PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

The Hand (1981)

The Hand - Ręka - 1981

Wstyd przyznać, ale nie znałem Olivera Stone’a od tej strony. The Hand, czyli Ręka, jest tak inne od wszystkiego co po niej powstało, iż ma się wrażenie, że twórca po jej nakręceniu usiadł i długo się zastanawiał nad tym jakie filmy chce kręcić. Nie chcę napisać, że Ręka jest kiepska. Jest nawet niezła. Chodzi o to, że filmy Olivera Stone’a „się zna”, a Ręka nijak do filmografii nie pasuje. Jest jak dziwoląg, na którego nie można patrzeć, lecz patrzysz, bo jest w nim coś niepokojącego.

Ręka opowiada historię twórcy komiksów, scenarzysty i rysownika, Jona Lansdale. Mieszkając na wsi razem z żoną i córką, wiedzie żywot w zbudowanym przez siebie patriarchalnym systemie rodzinnym. Nie zdaje sobie sprawy, że tylko jemu wydaje się, że ów rodziną zawiaduje i podejmuje najważniejsze decyzje dotyczące rodzinnego ogniska.

Rysując i publikując swoją najbardziej poczytną serię Mandango już dawno przestał doglądać domowego ognia. Żar przygasł już dawno. Nawet tlących się delikatnym płomieniem kawałków drewna ciężko już dostrzec. Nie ma nic. Jak to zazwyczaj bywa, osoba najbardziej zainteresowana dowiaduje się na końcu. Oczywiście na własne życzenie. Żona Jona, Anne, chce wrócić do Nowego Jorku. Chce również, by na chwilę od siebie „odpoczęli”. Przecież już to ustalili. „Kiedy to ustaliliśmy?” pyta Jon. Tak pewny swojej pozycji szybko zaczyna chwiać się na nogach. Utarczki, kłótnie, brawurowa jazda samochodem z żoną, wypadek.

Od tego tak naprawdę się zaczyna.

Wypadek w filmie Oliver’a Stone’a to najlepsza scena z filmu. Musicie to zobaczyć. Kłótnia na drodze, wymijanie, dłoń za oknem, BAM! Nie ma dłoni. Posoka na bohaterach, wrzaski, krew na twarzach, ambulans. Wszystko wygląda jak na miejscu zbrodni,

The Hand - Ręka - 1981
Oliver Stone zmierzył się z horrorem i po Ręce już nigdy do niego nie wrócił. Początek, wypadek i pomysł na cały film, niezły. Rysownik pozbawiony dłoni zaczyna świrować, co odbija się na nim, rodzinie i całym otoczeniu. Zaś odłączona od ciała dłoń, zaczyna żyć własnym życiem. To znaczy nie tyle własnym, co mocno powiązanym z niedawnym właścicielem. Dłoń śledzi, tropi i w końcu zabija…

Dla mnie obraz okazał się miejscami nieznośnie nużący. Przyznaję, że Stone podszedł do sprawy ambitnie. Chciał pokazać stratę dłoni jednocześnie jako traumę. To mu się poniekąd udało. Przede wszystkim ze względu na Michaela Caine’a. Miałem mieszane uczucia, gdy widziałem go w takiej roli. Z jednej strony, na początku, nie pasował mi kompletnie do tematu. Głównie ze względu na warunki fizyczne i aparycję. Ciepła klucha Caine mający zmierzyć się z morderczą dłonią? Hmm. Z drugiej strony, angaż Caine’a przyniósł nieoczekiwany efekt. To własnie ta ciepła klucha pokazała mrok na twarzy. Był szarym człowiekiem, w rezultacie zdominowanym przez wszystkie swoje obsesje. Caineowi udało się pokazać, a raczej ukryć coś mrocznego. Widzimy tylko skrawek, choć wiemy, że drzemie tam o wiele więcej zła. Taki właśnie jest Michael Caine w filmie The Hand.

The Hand - Ręka - 1981
Naiwność. Jestem w stanie przełknąć, odrzucając realizm na rzecz historii, większość ze scen horrorów. Jednak co innego, gdy bohater ucieka i ukrywa się przed jakimś wielkim stworem, a co innego, gdy dłoni z filmu Ręka udaje się dusić, szarpać, zabijać… To przecież tylko mała dłoń… No cóż. Film w końcu nabiera halucynogennego klimatu (i dobrze). Jonowi zaczyna coraz bardziej odwalać. Dłoń radzi sobie coraz lepiej, a my wciąż czekamy na coś spektakularnego. Niestety, nie doczekamy się. Dostaliśmy klimatyczny dreszczowiec z fajnym początkiem, dłuuuugim środkiem i niezłą końcówką. Całość średnia, choć przyznam, że chciałbym się przenieść do alternatywnej rzeczywistości, w której Oliver Stone kontynuował swoją karierę reżyserską jako twórca horrorów..

5/10 - średni

Czas trwania: 104 min
Gatunek: Horror, Dramat
Reżyseria: Oliver Stone
Scenariusz: Oliver Stone, Marc Brandel
Obsada: Michael Caine, Andrea Marcovicci
Zdjęcia: King Baggot
Muzyka: James Horner

  • Filmy Stone'a warto oglądać jeśli trwają przynajmniej 2,5 godziny 😉

    Scena wypadku jest gdzieś na YouTube?

  • Simply

    ,,.. Film w końcu nabiera halucynogennego klimatu…''

    Wciągałeś coś przed seanasem ? Jeśli nie , to rozwiń .

