PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Lucy (2014)

Lucy - 2014Luca Bessona znam od dziecka. Metro, Nikita, Piąty Element, Leon Zawodowiec, Wielki Błękit. Stał się reżyserem charakterystycznym, przez to, że jego filmy „wyglądały” jak jego filmy 🙂 Nie można go było pomylić z innym twórcą właśnie przez warstwę wizualną. Kolory, ujęcia, ciekawy montaż, zbliżenia, trochę groteski. Besson zawsze był inny. Zawsze? Otóż nie. W jego filmografii istnieje spora luka. Miejsce, w którym tworzył trochę inne kino. Przede wszystkim… nie moje. Oddał się pracy producenckiej, promował innych twórców. To nie był mój Besson. W końcu pojawiła się Lucy, a wraz z nią Scarlett Johannson. Wracając jeszcze na chwilę do przeszłości, pamiętam jak dużo dała Milla Jovovich Piątemu Elementowi. Ona była jak świeża bryza dla twórcy. Stała się jego muzą, później żoną. Bez dwóch zdań pasję do Jovovich widać w obrazie sprzed lat.


To dobrze jak twórca pokroju Luca Bessona zatraca się w pracy twórczej z taką namiętnością jak wtedy. Filmowi dało to olbrzymiego kopa. Jovovich wyglądała nieziemsko, cały seans w świetle reflektorów swojego przyszłego ukochanego. Czy Lucy i Scarlett została potraktowana z takim samym uczuciem? Czy Besson znalazł nową muzę?

Bardzo się starał…

Lucy to opowieść o bogu ducha winnej Amerykance, która najlepsze lata swojej młodości chciała spędzić w egzotycznym Tajwanie. To całkiem zrozumiałe. Azja jak żadne inne miejsce na świecie nadaje się wybuchowy trip, gdzie dzień miesza się z nocą. Po całonocnych imprezach, przygodnych znajomościach, poznaje jego, Richarda. Kochanek? Nieee. Gdzie moja Scarlett z takim żulem. To raczej kumpel od kielicha i bongo. Akcja w filmie miała się rozpocząć szybko, jednak Besson chcąc „włożyć” TAK dużo „niefajnych” pomysłów, po prostu poległ. Lucy zostaje poproszona przez kolegę o dostarczenie walizki do recepcji hotelu. Chwilę po tym zostaje wrzucona w wir wydarzeń, z których ciężko już się wydostać. Lucy, choćby nie wiem jak mocno chwytała się krawędzi, to i tak zostaje wciągana głębiej i głębiej… Jednak zanim to nastąpi chciałem wyjaśnić na czym polega problem Bessona z nawałem „niefajnych” pomysłów.

Lucy - 2014
Lucy czeka przed recepcją i twórca postanowił przyrównać tę sytuację do czekającej na prerii antylopy. Cięcie! Rozmowa z Richardem. Lucy jest już coraz bliżej recepcji. Cięcie! Tygrysy na prerii wypatrzyły antylopę. Cięcie! Nie kupiłem tego. Chciał pokazać czające się zagrożenie, to jasne. Jednak dlaczego tak łopatologicznie. Nie wiem czemu to miało służyć…

Lucy leci na złamanie karku, a raczej akcja leci tak szybko, by kark jej złamać. Szybko pojawiają się Azjaci, nowy narkotyk, oferta nie do odrzucenia i nielogiczna miazga. Besson przegiął. Tak bardzo chciał, żeby wyszło, że po prostu nie wyszło. Lucy, która „nasiąknęła” nową substancją zaczęła zwiększać swoje możliwości. Jej mózg korzysta z coraz to większych możliwości. I tak zupgradowana Lucy zaczęła rozpracowywać kartel, który chciał wprowadzić do Europy niebezpieczną używkę…

