziemię.
    Wymienione przez Ciebie filmy to jakieś dwie, trzy klasy niższa półka, niż , Culpepper…'' . ,, Cowboys'' jest filmem durnym, jak psi chuj i gdyby nie Bruce Dern i scena zmasakrowania Johna Wayne'a , to by się tego za bardzo nie dało oglądać . ,,Synowie Szeryfa'' na pewno lepszy od tamtego crapa, ale ogólnie, co najwyżej solidny średniak.

  • No tak, ale dla młodego strzał w barmana to i tak jakoś fuksem się zdarzył. Widocznie miał palec na spuście i mu zadrżał i wypaliło. Przez cały film reżyser pokazuje, że chłopak nie nadaje się absolutnie do "tamtych" czasów. Po finale jedynie (może) coś w nim pękło i gdy sekciarstwo chciało się zwinąć, kazał pochować całą ekipę celując z broni. Pewnie i tak by jej nie użył, ale przekonał nawet do odprawienia krótkich modłów.

    A sam Culpepper i reszta ekipy to rzeczywiście dwa różne światy. Ta granica też była często pokazywana pomiędzy "przedsiębiorcą" a rewolwerowcami. Frank dopiero brał się za rewolwer gdy chodziło o bydło, albo konie (potrzebne do prowadzenia bydła). Obsługa spędu też już marzyła o spokojnych, terminowych wypłatach (scena gdy jeden z poganiaczy został wyzwany na pojedynek, rzuca wszystko w cholerę i wypisuje się z imprezy). Chłopak to chyba taki obraz jakiejś tęsknoty za Dzikim Zachodem, i niemożności pogodzenia się z faktem, że nigdy już Dzikiego Zachodu nie będzie.

  • Simply

    Ano, nie udał się chłopak, wybitnie. Z barmanem, to mu wyszło tak na ostatni styk .
    Dopiero się grożny zrobił właśnie w finale, jak zaczął kozaczyć z giwerą do bandy bezbronnych tchórzy 😀 To wszystko, na co go było stać.
    Ważną treścią filmu jest wywodzące się jeszcze z klasycznych westernów starcie życiowego praktycyzmu z swoiście pojmowanym romantyzmem , który musi przegrać, ale to na nim stać będzie legenda o czasach Far Westu. Dick Richards nie wartościuje tych postaw , szanuje obie strony. Młody nie pasuje do żadnej z tych opcji ; wymowa filmu jest taka, że aby kimś być, trzeba się najpierw zbudować,
    No i na pewno ,, Culpeppera…'' należy czytać w kontekście epoki , mamy tu echa Wietnamu ( spęd jako niemal wojenny quest na wrogim terytorium ) i upadek kotrkultury z początku 70-tych , młody może symbolizować brutalny moment wyjścia pokolenia ,lata miłości'' z idealistyczno- tripowego eskapizmu, kiedy trzeba zderzyć się z prawdziwą rzeczywistością.

  • A najlepsze jest to, że za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jak na niego trafiłem. Z reguły są to jakieś rankingi, albo polecenie czyjeś (przeważnie z komentarzy). A tutaj nic… Po prostu nagle się znalazł i go obejrzałem 😛

  • Simply

    Pamiętam, ze wiele razy, przy różnych okazjach i na kilku blogach rekomendowałem go ludziom w komentarzach – z drugiej strony nigdy się nie spotkałem, żeby ktoś z blogosfery ten tytuł kojarzył . Inna sprawa, że western nie cieszy się wielką popularnością . Chyba, że spaghetti, w pewnych kręgach fanowskich.

  • Simply

    A nie wiem, czy u Ciebie też nie wymieniałem tego tytułu pod recką z któregoś Eastwooda z 70-tych.

  • Bardzo możliwe. Czasem jest tak, że bardzo długo trzymam złapaną rybę zanim się za nią zabiorę. Gorzej jest jak na przykład ktoś mi coś poleca. Ja szukam, szukam. Łowię, czekam. W końcu mam! Odkładam i mija pół roku i zapominam. Później czytam jakieś zestawienie i myślę "o! fajny film może być" Łowię, czekam i czekam. W końcu mam! Chcę odłożyć na półkę z innymi i dostaje pytanie czy podmienić 🙂