PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Sąsiedzi (2014)

Neighbors - Sąsiedzi - 2014

Moja poniższa recenzja ukazała się również na portalu NoirCafe.pl, link tutaj.

Nicholas Stoller, reżyser i scenarzysta, swój debiut zaliczył w 2008 roku komedią romantyczną Forgetting Sarah Marshall. Film generalnie został przyjęty ciepło, choć zarzucano reżyserowi, że nie potrafił dobrać odpowiednich proporcji pomiędzy komedią romantyczną, a komedią naszpikowaną gagami. Później przyszła pora na Get Him to the Greek, a dwa lata później The Five-Year Engagement. Wszystkie nakręcone do tej pory były po prostu niezłe. Najnowszy, pod tytułem Sąsiedzi jest  dobry z dużym plusem.

Stoller dobrze czuje się w tym gatunku. Od razu trzeba napisać, że kręcone przez niego komedie, pomimo że zawierają kilka obscenicznych gagów, do tych stricte „głupich” nie należą. Są raczej kręcone w starym stylu, miejscami przypominają komedie z lat 80-tych.

Tak też jest z najnowszym filmem reżysera. Do głównej roli został zaangażowany jeden z moich ulubieńców. Seth Rogen, bo o nim mowa, wywodzący się z stand-upowej kliki jak wszyscy amerykańscy stand-uperzy jest diablo uzdolniony. Ok, wygląda tak samo, gra tak samo, głos ma jak nieokrzesany niedźwiedź (a są okrzesane? :), a jednak. Tak, należy do moich ulubieńców, bo oprócz talentu komediowego, jest naturalny i prawdziwy. Czy to są typowe komedie, czy role bardziej dramatyczne (był przecież świetny w 50/50, Take This Waltz, Funny People), zawsze mam taki wewnętrzny spokój, gdy jest w kadrze. Jest po prostu świetnym naturszczykiem, z ogromnym dystansem do siebie (co w Sąsiadach graniczy wręcz z masochizmem dotyczącym własnego jestestwa).

Neighbors - Sąsiedzi - 2014
W Sąsiadach Seth Rogen wciela się w postać Maca Radnera. Wraz z żoną Kelly (Rose Byrne) są świeżo po zakupie upragnionego domu w typowej amerykańskiej dzielnicy. W takiej, jakich tysiące widzieliśmy w innych produkcjach. Piętrowy domek z podjazdem do garażu, małym żywopłotem, przyciętym trawnikiem 4×5 metrów i klasycznym gankiem. Wprowadzają się, i jako że są szczęśliwymi rodzicami jeszcze raczkującej córeczki, roztaczają w wyobraźni swoją świetlaną przyszłość związaną z okolicą. Ah, ta piękna, godna starość w otoczeniu przyjaznych sąsiadów. W spokojnej i cichej dzielnicy. No właśnie… do spokojnej i cichej przyszłości drzwi zostały brutalnie zatrzaśnięta. Do jedynego pustego domu w bezpośrednim sąsiedztwie domu państwa Radner wprowadza się bractwo studenckie. Na czele z prezesem Teddym (Zac Efron) i jego prawą ręką Petem (Dave Franco – tak, tak, z tych Franków :). Jako że dziecko państwa Radner jest w fazie nauki zasypiania, dla wyczerpanych rodziców każda spokojna noc jest darem niebios. A teraz? Teraz nastanie czas chaosu i orgii. Piekielne ogary będą wyskakiwać z każdej dziury, stroboskopy walić po oknach, a nienaturalnie wielkie głośniki swoim brzmieniem rozwalać rodzinne pamiątki. W swoich najczarniejszych scenariuszach Mac i Kelly dużo się nie mylą.

Neighbors - Sąsiedzi - 2014
Państwo Radner to rodzice młodzi stażem i doskonale pamiętają jak się można bawić. Co więcej, na pierwszą integracyjną imprezę zostają zaproszeni i bynajmniej nie podpierają na niej ścian. Jednak to co dla rodziców jest sylwestrem, dla studentów to po prostu poniedziałkowa impreza. Zaraz przecież jest wtorkowa noc, później picie w środku tygodnia, czwartkowe przepychanki, a później weekend i trzeba się ostro zabawić.