Lucy - 2014
Pomijam fakt, że film nie trzymał się kupy. Najgorsze jest jednak to, że Luc Besson chciał wcisnąć w fabułę sceny, których tak naprawdę nie musiało być. Tylko co w tej sytuacji z akcją? Jest więc jazda samochodem, jak z filmu Taxi. Jest trochę strzelania w korytarzach, jak w Leonie. Jest nawet kilka prób zaimplementowania martial arts w Lucy (choć wygląda przy tym nieudolnie i nie ma takiego wdzięku jak Leello). Lucy przemierza kontynenty, by odnaleźć prawdę, która nęka całą ludzkość i widza zarazem… Co dalej?? Możecie sobie wyobrazić jak nielogicznie wyglądają sceny, gdy Lucy jest już obdarzona boską mocą, a jednak scenarzyści postanawiają angażować ją w walkę. I to niedługo po tym, gdy jednym skinieniem uśpiła kilkunastu przeciwników, zaraz potem ma scenę, gdy załatwia jednego po drugim. Ok, nie nastręcza jej to problemów, ale… jest bez sensu.

Lucy - 2014
Do plusów na pewno zaliczają się postacie. Casting został przeprowadzony świetnie. Besson, jak nikt inny, idealnie rysuje swoich bohaterów. Ten zły, czyli Min-sik Choia, i ten dobry, czyli Amr Waked, wypadli świetnie. Ten pierwszy, to diabeł z Ujrzałem Diabła, ten drugi będzie szalał w nadchodzącym Colt45. Zresztą… wszystkie drugo- i trzecioplanowe postacie są dobrze dobrane, jak zawsze u Bessona. Pamiętacie ten szereg kolorowych, charakterystycznych ludzi z tła Piątego Elementu? Tu jest podobnie. Ochroniarze, gliniarze, lekarze w szpitalu – wszyscy na swoim miejscu, wszyscy znakomicie dobrani. Ramy obrazu są super. Szkoda, że samo wnętrze puste. No i Morgan Freeman, już troszkę męczący w roli najmądrzejszego tego świata. Te jego wypowiadane w ślimaczym tempie zdania, tak ważne dla fabuły, irytują.

Średni to film i średnia to była historia.. Johanson nijak mi nie pasuje do pierwszoplanowej fajterki. Wygląda dobrze, jednak brakuje jej… elastyczności 🙂 Co innego w Avengersach, gdzie jest tłem dla tych „konkretnych” marvelowskich „bokserów”. Nie wiem komu polecić film. Może po prostu sobie odpuśćcie 🙂
5/10 - średni

Czas trwania: 90 min
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Reżyseria: Luc Besson
Scenariusz: Luc Besson
Obsada: Scarlett Johansson, Morgan Freeman, Min-sik Choi, Amr Waked
Zdjęcia: Thierry Arbogast
Muzyka: Éric Serra

  • A tak liczyłam na ten film.. Po przeczytaniu opisu skojarzył mi się z "Jestem bogiem", cudowny narkotyk i tak dalej.

  • A miałam takie nadzieje… Całkiem lubię filmy Bessona, ale tu widzę fajerwerków nie ma.

  • o rany, serio tak słabiutko? Ale to Besson i Scarlett i tak obejrzę 😛

  • To cholernie trudny film… nie sam w sobie, raczej trudny dla odbiorcy.
    Luc to typ reżysera, jakich uwielbiam. Nie kreuje się na artystę, nie próbuje nikomu wciskać kitu. Podobnie jak Sam Rami, Wes Craven, Spielberg czy nawet JJ Abrams z młodego pokolenia, jedyne co ma na myśli podczas kręcenia to frajda widowni i zwrot kasy dla tych, którzy zdecydowali się go finansować. No i tego Lucy nie można odmówić, bez dwóch zdań pozwala na dobrą zabawę, oczywiście kiedy już film się rozkręci. Jest wiele typowo Bessonowskich smaczków: luźna wymiana zdań, ucinane dialogi, dobre pauzy, no i postacie, które mają za sobą nimb fantastyczności… nie to nie fantastyczność to raczej coś w rodzaju cool-factor, każda postać wokół której kręci się fabuła filmów Luca jest cool, to ktoś z kim może niekoniecznie chciałbyś się zaprzyjaźnić, ale kogo z wielką radochą chcesz podziwiać.
    No i prawie.. prawie się udało.

