PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Kostucha (1962)

La commare secca - Kostucha - 1962

Kostucha będąca debiutem reżyserskim Bernardo Bertolucciego okazała się ciekawa w swojej formie, jednak zupełnie dla mnie nie atrakcyjna jako opowieść z gatunku kryminału. Bernardo Bertolucci nakręcił Kostuchę według scenariusza, który napisał razem z Pierem Paolo Passolinim i Sergiem Citti. Nazwiska współscenarzystów powinny mówić już wiele o stylu opowieści, w której się zanurzymy. Nic bardziej mylnego. Nie będzie tu żadnych skandalicznych obrazków. Nic, czego widz mógłby się spodziewać od twórców przyszłej Salo, czyli 120 dni Sodomy






Kostucha miała być kryminałem, a została przedstawiona jak obyczajowy przekrój niższej klasy społecznej mieszkańców Rzymu, a raczej jego przedmieść. To co na początku wysuwa się na pierwszy plan, to zbrodnia dokonana na prostytutce. Jednak przesłuchanie i szukanie winnego bardzo szybko spada w hierarchii ważności w scenariuszu. Kluczowe przesłuchania i opowieści o jednym wieczorze i jednym miejscu jest tylko pretekstem do przedstawienia kilku różnych person. Żołnierz, który włóczy się bez jasnego celu po ulicach. Szuka miłości? Chce zapomnieć? Poznajemy też złodzieja, który okrada pary zakochanych zastygających w ramionach kupidyna na okolicznych polanach. Są i młodzi mężczyźni, którzy chcą okraść w parku innego mężczyznę. Jest w końcu bajerant, który ciągle bałamuci swoją dziewczynę i do końca nie wiadomo czy chce ją rzucić, czy ma jakiś inny cel, który tłumaczyłby jego zachowanie? Dużo? Dużo za dużo.

La commare secca - Kostucha - 1962

W ten sposób, podczas przesłuchania i wsłuchiwania się w kolejne punkty widzenia, można się pogubić. Zupełnie zapomina się o leżącej gdzieś w trawie prostytutce. Przecież widz powinien szukać odpowiedzi na główne pytanie tego filmu: „Kto ją zabił?”. Już pal licho: „Dlaczego to zrobił?”. Jednak nawet poszukiwania mordercy odrzucamy na bok i wsłuchujemy się w opowieści z przedmieść.

La commare secca - Kostucha - 1962
Oryginalna i wymagająca skupienia opowieść powinna mnie bez reszty wciągnąć. Zaś fajna, chociaż kompletnie niepasująca do obrazu, muzyka potrafiła mnie ująć i zmusić do większego intelektualnego wysiłku. Co z tego, skoro potraktowałem w rezultacie Kostuchę jako film obyczajowy, a gdy mordercę zatrzymano mało mnie to obchodziło. Nie odnalazłem się kompletnie w debiucie Bertolucciego i zaliczam nasze pierwsze spotkanie do średnio emocjonujących. Wiem co Bertolucci chciał osiągnąć. W mrocznej opowieści o zbrodni chciał pokazać, że każdy ma coś do ukrycia i podczas przesłuchania próbuje bronić się do końca (jakichkolwiek by nie miał grzeszków na sumieniu) nie zważając na powagę sprawy. No cóż, na plus idą zdjęcia i Rzym pokazany od drugiej strony widokówek.

La commare secca - Kostucha - 1962
Film obejrzałem w ramach wyzwania „Oglądamy filmy wyreżyserowane przez Bernardo Bertolucciego”Oczywiście zachęcam wszystkich do przyłączenia się i mam prośbę byście nie zważali na moją średnią ocenę. Być może w Waszych recenzjach przeczytam coś co pozwoli mi bardziej docenić Kostuchę.

Oglądamy filmy wyreżyserowane przez Bernardo Bertolucciego

5/10 - średni

Czas trwania: 88 min
Gatunek: Kryminał
Reżyseria: Bernardo Bertolucci
Scenariusz: Bernardo Bertolucci, Pier Paolo Pasolini, Sergio Citti
Obsada: Francesco Ruiu, Giancarlo De Rosa
Zdjęcia: Giovanni Narzisi
Muzyka: Piero Piccioni, Carlo Rustichelli

  • Jedna uwaga co do:

    "Nazwiska współscenarzystów powinny mówić już wiele o stylu opowieści, w której się zanurzymy. Nic bardziej mylnego. Nie będzie tu żadnych skandalicznych obrazków. Nic, czego widz mógłby się spodziewać od twórców przyszłej Salo, czyli 120 dni Sodomy…"

    Pasolini to w początkach swojej kariery w gruncie rzeczy opowiadacz historii ludzi żyjących na marginesie społeczeństwa, z mocno zarysowanym, lewicowskim podejściem do opowiadanej historii, broniący wyrzutków, dziwek i nadający im szerszy i większy od opowiadanej historii wymiar. Tak było we "Włóczykiju", "Mamma Roma", tak jest i w "Kostusze". To wszystko to przenoszenie ludzkich problemów na większy, niejednokrotnie naznaczony religią poziom ( w momentach premiery te filmy były tak i tak naznaczone skandalami). Błędem byłoby go jednak odbierać tylko przez pryzmat Salo, choć z drugiej strony film ten jest kulminacją poprzednich obrazów.
    Ciekawi mnie, co będziesz pisał o tych najważniejszych obrazach Bernardo, czyli "Ostatnim Tangu", czy choćby "Wiek XX". 🙂

  • Tylko jedna? To luz ^^ 🙂 Dzięki za komentarz i uzupełnienie. Rzeczywiście tak było. Starałem się właśnie wyjaśnić przeciętnemu zjadaczowi taśmy filmowej, żeby zerkając na nazwisko scenarzysty nie wybiegł myślami w kierunku "Salo..". Ja przed seansem tak zrobiłem, to znaczy sądziłem, że 21 letni Bertolluci może być pod wpływem 40 letniego wówczas Pasoliniego. No i był, jednak w innym stylu 🙂 Dopiero teraz dotarła do mnie książka o Bertoluccim i będzie mi zdecydowanie łatwiej wejść w świat Bernarda 🙂 "Ostatnie Tango" zostawię chyba sobie na koniec 🙂

  • Wczoraj zacząłem oglądać "Wiek XX". Świetna rzecz. No i początek jak kobiety ze wsi pogoniły Donalda Sutherlanda z widłami 🙂