Tak właśnie ma rozpocząć się sąsiedzka batalia. Od pierwszej interwencji, od pierwszego anonimowego telefonu. Walka o każdy metr trawnika i o każdą godzinę spokoju. Żadna strona nie przebiera w środkach, przekraczając nie raz granicę zdrowego rozsądku.

Czy jest to zatem komedia, w której seria żartów pt. „teraz my”, „teraz wy”? Na szczęście nie. Gagów jest mnóstwo i są śmieszne. Jednak w tę karuzelę wypełnioną alkoholem, wibratorami i cyckami udało się twórcom wpleść międzypokoleniową batalię ze strachem o swoją przyszłość. Padają pytania o to czy trzeba się spieszyć przy zakładaniu rodziny. Pytania o sens bycia odpowiedzialnym w młodym wieku i parę innych. Różnic pomiędzy studentem, a rodzicem jest wiele, rozpoczynając od bohaterów popkultury, jak w sporze o to, który odtwórca Batmana jest lepszy. To skądinąd świetne sceny, gdy Mac próbuje przekonać Teddiego do Micheala Keatona i jego syczącego „I’m Batman”, zaś prezes bractwa w odpowiedzi rzuca gardłowo i agresywnie „I’m Batman” w wykonaniu Christiana Bale’a. Takich smaczków jest więcej i wyłapią je tylko ci obeznani w kinie, niekoniecznie z tej dekady (jak np.: impreza w stylistyce ról Roberta De Niro, czy scena z przedrzeźnianiem Marka Wahlberga, przez skądinąd bardzo wg. mnie podobnego do niego, Ike Barinholtza)

Neighbors - Sąsiedzi - 2014
Każdy wiek i każda sytuacja życiowa rządzi się swoimi prawami. Tak też jest z tą komedią i widzami podczas seansu. Będą tacy, którzy kibicują bractwu w ich naturalnym prawie do ciągłej zabawy. Będą też dużo starsi, doskonale rozumiejący co to znaczy cicha okolica i drink przy kominku. Będą też ci po środku, jak ja. Którzy tęsknią po trosze do życia sprzed paru lat, do światła słonecznego po wyjściu z lokalu. Do chłodnych niedzielnych poranków w czasie powrotu do mieszkania. Do śpiewów i krzyków. Nawet do kolejek przed toaletami :). Z drugiej strony będąc rodzicami, nie chcielibyśmy zamienić tego stanu rzeczy. Oglądając film z tej perspektywy, uśmiechałem się widząc jak wiele sytuacji z mojego też niedługiego rodzicielstwa udało się scenarzystom umieścić w domu państwa Radner. Musiałbym zdradzić zbyt wiele intymnych szczegółów :), jednak proszę mi wierzyć, że scenarzyści odrobili zadanie domowe.

Koniec końców nie ma tutaj przegranych czy wygranych. Kończy się tak jak podejrzewałem. Każdy dostaje poniekąd nauczkę, Rodzina przeszła ciężkie chwile i jest jeszcze bardziej zżyta. Student? Jak każdy student musi wejść w końcu w dorosłość. Życie toczy się dalej, Kolejni kandydaci do bractwa będą musieli pić piwo z obuwia, nosić koszulki z napisem AssJuice, jak jeden z filmowych braci. Taki jest los kolejnego pokolenia. Po prostu trzeba się w porę obudzić. Nawet pod koniec studenckiego seansu, w ostatnią godzinę, naprawdę warto.

To dobry film. No dobrze, może kuleje nieco źle wyważone tempo akcji. Do tego mamy zbyt twarde przejście pomiędzy scenami w pierwszej połowie, a tymi z bardziej moralizatorskim charakterem z drugiej połowy filmu. Summa summarum polecam jako kolejny porządny film z Sethem Rogenem, który kolejny raz pokazuje, że niewypracowany ABS też jest cool :).

 
PS Zdecydowanie „I’m Batman” Michaela Keatona.