    Teoretycznie wszystko było na miejscu… zresztą było na miejscu tam gdzie poustawiał to wcześniej. Wszyscy już widzieliśmy ten film, nazywał się Piąty Element, tylko szczegóły się różnią, a co łączy:
    1. Postać głównej bohaterki, która na początku wydaje się bezbronną ofiarą, by potem przeistoczyć się w herosa z krwi i kości.
    2. Mamy Bad-Guya w stylu ulubionego w Bessonowskich produkcjach G. Oldmana: małomówny, maniakalny, psychopatyczny. (Dam sobie rękę uciąć, że Garry dostał propozycję)
    3. Mamy ekspozycję dostarczaną przez starszego "mądrego" mężczyznę, który jest profesorem… (księdzem zapomnianej religii albo starym mafiozem kierującym restauracją).
    4. Najważniejszy element – postać francuskiego gliniarza – Besson nawet w dialogu odwołuje się do niego, "As a reminder" . To jest nasz Corben niestety z wybitnie obciętą rolą.
    5. Identyczne tempo i rozgrywanie akcji… Nawet finałowe sceny niepewności. Żyje? Nie żyje? Uratowaliśmy świat? Nie uratowaliśmy?

    To nie zarzut… nie mam nic przeciw. Piąty Element to jeden z najlepszych action shlocków Lat 90, ten scenariusz powinien być powtarzany, tylko na miłość boską skąd ten idiotyczny pomysł? Czy Luc doszedł już do sytuacji Lucasa? Nikt nie jest w stanie zakwestionować jego nawet najbardziej głupich pomysłów?

    "Mam świetny pomysł. Wiecie mówi się, że człowiek wykorzystuje tylko 10% swojego mózgu nie… no to zróbmy Piąty Element ponownie tyle, że zamiast elementów sf i boskich paraleli wrzućmy w to ewolucje, Darwina i fizykę kwantową."
    W tym momencie zamiast ktoś powiedzieć: "Tell me more", powiedział: "Świetne. Kupuje to. Dzwonie do agenta Zoe Saldany, Rooney Mary, Scarlett Johanson … bo wiesz Milla już nie odbiera od Ciebie telefonów".

    Pomysł na fabułę jest idiotyczny, rozwinięcie tego pomysłu jeszcze bardziej groteskowe. Najgorsze jest to, że ten pomysł będzie powtórzony jeszcze 15 razy… a wszystko zaczęło się od mylnej interpretacji zdania prof. Williama Jamesa, który z pogardą spoglądał na ludzi myśląc o marnowaniu potencjału, który drzemie w ich głowach.

    Mam jeszcze jeden zarzut do filmu… choć wiem, że na tym etapie to już nieuchronne… ale na miłość boską narysowane komputerowo samochody kompletnie wyciągnęły mnie ze sceny pościgu. Nie liczę już nawet na prawdziwe kraksy a la Taxi, ale na miłość boską jak już rysować to przynajmniej realistycznie.
    Ciekaw jestem co masz do powiedzenia na ten temat jako specjalista.

    No ale reasumując jest coś dobrego co wyszło z tego filmu, a mianowicie:
    http://cf.badassdigest.com/_uploads/images/harry.png
    http://media2.whosaystatic.com/628473/628473_800wc.jpg

  • Odpowiadając niekoniecznie odnosząc się do wszystkiego (choć jak zawsze celnego).

    Nie, nie zauważyłem mankamentów dotyczących przerysowanych aut w scenach pościgu. Chętnie jednak przyjrzę się temu w powtórce seansu. (chociaż błyskające światła tychże, były irytujące. Tak jakbyśmy pod każdym kątem mieli szansę to zobaczyć….)

    "Nikt nie jest w stanie zakwestionować jego nawet najbardziej głupich pomysłów?"