    ,,…Jednak co innego, gdy bohater ucieka i ukrywa się przed jakimś wielkim stworem, a co innego, gdy dłoni z filmu Ręka udaje się dusić, szarpać, zabijać… To przecież tylko mała dłoń..''
    Przecież ta dłoń , to nie jest żywy organizm, którego siłę można oszacować . To przenośnia, symboliczne ujęcie odwetowych instynktów bohatera. To jest do bólu czytelne .
    I w tym tkwi największa słabość ,, The Hand'' – co jest cały czas sugerowane, znajduje stuprocentowe potwierdzenie , jeszcze w finale jest wyłożone ex catedra. Żadnego zaskoczenia , zero tajemnicy.
    Caine jest najmocniejszym atutem filmu . Jego wybór nie zaskakuje, nieco wcześniej odniósł sukces w zbliżonej roli w ,, Dressed to Kill'' De Palmy.
    Warto odnotować cameo Olivera Stone'a ( rola menela zaatakowanego przez dłoń na śmietniku ) i pochwalić muzykę Jamesa Hornera.

  • "Wciągałeś coś przed seanasem ? Jeśli nie , to rozwiń"

    Internet stanowi tak specyficzne miejsce kontaktów między ludźmi, że do końca nie jesteśmy w stanie wyczuć sarkazmu / poważnego pytania. Znamy się przecież tylko stąd. Jako że komentujesz u mnie w miarę regularnie (za co dzięki, gdyż te teksty podwyższają jakość całego posta), wiem, że z reguły to są pytania na serio. Odpowiedź też należy się na serio.

    Nie, nie wciągałem. Widmo czającego się za rogiem testu mi nie pozwala. Nie będę rozwijać swojej myśli dotyczącej halucynogennego nastroju w filmie. Takie odniosłem wrażenie i tak to odebrałem. Nie było tam zabiegów wizualnych jak "Las Vegas Parano". Nie musiało być. Zresztą to ty jesteś filmoznawcą. Nie ja 🙂

    "Przecież ta dłoń , to nie jest żywy organizm…"

    Przecież wiem, że ta dłoń jest odzwierciedleniem demona, który narodził się w głównym bohaterze. Ok, mogłem to napisać. Jednak twórcy zaprezentowali to w sposób dosłowny, więc zrecenzowałem to właśnie tak. Nakręciłbym to inaczej. Tylko twarze ofiar. Ślady na gardle. Nie "zwizualizowałbym" tego. Wolałbym pójście w stronę thrillera i bohatera, który nie jest pewny czy to on robi, czy nie.

    Co do Caine, to wciąż mam co do niego mieszane uczucia w tym filmie. To może dziwnie zabrzmi, jednak nie podoba mi się z tego okresu 🙂 Wolę go np. w Harry Brown. Wiek zdecydowanie mu służy.

    Muzyki nie zapamiętałem. Trochę się nudziłem na tym filmie, być może to przez to.

    Za wzmiankę o cameo Olivera Stone'a – dzięki.

  • Już jest. Specjalnie dla Ciebie 🙂

  • 😀 Czuję się jak kobieta!
    Scena całkiem miła. Przypomina kino klasy B, ale nakręcono to z powagą. Niezły efekt, choć sam bym o niej takich pochwał co ty nie napisał.

  • Gee

    Nie przepadam za recenzjami, które brzmią jak rozważania wielkich filozofów. Denerwuję się wielce, gdyż przypominają mi kazania mojego proboszcza, usypiającego wiernych po pierwszych kilku zdaniach. Jednakże największym grzechem jest opowiadanie każdego "smaczku", rozkładanie fabuły na czynniki pierwsze, a zwłaszcza jakiekolwiek wspominanie o zakończeniu. "Film w końcu nabiera halucynogennego klimatu…'' – wg. sprytne, a zarazem bezpieczne zagranie autora. Zostawia pytania, zapraszające czytającego do sprawdzenia tych słów. Czy na ten haczyk się złapie – to już każdego wola.

    Dobrą recenzję można porównać do tajemnicy. Władimir Nabokow pisał: "Tajemnicą, ku której dążył, była prostota, harmonijna prostota, zaskakująca bardziej niż najbardziej skomplikowana magia."

    I na koniec: Patryk nie przejmuj się takimi słowami. Wygląda na to, że Simply coś wciągał i z pewnością to nie była przysłowiowa kreska.

  • Takie komentarze jak ten Gee to chętnie bym przeczytał na swoim blogu 😀

  • @Gee Obecnie przejmuje się tylko tym że słyszę od tygodnia jakieś piski w samochodzie, a od dwóch dni tak jakby tarcie podczas hamowania 🙂 Dzięki Gee za miłe słowa. Luz. Simply bardzo dobrze uzupełnia recenzje swoimi komentarzami i za nic nie chciałbym ich stracić. Dobra, na dzisiaj skończyłem z podlizywaniem się 🙂

    @Garret Zasłużyć trzeba ! Jeżeli chodzi o scenę z wypadkiem, była najlepszą sceną w filmie. Musiałem o niej napisać.

  • Gee

    Zgadzam się z Tobą, Patryk. Simply trafne komentuje, podsuwa ciekawe porównania, dlatego byłem wielce zdziwiony jego powyższym zdaniem. Owszem, można się nie zgadzać, acz na Boga, nie traćmy resztek kultury osobistej. Namiastka szacunku do drugiego człowieka powinna zawsze i każdego obowiązywać (zarówno autora, jak i komentującego). Podejrzewam, że to była "chwilowa niedyspozycja" i zapewne teraz użyłby trochę innych słów 😉

  • Pingback: Oliver Stone - Po napisach | z pasją o filmach()