PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Dope (2015)

Recenzja filmu "Dope" (2015), reż. Rick FamuyiwaPo obejrzeniu filmu Dope należy zadać sobie jedno pytanie: gdzie był i co robił Rick Famuyiwa w latach 90-tych, gdy takie obrazy cieszyły się niezłą popularnością?  Miał trochę talentu, więc mógł zrobić kolejny obraz płynący na fali popularności filmów o gangach z przedmieść. O Johnie Singletonie – Boyz n the Hood (1991), Higher Learning (1995), czy wcześniejszych jointach Spike’a Lee wspominać nie trzeba. Oczywiście Lee bardziej ocierał się o problematykę społeczną niż tematy związane z bujaniem się po klatkach schodowych, jednak już Clockers (1995), to doskonały przykład obrazu wpisującego się w estetykę recenzowanego tytułu.




To, co napędzało fabułę większości z nich, to biały puch, który za cholerę nie chciał spaść w grudniu z nieba, a z powodzeniem wyścielał szklane stoły przez cały rok. Narkotyki palone, wciągane, wstrzykiwane, wdychane, a przy policyjnym pościgu naprędce spuszczane w domowej toalecie były w większości przypadków wodą na młyn przy pisaniu kolejnych scenariuszy do tychże obrazów. Lee i Singleton to oczywiście nie wszyscy. Boaz Yakin Fresh (1994), Ernest R. Dickerson Juice (1992), Jeff Pollack Above the Rim (1994), bracia Albert i Allan Hughes Menace II Society (1993), F. Gary Gray Friday (1995) i wielu innych, których filmy z tego okresu widziałem. Wszystkie wymienione gorąco polecam, bo nawet utrzymany w komediowych tonach Friday potrafił przemycić poważne treści. Gdzie zatem był wtedy Rick Famuyiwa? Otóż Rick w ogóle nie był zainteresowany uzi, crackiem i znakowaniem białą kredą miejsc po ciałach. Rick kręcił komedie romantyczne. Nie widziałem ani jednej. Czy Rick się spóźnił? Nie. Czy dlatego, że jest czarnoskórym reżyserem powinien kręcić dramaty o zbrodniach w brooklińskich zaułkach? Nie będziemy skłaniać się ku takim stereotypom. Zatem ciekawszym pytaniem będzie, dlaczego Rick dopiero teraz nakręcił taki film jak Dope?

Recenzja filmu "Dope" (2015), reż. Rick Famuyiwa
Głównym bohaterem jest zakochany w latach 90-tych dzieciak, Malcolm – nerd i geek w jednym. Wychowuje go matka, a ojciec, który opuścił rodzinę, podsyła mu co ciekawsze muzyczne inspiracje. Oczywiście wszystko w estetyce najtisów. Malcolm chodzi do liceum i ma ciężko. Tak samo ciężko, jak każdy bohater filmów coming of age. W sumie… ma jeszcze ciężej. Gdy zakłada kolorowe ciuchy i wyglądem zewnętrznym przypomina Radio Raheema z Do the Right Thing (jednak tylko tylko w sferze odzienia, bynajmniej nie gabarytami), to uwierzcie mi – rzuca się w oczy. Akcja dzieje się w czasach współczesnych, jednak na dzielnicy nic się nie zmieniło od czasu, gdy Tre (Cuba Gooding Jr.) uciekał przed członkami gangów. Kule są tak samo szybkie teraz jak i 20 lat temu. Chłopak sam nazywa siebie kujonem i wie doskonale, że jedyną szansą na poprawienie bytu jest kształcenie się, a jego marzeniem jest dostać się na Harvard. Cały swój image podporządkował latom 90-tym. Nawet swój esej (mający być przepustką na wyższą uczelnię) nazwał: „Poszukiwania dobrego dnia z piosenki Ice Cube’a”.

Recenzja filmu "Dope" (2015), reż. Rick Famuyiwa
Jak twórcom udało się pozlepiać te wszystkie odniesienia i wymieszać dla współczesnego odbiorcy? Fabularnie mamy tu niezły bajzel. Jest uczucie. Urocza Nakia (Zoë Kravitz) staje się w filmie motywacją do działania dla Malcolma. Jest kryminał. Chłopak staje się przez przypadek posiadaczem znacznej ilości narkotyków i musi je upłynnić. No i w końcu jest dramat. Trzeba stać się odważnym i dorosłym znacznie szybciej niż Malcolm chciałby tej dorosłości doświadczyć.
Wydaje mi się, że Rick Famuyiwa chciał połączyć dwie rzeczy. Nie odżegnywać się do końca od estetyki komedii romantycznych, jednocześnie przypomieć, że gdzieś tam dawno temu jego koledzy po fachu kręcili kozackie filmy o dzieciakach z automatem w dłoni. To się udało. Za sam pomysł, odwagę i nieszablonowe podejście do tematu należy się ocena niezła z dużym plusem.

Recenzja filmu "Dope" (2015), reż. Rick Famuyiwa
Trapi mnie zupełnie inna rzecz i właśnie dlatego nie jestem w stanie polecić filmu jako dobry. Ktoś źle podpowiedział twórcy i elementy wyjęte prosto z serii American Pie uważam za zupełnie zbędne. Na tyle zbędne, że wyglądają karykaturalnie. A może miały takie być? Może to przytyk dla współczesnych komedii. Niestety nie wyczułem prawdziwego zamiaru w tej kwestii i poczułem absmak. Niestety, te elementy wypełniają środkową część filmu doprowadzając obraz do totalnego bałaganu. Kloaczne dowcipy, sikanie, wymioty itd. Na szczęście, kiedy myślisz, że już nic z tego dobrego nie będzie, Famuyiwa ponownie zmienia ton opowieści. Widz znowu zobaczy sceny, które potrafią dziś zmrozić tak samo, jak wczoraj. Pełen powagi dzieciak z wycelowaną spluwą nie jest zabawny i dowodzi, że naprawdę na dzielnicy nic się przez ćwierćwiecze nie zmieniło. Niezły+

6/10 - niezły

Czas trwania: 103 min
Gatunek: Dramat, Komedia
Reżyseria: Rick Famuyiwa
Scenariusz: Rick Famuyiwa
Obsada: Shameik Moore, Rakim Mayers, Forest Whitaker (narrator), Zoë Kravitz
Zdjęcia: Rachel Morrison
Muzyka: Germaine Franco

  • FIlm byl spokojnie o 2 gwiazdki lepszy. Ja mu daje 8/10. Malo jest tak swierzych filmow z tobra gra aktorska i ciskawym scenariuszem.

  • Wierzę, że film może się podobać. Cieszę się również, że znalazłeś więcej pozytywów niż ja. To co mnie irytowało i dlaczego oceniłem go jako niezły z plusem wyjaśniłem.