    Tylko widzowie mogą to zrobić. Jednak podejrzewam że Besson ma taką pozycję w swojej ojczyźnie, że mógłby do końca świata kręcić Mimimki i z tego właśnie się utrzymywać…

    Reszta się zgadza. W zasadzie tak jak napisałem. Jednak.. to prawda że "Piąty Element" to jedna z lepszych rzeczy jaka spotkała kino science fiction. W "Piątym Elemencie" był … luz. Czułeś że świat jest bogaty, jak w grze typu mmorpg. Bohaterowie mogli wszystko. Mogli pójść tu, tam i tam. To samo poczułem teraz w "Guardiansach…' Tak zwany świat otwarty. W "Lucy" wszyscy poruszali się po swoich waypointach. Bez szans na zmianę kierunku… Nawet ten pościg samochodowy, nie był stricte pościgiem. Lucy się po prostu spieszyła z punktu A do punktu B. Nie czułem tutaj zagrożenia. Zresztą… przecież posiadając już taką moc, mogła się teleportować.

  • No właśnie jest więcej fajerwerków niż treści….

  • /spoiler

    Tak, są podobne elementy. Tam jednak bohaterowi przyświecał zgoła inny cel. I możliwości też miał inne. Tutaj Lucy w pewnym momencie staje się pół-bogiem…

  • Nie po drodze tej parze. Chociaż już widzę że wyniki na weekend otwarcia miał przyzwoite i szampana mogą otwierać. Żeby tylko nie wpadł im do głowy głupi pomysł na sequel…

  • Zapomniałem napisać o jednej bardzo ważnej zalecie. Dzięki Lucy bardzo zachciałem odświeżyć sobie Piąty Element, Leona, Nikitę a i może do Pierwszej Taksówki zajrzę… na tygodniu.
    Tak lied-in-universe to rzadko się zdarza, szczególnie w ostatnich produkcjach sf. Łączy się to troszkę z Cool-Factor o którym wspominałem, można to uzyskać przede wszystkim dzięki dobrej scenografii, minimalizacji efektów specjalnych no i może przede wszystkim postaciom, przekonującym, naturalnym, nie uzupełniającym pustych miejsc – świetny zabieg tego typu to np. Kolesie wymieniający rdzeń w statku kosmicznym w Piątym Elemencie albo genialny system napędowy statku Ronana z Guardiansach, jakieś 4 postacie macające świecące kulki – żadnego tłumaczenia, żadnych wymówek, po prostu… są reagują, macają swoje kulki. Niby nic trudnego… a wytłumacz to Zackowi Snayderowi, który musiał wskrzesić Russela Crowe żeby ciągle dostarczał zbędnych informacji w Man on Man of Steel.

  • Z chłopakiem mamy zamiar wybrać się na ten film, bo zwiastun mnie bardzo zaciekawił. Jestem ciekawa czy mi się spodoba 🙂

  • "Piąty element" też jest głupi jak but.:) Poszukaj w Internecie recenzji Nostalgia Chick, ładnie to tam punktuje. Aż sam się złapałem za głowę, że sam przez tyle seansów tego nie widziałem.

    Co do zdania Williama Jamesa, jeśli wiem o które chodzi, to nie jest mylne interpretowanie tylko manipulowanie. wywalenie jednego słowa które zmienia znaczenie całości.

  • Jako fan Elementu, czuję się trochę obrażony 🙂

  • Anonimowy

    Co powiedziała Lucy na samym końcu?

  • Po prostu Besson ma już swoje lata 😛

  • Trailer jest mega, mam nadzieję, że się mimo wszystko nie zawiodę…

    mlwdragon.blogspot.com
    historiaadam.blogspot.com

  • Chodzi Tobie o "I Am Everywhere" ?

  • On nawet 60-tki nie ma. Zerknij na recenzowane tutaj "Rabid Dogs" w reż. Mario Bavy. Staruszek – reżyser a zrobił tak dziki film że wciąż mi chodzi po głowie 🙂