7/10 - dobry

Czas trwania: 91 min
Gatunek: Komedia
Reżyseria: Nicholas Stoller
Scenariusz: Andrew J. Cohen, Brendan O’Brien
Obsada: Seth Rogen, Zac Efron, Rose Byrne, Christopher Mintz-Plasse, Dave Franco, Craig Roberts, Lisa Kudrow
Zdjęcia: Brandon Trost
Muzyka: Michael Andrews

  • Oglądam talk show Grahama Nortona z udziałem głównych bohaterów filmu. Spotkanie rzecz jasna z okazji promocji filmu. Wydawał się tam śmieszny i jednocześnie mający przekaz. Idealny dla relaksu, ale nie dla odmóżdżenia. Twoja opinia wydaje się to potwierdzać.
    Sam Zac (którego nie jestem wielką fanką) zdaje się przekonywać, że istnieje życie po studiu Disneya i nie musi równać się graniu nijakich amantów.
    Chętnie obejrzę, kiedy będzie okazja.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • Zac wyjątkowo dobrze odnalazł się w nowych dla siebie okolicznościach. Do tej pory znany raczej z "grzecznych" występów, u boku Setha wypadł co najmniej dobrze. Całość tak jak napisałaś, do relaksu, ale nie dla odmóżdżenia. Komedia Stollera to zdecydowanie inna kategoria niż komedie z udziałem np. Sandlera, czy seria American Pie. Pozdrawiam.

  • Szukałem ostatnio jakiegoś filmu do obejrzenia w kinie i z braku ciekawszych premier zamierzam pójść właśnie na tę komedię. Może w środę, bo wtedy bilety w Cinema City są najtańsze 😉 Z Sethem Rogenem widziałem niewiele filmów (chyba tylko "Supersamca"), dla mnie to będzie więc kolejny film z Rose Byrne, która ponoć jest znakomita w tym filmie (z Nicholasem Stollerem współpracowała też przy "Get Him to the Greek").

  • Simply

    Mało komedii oglądam, ale z Sethem Rogenem widziałem jedną rzecz i to całkiem przyjemną – ,, Pineapple Express'' – kino zielarskie, przy paru scenach zdrowa beka gwarantowana. Rogen to komik z potencjałem, nawet go polubiłem.

  • Kapitalna komedia, jedna z lepszych ostatnio, jakie miałem okazję zobaczyć. Akurat byłem wczoraj i bawiłem się, oj bawiłem:) PS świetnie napisane:) Pozdrawiam,

  • Pinneapple Expres jest zajebiste. Scena gdy James Franco ładuje nogę w przednią szybę od samochodu w trakcie jazdy, celem jej wybicia to miazga. A Rogen? świetny typ, ciężko napisać świetny aktor. On tak gra, że nie gra 🙂

  • Simply

    Chłop ma fajną energię , to go niesie. Gra całym ciałem, a bez tego nie ma aktorstwa, zwłaszcza w komediach. Taki gruby, a zwinny, jak Jack Black, a przed laty John Belushi .

  • No jak się skusisz to jestem bardzo ciekawy wrażeń 🙂

  • Superbad, The Green Hornet i This Is the End też są niezłe. Rzeczy, które Rogen współtworzy (np. pisze scenariusze) ze swoją paczką trzymają całkiem dobry poziom.

    Warto też obczaić Eastbound & Down – serial Danny'ego McBride'a (też spoko koleś) w większości reżyserowany przez Jody'ego Hilla i Davida Gordon Greena (tego od Pineapple Express).

    Jody Hill wyreżyserował też Observe and Report z Rogenem w roli głównej – też fajny film.

  • Dla odstresowania ciekawa propozycja. Na pewno obejrzę zwłaszcza, że Twoja ocena jest taka pozytywna.

  • Widziałem reklamę i na pewno chętnie obejrzę kiedyś ten film.

  • Idealny film, by go kiedyś ściągnąć 🙂 Taki zarys fabuły mnie zachęca.

    Chyba, że dadzą go u mnie w kinie.

  • "This is the End" i "Superbad", świetne. "The Green Hornet" już do mnie nie trafiło zupełnie. Eastbound & Down znam, pierwszy sezon łyknąłem. Też dobre, chociaż miejscami McBride siłuje się z własnymi gagami.

    "Observe and Report" dobre.

  • Chociaż już było kilka filmów z tej serii, to z Rogenem zawsze tak jakoś świeżo wszystko wygląda 🙂

  • No to czekam na wrażenia w formie pisanej. I rzeczywiście jak sobie prześledziłem ostatnio obejrzane komedie, to "Sąsiedzi" wydają się nie mieć konkurencji.