PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Dellamorte Dellamore (1994)

Dellamorte Dellamore - O miłości i śmierci - 1994
Francesco Dellamorte – zakochałem się w tej postaci. Gdzieś w alternatywnej rzeczywistości Francesco to ja, stojący na straży cmentarza. Bez snu, bez wytchnienia. Tylko ja i mój wierny Bodeo M1889. U boku jest jeszcze wierny, choć nieco opóźniony w rozwoju towarzysz. A na muszce zombie, cała masa zombie.

Z Michelem Soavim jako reżyserem nie miałem kontaktu. Wprawdzie kręcił się gdzieś przy okazji Phenomeny, jednak dopiero teraz nasze spotkanie można uznać za udane. Swój mix gatunkowy będący połączeniem horroru, komedii i erotyka nakręcił na podstawie powieści Tiziano Sclaviego.




Sclavi największego sukcesu nie odniósł jako powieściopisarz, lecz jako twórca komiksowej serii Dylan Dog. Nie znam przygód detektywa mroku, czyli tytułowego Dylana. Wydaje się, że bohatera filmu Dellamorte Dellamore  musi łączyć bardzo wiele wspólnego z postacią z komiksu. Być może Francesco to wersja Dylana po przekroczeniu rzeki Styx?

Dellamorte Dellamore - O miłości i śmierci - 1994
Tłem i jednocześnie areną zmagań naszego bohatera jest cmentarz. To na nim Francesco, będąc grabarzem i strażnikiem spokoju mieszkańców leżącego nieopodal miasteczka, mieszka i pracuje. Towarzyszy mu Gnaghi, opóźniony w rozwoju niemowa. Nie da się ukryć, że w swoistym uniwersum stworzonym przez scenarzystę, panowie stali się partnerami, a zawarta w filmie historia mogła z powodzeniem stać się początkiem kolejnych przygód. Irracjonalny świat w Dellamorte Dellamore rządzi się poniekąd swoimi prawami. Dla Francesca sytuacja, która ma miejsce na cmentarzu jest normą i stała się codzienną lub raczej conocną rutyną.

Dellamorte Dellamore - O miłości i śmierci - 1994
Każda noc przypomina poprzednią i nic nie zwiastuje zmiany. Francesco delektując się winem przegląda książkę telefoniczną, rozmawia przez telefon i… wpada ryczący zombie, jednak nie ten agresywny od Dannego Boyle’a, a taki klasyczny, ślamazarny od George’a A. Romero. Dellamorte nie przerywa rozmowy. Ba! Nawet nie odwraca się w kierunku żywego trupa i wypala precyzyjny strzał w głowę posyłając tym samym delikwenta powtórnie w zaświaty. Gnaghi sprząta zwłoki, a grabarz wraca do sączenia wina. Tak wygląda monotonia naszych partnerów. Soavi pierwszymi scenami buduje specyficzny klimat rozleniwienia, bo chociaż dla widza dzieje się dużo, to już dla naszej dwójki to chleb powszedni. Dopiero wdowa (Anna Falchi), która pojawia się w związku z obrządkiem pochówku swojego męża, wywraca wywrócony świat powtórnie.

Dellamorte Dellamore - O miłości i śmierci - 1994
Podniosło się ciśnienie u Francesca, twarz nabrała kolorów, oddech przyspieszył. Wcale nie. Powierzchowności grabarza już nic nie zmieni, jednak co do tego, że uczucie się pojawiło, nie mamy wątpliwości. Dostał też fory, ponieważ okazało się, że umiłowana jego sercu doskonale odnalazła się na podległym mu terenie – na cmentarzu…

Dellamorte Dellamore - O miłości i śmierci - 1994
Miłość silniejsza od śmierci, przyjaźń, świat, w którym dzieją się niezrozumiałe rzeczy. Do końca też nie wiadomo jak odczytywać znaki, które daje reżyser (to nie jest zarzut). Mamy kibicować kupidynowi? Mamy trzymać kciuki za coraz śmielej poczynającego sobie głównego bohatera? Postaci nie kierują do dalszych czynów dobre lub złe wartości. Motorem warunkującym działania jest pożądanie. Jest wyprawa uczucia do świata pozagrobowego i z powrotem. Trzeba Tobie wiedzieć czytelniku, że Franek lokuje uczucie bez względu na tętno lubej… Aż chciałoby się go postawić u boku bohatera Buio Omega. Nic z tego! Frank Wyler z Mrocznego Pożądania to niereformowalna bestia, Francesco Dellamorte powinienem być raczej porównany do bohatera bajronicznego. Co ciekawe, jego kompan Gnaghi ma nie mniejsze problemy emocjonalne. Nieszczęśliwie zakochani romantycy? Z życiorysami naznaczonymi zbrodnią i namiętnością? A jakże.

Dellamorte Dellamore - O miłości i śmierci - 1994
Bogactwo świata zaskakuje na każdym kroku. Porządna charakteryzacja zombie. Anna Falchi, która mogłaby zostać muzą co drugiego Włocha. No i najważniejsza kwestia zostawiająca konkurencję kilka kroków z tyłu – Mauro Marchetti jako operator. Ujęcia pod różnymi kątami, nocne sceny z rozświetlonym dalszym planem, pierwszy „spacer” z Nią po katakumbach z korytarzem rozświetlonym przez snop dziennego światła, kamera za płonącą książką z powiększającą się dziurą na trawionej ogniem stroną….

Polecam jako nieco pokrętną wycieczkę po świecie zmarłych, żywych i tych, którzy nie mogą się zdecydować. A na wszystko patrzy diabeł, bo takie historie są najlepszą dla niego rozrywką. Polecam.

7/10 - dobry

Czas trwania: 105 min
Gatunek: Horror, Komedia
Reżyseria: Michele Soavi
Scenariusz: Gianni Romoli, Tiziano Sclavi
Obsada: 
Rupert Everett, Anna Falchi, François Hadji-Lazaro
Zdjęcia: Mauro Marchetti 
Muzyka: Riccardo Biseo, Manuel De Sica

  • Simply

    ,,….Z Michelem Soavim jako reżyserem nie miałem kontaktu. Wprawdzie kręcił się gdzieś przy okazji Phenomeny, jednak dopiero teraz nasze spotkanie można uznać za uznane….''
    Risercz roku !
    Nie ma to , jak się czegoś nowego, interesującego o twórcach filmu z recenzji dowiedzieć.

  • Chciałem żeby wyszło zabawnie Simply, a wyszło jak wyszło.

  • Simply

    Acha 😀 😀

  • @Patryk
    Jak widziałeś The Adventures of Baron Munchausen i The Brothers Grimm, Terry'ego Gilliama, to jeszcze tam masz z nim (niestosowne) kontakty, bo on tam reżyserował second unit. Sceny z Munchausena, które były kręcone we Włoszech‎ i Hiszpanii są chyba jego autorstwa.

  • Jeszcze się okaże, że sąsiadami jesteśmy 🙂 Mój nie-risercz już nie jest blady a przezroczysty. Widziałem oba.

  • Simply

    ,,Przezroczysty'', to chyba szczyt optymizmu ! w ,, Blastfighterze'' Lamberto Bavy, którego nie tak znowu dawno recenzowałeś, Soavi grał mocny drugi plan – role kolesia, który wybrał się z panną w lasy i został zmasakrowany nad rzeka przez bandę kłusowników.

  • Simply

    … i też kierował second unit.